Wróć do katalogu

One Way Ticket

Każdy kiedyś jechał starym autokarem, niektóre są straszniejsze, niż sie wydaje...

maja102, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ONE WAY TICKET

Autobus jak zwykle się spóźniał. Filip niecierpliwie przestępował z nogi na nogę. Stanie w pełnym słońcu męczyło go. Wiata z przezroczystego plastiku nie dawała ochrony przed palącymi promieniami. Nie mógł tez usiąść, bo ławka została już dawno zdewastowana przez miejscowych wandali. Z braku lepszego zajęcia czytał powypisywane na niej słowa, takie jak „kocham Kaśkę” czy „hooligans!”. Obserwowanie samochodów jadących drogą krajową numer 541 już dawno go znudziło. Lekki powiew wiatru z zachodu przyniósł nieco chłodu. Hm, jak przyjemnie. Łan zboża, który miał za plecami, zaszumiał cicho. Lubił ten dźwięk. Teraz, stojąc przy drodze, miał za sobą pola i zabudowania rodzinnego Karniszyna. Dalej znów ciągnęły się pola uprawne, a jakiś kilometr dalej płynęła leniwie Wkra. Jak miło byłoby zanurzyć się dzisiaj w jej chłodnej wodzie, a potem położyć się w cieniu nad brzegiem. Ale nie dzisiaj – musiał już wracać na uczelnię, po weekendzie spędzonym w domu. Głośny ryk silnika i muzyki wyrwały go z marzeń o odpoczynku nad Wkrą. Jakiś wariat pędził oplem calibrą chyba ze sto pięćdziesiąt na godzinę. Filip odsunął się odruchowo od krawędzi jezdni. Jednocześnie popatrzył z lekką zazdrością za znikającym autem. Kiedy wreszcie stać go będzie na własny samochód? Nareszcie! Wyczekiwany autobus pojawił się na horyzoncie. Z daleka rozklekotany Autosan sprawiał wrażenie, że nie zdoła dotoczyć się do przystanku. Jakoś jednak dojechał. Z bliska wyglądał jeszcze gorzej: coś w nim skrzypiało, stara farba ledwie trzymała się blachy. Na białym tle widniały jakieś dziwne czerwone wzory. Autobus musiał niegdyś trafić do lakiernika z fantazją, bo przypominały płomienie. Filip zauważył, że tabliczka, na której zwykle umieszczona była nazwa miejsca docelowego, tym razem była pusta. Ale na tej drodze kursowała tylko jedna linia, więc nie musiał się tym martwić. Pewnie kierowca zapomniał o tym szczególe. Podniósł swój plecak, który dotychczas leżał na ziemi i otrzepał go z pyłu. Kiedy autobus się przy nim zatrzymał, z piskiem zużytych hamulców, otworzył drzwi i wdrapał się po stromych schodkach do środka. - Proszę wsiadać, drzwi zamykać! – wzdrygnął się, słysząc dziwne skrzeczenie. Kierowca, właściciel owego nieprzyjemnego głosu, był wysoki, chudy i miał bladą cerę. Oczy zasłaniały mu duże, przeciwsłoneczne okulary. - Dzień dobry! Proszę bilet do Płocka. Facet za kierownicą bez słowa wystukał coś na przyciskach swojej kasy, a ta zawarczała, a potem wypluła bilet. - Dwanaście pięćdziesiąt! – powiedział, a zabrzmiało to jakby ktoś otwierał starą szafę z zardzewiałymi zawiasami. Drogo. Za dystans 57 kilometrów PKP każe sobie słono płacić. Pociągiem byłoby taniej, ale żadne pociągi tedy nie kursują, najbliższa linia jest dopiero w Sierpcu. Filip wyciągnął piętnaście złotych, a czekając na wydanie reszty rzucił okiem na wnętrze pojazdu. Zajętych była mniej więcej połowa miejsc. „Miejsc siedzących 39 + 1”, przypomniał sobie napis, który znajduje się zawsze przy drzwiach, po ich lewej stronie, na wysokości oczu wsiadających. Kierowca wydał resztę i bilet, a kiedy ich dłonie na moment się zetknęły, chłopak poczuł, że tamten ma bardzo zimną skórę. To dziwne w taki ciepły dzień, przecież ciągle trzyma rozgrzaną kierownicę. Filip schował drobne do tylnej kieszeni dżinsów. Autobus ruszył szybko, a on zakołysał się tak, że aż musiał chwycić się rurki przy schodkach, służącej za barierkę. Poczuł, że wszyscy pasażerowie się w niego wpatrują. Głupie uczucie, którego nie lubił. Ale było w tym coś jeszcze gorszego. Przez chwilę zdawało mu się, że wyczuł jakąś wrogość, albo coś innego. Jakby patrzyli na niego z zamiarem pożarcia. Zrobiło mu się nieswojo, mróz przebiegł po krzyżu. Trzeba szybko usiąść i będzie po wszystkim. Ruszył lekko chwiejnym krokiem, spowodowanym przyspieszaniem pojazdu. Dwa pierwsze miejsca były zajęte. Dalej, po prawej stronie siedział staruszek, a po lewej matka z dzieckiem. Za siwym starszym panem były wolne miejsca i tam usiadł. Znajdował się po lewej stronie pojazdu. Usiadł przy oknie, plecak położył na siedzeniu obok. Przedpołudniowe słońce zaczęło razić go w oczy. Zaciągnął ciemnoczerwoną zasłonkę. Wreszcie miał trochę cienia. Po staniu na osłonecznionym przystanku, teraz było mu całkiem przyjemnie. Ale nie na długo. Poczuł, ze wnętrze autobusu już się nagrzewa, powietrze robi się duszne. W dodatku z tyłu zalatywał lekko smród potu, który zaczynał go drażnić. Rozejrzał się po wnętrzu i przyjrzał towarzyszom podróży. Za przejściem, po prawej stronie, siedziała otyła kobieta w średnim wieku w niebieskiej sukience. Siedziała lekko zgarbiona, a na siedzeniu obok niej leżała złożona torba reklamowa. Kobieta patrzyła w okno. Przed nią siedziała matka z kilkuletnim synkiem, który był niespokojny i ciągle się kręcił. Ze swojego miejsca Filip słyszał tylko strzępki ich słów. - Nie, synku, jeszcze nie można. - Dlaczego? - Teraz nie. Potem. Siedź spokojnie. I nie baw się już zębami! Zębami? Czy dobrze usłyszał? Może matka wiezie go do dentysty, bo małemu ruszają się mleczaki. Może… Przed sobą miał siwowłosego staruszka. Kiedy przechodził obok niego, doleciał go zapach stęchlizny. Ubranie, które tamtem miał na sobie musiało leżeć w szafie z kilkanaście lat. I czy to tylko woń materiału? Szczerze mówiąc starszy pan wyglądał jakby sam siedział tu już kilka lat. Oglądanie współpasażerów przerwał Filipowi sygnał sms-a. Wyciągnął komórkę z kieszeni. „Nadal chcesz notatki z zarządzania?” Od Kaśki. Koleżanki ze studiów, od której chciał pożyczyć notatki, co było tylko pretekstem, by ją bliżej poznać. Ładna, sympatyczna – spodobała mu się. Odpisał „Jasne. Będę dzisiaj po południu.” Nagle usłyszał szept w autobusie. I dopiero w tym momencie zdał…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych