Ostatni Raj na Ziemi - Rozdział II
Marina poznaje Ludzi Nocy
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}Rozdział 2{/i}
Znowu obudził ją dźwięk telefonu. Szybko zbiegła na dół. Na szczęście Anki nie było, gdyż nie wymyśliła jeszcze, co zrobić z Anatolą. Ze swoją koleżanką miała dobre układy, ale nie była w stanie przewidzieć jak zareaguje na nieoczekiwanego gościa. - Marina – rzuciła do słuchawki. - Jesteś potrzebna w kwaterze głównej – usłyszała głos Marcina. - Nie mogę teraz wyjść. O co chodzi? - Masz przyprowadzić to dziecko. Na moment ją zatkało. - Powiedziałeś im? – Była wściekła. - Jakoś mi się wymknęło – stwierdził sucho. Nie wyczuła w nim za grosz poczucia winy. Miała ochotę ciskać najgorszymi przekleństwami. Odetchnęła głęboko. To i tak na nic by się nie zdało. - Będę za godzinę – odłożyła słuchawkę. Przynajmniej nie pojedzie tam od razu jak posłuszny piesek. Teraz to ona miała w ręku kartę przetargową, którą obiecała chronić. Anatola myła twarz w miednicy z zimną wodą, kiedy Marina weszła do pokoju. - Wiedziałaś, że przez ten sufit wszystko słychać? – Spytała patrząc jej prosto w oczy. W świetle dnia jej skóra wyglądała na trochę opaloną, a oczy, mimo swojego kociego kształtu, były zielono – niebieskie. Fascynujące. Poza tym wydawała się starsza niż w nocy. - Jak z twoją tolerancją na słońce? Postanowiła nie wdawać się w szczegóły, skoro i tak dziewczyna wszystko słyszała. - W porządku. Nic mi nie będzie. - Zjesz śniadanie? Odłożyła ręcznik i usiadła przy stole. - A czy nie powinnyśmy się spieszyć skoro mamy być tam za godzinę? Marina rzuciła jej jabłko. - Nic im się nie stanie, jeśli trochę poczekają. - Chyba nie mam ochoty tam jechać – powiedziała. – Wiem, jak to się odbywa. Najpierw udają dobrego wujka, a później, jeśli nie chcesz współpracować niszczą cię. Potrafią zrobić to nawet beż wyraźnego powodu. Nie będę zeznawać. Uniosła jej twarz do góry. - Boisz się? - Nie ich – potrząsnęła głową. Wyglądała, jakby nie to chciała powiedzieć. - Wczoraj ktoś ci groził, prawda? Nie musiała odpowiadać. Widziała jej minę. Westchnęła. - Nie musimy tak jechać, jeśli nie chcesz. Wstała i podeszła do okna. Stalowa osłona była uniesiona. Spojrzała przed siebie, na krajobraz odbudowującego się miasta. - Przyszłam tutaj, bo nie chciałam, żeby złapali mnie mordercy. - Było ich kilku? – Zdziwiła się. Wcześniej nie brała tego pod uwagę. - Nie wiedziałam dokładnie, ale wydaje mi się, że czterech. Dwóch naszych i dwóch waszych. - Współpraca, ale dlaczego? Odwróciła się w stronę Mariny. - Słyszałaś o pogromie mieszańców? Usiadła. - Jesteś pierwszym mieszańcem, z jakim mam do czynienia. - Było by mi miło, ale zważając na okoliczności… – zatoczyła ręką koło. Próbowała się uśmiechnąć, ale chyba wypadło to nieco blado. - Tak więc mieszańcy zaczęli się rodzić, kiedy tylko dzieci nocy wyrosły na tyle, żeby mogli zacząć płodzić własne dzieci. Jestem z pokolenia pochodzącego głównie z gwałtów. Waszych mężczyzn na kobietach nocy i odwrotnie. Tylko z moimi rodzicami było inaczej. Oni się naprawdę kochali. Mamy swoją własną społeczność skupioną na obrzeżach miasta, daleko od siedzib Ludzi Nocy. Potrafimy żyć zarówno w świetle dnia, jak i po zmroku. Nasza skóra nie jest tak wrażliwa na słońce, ale oczy równie dobrze widzące, jak oczy Nocnych. - Słyszałam o was pogłoski. Nie było to nic chwalebnego – wtrąciła. - To, co się mówi to bzdury – powiedziała z pogardą. - Nie wierzę pogłoskom, dopóki sama ich nie sprawdzę. Tym razem odwzajemniła uśmiech. Wiedziała, że przeżyła tylko dzięki umiejętności przetrwania w tak trudnych warunkach. Dopowiedziała sobie, że ataki na jej społeczność musiały być na porządku dziennym. Dziewczyna przeszła szkołę życia, a przecież nie wyglądała na więcej niż czternaście lat. Po śniadaniu wsiadły w samochód i po pół godzinie były pod kwaterą główną policji. Marina okazała strażnikowi swoją przepustkę i weszły na teren budynku. Miały prawie godzinę spóźnienia. Miała nadzieję, że byli na nią wściekli, ktokolwiek kazał im tu przyjechać. - Miło, że zdecydowałaś się pokazać – skomentował kapitan. Był sam w pokoju. Nie tego się spodziewała. - Do usług – odwzajemniła jego kpiący uśmiech. On zawsze wiedział, czego spodziewać się po swoich podwładnych. Nie wydawał się zaskoczony. Odłożył mocno pogryziony długopis i w końcu spojrzał na Anatolę. - Nic ci nie zrobię dziecko – oznajmił dobrodusznie. Dziewczynka zmarszczyła brwi. Nie wierzyła jego zapewnieniom. Marina również byłaby zdziwiona, gdyby nie doszło do przesłuchania. - Chciałabym być obecna przy jakiejkolwiek rozmowie z Anatolą – zasłoniła ją. Szef uśmiechnął się pod nosem. - Nie będzie żadnego przesłuchania. Chcemy, żeby zaprowadziła nas do Marcusa. Szerzej otworzyła oczy. Anatola nie odezwała się. - Do przywódcy Nocnych? – Spytała. – Po co? Mrugnął do niej. - Mamy w tym swój interes. - Ale dlaczego ona? – Nadal nie rozumiała. – Co ona może wiedzieć o Marcusie? - Nie musisz wszystkiego wiedzieć Marina. Powiedziałbym raczej, że nawet nie powinno cię to obchodzić – w jego głosie usłyszała groźbę. - Nie zrobię tego – wysunęła się spoza pleców Mariny. – Nie zmusicie mnie. Chcecie go zabić. Twarz kapitana skurczyła się w grymasie, ale zaraz znów się uśmiechnął. Jak dobry wujek, Marinie przyszło na myśl porównanie, którego wcześniej użyła Anatola. - Masz czas do jutra rana, żeby się nad tym zastanowić. Przygotowałem dla ciebie nawet specjalny pokój. Chwyciła dziewczynkę za rękę. Drżała. - Nie zostawię jej tutaj. Nawet gdybym miała zrezygnować z pracy w policji. Szef uniósł obie dłonie do góry. -Ależ nie ma takiej potrzeby – zaoponował i chwilę się zastanowił. – Właściwie, to nawet lepiej jeśli przeczeka tę noc u ciebie. Nie chciałbym, żeby coś się jej stało, a widzę, że się zaprzyjaźniłyście. Próbowała zrozumieć o co mu chodzi, ale niepokój dziewczynki był ważniejszy. Nie była w stanie myśleć o niczym innym, jak o zabraniu dziecka z tego przeklętego miejsca. - Czekam na was jutro przed zapadnięciem zmroku. Marcus raczej nie wyjdzie nam w dzień na spotkanie. Tym razem nie życzę sobie spóźnień. Nie podobała się jej ta odprawa. Już wychodząc z biura nie zamierzała wracać do niego jutro wieczorem.
- Co robimy? – Spytała Anatola, kiedy zajechały do domu. - Nie mam pojęcia – Marina wzruszyła ramionami. - Ale ja wiem – oznajmiła z całkowitą pewnością. – Pójdziemy dziś wieczorem do Marcusa. Marinę zatkało. - Czy ty wiesz, jakie to niebezpieczne? – Próbowała przemówić jej do rozsądku. Ta dziewczyna czasem ocierała się o głupotę w swojej odwadze. Marina była ostrożniejsza. Jeszcze nikomu ze znanych jej ludzi nie udało się dotrzeć do przywódcy Nocnych. Był on najbardziej strzeżoną osoba, o której słyszała. Nawet niedawno wybrany prezydent miał mniejszą ochronę i na pewno mniej skuteczną. - Nic nam nie będzie. Jak myślisz, dlaczego chcieli, żebym ich zaprowadziła do Marcusa? - Bo go znasz – odpowiedziała na retoryczne pytanie. - No właśnie – ucieszyła się. – Dlatego możemy być spokojne. Nie podzielała jej rozbrajającego entuzjazmu. Poza tym szef na pewno przydzielił im ogon i nie była pewna czy uda im się go zmylić. Przemyślenie tej sprawy zajęło jej parę godzin. Wieczór zbliżał się w szybkim tempie, a Marina jeszcze nie podjęła ostatecznej decyzji. Nie wiedziała, dlaczego Lepinowi tak bardzo zależy na spotkaniu z przywódcą Nocnych ani dlaczego właśnie Anatola miała być jego kontaktem. Żadne z części układanki nie pasowały do siebie. Tylko jedno przychodziło jej na myśl. Dziewczynka z jakichś przyczyn miała wstęp do królestwa Marcusa. Być może była nawet jego krewną. Przecież jej ojciec był Nocnym. Marcus musiał być tolerancyjnym władcą, skoro pozwalał mieszańcowi przemieszczać się po swoim terenie. Spojrzała na Anatolę, która siedziała na łóżku i wpatrywała się w nią z oczekiwaniem. Uśmiechnęła się do niej. - No w końcu się zdecydowałaś – odetchnęła z ulgą. – Zajęło ci to trochę czasu – dodała z przekąsem. - Nie marudź, przecież idziemy – żachnęła się. Wstała i zaczęła się ubierać. - Lepiej się pospieszmy, zanim kompletnie się ściemni. Musiała przyznać jej rację. Nie wiedziała tak dobrze w ciemności jak ona, a nawet to mogłoby nie uchronić ich przed napaścią Nocnych. Ubrała się w ciepłą kurtkę i mocne, wygodne buty. Sprawdziła broń i schowała ją, tak żeby w razie nieprzewidzianych okoliczności była pod ręką. Poczuła niepokój na myśl o niedalekim spotkaniu. Była bardzo ciekawa, co też się wydarzy tej nocy.
Zgubienie policjantów zajęło im trochę czasu. Anatola z łatwością poruszała się w zapadającym zmroku, a Marina, zdana na jej łaskę i niełaskę, musiała podążać jej tropem. Dziewczynka budziła we niej coraz większy podziw. Ani razu nie wspomniała o śmierci mamy i brata i tylko przez sen przezywała koszmar tamtego wieczoru. Uspokajała się pod łagodnym dotykiem dłoni opiekunki na swojej głowie. Marina cieszyła się, że chociaż w ten sposób może jej pomóc. Teraz Anatola biegła truchtem obok wołając, jeśli Marina przez przypadek zgubiła drogę. Weszły na teren, którego nie znała. W nocy wszystko wyglądało podobnie i nie mogła określić żadnych…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MartaG
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…