Wróć do katalogu

Opowiadania z Wieloświata: Pigmalion cz1

Bursztynowa komnata

MKP, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Statek wojskowo-badawczy Pigmalion – wpis do dziennika pokładowego:

„Po kilkunastu nieudanych próbach w końcu udało nam się dostać do wnętrza obiektu orbitującego wokół Saturna. Masa czegoś, co wyglądało jak niewielki księżyc pasterski, kilkukrotnie przekraczała szacowania dla naturalnego satelity tej wielkości. Ledwo dostrzegalny właz oblepiony kosmicznym gruzem, który zlokalizowaliśmy za pomocą skanera 3D, rozwiał wszelkie wątpliwości: obiekt na pewno nie był dziełem natury.

Materiał z początku stawiał niebywały opór, ale w końcu uległ. Wewnątrz panował całkowity mrok; zdziczała, wiekowa ciemność zdawała się uciekać od sztucznego światła i chować się za filarami żebrowych wsporników.

Dwóch Marines poszło przodem, oświetlając latarkami ściany obszernego korytarza. Termowizja i noktowizja nie zdawały egzaminu: obiekt spoczywał w kosmosie przez tysiące – jeśli nie miliony – lat i jego temperatura zrównała się z otoczeniem. Nie emitował kompletnie nic, co wyróżniałoby kadłub z bezmiaru mroźnego wszechświata.

Mechanizmy obcych nie przejawiały aktywności w żadnym paśmie emitowania. Pozbawieni grawitacji dryfowaliśmy przed siebie, sunąc przejściem z połączonych przęsłami segmentów. Czułem się jak turysta we wnętrzu ogromnego, kosmicznego truchła; martwego pożeracza światów rodem z filmów SF.

To, co znaleźliśmy na końcu tej upiornej komory, choć niepozorne, na zawsze zmieniło moje życie.”

***

– Napijesz się herbaty, Kurt? – spytały długie seksowne nogi, które znikały w prostej granatowej spódniczce od naukowego munduru.

Dotarło do mnie, że się gapię – nie mogłem też z całą pewnością wykluczyć ślinienia. Gwałtownie uniosłem głowę i odruchowo wciągnąłem brzuch. Niewiele to dało, ale trochę, to zawsze coś.

– Dziękuję, Jenny. Jesteś skarbem. – Przechwyciłem kubek gorącego napoju; zapachniało domem.

– Jak ci idzie? – spytała nasza pani biolog Jennifer Hunsen.

– Ech… Mam nadzieję, że dziś uda się uruchomić to… coś. – Wzruszyłem ramionami. – Zmodyfikowałem wyjście transformatora tak, żeby pasowało do tego… wejścia? – Wskazałem otwór w ścianie, który kształtem przypominał przerośnięte gniazdo prądowe.

– Skąd przypuszczenie, że to od zasilania? – spytała delikatnie. Najwyraźniej nie chciała niszczyć nadziei, która stanowiła fundament i paliwo dla moich starań.

– Bo to jedyny otwór…? – odparłem z ogromną dozą niepewności.

Faktycznie: w wielkiej owalnej komnacie stało jedynie kilka masywnych, prostokątnych chyba-stołów częściowo osłoniętych grubymi kopułami z matowego tworzywa. Te dziwne konstrukcje rozstawiono po okręgu, tak, żeby otaczały trzy filary – każdy około metrowej wysokości – które przypominały szpony ogromnej bestii przebijające podłogę od dołu.

– Dobre założenie: trzeba w coś wierzyć. – Jenny poklepała mnie po ramieniu. – Kiedy pierwsza próba?

– Próbę ZERO możemy wykonać teraz, jeśli pomożesz przy transformatorze: jest odcięty od systemów Pigmaliona. Tak na wszelki wypadek, gdyby obca inteligencja chciała przejąć kontrolę i…

– Wiem, wiem… – Jenny przerwała mój wysycony drwiną wywód. – Ja też oglądałam sporo filmów SF. Pomiędzy krojeniem żab i analizą DNA mam prywatne życie, wiesz? – Puściła mi oko i zawadiacko podwinęła rękawy. Na pagonach marynarki zaświeciły trzy pozłacane belki i miniaturowa ziemia.

– To co mam robić? – spytała.

Boże, jaki ona ma uśmiech, pomyślałem, ale wróciłem do rzeczywistości.

– To czerwone pokrętło… – wskazałem regulator osadzony w pulpicie czegoś, co wyglądało jak ogromna walizka – ono steruje napięciem. Zaczniemy od znamionowego dla układów Pigmaliona, a potem w górę; powiem ile. Ja będę obserwował, czy statek obcych zareagował w jakikolwiek sposób. Po ostatnich oględzinach wydrukowanej wtyczki włączyłem kamerę w implancie lewego oka i rozpocząłem nagrywanie. Skinieniem głowy dałem Jenny znak, żeby zaczynała.

Prąd…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych