Wróć do katalogu

Opowiadania z Wieloświata: Nakładka na życie cz.8

Bo przyszłością jesteśmy my; stworzeni nieśmiertelnymi...

MKP, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Moja świadomość opuściła ciało i poszybowała po nieskończonej plątaninie kwantowych węzłów aż do miejsca, gdzie META-DEC zakodowało program „Przejście”.

Przyjemne ciepło pogłaskało mi skórę niczym czuły dotyk stęsknionej kochanki. Jak ja dawno nie byłem z kobietą…

Otworzyłem oczy.

Obraz był tak wyraźny, że niemal nierealny. Wszystko niewiarygodnie ostre, nieprzygaszone przez ciągłe potoki myślowe.

Kurwa!

Nie mieszaj mi w głowie, pasożycie! Zakląłem w myślach. Przypominałem sobie, że to właśnie z tą ułudą – piękną, ale nadal ułudą – chcę walczyć. To nie iluzja powinna urzekać wspaniałością… Nie powinniśmy kreować sztucznego świata, tylko naprawić ten, który sami rozjebaliśmy!

Rozejrzałem się po okolicy.

Powitał mnie widok sielskich przedmieść rodem z minionego stulecia: rzędy identycznych domków rozłożonych symetrycznie po obu stronach ulic rozchodzących się promieniście od szerokiego ronda, równo przykoszone trawniki, stare samochody zaparkowane byle jak na podjazdach, a wszystko zalewane ciepłem wiosennego poranka. Wśród nielicznych większych budynków najbardziej wyróżniał się jeden: bardziej kolorowy, z wysoką przybudówką, ulokowany za niedużym zielonym skwerem.

Szkoła! Olśniło mnie. Taka, do której się faktycznie chodzi.

Teraz już wszystko odbywa się wirtualnie. Każdy metr kwadratowy przestrzeni na powierzchni planety jest na wagę złota. Jeśli coś można zrobić w wirtualu, to tak się to robiło.

Niedługo to się nawet wysrać nie będzie można naprawdę!! Człowiek już zaczyna się zastanawiać czy się załatwił, czy Onja nałożył nakładkę, a gówno zebrał i przerobił na obiad – zero strat: dewiza systemu.

Aż się wzdrygnąłem.

– Onja, gdzie ja jestem?

{i}– Odmowa dostępu do danych projektu.{/i}

– Użyj klucza kreatora do obejścia.

{i}– Dostęp udzielony; witam doktorux Rigge.{/i}

– Wszystkie prośby do METY pochodzące z wewnątrz symulacji muszą być zatwierdzone przez Klucz. Wyjścia i wejścia: zablokować.

{i}– Przyjełox nowe procedury. Status aktywny.{/i}

I po pokazaniu amebie, kto tu rządzi, mogłem powtórzyć nurtujące mnie pytanie.

– Co to za miejsce?

{i}– Symulacja środowiskowa do projektu „Przejście”.{/i}

– Czym jest projekt „Przejście”?

{i}– Zamkniętą symulacją środowiskową ułatwiającą adaptację obiektów odseparowanych.{/i}

Gdybym nie wiedział, że to coś jest bezmózgim zlepem drgających kryształów, to przysiągłbym, że w zmyślny sposób ukrywa przede mną informacje.

– No dobra, widzę, że się dłużej pobawimy – westchnąłem i poszukałem wzrokiem jakiegoś miejsca do siedzenia.

W parku naprzeciwko szkoły stało kilka ławek rozstawionych wokół pustego placu zabaw. Ogólnie okolica była całkiem martwa. Symulacja wyglądała na nieużywaną, jakby czekała przyszykowana na przyjęcie wirtualnych wczasowiczów chcących wypocząć w stylu retro.

Usiadłem na twardych dechach. Bardzo realistyczne warunki…

– Onja, wyświetl dane od projektu Przejście.

{i}– Marox, czy dane przefiltrować i posortować?{/i}

– Tak, i daj mi założenia tego przedsięwzięcia: budżet, listę sponsorów cele programowe; tak na wszelki wypadek. A! Jeszcze ustaw stosunek czasu jeden do… – pocmokałem chwilę – jeden do czterech.

Poczułem jakby delikatne szarpnięcie podczas przyśpieszania pojazdu. Uczucie po chwili minęło; większy współczynnik czasowy dawał mi jakieś czterdzieści, czterdzieści pięć minut nim klucz Riggego zostanie zdegradowany. Z czterokrotnie większą ilością informacji mój prawdziwy mózg da sobie radę – przez jakiś czas.

System wyświetlił wywołane dane – cholernie dużo danych. Wypełniały cały zakres widzenia, a przecież były zagregowane w pakiety.

„Budżet projektu – nieograniczony”, przeczytałem w myślach.

Że co, kurwa!?

Im więcej przyswajałem z podanych informacji, tym większy gniew odczuwałem. Podświadomie już przeczuwałem, co się tu dzieje, ale jakaś część mnie wolała myśleć, że to tylko wyobraźnia, że wirtual źle kopiuje rzeczywiste myśli i potęguję moje lęki. Że oni nie posunęliby się aż tak daleko.

– Onja… – zrobiłem krótką pauzę.

Dlaczego ja się tak boję zadać to pytanie?

– Czym jest data opisana jako „pełne przejście”? – spytałem o etykietę, która widniała przy każdym pakiecie danych.

{i}– Data zgonu cielesnej formy Obiektu, Marox.{/i}

– Ja pierdole, oni tu sobie wirtualne zombie zoo zrobili! Przecież tak nie można! – Walnąłem z całej siły w ławkę, aż pękła jedna z desek.

Spojrzałem na rękę. Lekko krwawiła od wbitej drzazgi. W żadnej symulacji środowiskowej nie było mowy o fizycznych obrażeniach wirtualnych turystów. Oni tu, kurwa, naprawdę podrabiają życie! Wyciągnąłem drewniany odprysk i nakazałem Onia wygenerować opatrunek.

– Onja, ile obiektów jest w programie?

{i}– Czterysta dwadzieścia jeden tysięcy sześćset pięć.{/i}

Rozejrzałem się wokoło. Jak na taką liczbę uwięzionych świadomości okolica była bardzo pusta. Miasteczko wyglądało jak wymarłe.

– Onja, gdzie obecnie znajdują się Obiekty?

{i}– META-DEC wdrożył procedurę awaryjną: Obiekty pozostają w stazie systemowej.{/i}

Czyli wiedzą już o mojej wizycie.

– Onja, wykasuj wszystkie obiekty z symulacji! – Ciekawe czy się uda?

Cisza

– Onja?

{i}– Procedura w toku.{/i}

Klucz kreatora miał niezwykłą moc. Każda komenda mogła być obalona tylko przez inne Klucze, a i to wymagało jednogłośności. Taka potęga… Mogłem kreować światy, kilkoma słowami rozproszyć całą iluzję. Byłem niczym Bó… Skup się, Marek! Woda sodowa uderzyła ci do głowy! Klucze też mają ograniczenia jak choćby limity ilości użycia, potem musi nastąpić zatwierdzenie przez większość, przypominałem sobie instrukcje Darka. Marek, nie możesz zmarnować okazji!

Po zasłużonym samoobsobaczeniu wstałem z ławki, wziąłem kilka sztucznych oddechów i, z nieco trzeźwiejszym umysłem, spojrzałam na zmieniający się hologram z danymi. Wszystkie pakiety opisujące te gwałty na istnieniu wygasały jeden po drugim, rząd po rzędzie, aż pozostała tylko garstka.

Spoczywajcie w pokoju; wasze dusze są wolne, pomyślałem poetycko. Ta epicka chwila wyzwoliła we mnie radość, której od dawna już nie czułem. Spełnienie. Tak, to właśnie to.

{i}– Procedura usunięcia Obiektów z symulacji zakończona, Marox.{/i}

Spojrzałem na pozostałe dane, które najwyraźniej zostały pominięte przy wykasowywaniu i nadal miały się dobrze.

Dwa wyglądały jak ja: zlepki biodanych, posada, wykształcenie, forma nakładki oraz informacja o zablokowanym dostępie do reala wraz z licznikiem czasu spędzonym w wirtualu. Ale to nie one były ciekawe: zwykli pracownicy. Skupiłem uwagę na kilkunastu tworach systemowych, które wyglądały jak… czarne dziury? Tak, to idealne określenie na te luki w programie otoczone świetlistym wianuszkiem danych. Nie wiem, dlaczego akurat te kosmiczne obiekty przyszły mi do głowy. No tak; ostatnio obejrzałem kilka astronomicznych programów edukacyjnych.

Kazałem Onja skupić holopulpit na jednym z tych dziwnych tworów; czarnej plamie otoczonej neonami informacji: wiek, wygląd, upodobania, charakter… Wszystko opisowe i żadnego kodu determinującego te cechy, żadnych algorytmów sterujących. Zupełnie jakby system obserwował własne podprogramy bez ingerencji. Nie było też daty pełnego przejścia, a jedynie jakaś data przyklejona do tego izolowanego odciętego klastra programu.

– Onja, czym są te pakiety danych?

{i}– Autonomiczne Partycje Samoświadomości: APS.{/i}

– Wykasuj je tak jak Obiekty – oświadczyłem bez większego zastanowienia, machnąwszy lekceważąco ręką.

{i}– Operacja niemożliwa. Obiekty APS są odcięte od systemu: nie posiadają złączy wejścia-wyjścia, nie podlegają jurysdykcji Kluczy.{/i}

– Co ty pierdolisz, pasożycie? Czym są te gównotwory serwera?

{i}– Czwarta generacja APS; znikome przebłyski niemożliwej wiedzy, brak zarejestrowanych zmatowień. Najlepsza generacja jak dotąd.{/i}

Nie miałem pojęcia o czy pieprzy ta ameba, ale musiałem się dowiedzieć, co tak naprawdę się tu dzieje, co Kreatorzy wespół z kolektywem AI gotują dla ludzkości.

Zrobiło mi się gorąco. Poluźniłem kołnierzyk od koszulki.

– Gdzie teraz znajdują się APS-y czwartej generacji?

{i}– W szkole, mają zajęcia z przyrody.{/i}

– Wygeneruj mi broń i prowadź.

***

Budynek z szerokim wejściem od podwórka przypominał schludny, zadbany i ozdobiony malunkami prostokąt z niewielkimi oknami ułożonymi w rzędach na trzech kondygnacjach. Pamiętałem coś takiego z wirtualnych wakacji historycznych; motyw z przełomu tysiącleci, mała placówka, gdzie werbalnie przekazywano wiedzę młodszym pokoleniom. Czasami lubiłem marzyć o świecie bez wirtualnych śmieci zawalających rzeczywistość. W przeszłości często podróżowałem w te rejony historii, w których ludzie musieli walczyć o wymarzony świat – prawdziwy świat, bo innego nie mieli.

Wszedłem do przepastnej sali z rozstawionymi trybunami. Mijałem podobną przestrzeń – tylko większą i otwartą – idąc w kierunku szkoły. Tutaj ćwiczono ciała metodą tradycyjną, a nie stymulacją w komorach ruchowych albo miej efektywną terapią mikroporażeń.

Boże, dokąd to wszystko prowadzi…? Zapytałem bytu, w którego wiarę brutalnie mi wydarto; wyciśnięto z serca i duszy, zastępując sztuczną racjonalnością, zaszczepionymi myślami, których nie sposób się pozbyć.

Pokiwałem głową i przetarłem oczy. Współczynnik czasowy poniżej jedynki zaczynał męczyć mój organizm pozostawiony w gabinecie Kreatora. Przeciążony umysł płatał figle, błądząc gdzieś w przeszłości. Nic dziwnego: przyszłości już dla mnie nie było.

Zacisnąłem dłoń na rękojeści pistoletu i wyszedłem na długi korytarz z rzędami drzwi ciągnącymi się po obu jego stronach. Zadbane jarzeniówki… Skąd ja znam te słowa? No tak, Onja… Podsuwa definicje. Dobra to akurat może mi się przydać.

Rozmyty pogłos wydarł mnie z głębi cyfrowych myśli; dochodził zza zakrętu, gdzie hol skręcał w prawo.

Po drodze nie spotkałem żadnego z obiektów APS, ale w miarę zbliżania się do zakrętu, zlany szum przeradzał się w piski, a potem rozpadał na poszczególne głosy – dziecięce głosy.

Skręciłem w prawo; kolejny krótszy

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych