Orkyra
Po "sukcesie" :<) pierwszego rozdziału napisałem dalsze losy Nyama Edyanela. Trochę czasu mi to zajęło, mam nadzieję, że warto było. Polecam najpierw przeczytać część pierwszą - "Miasto".
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Orkyra
I
Masywne, kręte schody robiły wrażenie niezwykle starych. Nyam przyglądał się ich dziwnemu kształtowi i śmiałej konstrukcji. Wchodził po nich ostrożnie patrząc niepewnie w górę, gdzie stopnie znikały mu wciąż za nowym zakrętem. A jeszcze niedawno narzekał na wspinaczkę do Wieży Dowódcy. Przy tamtych schodkach, granitowe stopnie Strażniczej Wieży wydawały się nie do pokonania. Zmęczony giermek przystanął na chwilę przy jednym z zadziwiająco dużych okien tej wieży. Za nim rozpościerało się tylko morze – Strażnicza Wieża wznosiła się na stromym klifie i od tej strony była nie do zdobycia. Gdy odwrócił wzrok coś błysnęło delikatnie na schodach. Chwilę przyjrzał się stopniom powyżej i zauważył tam mały, metalowy przedmiot. Zaczął więc wchodzić powoli nie spuszczając wzroku ze znaleziska. Nachylił się i zobaczył klucz, wyciągnął rękę. I dopiero gdy go złapał zobaczył, że z góry, ku niemu także jest wyciągnięta dłoń. Spojrzał w kierunku jej właściciela i spostrzegł białą twarz o sinych, wykrzywionych w grymasie bólu ustach. Chłopiec podskoczył niemal, stracił równowagę i runął do tyłu. Zdołał jeszcze lewą ręką oprzeć się o zaokrągloną ścianę wieży, lecz to nie uratowało go od bolesnego upadku na plecy. Na szczęście dla niego duże stopnie zakręcały dość ostro, nie mógł więc spaść zbyt daleko, nie opierając się przy tym o ścianę. Gdy znowu otworzył oczy widział przed sobą tylko schody i wystającą zza zakrętu rękę trupa. Podniósł się powoli i niepewnie wszedł kilka stopni w górę. Przed nim leżało ciało jednego ze strażników wieży. Widocznie nie zdążyli go jeszcze uprzątnąć. Nyam nie żałował teraz, że nie wziął udziału w szturmie na zamek. Wprawdzie chciałby się okryć chwałą wielkiego wojownika, ale wiedział, że w starciu choćby z widzianym tu strażnikiem, nie miałby szans. Zdał sobie teraz sprawę, jak mylne miał wyobrażenie o walce, którą opisywał z pokładu Est Elmy…
"154 ustym yll 758 cyklu* 11 dzień wyprawy
Wczoraj wieczorem ujrzeliśmy skaliste klify Orkyry. Nocą opłynęliśmy wyspę, by o świcie uderzyć od jej południowych, łagodnych brzegów. Dziś zaczął się szturm. Jak trafnie ocenił Lysias, załoga stacjonująca na wyspie była naprawdę niewielka. Port zajęliśmy więc praktycznie bez walki. Rycerze Króla Ahwyzu zamknęli się w zamku licząc na odsiecz, która miała podobno nadejść w ciągu kilku dni. Wątpliwe jednak, żeby ktoś płynął z dalekiego Ahwyzu, gdy nadchodzi pora burz – honus fezye. Lysias wezwał więc załogę do poddania się. Na razie jednak brak jest odpowiedzi z zamku.
Dnia tożsamego
Straż Orkyry, składająca się w znacznej mierze z mieszkańców wyspy otworzyła bramy zamku, jednak rycerze ahwyzańscy postanowili się bronić, doszło więc do walki. Opanowanie zamku nie stanowiło wielkiego problemu. Szturm trwał tylko godzinę."
Nyam pomyślał, że dobrze by było napisać coś w stylu kroniki wyprawy, zdając sobie sprawę jak wiele rzeczy umknęło mu w czasie pisania dziennika pokładowego. Tymczasem dotarł już do końca schodów i ujrzał przed sobą drewniane drzwi. Otworzył je powoli i odetchnął gdy okazało się, że w środku nie ma żadnego trupa. Uśmiechnął się mimowolnie do swoich myśli. Kiepski ze mnie byłby rycerz… Komnata wyglądała na pracownię sekretarza. Tego właśnie szukał Nyam. Lysias rozkazał mu odnaleźć korespondencję i dokumenty dotyczące zarządzania wyspą. Po chwili przeglądania pergaminowych i papierowych stosów zorientował się, że człowiek tu rezydujący był zapewne kartografem. Ucieszyło to Nyama, mógł bowiem zobaczyć jak robi się mapy na Wschodzie. Mieszkańcy Miasta zawsze posługują się tylko mapami robionymi przez własnych kartografów. W końcu ojczyzna, którą tak niedawno opuścił słynęła właśnie z doskonałych map, szczególnie morskich. Tu większość map też przedstawiało morza i wybrzeża, ale chłopca szczególnie zainteresowały mapy przedstawiające sam Ahwyz i Wschodni Przesmyk. Wiedział, że toczy się tam wojna, ale nikt w Mieście nie był w stanie powiedzieć dokładnie, kto z kim walczy i jaki przebieg ma ta wojna. Wiedziano jedynie, że król Ahwyzu ma poważne kłopoty i uszczuplił z tego powodu garnizony na Orkyrze i Zielonej Wyspie. Wysoka Rada zdecydowała się więc zająć Orkyrę tuż przed nadejściem honus fezye. Do komnaty wpadł podmuch chłodnego, morskiego powietrza. Nyam spojrzał na poranne niebo za oknem. Blady błękit utkany był białymi smugami lekkich chmur. Na północy niebo szarzało. Bez wątpienia zbliżała się pierwsza fala burz. Wiatr dmuchnął znowu mocniej, poruszając papierami na stole. Jedna z map ześliznęła się opadając z szelestem na podłogę. Nyam zwrócił uwagę na wyraźnie nakreślone na niej linie i nazwy. Mapa musiała być sporządzona niedawno. Znaczna część była jeszcze pusta. Ale dokładnie przedstawiała Ahwyz i ziemie na północ od Wschodniego Przesmyku. Na wszystkich, znanych Nyamowi mapach, była tam mozaika księstw i miast. Na tej widniał tam tylko jeden duży napis: Królestwo Zjednoczonych Twierdz. Chłopca zdziwił ogrom tego królestwa. Dziwne było też, że znikły stamtąd wszystkie dotychczasowe miasta i inne nazwy. Czy wszystko się aż tak tam zmieniło, czy tylko kartograf nie skończył swej pracy? Nie było jednak czasu na zastanawianie się nad tym. Lysias zapewne będzie chciał jak najszybciej zapoznać się z dokumentami Orkyry. Odnalezienie wszystkich dokumentów zajęło Nyamowi sporo czasu. Gdy skończył zbliżało się południe. Zebrał wszystkie materiały i już miał wychodzić, gdy spojrzał na biblioteczkę przy oknie. Mam jeszcze chwilę – pomyślał. Sięgnął po tom z prawej, oprawiony w bordową skórę. Napis na pierwszej karcie głosił, iż była to historia wyspy i zamku Orkyry. Przewrócił kilka stron dalej: „W siedemnastym roku panowania Ogleina skrzydlaci posłańcy odnaleźli pośród srebrnych wód piękną, choć skalistą wyspę. Jej mieszkańcy zwali ją Otkyr, czyli Samotny. Na wieść o tym, król rozkazał wznieść tam potężną twierdzę, która miała bronić drogi na Wschód. Władca przysłał najlepszych rzemieślników, spośród skrzydlatego ludu, by zamek był gotowy jak najszybciej. Obawiano się wówczas inwazji z zachodu. Twierdza powstawała bardzo szybko, mimo tego jej konstrukcja była niezwykle precyzyjna. Jednak śmierć Ogleina przerwała budowę i przez kilka kolejnych cykli skrzydlaci posłańcy nie przybywali na wyspę. Dopiero gdy rządy ostatecznie objął Tynius powrócono do budowy zamku. W szóstym roku panowania Tyniusa, władca podążając z wyprawą przeciw ludziom z Rdzawych Gór zatrzymał się na Orkyrze, by podziwiać gotową już twierdzę…” Nyam spojrzał ku drzwiom wsłuchując się w odległe kroki na schodach. Skrzydlatych posłańców nie widziano już od 900 cyklów, a w naszych stronach to chyba nawet dłużej – rozmyślał – ten Tynius panował w okresie świetności Wschodniego Imperium…a więc jakieś 400-450 cyklów wcześniej…Ten zamek więc musi mieć co najmniej 1400 cyklów! Może trochę mniej. W każdym razie jest starszy od Miasta prawie dwukrotnie! Kroki na schodach były coraz głośniejsze. W końcu ucichły tuż przed drzwiami. Nyam spojrzał w ich stronę, gdzie pojawił się jeden z najmłodszych dowódców wyprawy, wysoki i milczący Renyas. On jeden nie był złośliwy wobec Nyama, spośród wszystkich przedstawicieli wysokich rodów, a niemało było ich wśród dowódców. A przecież i Nyam mógł poszczycić się niezłym rodowodem, choć jego tidyum** nie było zbyt zamożne. – Lysias kazał po ciebie posłać – rzekł stanowczo Renyas. Nyama zdziwił ton jego głosu. – Gdzie jest Dowódca? – sam nie wiedział, czemu chciał by pytanie zabrzmiało nieco niedbale. Po czym nie czekając na odpowiedź zaczął składać papiery, które chciał zabrać ze sobą. – Czeka w dolnej komnacie straży. Wiesz gdzie to jest? – Powinienem ją znaleźć, tylko zbiorę wszystkie dokumenty. – Lysias oczekuje cię natychmiast. Przyszły złe wieści z Miasta. – tym razem można już było wyczuć w głosie Renyasa nieco zdenerwowania. Nyam spojrzał na niego. – Zaprowadzisz mnie? Po drodze opowiem ci coś ciekawego o tym zamku – odpowiedział pogodniej Nyam. Renyas przytaknął tylko głową i obaj zaczęli schodzić krętymi schodami wieży.
I I
Wysokie okna komnaty wpuszczały ostre światło południowego słońca. Jedynie purpurowe proporce i gobeliny wiszące na północnej ścianie tonęły w delikatnym cieniu. Nyam przyglądał się im uważnie, lecz nie bardzo wiedział co oznaczały wyszyte na nich symbole i co przedstawiały pięknie wyhaftowane sceny. Lysias siedział za wielkim stołem z zasępioną twarzą, śledząc ponurym wzrokiem kolejną kartę listu. Chłopiec niemal zapomniał już po co tu przyszedł rozmyślając o historii tego miejsca i o wiszących przed nim arrasach. Dopiero po chwili z zadumy wyrwały go słowa Lysiasa. Przyniosłeś dokumenty o które Cię prosiłem? – Tak, Dowódco. Mam rachunki dotyczące zamku i wyspy, mapy i listy, które przyszły ostatnio z Awhyzu... – Listy – powtórzył Lysias ze smutkiem – na dziś mam już dość listów. Mój bratanek donosi, że w Mieście jest sporo zamieszania. Podobno ktoś dokonał zamachu na Kytiosa. Przewodniczący Rady tylko cudem uszedł z życiem. Oczywiście zarządzono śledztwo i choć nic nie wykryto rozchodzą się pogłoski, że ja stałem za zamachem! Ja, który jestem tutaj! Lysias wydawał się tracić panowanie nad sobą. Zacisnął jednak usta i zmarszczył brwi, jakby chciał znaleźć w sobie więcej spokoju. Spokoju, którego mu zwykle nie brakowało. – Panie, a czy przyszły jakieś rozkazy lub decyzje Rady? – Nyam starał się przerwać krępującą ciszę. Eon spojrzał w jego kierunku, lecz jego oczy sięgały w nieokreśloną dal. – Tak, przysłali jeden rozkaz. Mam tu zostać i uporządkować sprawy wyspy. Prawdę mówiąc spodziewałem się, że jak raz już się mnie pozbyli to nie pozwolą wrócić do Miasta. – Teraz będą chcieli zaszkodzić tidyum Tymhów i wpływom waszej rodziny w Radzie, Panie. Wiem od Imys, że eon Kytios będzie chciał się pozbyć Waszego brata, który ma wpływ na fundusze floty poprzez Wielkiego Skarbnika Enyona. – Nyam rzekł to jednym tchem, jakby bał się, że Dowódca przerwie mu w pół zdania. Lysias wyglądał jednak na zaskoczonego. Odzyskał trzeźwość wzroku i spojrzał uważniej na swego giermka. – Jesteś bystrzejszy niż myślałem – rzekł wstając – tak, spodziewałem się tego. Kim jest jednak ta Imys o której mówisz? Nyam zaczerwienił się z lekka, po chwili jednak nabrał nieco odwagi. – Panie, Imys należy do tidyum Kazkyetów… wiem, że eon Paltyan jest Ci nieprzychylny, ale wiedz, że masz wśród Kazkyetów także przyjaciół. Do swych stronników będziesz mógł zaliczyć także Edyanelów – wypowiadając te słowa skłonił się lekko, wierząc, że doda to jego mowie odpowiedniego wyrazu. Lecz dźwięki w wielkiej komnacie ucichły tak łatwo i miękko… Lysias stał przez chwilę cicho. Gdy wreszcie jego wzrok spotkał oczy Nyama uśmiechnął się dobrotliwie i zaczął przechadzać się po sali. – Widzisz, chłopcze, czasem los styka ludzi z pozoru sobie obojętnych. Tak ja myślałem o Tobie, a Ty pewnie tak pomyślisz o wielu innych ludziach, których spotykasz na swojej drodze. Rozważając Twe słowa mogę się oczywiście cieszyć, że wierność także dziś coś znaczy... – Nyam otworzył już usta, czując dokąd zmierzają słowa eona , lecz Lysias
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil netzach
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…