Ostatni Egzamin
Młody mroczny elf przystępuje do najważniejszego egzaminu w swoim życiu To opowiadanie to trzeci rozdział większej histori pt:"Narodziny Imperium"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Część III. Ostatni egzamin.
W Nijag, jakieś pięćdziesiąt kilometrów od Liet, na długo przed wojną została wybudowana szkoła zabójców. Jest to jedna z najlepszych takich szkół na świecie i co ciekawe jest jednocześnie najmniej znana. Jak każda większa szkoła, ta też znajduje się z dala od miast i wsi. By do niej dotrzeć, należy przejechać przez dość niegościnny las, najeżony pułapkami, potem minąć kilka posterunków strażniczych, na końcu należy jeszcze przeżyć plac zabaw, takie miejsce gdzie młodzi adepci sztuki testują swoje pomysły. Każdy, kto ma jakiś interes, konsultuje się przez biuro szkoły w Liet, lub rozmawia ze strażnikami na skraju lasu. Jeśli już człowiekowi uda się przebrnąć przez wszystkie te zabezpieczenia to zobaczy dwa duże budynki: główną szkołę i akademik. Sama szkoła ginie nieco w lesie, dzieje się tak, dlatego, iż kilka sal jest "plenerowych", przechodząc przez drzwi wejściowe wchodzi wprost w las, lub na jakiś teren przeznaczony do treningów. Akademik wygląda tak samo jak inne domy studenckie, rozrzucone po całym świecie, kilka pięter, rozłożonych dokładnie w ten sam sposób. W przeciwieństwie do innych takich domów, w tym, na jednego studenta przypada jeden pokój. Przyszli zabójcy są tam uczeni samotności. Wszystkie pokoje wyglądają tak samo. Ich wyposażenie jest bardzo skąpe, zapewnia jednak maksymalną funkcjonalność, bez żadnych wygód. To też jest chwyt psychologiczny. Każdy nowy absolwent marzy o lepszym mieszkaniu, lecz może wytrzymać w surowych warunkach. W jednym rogu jest łóżko, bardzo podobne do takiego, jakie mają więźniowie. Szara pościel zlewa się z szarymi ścianami. Obok łóżka stoi narzędziownik, miejsce gdzie każdy skrytobójca trzyma narzędzia swojej pracy. Przeciwną stronę pokoju wypełnia szafa z ubraniami. Szkoła ta ma długą tradycję dotyczącą ubiorów, na każde święto jest inne. Pewną dowolność pozostawia jedynie w doborze ubrań "roboczych". Mogą być dowolnego kroju, pod warunkiem, że są ciemne i eleganckie. Prawie wszystkie pokoje są takie same. Jest jeden, który wygląda nieco inaczej. Znajduje się na siódmym piętrze akademika, zaraz przy wyjściu na dach. Należy do mrocznego elfa, Leo de Moor. Leo jest świeżym absolwentem tejże szkoły. Wywodzi się z bogatej rodziny. Jego ojciec jest właścicielem większości stajni w FeiGad. Do szkoły trafił przypadkiem. Wuj Leo, Overmint Serr, jest znanym i bogatym skrytobójcą. Dawno temu, gdy Leo był jeszcze bardzo młodym mrocznym elfem, jego wujek uratował mu życie. Bawił się zestawem igieł Menx i o mało, co nie wybuchły mu one w rękach. Wuj zaimponował mu olbrzymią wiedzą i wywarł na nim niesamowite wrażenie jako dżentelmen. Zachowywał się nienagannie, nawet w sytuacjach, gdy normalny elf straciłby kontrolę nad sobą. Pokój Leo różni się od innych nie tylko tym, że nad łóżkiem wisi maczeta, którą Overmint wykonał swoje pierwsze zlecenie. Nie wyróżnia go też to, że panuje w nim kompletny chaos, wszystko poza narzędziami jest porozrzucane po całym pokoju. Najważniejszą różnicą jest sama postać Leo. Gdy wszyscy inni studenci leżą w łóżkach, on śpi na szafie. Każdy, kto w tej chwili wszedłby do tego pokoju, zdziwiłby się bardzo, lecz jednak najbardziej zdziwiony będzie sam Leo, gdy się tylko obudzi, czując jak głowa rytmicznie mu pulsuje i dźwięk brzęczącej muchy będzie niczym armatni wystrzał. Po tak niemiłym przebudzeniu każdy chciałby iść spać dalej, większość zresztą tak by zrobiła. Leo jednak musi wstać i zejść na dół. Za pięć godzin przyjeżdża jego wuj. Musi przygotować się na jego gratulacje najlepiej jak umie. W końcu to on opłacał mu całą naukę. Nagle rozległo się walenie do drzwi. - Wstawaj Leo! - Ktoś krzyczał mocno zachrypniętym głosem. Leo obudził się w końcu, miał wrażenie jakby zjadł swoją własną koszulę i popił to wodą z jakiegoś bagna. Chciał przekręcić się na drugi bok. Głośny huk zmusił elfa zza drzwi do wejścia. Okazało się, że był to Corvin Pollen - Na Xionów, Leo. Co ty robiłeś? - Głoś Corvina był już nieco mniej ochrypnięty. Zupełnie jak gdyby sam wygląd jego przyjaciela upił go trochę, czy też raczej przypomniał stan z dnia poprzedniego. - Mógłbyś tak nie krzyczeć. - Wyszeptał Leo. Zmusił się by podnieść swoje zwłoki z ziemi. Pokój wirował w szaleńczym tempie. - Już otrzeźwiałeś? - Ironicznie zapytał Corvin. - Ilu was weszło do mojego pokoju i czego chcecie? - Resztki alkoholu w krwi dały o sobie znać. Corvin widząc stan przyjaciela wyjął małe czarne liście, rozgniótł w dłoni i wsunął je pod język Leo. Musiała minąć chwila nim Leo przestał walić głową w ścianę. - Co ty mi dałeś Corv?!? - Krzyczał zadyszany elf. - Tylko odrobinę zioła, które dostałem od przyjaciela z Est. - Co myśmy wczoraj wypili? - Leo wyszedł, by skorzystać z łazienki, wciąż jednak rozmawiał. - Wiesz Leo. Pamiętam tylko, że wuj wysłał ci wino z FeiGad a ja przyniosłem trochę piwa. W zasadzie to resztę wieczoru spowija mgła. - Możesz mnie uświadomić, dlaczego piliśmy? - Obaj zaliczyliśmy egzamin i to z wyróżnieniem. - A... Tak, faktycznie. - Leo wrócił mokry do swojego pokoju. - Już czuję się dobrze. Ale mam burdel w pokoju, niemal jak w głowie jakiegoś zwykłego, tępego elfa. - Takie żarty niezwykle poprawiały atmosferę wśród mrocznych elfów. - Musisz się nieco sprężyć. Za dwie godziny rozpoczyna się oficjalna promocja absolwentów. Potem jeszcze ma przyjechać twój wuj. - Pamiętam. - Leo naciągał sobie mięśnie. - Spotkajmy się w stołówce za jakieś pół godziny. Zahacz jeszcze o Urga i obudź go. Chciałbym z wami porozmawiać. Leo otwarł okno. Uderzyła go fala zimnego powietrza. Jeszcze bardziej się rozbudził. Pozwolił, by wiatr przez chwilę muskał mu twarz. Pomimo chłodu czuł przyjemność ze świeżości. Zgrabnie posprzątał swój pokój, czy też celę jak miał zwyczaj go nazywać. W końcu udało mu się wyrwać z tego przygnębiającego lokum. Przynajmniej nic nie pamięta z ostatniej nocy spędzonej w nim. Dziś będzie spał na jakimś normalnym łóżku w dobrym hotelu. Ma to obiecane u wuja. Przyglądał się chwilę starym mundurom szkolnym. Niektóre z nich były już mocno wytarte. Na myśl o tych wszystkich musztrach, które w nich przeszedł, łza zakręciła mu się w oku. W sumie żal było mu odchodzić ze szkoły. Dobrze się tu czuł. Nauczyciele go lubili, on też ich lubił, o ile można lubić kogoś, kto zawsze próbuje wbić ci nóż w plecy. Przerwał rozmyślania i ubrał się. Tym razem pierwszy raz założy specjalne ubranie wyjściowe. Każdy absolwent zakłada je tylko raz - w dniu oficjalnej promocji. Wszyscy zgodnie uważają, że jest ono najlepsze z wszystkich ubrań. Nie dość, że krój jest naprawdę doskonały to jeszcze to ubranie niesie ze sobą satysfakcję z tego, że nosiło je przed tobą kilku bardzo znanych skrytobójców i nikt inny nie ma prawa go ubrać. Dla Leo to ubranie ma jeszcze inna wartość. Nosił je jego wuj. Gdy był gotowy, zbiegł do jadalni, która pomimo wczesnej pory była pełna, jakoś tak zawsze jest, że stołówki w akademikach niezależnie od pory zawsze są pełne. Czuł jak ściąga na siebie wzrok młodszych uczniów. Zazdrość czuło się w powietrzu. Doszedł do swojego starego stolika, lecz nie znalazł przy nim nikogo. Usłyszał głos Urga: - Hej! Leo! - Po chwili zauważył, że wszyscy siedzą przy dziekańskim stoliku. - Zapomniałem. Ostatni posiłek. - Powiedział, siadając przy stole. W każdym innym towarzystwie takie stwierdzenie oznaczałoby koniec czyjegoś życia, tutaj jednak znaczyło początek życia, dorosłego życia. - Panowie. - Corvin wstał z kieliszkiem. - Chciałbym uczcić nasz egzamin... - Leo przerwał mu. - Jak tylko pomyślę o alkoholu to mnie skręca. - Wiem i dlatego masz wodę w kieliszku. - Aha, jeśli tak to dołączam się do toastu. - Wszyscy trzej stuknęli się kieliszkami. Tylko oni pomyślnie zakończyli egzaminy. Mówiąc krótko, jedynie oni je przeżyli, dlatego też dostali wyróżnienie. Leo usiadł i zapytał. - Czy już wiecie, co chcecie teraz zrobić? - Ja jadę odwiedzić rodzinę. Nie wiedzą, że podszedłem do egzaminu w tym roku. Miałem to zrobić dopiero w przyszłym. - Powiedział Urg. - Ja też odwiedzę ojca. Ponoć dobrze mu się Est powodzi. Ma już małą faktorię. - A zawodowo? - Leo jeszcze raz zapytał. - Nie wiem. Chyba na razie sobie odpuszczę. - Stwierdził Corvin i wypił resztę wody z kieliszka. - A ty Urg? - Nie wiem. Nie mam żadnych pomysłów. - Mam dla was propozycję. - Leo mówił spokojnie. - Coś ciekawego? - Zapytał Corvin. - Jak wiecie mój wuj jest starym skrytobójcą. - Wiemy, wiemy. Męczysz nas tym od początku. - Urg się roześmiał. - Nie chodzi mi o to. Chciałem powiedzieć, że wuj ma zamiar przejść na emeryturę i nie ma nikogo poza mną oczywiście, komu mógłby zostawić swoją firmę. - Czy ty nam proponujesz współudział? - Tak. - Muszę pomyśleć. - Stwierdził Urg. - Ja jestem za. Widziałem to, co należy do jego wuja Urg. Nie muszę nad tym myśleć. Ja się zgadzam od razu. Kiedy zaczynamy? - Rozmawiałem z wujem. Tymczasowo przyjąłby nas na praktykę a potem zobaczymy. Wtedy będziemy mieli już układy. Współpraca z moim wujem wyjdzie nam na dobre. - Wiesz. Ciekawa propozycja, ale ja i tak muszę ją sobie na spokojnie przemyśleć. - Dobra Urg. Ale daj mi odpowiedź przed apelem. - Nie ma sprawy. Zgłodniałem i coś bym zjadł. - Zaraz coś weźmiemy. To jest nasz ostatni posiłek, w końcu dowiemy się czy kuchnia nauczycielska jest lepsza niż nasza. Kolejne godziny minęły szybko. Na korytarzach akademika zrobiło się gwarno, dziś był jeden z bardzo niewielu dni, w które szkoła była zamknięta. Wszędzie wisiały plakaty z informacją o loterii. Zwyczaj ten był znany już od bardzo dawna. Za każdym razem, gdy żegnano absolwentów, grono pedagogiczne dawało dwie nagrody losowo wybranym uczniom, po jednej dla młodszych i starszych roczników wraz z absolwentami. Co roku nagrody stają się coraz ciekawsze, tak jak ostatnio. Jeden z uczniów otrzymał wysokiej jakości, ręcznie wykonany zestaw ostrzy, wart mniej więcej tyle, co średnich rozmiarów wioska. - Jak myślisz Leo, co w tym roku będzie główną nagrodą? - Zapytał Urg, patrząc w plakat. - Nie mam pojęcia. Słyszałem już tyle różnych plotek. Wydaje mi się, że tak naprawdę nikt nie wie, co…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lord Raziel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…