Opowieści Trzeciej Ery 4. Przywrócona Pamięć
Dalszy ciąg powieści o Elyi, dziewczynie, która okazuje się być Dzieckiem Czasu. W tej części Lorze, jej przyjaciółce, wraca pamięć - przekonajcie się sami, jakie będą tego skutki...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
ROZDZIAŁ 5
Dwie postacie przedzierały się przez gęsty śnieg. Wiatr rozwiewał białe płatki, które tańczyły jak szalone we wściekłej nawałnicy. Niedaleko majaczyła ledwo widoczna, mała chatka. - Lora, ja wciąż nie rozumiem, czemu ty tam idziesz! – wrzasnęła niska dziewczyna, starając się przekrzyczeć ryk wiatru. Na próżno starała się ujarzmić targane wichurą kasztanowe włosy. - Ja muszę! Czuję, że muszę! Coś mi karze tam iść... – odkrzyknęła druga elfka. Po krótkiej chwili niska dziewczyna zatrzymała się. - Lora, wracajmy! - Nie! - Lora! - Nie! Ty możesz wracać, Villa, ale ja idę tam i koniec! Niska dziewczyna o brązowych włosach odwróciła się z gracją i skierowała w przeciwnym kierunku. Lora szła dalej w stronę chatki. Po krótkiej chwili poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu. Odwróciła się. - Nie mogę zostawić ciebie samej! Idę z tobą! – wydyszała Villa. Wysoka elfka uśmiechnęła się z wdzięcznością. Kiedy stanęły przy chatce, Villa rzuciła się jej w objęcia i mocno przycisnęła. Lora z zakłopotaniem odsunęła od siebie dziewczynę i spojrzała w jej dzikie, blado niebieskie oczy. - Co robisz, głupia... przecież zaraz wrócę! Villa tylko kiwnęła głową, ale wzrok nadal miała szklisty. Lora zapukała i nacisnęła klamkę. Weszła do środka.
*
- Zobaczyłam siostrę – wyszeptała Lora, wyrywając się ze snu. Ręka Elyi z kawałkiem usmażonego mięsa zastygła w bezruchu w połowie drogi do ust. - Jak to? - Zobaczyłam. Znowu zobaczyłam to... zimno. Fahe również przestał jeść i zwrócił swoje świdrujące spojrzenie na dziewczynę. - Jakie zimno? - No... zimno... śnieg, zaspy, lodowaty wiatr... chatkę... - Chatkę?! - Tak, o co ci chodzi? Fahe wyglądał na mocno poruszonego. Opanował się jednak szybko, odchrząknął i powiedział: - Nic, mów dalej, proszę. - No więc... szłam tam z siostrą... z Villą... teraz już ją pamiętam... jak mogłam o niej zapomnieć? Nie rozumiem tego... w tym... śnie... weszłam do tej chatki, mimo że mnie ostrzegała, żebym tam nie szła. Potem chyba... coś się stało... lecz nie wiem co. Sen się wtedy skończył. To znaczy... moje wspomnienia. Nie rozumiem – dodała po chwili – dlaczego wspomnienia nawiedzają mnie w snach? Fahe westchnął. - To wszystko jest jakieś podejrzane. Prawdopodobnie ktoś rzucił na ciebie zaklęcie odbierające pamięć. Oczywiście tego nie można być pewnym, ale wszystko na to wskazuje... myślę, że z czasem ją odzyskasz, skoro zaczęły ciebie nawiedzać twoje wspomnienia. Lora nic nie mówiła, bezmyślnie wpatrując się w ognisko. Po dłuższym czasie wstała i skierowała się w stronę drzew. Elya odprowadziła ją wzrokiem, po czym położyła się powoli na leśnym poszyciu. Obserwując jasno żarzący się ogień, po chwili zapadła w sen.
*
Lora bezszelestnie przedzierała sie przez krzaki, aż dotarła do celu. Było tam małe źródełko z krystalicznie czystą wodą. Piła z niego sarna, która nawet nie zauważyła elfki. Kiedy dostrzegła ją, spłoszyła się i uciekła między drzewa. Zielona elfka wydała z siebie cichy, dziwny odgłos. Na efekty nie musiała czekać długo. Już po chwili zwierzę wróciło, powoli się zbliżając. Lora wyciągnęła rękę i delikatnie pogłaskała sarnę po głowie. Już po chwili zwierzę spłoszyły jednak ciche dźwięki dochodzące zza pleców Dzikiej elfki i znowu potruchtała za krzaki. Lora powiedziała zawiedzionym głosem: - No widzisz, przestraszyłeś ją. Fahe stanął obok niej i przykucnął. Wydał z siebie cichy głos, podobny do tego, który wcześniej zastosowała elfka. Sarenka jednak nie wróciła. Lora przycupnęła i pomogła mu. Sarna wróciła z ociąganiem i znowu dała się pogłaskać. Tym razem była trochę bardziej nieufna. - Zdobycie zaufania zwierząt nie jest takie łatwe, jak może się wydawać. - Wiem o tym. Nie jestem przecież idealny. Lora spojrzała na niego swoimi wesołymi oczami, podczas gdy zwierzę ostrożnie obwąchiwało jej dłoń. - Nie wiedziałam, że tak o sobie myślisz. - Nie należy oceniać według stereotypów. Przez dłuższą chwilę milczeli, siedząc obok siebie i patrząc w ledwo widoczne zza konarów drzew rozgwieżdżone niebo. - Boję się – powiedziała Lora. - Wiem. - Skąd? - Widać po tobie. Tylko udajesz beztroską. Lora westchnęła ciężko i położyła się na wznak, by lepiej widzieć gwiazdy. - Widzisz, jak szybko mnie rozszyfrowałeś? Jestem beznadziejna. - To ty to powiedziałaś. Fahe ułożył się obok elfki, wsunął ręce pod głowę. - Nie chcesz, żeby wróciła ci pamięć? - Nie. Lora pociągnęła nosem i otarła go rękawem. - Ojej, ty płaczesz? – Fahe uśmiechnął się i oparł na łokciu. Zielona elfka zakryła twarz dłońmi i przewróciła się na drugi bok. - Zamknij się. Elf zawahał się. Wreszcie połżył rękę na ramieniu Lory i powiedział: - Płacz. Lepiej płakać wtedy, kiedy nikt nie widzi. Ale nie powinnaś też ukrywać swoich uczuć. Lora zaniosła się cichym szlochem. Odjęła ręce od twarzy i pozwoliła łzom płynąć. Leżeli tak kilka godzin w milczeniu. Słowa nie wydawały im się potrzebne.
*
Wędrowali już od kilku dni. Krajobraz bardzo ich przygnębiał – Elya, która była ostatnio markotna, zrobiła się jeszcze bardziej ponura. Nie było słońca, mimo iż był środek lata, a Święto Czerwcowe, potocznie zwane Czaruja, było tuż tuż. Nie. Niebo było biało-szare. Co krok można było zobaczyć wystające pieńki ściętych drzew lub napotkać kości. Nie tylko elfie. Mimo iż Fahe zapowiedział, że niedługo ominą Wyrykit i pozostanie im już tylko droga do rzeki Stróżki, gdzie praktycznie kończą się już Warel Dunre, ich nastroje ani trochę się nie poprawiły. To oznaczało, że mają przed sobą jeszcze kilka dni drogi. Wcześniej, kiedy Elya wyruszała z Lorą, miały podróżować tylko tydzień, by dostać się do miasta Dun. Teraz jednak było inaczej. Pojechali okrężną drogą, która znacznie przedłużyła czas ich wędrówki. Tym razem wieczorem nie znaleźli leśnego zagajnika, więc musieli spać na polach. Znaleźli bardziej ustronne miejsce tuż obok kępy krzaków. Tam rozniecili małe ognisko i ułożyli się, co chwilę wiercąc, gdyż miejsce było bardzo niewygodne. - Ile jeszcze będziemy wędrować przez te pustkowia? Tu znajdujemy tylko śmierć. – jęknęła Lora, wyciągając z podręcznego tobołka kilka sucharków. Spojrzała na nie jak na Fahe’a, kiedy się z nim kłóciła, i zaczęła je powoli przeżuwać. Biały elf wyrwał jej kilka z rąk i pochłonął w jednej chwili, nie zważając na jej dzikie okrzyki. - Lora... kim była twoja siostra? – rzuciła w przestrzeń Elya, sprawiając wrażenie, jakby nie zwracała uwagi na teraz już turlające się po ziemi elfy, usiłujące wyrwać sobie z rąk obrzydliwe jedzenie. Kiedy nie otrzymała odpowiedzi wybuchła: - Zostawcie wreszcie w spokoju te pieprzone suchary! Lora i Fahe zastygli w dość dwuznacznej pozycji. I po chwili zaczęli się śmiać. Śmiali się takim niepohamowanym, dzikim śmiechem, że wszystkie wrony, do tej pory latające spokojnie na nieboskłonie, spłoszyły się wrzaskami i odleciały w popłochu. Wreszcie nawet Elya zaczęła się. Nie wiedziała dlaczego się śmieje. Może po prostu by zapomnieć. Ale było jej wtedy dobrze.
*
- Fahe, co robiłeś, zanim z nami zacząłeś podróżować? - Ja? Nic takiego... Lora, podaj mi jeszcze jednego sucharka. - Yhm... - To jak, Fahe? Mów coś! - No... jak na samym początku Lora się domyśliła... o, dziękuję... byłem niegdyś mieszkańcem Mory, całkiem niedaleko kaeryjskiej stolicy. Kiedy ludzie zaczęli wycinać las... wiele elfów uciekło, nie chcąc wojny, mając nadzieję, że ludzie wytną las i przynajmniej zostawią nas w spokoju. Jednak... - Zaraz, zaraz... poczekaj. Mówisz, że pamiętasz, jak rozpoczęła się Wielka Wojna, w której wyginęli ludzie? - Tak... co prawda byłem wtedy jeszcze młodzikiem, ale pamiętam to doskonale.... - Ale to było jeszcze w I Erze! - Wiem. Co ci jest, Lora? - Nie, nic. Mów dalej. - Dobrze. Na czym to ja... a. No więc łudziliśmy się, że kiedy ludzie wyładują swoje emocje, a my nie odpowiemy na ich ataki, konflikt zniknie. Byliśmy naiwni. Ludzie nie przestali nas atakować. Dlatego niektóre elfy zostały w lesie i wynalazły magiczną, złożoną miksturę, zwiększającą wielokrotnie szybkość, siłę i inteligencję. Poddały się licznym mutacjom, przez co stały się... inne. Czarne. Wszystkie odłamy elfiej rasy uważają ten wyczyn za zbrodnię. - No tak... o tym wiemy... ale co było potem? Księgi mętnie to wyjaśniają. - Potem? Potem... niewielu pamięta, co było potem. To było straszne. Ciągły strach i życie w ukryciu, tak, jak zarządziła Blauthenne. Królowa Białych Elfów. - Królowa Czarnych Elfów to Mula. - Słucham? A, no tak... skąd o tym wiesz, Biała? Nie przypominam sobie, bym ci o tym mówił... - Rozmawiałam z nią. Jak byliśmy w Tlere su Rethe. Czemu macie takie miny? - Elya... ona nie żyje od siedmiuset lat... - Ej, uważaj na tego sucharka! Już niewiele zostało! No widzisz, cały w piachu... - Ale, Fahe... to niemożliwie... rozmawiałam z nią! - Jesteś pewna, że ci się to po prostu... nie przyśniło? - Nie! Chociaż... w sumie to sama już nie wiem... zanim przyszła, miałam kolejną wizję... widziałam znowu wspomnienia Elayne, może po prostu byłam półprzytomna... ale... nie, to nie możliwe! Ona mi wszystko wyjaśniła, o co chodzi z „Dzieckiem Czasu”, powiedziała mi, czym jestem, co muszę zrobić! Ona była... jak prawdziwa. Miała piękne, srebrne włosy i takie smutne, złe oczy... nie mogła być martwa! Fahe, czemu jesteś taki blady? - To nic... po prostu chyba się już domyślam, dlaczego ją zobaczyłaś. - Dlaczego? - Skoro z nią... rozmawiałaś, to pewnie powiedziała ci o pomyłkach czasu. Czasem w okresie, kiedy Czas się psuje, do świata wracają także nieliczni zmarli... na chwilę, co prawda, ale jednak. - A więc... ona rzeczywiście nie żyła? - Jestem tego w stu procentach pewien. Królowa Mula zginęła podczas Wielkiej Wojny w czasie jednego z pogromów na Morę. Po jej śmierci elfy już nie wybrały następnego władcy. Ból po jej odejściu był zbyt dotkliwy, by to zrobić. Kiedyś była także moją królową... kiedyś była Białym Elfem. Ona wpadła na pomysł uważenia mikstury. Hmm... Mula... biedna kobieta. - O czym ty mówisz, Fahe? - Nic nie wiecie? - Ja wiem, ale Biała nie. - Jak zwykle... - Cot tam sobie mamroczesz pod nosem? - Nic, Elya. Więc... córkę królowej Muli, Augę, zamordowano w trakcie pogromu na Morę. To wtedy, zaślepiona szaleństwem władczyni, utworzyła miksturę. - Teraz już rozumiem... - Co masz na myśli? - Nie nic... ale jest coś ciekawego, co mi jeszcze powiedziała Mula. Że muszę się dostać do Góry Losu, do Świątyni Ognia i Wody. Tylko w tamtym miejscu mogę... naprawić Czas. - Tak, to prawda, też słyszałem o legendzie, w której o tym mówiono. Nawet wam kawałek powiedziałem, kiedy się spotkaliśmy pierwszy raz. Pamiętacie? - Tak... aż nazbyt dobrze. - O co ci chodzi, Lora? Czemu się tak głupio śmiejesz? - Nieważne. Mów. - No więc... tak. Naszym głównym celem od początku była Góra Losu. - Co? Więc ty o tym wiedziałeś? - Tak. Chcę was tam poprowadzić. - A skąd niby wiedziałeś, gdzie szukać mnie i Elyi? - Dostałem takie informacje bo mam dobre kontakty. Ja... chciałem się... jakoś przysłużyć. Niewielu wie o miejscu położenia Świątyni. - Hmm... tak... ale nadal nam nie powiedziałeś, co robiłeś zanim z nami zacząłeś podróżować. - Już mówię. Mając niespełna trzydzieści lat przeniosłem się wraz z innymi Białymi Elfami na Elfie Wzgórza, nazwane tak właśnie od tego, że tam się osiedliśmy. Dostanie się tam nie było łatwe. Zwłaszcza tak wielką grupą. Musieliśmy uciekać. Musieliśmy się kryć. Musieliśmy walczyć o przetrwanie. Musieliśmy podzielić się na grupy... wielu z tych osób, z którymi się wtedy rozstałem, nie zobaczyłem już nigdy. Na wzgórzach mieszkałem bardzo długo... dużo czytałem, pisałem także księgi opisujące w sposób prawdziwy i szczegółowy to, co działo się podczas wojny w Morze. Aż wreszcie wyrwałem się. Miałem już, szczerze powiedziawszy, dosyć. Tamtego miejsca. Nawet nie wiecie, jak coś może się znudzić bo kilkuset latach. Wyruszyłem na poszukiwania. Pytałem wiele. Wreszcie udało mi się wywnioskować z opowieści, że nowym Dzieckiem Czasu jest księżniczka Elya z Kaerii. Dowiedziałem się o twojej ucieczce, Biała. I odnalazłem się. Tamci głupcy, których twoja matka wysłała za tobą, dawno zgubili ślad. Przy okazji dowiedziałem się także, że w rzeczywistości w twoich żyłach nie płynie królewska krew. - Co ty mówisz, Fahe? - Tak, Loro. Elya jest dostała się do naszgo świata przez piwniczne okno, zupełnie nie wiedząc z początku, gdzie się znajduje. Nie wiadomo jednak jakim cudem dostała się pod matczyne skrzydła królowej Suijany. Biała? Masz nam może coś do powiedzenia? - No? Czemu nic nie mówisz? Chociaż teraz mogłabyś nie kłamać. - Nie kłamałam. Co tak na mnie patrzysz? Nie okłamałam cię. Po prostu nie powiedziałam ci całej mojej historii, ale z pewnością ciebie nie okłamałam. - Mów tak dalej, a... - Lora, spokojnie. Daj jej mówić. O ile, oczywiście, nie uzna tego za zbyt osobiste, by nam to wyjawiać. - Powiem wam w swej łaskawości. Słuchajcie zatem. Na początku... przez dwanaście lat mieszkałam w normalnym świecie, w którym żyli ludzie. Tylko ludzie. Nie wiem, jak znalazłam się w tamtym miejscu, skoro jestem Kaerianką. Królowa powiedziała mi, że będąc niemowlęciem uwolniłam w sobie zbyt dużo mocy magicznej, co mnie przeniosło w zupełnie inne miejsce. Mieszkałam z babcią... aż... pewnego dnia, kiedy otworzyłam malutkie okno w piwnicy, za tym oknem nie zobaczyłam swojego ogrodu... rozumiecie? Tam był wasz świat. Wahałam się chwilę, ale w końcu przeszłam. I to była najgorsza decyzja w moim życiu. Bo wrócić się nie dało. Nigdy już nie zobaczyłam babci. Mimo iż tam rodziców nie miałam, ona mi ich zastępowała. I tak ją traktowałam. Nie miałam tam przyjaciół ani nikogo poza nią. Ale wolałam tamte życie od tego, jakim żyłam do niedawna. Czczona ponad wszelką miarę, w wiecznej obawie, że ktoś zobaczy, jak bardzo się trzęsę ze strachu o tym, co sobie pomyślą poddani. Otoczona luksusami, których nie chciałam. Ja chciałam tylko wrócić. A władczyni nie pozwalała mi nawet spotkać moich prawdziwych rodziców, chociaż ich szukać. Miałam dość. Dlatego uciekłam. Ale ja nigdy nie zapomnę... ona nie zabiła we mnie tęsknoty. Zostaw mnie, Lora. Ja nie płaczę. Już dawno przestałam. - Czasem trzeba się wypłakać... - Proszę, Lora, zostaw mnie. - Dobrze, ale... muszę wam coś jeszcze powiedzieć. Ja... - Co? Pośpiesz się, chcę iść spać. - Nie... nic, Elya. Nie ważne. To może poczekać. Idź spać. - Dobranoc. - Miłych snów.
*
Następnego dnia Elya nie była zbyt rozmowna. Odpowiadała tylko wtedy, kiedy było to konieczne. Fahe zapewnił je, że już następnego dnia wydostaną się z Warel Dunre i dotrą do Stróżki. - mówiłem, że to już niedaleko. Jest coraz bliżej rzeki, może nawet uda nam się wypatrzyć jakieś pojedyncze zwierzęta... Zaledwie to powiedział, zza sąsiedniego krzaka wyskoczył mały królik. Na widok przejezdnych spłoszył się i czmychnnął z powrotem za zarośla. Fahe i Lora wydali z siebie zduszone okryki i złapali za łuki. Stanęli w pozach strzeleckich, napięli cięciwy. Ich ruchy były precyzyjne i prawie identyczne. Lora wydała z siebie delikatny, wibrujący dźwięk. Już po chwili małe zwierzątko wychynęło zza krzaków. To była okazja. Strzała Białego Elfa musnęła sierść królika, który kicał w dal. Lora wzięła głęboki oddech, nie poruszając się ani o krztynę i strzeliła. W oddali zobaczyli, jak zwierzę pada bezwładnie na ziemię. - Ooo, Lora, to było coś! Z takiej odległości... no cóż, starzeję się, jak nic... – Fahe westchnął i zawiesił na plecach łuk. Ku zdziwieniu Elyi, na policzki Dzikiej Elfki wstąpiły ciemnozielone, duże plamy. Dopiero po chwili Biała zdała sobie sprawę, że to są rumieńce. Jej zdumienie było tym większe. Elfy pobiegły po królika, Elya w tym czasie odtroczyła konie i padła plackiem na ziemi, zmęczona. Siedziała chwilę, starając się nie patrzeć i nie słyszeć, jak Lora i Fahe obdzierają króliczka ze skóry. Po chwili jednak nie wytrzymała i zwymiotowała w krzaki. Podeszła do juków, by odnaleźć w nich jakąś szmatę, kiedy nagle zobaczyła, że koło rozwalonych na ziemi tobołków ktoś stoi. Nawet nie zdążyła pomyśleć. Poczuła, że coś z całej siły uderza w jej twarz jak rozżażony do białości pręt. Upadła, ciężko dysząc, nie mając nawet siły, by podnieść rękę i wyszeptać jakiekolwiek zaklęcie. Przed oczami mignęły jej tylko jasno-niebieskie pukle włosów na głowie postaci. Poczuła drugie uderzenie, tym razem w brzuch. Wydała z siebie głośny jęk i zwinęła się w kłębek. Usłyszała dziki wrzask, najwyraźniej należący do Lory. Po chwili podniosła się i ujrzała Lorę i Fahe’a, stojących przez wysoką, niebieskowłosą czarodziejką. - Dobrze się spisałeś, Fahe. Teraz nie musisz mi pomagać, sama zabiorę je do Canao. Lora spojrzała na elfa z wyrazem szoku na twarzy. Fahe wpatrywał się z nienawiścią w wiedźmę. - Nigdzie ich nie zabierzesz – wycedził. - Och, czyżbyś się przywiązał do nowych przyjaciółek? A może kochanek? Bardzo ci, zapewne, dogadzały, skoro tak uporczywie usiłujesz mnie powstrzymać przed nieuniknionym. Nie martw się, przewidziałam i to. Elf machnął ręką, a w stronę wiedźmy pomknął szybki strumień złotego światła. Czarownica odbiła go niedbale, tworząc przed sobą na krótką chwilę przezroczystą tarczę. Strumień energii odbił się od niej i wystrzelił w górę. - Zostaw nas, Am’Glaenn. - Nie zmuszaj mnie do tego, Fahe – wiedźma wpatrywała się w elfa beznamiętnym wzrokiem. – Możesz jeszcze cofnąć swoje słowa i nic nie powiem Radzie. - Nie cofnę ich, nie licz na to. Już powiedziałem. Zostaw nas w spokoju, albo będziemy musieli przejść do czynów. Jest nas trójka. Elya podniosła się z ziemi, rozmasowując brzuch. Miała wrażenie, że jej policzek płonie. Am’Glaenn parsknęła. - Myślisz, że wasza trójka będzie dla mnie stanowiła jakiś problem? Mała dziewczynka, zdziczała elfka i niezbyt zaprawiony w magii Biały elf? Fahe nie odpowiedział. Zamiast tego nagle pojawił się obok wiedźmy drugi Fahe. A po jej drugiej stronie kolejny. Potem następni. Mnożyli się tak, że nie było wiadomo, który jest prawdziwym. Lora toczyła wkoło zdezorientowanym wzrokiem. Am’Glaenn zaśmiała się, uczyniła rękami skomplikowany znak. - Technika stara jak świat! Nie popisałeś się! W tym czasie Lora z niezwykłą szybkością przedarła się przez tłum znikających Fahe’ów i skoczyła na Am’Glaenn, nie widaomo skąd biorąc nagle miecz. Czarownica zasłoniła się tarczą, w którą uderzył miecz Lory. Elfka odskoczyła, ponownie odbiła się od ziemi. Wtedy tarcza przestała działać i wiedźma w ostatniej chwili uniknęła ciosu dziewczyny. Machnęła ręką w kierunku lecącej ku niej kuli energii, która rozbryznęła się nagle na tysiące kawałeczków i pomknęła w przeciwną stronę. Elya wysyłała już ku wiedźmie kule blado-niebieskiej energii, które ciągle chybiały. Biała chwyciła miecz przytroczony do juków i wraz z Lorą zaczęła atakować Am’Glaenn. Obie były nadludzko szybkie. Czarownica robiła szybkie uniki, wyglądała, jakby się świetnie bawiła. Biała kucnęła, cięła od dołu, mocno odpychając się stopami od ziemi, lecz czarownica zniknęła i po chwili pojawiła się tuż za jej plecami. Elya nie zdążyła zareagować. Lora, która miała szybsze i bardziej wyczulone zmysły, ciachnęła wiedźmę na odlew. Ta zatoczyła się, ściskając ramię, które musnęła elfka. Odsunęła się od nich szybkim susem, wysłała ku nim jeszcze kilka kul energii. Elya i Lory wskoczyły za pobliski kamień. Biała poczuła, że pali ją bok. Kiedy tam spojrzała, zobaczyła, że jest on pokryte dziwnym, cuchnącym śluzem. Wrzasnęła, przerażona, i zastosowała zaklęcie wytwarzające wodę. - Co ci jest? – szepnęła Lora. Jej wzrok był jeszcze bardziej dziki niż zazwyczaj, przestraszony. Elya potrząsnęła głową, oblewając sobie brzuch wodą. Kiedy podciągnęła lekko lnianą koszulę do góry, zobaczyła, że na skórze widniała długa, wyraźna szrama. Ciekła z niej przeźroczysta substancja, która paskudnie śmierdziała. W tym samym czasie Lora zawyła, kiedy ognista kula wytworzona przez czarownicę trafiła ją w ramię wystające zza kamienia. Ściskając oburącz bolące miejsce, Lora skuliła się, by po chwili wypaść zza kamienia i kontunuować walkę. Nagle w powietrzu utworzyła się ogromna bryła lodu, która zawisła nad Am’Glaenn. Lora zastygła w bezruchu. Wiedźma zarechotała na widok przestraszonej miny przeciwnika, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy że coś wisi nad jej głową. Fahe, który stał niedaleko, utykał lekko, a rękę miał wysoko uniesioną. Nagle spuścił ją szybkim ruchem w dół, a bryła runęła w czarownicę z wielkim łoskotem. Lora odskoczyła w ostatniej chwili. Już myśleli, że po wszystkim. Oczywiście, mylili się. Lód zaczął się roztapiać. W jednej chwili, nie wiadomo jak, lunęła na nich z chmur woda, która po kilku sekundach zamieniła się w powódź, przeczącą logice. Am’Glaenn unosiła się w powietrzu. Jej włosy targał wiatr, oczy świeciły się z podniecenia, szata falowała. Wpatrywała się w niebo, z rękami wyciągniętymi wysoko nad głową. - Co za pieprzona wywłoka! – darł się Fahe. Elya co chwilę wynurzała się na powierzchnię, chciwie łapiąc powietrze do płuc. Zaraz po tym zalewały ją wzburzone fale. Nie widziała nigdzie Lory. Starała się skoncentrować, by stworzyć jakieś przeciwzaklęcie. Wiedziała, że nie da rady. Nagle wielka bańka pochłonęła Elyę do swojego wnętrza. Przez chwilę nie rozumiała, co się stało, lecz zobaczyła Fahe’a, który opierą się o ścianę kuli. Czuć od niego było smród spalonego mięsa. Biały Elf bez przerwy mamrotał coś pod nosem, stękając przy tym z bólu. Ściskał swoje lewe przedramię. Jego usta bez przerwy układały się w słowo „kurwa”. Lory nie było. - Kurwa, kurwa, co za kurwa... chędożona kurwa! - Fahe, zamiast kląć lepiej byś pomyślał jak znaleźć Lorę! - Cicho! Przekleństwa pomagają mi się skupić! Elya stęknęła, gdy targana falami bańka mocno zatrzęsła. Kulę musiały chronić jakieś zaklęcia elfa, ponieważ nie przewracała się do góry nogami ani nie szarpało nią aż tak silnie. Wysoko w górze nadal można było dostrzeć purpurową szatę Am’Glaenn. - Co robimy? - I ty się jeszcze mnie, kurwa, pytasz? Zaraz nas zabije! - Musimy coś zrobić! Gdzie Lora?! - Nie wiem! Nie mogę jej dostrzeć! - A jeśli... - Cicho! Jeszcze nic nie wiadomo! Szukajmy! Szukali długo. Przez ułamek sekundy Elya miała ochotę się rozpłakać. Wreszcie po długich, niezwykle długich chwilach oczekiwania, nadziei i obaw, zdołali dostrzeć zielone włosy elfki wśród fal. - Vaaso! – Fahe, blady i spocony, wykonał ręką dziwny ruch i bańka pomknęła w kierunku, który wskazywała jego ręka. Po krótkiej chwili znaleźli się obok Lory, która zaczynała już znikać pod wodą. Elya w ostatniej chwili złapała ją za dłoń i wciągnęła do wnętrza kuli. Zielona Elfka zaczęła kaszleć i wypluwać wodę. Fahe bezczelnie wpatrywał się w biust, który był idealnie widoczny spod mokrej, zwisającej koszuli. Kiedy Lora przestała kaszleć, podczołgała się do Fahe’a po niestabilnym podłoży bańki, i z całej siły trzasnęła go otwartą dłonią w policzek. - Za co... – sapnął elf. - Za to, że nas oszukałeś! Nas obie! - Czułam, że kręci – wyznała Biała, wpatrując się zrezygnowanym wzrokiem w nicość – ale nie było sposobności, by ci powiedzieć. Poczułam to, kiedy opowiadał o tym, jak nas odszukał. I dlaczego. - No, to wszystko już jest jasne – warknęła Lora, zdejmując bezceremonialnie koszulę by wykręcić z niej wodę. Elya odwróciła głowę. Fahe wręcz przeciwnie. – Czemu tak długo musiałam czekać? O mały włos a byście mnie już nie zobaczyli... - Nie mogliśmy ciebie wypatrzyć. Cieszę się, że żyjesz. - Tak... ej, Fahe, co ty robisz, nie przytulaj mnie, kiedy nie mam na sobie ubrania! - A co to za róznica, kiedy je masz i tak wszystko widać, bo ubrania są mokre... - Zostaw mnie, jak możesz w takiej chwili... - Moglibyście przestać się bawić? Musimy coś wreszcie zrobić, ona nie będzie tam wisieć w nieskończoność! Lora mruknęła do Fahe’a coś w stylu „Jeszcze się z tobą policzę” i powiedziała: - Spróbujmy obniżyć poziom wody. Fahe, potrafisz? Elf zawahał się, ale w końcu niepewnie skinął głową. Szeptał formułkę, jednocześnie żywo gestykulując rękami. Przez chwilę nic się nie działo. Aż wreszcie... - Zobaczcie, poziom wody się obniża! I rzeczywiście: woda zaczęła powoli znikać. Nie upłynęła minuta, a stali znowu na lądzie. Mokrym co prawda, ale jednak. Am’Glaenn powoli zaczęła opadać ku ziemi, patrząc na nich beznamiętnym spojrzeniem. Zupełnie jakby nic się nie stało. Biała poczuła, że jej nogi znowu zaczynają się pod nią trząść. - No, no, no.. zrobiłeś jednak postępy, Fahe! Magia na tak zaawansowanym poziomie... ćwiczyłeś? - Nie twoja sprawa. - Oj, Fahe... nie potrafisz uczyć się na błędach. Nie rozumiem jednak, czemu nie chcesz dopuścić do tego, bym zabrała Dziecko i Naznaczoną do Canao? Przecież chcemy tylko, by bezpiecznie dotarła do... - Tak, wy chcecie tylko bezpieczeństwa świata. Cóż za piękna bajeczka.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Suenna
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…