Opowieści Trzeciej Ery 3. Mroźne wspomnienia
Elya spotyka Lorę i Fahe'a, którzy decydują się z nią podróżować. Dziewczyna dowiaduje się także, kim jest naprawdę...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Opowieści Trzeciej Ery 3. Mroźne wspomnienia
Rozdział 4
Minął kolejny dzień. Elya była coraz bliżej Wyrykitu, ale za to kończyły jej się pieniądze. Postanowiła się opanować i zacisnąć pasa. Jechała stępa drogą już trochę mniej zaludnioną, na której granicy rozpoczynał się las. Elya zatopiła się w swoich myślach o matce. Martwiła się o nią. Przez myśl przeszedł jej też obraz jej babci Liliany, o której od kilku lat myślała coraz rzadziej. Miała wrażenie, że to miejsce sprawia, iż zostaje wyprana ze wszystkich wspomnień swojego życia w świecie ludzi. Sama jednocześnie nie mogła przyjąć do wiadomości, że jest Kaerianką. To było dla niej coś niesamowitego i strasznego zarazem, coś, czego nie rozumiała. A bardzo chciała zrozumieć. Dlatego właśnie wyruszyła szukać swoich prawdziwych rodziców. I ciężko było jej się oswoić z tym, że „Sztac” to nie jej nazwisko. Że nazywa się... Nagle myśli rozpierzchły się na wszystkie strony jej umysłu i uleciały, a ich miejsce zajęła jedna, nowa: pięciu opryszków i jedna kobieta, idących w jej stronę i rzucających na nią złośliwe, podekscytowane spojrzenia. Elya uderzyła lekko boki klaczy, zamierzając przyspieszyć, lecz grupa zastąpiła jej drogę. - Hej, dziewko... – odezwał się jeden z bandy, najwyraźniej przywódca. – wyskakuj z etarów. Tylko żwawo – mężczyzna patrząc jej w oczy złowrogim spojrzeniem, wysunął lekko miecz z pochwy. - Nie chce mi się. – powiedziała zimnym, opanowanym tonem Elya, czując, że jej żołądek stał się nagle bardzo ciężki, a ręce robią się śliskie od potu. Nie dała po sobie nic poznać. Opryszek zaśmiał się szyderczo i wyciągnął miecz. - Odsuńcie się, to nie potrwa długo – banda ustawiła się w poprzek drogi – Masz tupet, smarkulo. Elya zsiadła z konia i przywiązała wodze do słupa, który stał na skraju drogi. - Pokaż jej, Lepard! – krzyknęła młoda kobieta. Elya wyjęła miecz i przyjęła pozę. Kaerianin znowu się zaśmiał i rzucił na nią. Celował w tętnicę. Był wolny. Elya zgrabnym, szybkim ruchem przysiadła unikając ciosu, przeniosła ciężar ciała na tylną nogę i wykorzystując siłę odrzutu, ciachnęła mieczem. Musnęła pierś przeciwnika. Lepard zawył wściekle i rzucił się na dziewczynę. Odskoczyła zwinnie, spokojnie. Mężczyzna atakował na oślep, nie był skoncentrowany. Elya robiła szybkie piruety i zwody, nie męczyła się. Mokry od potu opryszek stanął, ciężko dysząc. - Co to za... wiedźma... Elya wykonała półobrót, unikając ciosu zadanego od tyłu. Kopnęła z wyskoku w twarz członka bandy, który próbował ją zdradziecko zaatakować. Mężczyzna złapał się za nos i zaczął kląć. - To nie jest dziewczyna... to jakiś potwór! – krzyknęła kobieta. - Zbieramy się...– wysapał Lepard z udawaną odwagą. Zdradziło go szczękanie zębów. Banda wsiadła na konie i oddaliła się pośpiesznie. Elya odetchnęła z ulgą. Odwiązała wodze konia i wskoczyła w siodło. Zaczęła jechać, gdy nagle usłyszała dziwny szloch. Zatrzymała się. Spomiędzy drzew wyszła dziewczyna z zielonymi, tłustymi włosami i brudną od ziemi i kurzu twarzą. Miała na sobie poszarpany kubraczek i obcisłe, skórzane spodnie. W jej oczach był obłęd. Elya pogoniła klacz. - Proszę... pomóż mi... – szlochała dziwna dziewczyna, teraz stojąc tuż przy drodze. Elya zmierzyła ją zimnym spojrzeniem, starannie ukrywając strach. - Kim jesteś? Co tutaj robisz? - Ja... ja... nie pamiętam... – powiedziała i wybuchnęła niepohamowanym płaczem. Podeszła jeszcze bliżej, starając się dotknąć szaty Elyi. Dziewczyna odsunęła płaszcz z zasięgu jej brudnych rąk i zeskoczyła z konia, przyjrzała się bliżej elfce. Słyszałam już o takich elfach, pomyślała. Elfy Zielone, nazywane dzikimi, ze względu na swoje charaktery i inność. Mieszkające w puszczach i lasach, nie znające cywilizacji. O zielonkawej skórze i zielonych jak rośliny włosach. Same w sobie mające dziwny zapach, przywodzący na myśl drzewa, zapach wiatru, świeżej ziemi. Lecz ta dziewczyna nie wyglądała i nie pachniała tak jak Dzikie Elfki z fantastycznych opisów z książek, które czytała. Elfka miała brudne, przesiąknięte krwią włosy pozlepiane w strąki. Błędny wzrok, twarz umazaną w błocie, gównie i Bóg wie czym jeszcze. Cuchnęła. - Proszę... Elya pomogła elfce wsiąść na konia. Nie było to łatwe. W końcu jednak udało się jej pomóc i ruszyły w dalszą drogę. W trakcie podróży elfka nie mówiła zbyt wiele. Właściwie wcale ze sobą nie rozmawiały. Elya wciąż słyszała, jak dziewczyna płacze. Nie chciała jej krępować pytaniami. Nie miała też pojęcia, co z nią zrobić. Nie przejechały nawet kilometra, kiedy Elya poczuła, że uścisk wokół jej pasa zelżał. Zanim się spostrzegła, co się dzieje, usłyszała głuchy łoskot. Szybko zeskoczyła z konia. Nieprzytomna elfka leżała na ziemi.
*
Obudził ją cichy trzask ognia. Powoli otworzyła oczy, dziwnie zmęczona i otępiała. Chciała poruszyć ręką, ale nie udało się. Ostatkiem sił podniosła głowę i zobaczyła, że na ręce ma założony prowizoryczny bandaż. - Leż spokojnie. Masz tylko złamaną rękę. Lora chciała coś powiedzieć do tej dziewczyny, podziękować chociaż, ale była tak zmęczona, że nie potrafiła z siebie wydobyć żadnego słowa. Zamiast tego zasnęła.
*
Elya przypatrywała się spokojnej tafli jeziora, pogrążona we własnych myślach. Kim jest dzika elfka? Skąd się tu wzięła? Dlaczego jest tak poraniona? Na te wszystkie pytania nie znała odpowiedzi, mogła się jedynie domyślać. A domysłów miała wiele. Najprawdopodobniejszym wydawało jej się być to, że elfka jakimś cudem się zgubiła lub odłączyła od swojego „stada”, jak w myślach nazywała jej rodzinę Elya. Musiała chodzić przez las przez co najmniej dwa dni, żeby tak się poharatać. I musiała być półprzytomna. Elya podejrzewała też, że dziewczyna była atakowana przez jakieś zwierzę. Rany wyglądały na sprzed kilku dni, były już zaropiałe. Pozostawało także wciąż pytanie: kim jest dziewczyna? Elya słyszała, że Zielone elfki są mistrzyniami walki wręcz. Skąd więc te problemy? - Ej... ej, ja już pamiętam moje imię... – wycharczała niespodziewanie leżąca na płaszczu Elyi dziewczyna, wyrywając ją z przemyśleń. – Lora. Elya uśmiechnęła się lekko i spojrzała na nią. - Jestem Elya. Lora zamilkła na dłuższą chwilę, wpatrując się w ognisko. - Ale nie pamiętam... oprócz tego... nic. Nie wiem, skąd się tam wzięłam... - Nic nie szkodzi. Ciesz się lepiej, że jeszcze żyjesz. Lora spróbowała cicho prychnąć, ale kiepsko jej to wyszło. - A ty... kim jesteś? - Jestem Elya. A teraz zjedz coś. Na pewno jesteś głodna. Lora podniosła się szybko, jakby przypominając sobie o głodzie. Chwyciła jedną z ryb, leniwie smażącą się nad ogniskiem i zaczęła łapczywie ją pożerać. Przerwała na chwilę, spojrzała towarzyszce w oczy i uśmiechnęła się dziękująco. Księżniczka odwzajemniła uśmiech, myśląc, że może nie jest aż tak źle, jak jej się wydawało.
*
Następnego dnia Lorze i Elyi udało się kupić konia, nowe ubranie dla Lory i miecz od wędrownego sprzedawcy i ruszyły w dalszą drogę. Teraz, kiedy Lora była już umyta, czysta i normalnie wyglądała, Elya stwierdziła, że wcale nie wygląda jak zjawa. Wręcz przeciwnie. Miała włosy do ramion o zielonym odcieniu, a jej tęczówki miały kolor głębokiego brązu. Uszy były szpiczaste. Skóra kolorem także przywodziła na myśl las, tak samo jak zapach dziewczyny. Elya wiedziała, że młody wygląd dziewczyny nie określa jej wieku. Elfy były wiecznie młode. Wyjaśniła, że zmierza do miasta Dun. Kiedy elfka o tym usłyszała, oznajmiła, że jeszcze mają przed sobą kawałek drogi do przejechania i prawdopodobnie na miejsce przyjadą w ciągu czterech, może pięciu dni. Dni na szlaku przedłużały się w nieskończoność, niewyćwiczone ciało wyrażało sprzeciw przy każdym ruchu. Krajobraz już dawno się znudził. Na jednym z postojów Elya zsunęła się z konia i prawie upadła. Lora szybko podbiegła do niej i podtrzymała. Położyła ją pod drzewem, a sama usiadła obok. - Dziękuję... jestem po prostu trochę zmęczona. - Trochę? Tak... widać to twoje „trochę”. - Zaraz ruszamy. Nie możemy robić zbyt dużych przerw. - A to czemu? – zaciekawiła się Lora. - Nie twoja sprawa. - No dalej, czemu nie możesz mi powiedzieć? - Bo to nie twoja sprawa. Lora zamilkła i wpatrzyła się w czyste niebo. - Nie widać po mnie, że spędziłam dwa dni w lesie, prawda? - Przecież jesteś Zieloną elfką. - Nie o to mi chodzi. Po moim zachowaniu... nie widać tego, że jeszcze wczoraj szlochałam brudna od krwi, prawda? - Prawda. - Wiem. Ale nie przejmuj się, nie jestem wariatką. Ja... po prostu robię to, co czuję za właściwe. Coś... karze mi się tak zachowywać. - Po prostu taka jesteś. - Tak. - Chodźmy. Elya stęknęła przy wstawaniu, ale udało jej się pojechać dalej. Wieczorem zatrzymały się w leśnym gaju na skraju lasu. - Wiesz co?Uważam, że jeśli zdecydowałyśmy się ze sobą podróżować... powinnyśmy wiedzieć coś więcej o sobie oprócz naszych imion. Elya milczała. - Tak, Elya. Chociażby to, skąd pochodzimy. Gdzie się wychowałyśmy. Ile mamy lat... – wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Elya zmierzyła ją morderczym spojrzeniem. - Mam piętnaście lat, skończone. Wychowałam się... daleko, daleko stąd. Pochodzę z Kaerii. Rodziców nie znam, właśnie do nich jadę. Ale w sumie to nie wiem, czy jeszcze żyją. Lora patrzyła na nią przez chwilę, świdrując wzrokiem. - Ja... właściwie nadal nie pamiętam zbyt wiele, ale przypominają mi się niektóre sceny z dzieciństwa, osoby. Pamiętam, jak uczyłam się posługiwać mieczem... jak byłam na swoim pierwszym święcie ku czci bogini lasu, Rathy... przypominam sobie twarze... ale czyje... nie wiem... nie pamiętam swojej rodziny, ale podświadomie czuję, że chyba... chyba mam siostrę. Nie pamiętam też, jak znalazłam się w tym lesie. Tylko to, że błądziłam po nim, nie wiedząc kim jestem... ale przede wszystkim pamiętam zimno. Nie wiem, dlaczego. Elya poczuła, że świat rozmywa się jej przed oczami. Poczuła się dziwnie. Poczuła zimno na twarzy, palące zimno. Zobaczyła przed sobą wielką zamieć śnieżną.
*
- Królewno, nie idź tam! To na pewno podstęp! - Zostaw mnie, Cren! Nic nie rozumiesz! Ja muszę tam iść! Przedzierała się przez zaspy śnieżne, dotarła wreszcie do małej chatki. Było bardzo zimno. - Cren, muszę wejść tam sama. - Pani... - Wystarczy. Zaczekaj tu na mnie. Jeśli zrobi się gorąco... he he, dobrze by było... ale jeśli coś sie stanie, jeśli usłyszysz coś, co cię zaniepokoi.. - Pani Elayne! Trzymała dłoń na klamce. - Proszę, uważaj na siebie, pani. Otworzyła drzwi i weszła do ciepłej, zakurzonej izdebki. W jej kącie stała dziwna staruszka.
*
Obudził ją trzask. Ocknęła się, zobaczyła tuż nad sobą twarz Lory. Poczuła piekący ból na policzku i zrozumiała, skąd pochodził dźwięk. - Co ty wyprawiasz? – Elya podniosła się i zepchnęła z siebie elfkę. - Jak to, co? Cucę cię! - Dlaczego? Nic mi przecież nie jest... - Zemdlałaś, jakbyś jeszcze tego nie zauważyła. – powiedziała Lora spokojniejszym tonem i odsunęła się od Elyi. – Co się stało z tobą? Bardzo drżałaś. Elya zdezorientowanym wzrokiem omiotła leśną polankę i opadła na ziemię, wyczerpana. - Zobaczyłam zimno. - Co? - Nic. Jestem zmęczona. - Ale... - Jutro ci opowiem.
*
Ognisko już dogasało. Elya podniosła się ociężale. Lora nadal spała. - Lora, wstawaj... zaraz wyruszamy... – powiedziała zaspanym głosem. Elfka powoli się podniosła. - Tak wcześnie? Gdzie ty się tak śpieszysz... właśnie, wczoraj powiedziałaś, że mi opowiesz! Elya westchnęła. - No dobra. Chodźmy wykąpać się w tym stawie, to ci przy okazji opowiem. Lora zaszczebiotała zupełnie jak mała dziewczynka, zerwała się na nogi i jednym szarpnięciem podniosła towarzyszkę na nogi. - Chodź szybciej, bo czuję, że lepię się od brudu. Elya była zbyt zaspana, by protestować. Podreptała za Lorą. Elfka ściągnęła ubrania. Powoli, bo tylko na takie tempo pozwalała jej złamana ręka. Elya nie mogła powstrzymać westchnienia na widok pięknej, szczupłej figury dziewczyny. Poczuła w sercu ukłucie zazdrości. Ociągając się, zdjęła ubrania i podążyła za Lorą, która z wielkim pluskiem wskoczyła do wody. Elya powoli weszła, drżąc z zimna. Chłodna woda przypomniała jej wcześniejszą wizję. Zaczynała się domyślać, czyje wspomnienia widzi. Nadal jednak nie potrafiła zrozumieć, dlaczego. - To jak, Eliyka? Elayka? Jak mam do ciebie mówić zrobniale? – zaśmiała się Lora i rzuciła na wodę. - Po prostu Elya. - Nie, muszę ci wymyślić jakiś pseudonim... Elya to takie pospolite imię... – Lora zamyśliła się na chwilę, odpychając dłonią wodę i robiąc na powierzchni stawu kręgi. – Już wiem! Będziesz... Biała. Podoba ci się? Elya z zażenowaniem wzniosła oczy ku górze. - Tak! To jest ładne. Bo całą jesteś taka... biała. Nie protestuj, bo ja się znam na rzeczy. A teraz, Biała, opowiedz mi wreszcie, co się wczoraj z tobą stało. I Biała opowiedziała. Ze szczegółami. Opowiedziała nawet o tym, że uciekła z zamku, sama dziwiąc się swoją śmiałością. Może to dlatego, że wyczuła od Lory dobrą wolę. Już od dawna Elya wiedziała, że potrafi wyczuwać uczucia ludzi i w pełni to wykorzystywała. Nie wspomniała jednak o swoim pobycie w świecie ludzi. Czuła, że jest to zbyt prywatna i smutna rzecz i że jeśli o tym jej opowie, to się w końcu rozpłacze. A nie chciała pokazywać swoich słabostek jakiejś elfce. - Jesteś niesamowita, że udało ci się uciec z zamku. Jeśli chcesz, pomogę ci odnaleźć twoich rodziców. A... w tej twojej wizji... kiedy już ta... Elayne, tak? Weszła do tej chatki... to nie zobaczyłaś, co było dalej? - Nie. Ale miałam kiedyś inną wizję. I opowiedziała o swojej przygodzie na lekcji z magiem Ferylem. Lora słuchała uważnie, mocząc włosy w wodzie. Kiedy Biała skończyła, powiedziała: - Elya. Ty musisz być kimś. - Co? - No wiesz, jedną z tych niezwykłych postaci, które co chwilę występują w legendach. - Bzdura. - W takim razie jak wyjaśnisz swoje wizje? Swoje podobieństwo do tej Elayne? Chyba że mi zmyślasz, co? Nie. Nie kłamiesz. Widzę to po twoich oczach. Przestań się śmiać, to nie jest śmieszne! Lepiej przemyślmy to dokładnie. Elayne... kim ona właściwie była? Wyjaśnij to dokładniej. - Córka królowej Suijany, która zmarła piętnaście lat temu. - Przecież ty masz piętnaście lat. Elya wzruszyła ramionami i głębiej zanurzyła się w wodzie. - Może to przypadek? - Może. Ale nigdy do końca nie wiadomo. Nagle wyraz twarzy Lory zmienił się. Zmarszczyła czoło, wykrzywiła usta, podniosła się i krzyknęła: - Wyłaź, zboczeńcu! Zaszeleściły krzaki: ktoś zaczął uciekać. Elfka, wciąż naga, jednym susem skoczyła po miecz i rzuciła się biegiem w las z niezwykłą prędkością. Elya wyszła wody, sięgnęła po ubranie i szybko się nim zakryła akurat w chwili, kiedy rozległo się głośne „Au”. Nie musiała długo czekać na powrót dziewczyny. Lora wróciła z wyrazem tryumfu na twarzy, prowadząc ze sobą elfa, któremu przyłożyła miecz do gardła. Pchnęła go na ziemię i stanęła przed nim, wcale nie starając się zakryć swoich atutów. - Elya, przyjrzyj się mu uważnie. To przedstawiciel rasy Białych elfów. Jednych z lepszych, jeśli chodzi o umiejętności w walce, ale nadal gorszych od Zielonych elfek, powszechnie nazywanych Dzikimi. Co tutaj robiłeś, gnoju zapluty? Chłopak milczał, uciekał wzrokiem. Starał się na nie nie patrzeć. - Pytałam się o coś. - Nic. - Mów, albo ci flaki wypruję. Co tu robiłeś? Podsłuchiwałeś nas? Chłopak nadal milczał. - Gadaj! - Podglądałem. - Prawda. Widzę, że nie kłamiesz. A teraz wynoś się, nie poderżnę ci gardła, ty „prawdziwy” elfie. Pierwsze na świecie, słyszałaś to, Biała? Białe elfy, wspaniała rasa, którą należy wychwalać ponad wszystkie inne... a tutaj, proszę, takie gówno. Elf wykrzywił usta w drwiącym uśmiechu. - Przynajmniej nie chowamy się po lasach jak dzikusy. - Może więcej szacunku, co?! - Lora, sama się o to prosiłaś. Daj mu spokój. – Elya owinięta ubraniem, stanęła obok dziewczyny. Elf zmierzył ją dziwnym spojrzeniem, zupełnie wypranym z emocji. - Dziecko Czasu... - Co? Elf wyrecytował bezbarwnym głosem, wpatrując się w przestrzeń:
Jedynym jego zadaniem jest świat pokonać. Ocalić życie, bo czyha śmierć. Bo wszystko się myli. Nawet czas.
Elya wpatrywała się w elfa, który powoli przeniósł na nią wzrok. - Czy mogę z wami podróżować? Milczały. - Dzięki mnie uda wam się ominąć czarownicę. - Zostaw nas w spokoju, zboczeńcu. – powiedziała głuchym głosem Lora. - Dzięki mnie... - Powiedziałam chyba coś. Jeśli ciebie zobaczę drugi raz, naprawdę wypruję z ciebie flaki. Poza tym nic nie wiemy o jakichś czarownicach. Chłopak wstał. - Czarownica czyha na was w Wyrykicie, wie, że będziecie tamtędy przejeżdżać. Chcą Elyi, żeby ją wykorzystać. - Niby do czego? – prychnęła elfka. - Jak zwykle, żeby osiągnąć władzę. - A niby jak Elya może im w tym pomóc? - Nie mogę ci o tym powiedzieć. - Coś mi się wydaje że łżesz. Spadaj. Elya pokręciła głową. - Zaczekaj, Lora. - Co? - Niech on podróżuje z nami. Lora rzuciła jej zdziwione spojrzenie, pokręciła głową, podniosła ubrania i schowała się za wielkim kamieniem. Elf nic nie powiedział, odwrócił się. - Jeśli chcecie uniknąć wiedźmy... musicie ominąć Wyrykit. Można pójść okrężną drogą. - Jaką? - Przez Warel Dunre. Elya schowała się za kamieniem, żeby się przebrać. Lora była już prawie ubrana. - Wierzysz mu? - Wierzę. - W takim razie zgadzam się. Ale co to było za... - Nie wiem. Dlatego chcę, żeby z nami poszedł. Elfka prychnęła. Kiedy Elya i Lora wyszły, zobaczyły, że elf siedzi odwrócony do nich plecami i skubie palcami trawę. Kiedy podeszły, wstał. - Postanowione. Możesz iść z nami. Ale pod jednym warunkiem... – Lora zamilkła, zapatrzona w drzewa – wyjaśnisz nam, o co chodzi z tym całym Dzieckiem Czasu. I z celem magów. Imię jakieś masz? Chłopak kiwnął głową, uśmiechnął się. A w tym uśmiechu było coś odpychającego. - Jestem Fahe.
*
- Sevuola. Spójrz na to. Kasztanowo włosa kobieta podniosła się z krzesła z ciężkim westchnieniem i powoli podeszła do drugiej postaci, która znajdowała się w kręgu światła rzucanego przez lampę. Osoba ta klęczała na podłodze, wpatrując się w małą, szklaną kulę. Sevuola przykucnęła obok niej i również wpatrzyła się w przedmiot. - Kim ona jest? – wyszeptała w podnieceniu. - To kolejna Naznaczona. - Jak to? Przecież ostatnia przeklęta kobieta zmarła całkiem niedawno! - Wiem. Też tego nie mogę zrozumieć. - Ale... kto śmiał to zrobić... - Mówiłam ci, nie wiem. Teraz będziemy mieć problem. To jeszcze nigdy się nie wydarzyło. Wyobrażasz to sobie? Dwoje Dzieci! Jak żyję, nigdy jeszcze się z tym nie spotkałam. - Kim jest ta Naznaczona? - Ta? Na razie nie mam pojęcia. - Uch... jest bardzo agresywna, nawet jak na przeklętą. - Wiem, ale cóż, bywa, Sevuola. To nie pierwszy raz. Jedyny przypadek, który był całkiem delikatny, jeśli tak to mogę określić, to była... - Elayne. Wiem, Lenna. - Ale mimo wszystko ta dziewczyna, którą teraz widzimy... cóż, nie jest aż tak brutalna, jak Pierwsza Naznaczona. - Ravell była brutalna? - Nie wiedziałaś? I to najbardziej ze
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Suenna
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…