Ostatni sprawiedliwi Prolog 1/4
Taka opowiastaka napisana przez Kuraka wprowadzająca do naszej wspólnej opowieści
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ostatni Sprawiedliwi
Prolog
Prawdziwy Honor Opowieść o Łysym
Dzień w którym przybędzie, będzie dniem zwykłym. Jednak On wszystko rozjaśni. To, co przeszłe zapamięta, to co przyszłe sam stworzy i stanie się legendą…
* * *
-Dobra, mistrzu po kiego tu przyleźliśmy?- spytał nastolatek o łysej głowie, gdy wyszedł za mistrzem z portalu. -Nie przyleźliśmy, tylko teleportowaliśmy się- mistrz oznajmił z uśmiechem i rozejrzał się po lesie. -To nie zmienia pytania „po kiego?”- nastolatek drąży sprawę. -Łysy, dowiesz się w swoim czasie-mężczyzna zatarł ręce- Choć! Czas na obiad. Mistrz i uczeń ruszyli przez las. Łysy ciągle ma wrażenie, że ktoś ich śledzi, ale ilekroć pyta o to mistrz wybucha śmiechem, więc młodzieniec postanowił to zbagatelizować. Lecz im dalej zagłębiają się w nowy świat młody zabójca ma przeświadczenie, że zostawi tu coś więcej niż kilku znajomych. Świat ten jest tak podobny do Ziemi, ale jest w nim coś, co sprawia, iż jest zupełnie inny. W końcu z rozmyślań wybił Łysego dziwnie syczący głos. -Stać w imię Wielkiej Shentivi!- oznajmił gadzi człowiek w stroju zabójcy. -Witaj, Koji-san- mistrz ukłonił się. -Ah, Alkadjas-dono, witaj- Koji ukłonił się- A ten za Tobą? -To Łysy, mój uczeń- mistrz wyprężył pierś. -Wygląda jak idiota- gad oznajmił złośliwie. -Jeszcze jedna obelga, a zrobię z Ciebie buty dla mojej matki- łysy wyją sztylety i staną w pozycji bojowej. -Łysy, uspokój się- mistrz oznajmił spokojnie. -Nie. On idiotą nie jest, jest wojownikiem- gad oznajmił poważnie- Witam Cię, Łysy-san- ukłonił się. -Witaj, Koji-san- młodzieniec uczynił to samo. -No, to skoro mamy kurtuazje z głowy zapraszam na posiłek- Koji wskazał kierunek. Chwilę podążali leśną ścieżką, aż dotarli do drewnianej chaty. W trakcie posiłku Łysy zauważył coś znajomego. Sposób życia i kurtuazja gadzich ludzi przypomina mu Japonie. Jedyny kraj w którym podoba się Łysemu. W końcu jest w miejscu, które polubił. Nie jest w Polsce, gdzie wszystko co odbiega od reguły jest piętnowane i odrzucane. Tu może poczuć się jak w domu. Rozmowa Mistrza i Kojiego też bardzo go zainteresowała. Wynika z niej, że dobrze znany Alkadjasowi gadzi człowiek jest strażnikiem tego lasu, kimś w rodzaju urzędnika i jest ważny na dworze. Właśnie dwór. Panuje na nim niejaka Shentivia, wielka przywódczyni. To łysemu udało się wywnioskować z rozmowy. Dalej była zwyczajna paplanina o stanie państwa (kij wie jakiego), ekonomi i próbie Shi-Shi. -Mistrzu, co to jest ta próba sisi?- Łysy postanowił się wtrącić- Swoją drogą nazwa jest dosyć sedesowa. -CO!?- Koji wrzasną- Próba Shi-Shi wzięła swą nazwę od miana wielkiego wojownika Shi-Shi- Agavy. To próba, którą może przejść tylko Wybrany, który uczyni to w idealny sposób. -A Wybrany się jeszcze nie zdarzył- Mistrz oznajmił zagłębiając się w czarce sake. -Super, mogę się poddać tej próbie?- Łysy spytał z entuzjazmem. -Nie- Koji uciął. -Czemu, do cholery?- nastolatek się zdziwił. -Bo Alkadjas-dono Ci nie pozwolił- gadzi człowiek spojrzał na mistrza. -Wiesz, Koji-san, po to go tu zabrałem- mężczyzna znowu łykną sake- Ma moją zgodę. -W takim razie przygotuję przepustki- Koji znikną w drugim pomieszczeniu. W tym czasie Łysy zażądał od mistrza wyjaśnień. O tuż przepustka to papier zezwalający nie poddanym Shentivi poruszać się po jej królestwie, a próba Shi-Shi to powtarzana co 4 lata ceremonia. Ma na celu sprawdzenie umiejętności młodych zabójców, oraz wyłonienie Wybranego. Składa się z trzech prób, ale mistrz nie podzielił się z uczniem na czym będą polegać. Chwilę później Koji wszedł do pokoju z dwoma zwojami. Jeden dla Alkadjasa, drugi dla Łysego. Teraz mogli wyruszyć na dwór Shentivi. Przed wyruszeniem mistrz i Koji serdecznie się pożegnali. W końcu wyruszyli. W trakcie drogi odwiedzali przeróżne wsie i miasta. W każdym z nich przywódcy witalli mistrza i bogato gościli. Oczywiście Łysego też, ale traktowali go jako niepotrzebny dodatek. Potem łysy zaczął pytać swego mentora, czemu tak go traktują i zawszę w odpowiedzi słyszał, że to za twarz. Młody zabójca zwątpił w sens dalszego pytania. W pamięci Łysego zapisał się jeszcze jeden fakt. W każdym miejscu Alkadjas pytał o jakąś Ino. Młodzieniec postanowił nie pytać o nią, ale zważywszy na to, że mistrz lubi niezwykle piękne kobiety domyślił się, że może to być jego ukochana. Jednak nauczyciel nigdy wcześniej o niej nie wspominał. W końcu trafili na ślad kobiety, który prowadził do klasztoru. Gdy mniszki nie chciały ich wpuścić Alkadjas zasmucił się i usiadł przed wejściem. Zaczął wyć. Łysy, ze względu na to, że nie lubi znęcać się nad zwierzętami (a jego mistrz niewątpliwie nim jest) zaciągną go do jedynej w okolicy knajpy. Rzucił kilka monet barmanowi i usiadł z mistrzem przy stoliku. Chwilę potem otrzymał zamówienie i podstawił jedno z piw mężczyźnie. -I ją sprzedali- mistrz oznajmił ponuro. -Ale mistrzu, o co chodzi?- łysy chciał wiedzieć. -Eh… Ion jest niewolną- zaczął mistrz. -CO!? Jest niewolnicą?- młodzieniec bardzo się zdziwił. -Nie. Niewolni to ludzie, którzy podpisali kontrakt o niewolnictwo na określony okres czasu. Potem dostają za to zapłatę- mistrz wyjaśnił, a Łysy pokiwał głową ze zrozumieniem- Poznałem Ino na dworze. Była niewolą ministra finansów, chciał sprzedać jej kontrakt, a ja go kupić i rozwiązać, ale nie miałem kasy. W końcu musiałem wrócić z moim mistrzem na Ziemię i straciłem z nią kontakt, a dziś dowiaduję się, że jest w klasztorze- mężczyzna pociągną kilka dużych łyków- Już jej nie zobaczę. -Jak nie, jak tak- Łysy uśmiechną się jak cwaniaczek. -Co masz na myśli mój uczniu?- mistrz zaciekawił się. -Jesteśmy zabójcami- mężczyzna kiwną głową- Umiemy wchodzić tam gdzie nas nie chcą- kolejne kiwnięcie- Więc wejdziemy tam i podziałamy. Plan iście świetny. Czemu ja na to nie wpadłem?- mistrz uśmiechną się- Dopijaj piwko, zapnij mocno buty i jazda- wzrok mężczyzny powędrował na okno, zapadała noc. Alkadjas i Łysy stoją pod murem klasztoru. Młodzieniec zaczepił hak na linie, zakręcił zestawem nad głową i rzucił. Lina zaczepiła się. Gdy weszli na mur uczeń zrzucił hak z muru, a mistrz poprowadził go pod dachach cel mniszek. Zeskoczyli przed celą opatki. W środku nadal świeci się światło, więc weszli. -Czego!?- przywitał ich krzyk gadziego człowieka w slipach. -Witaj, Makaji-san- mistrz oznajmił z wrednym uśmiechem- Więc to dlatego nas odprawiono. Gwałcisz opatkę. -I co z tego?- gad zaczął wkładać spodnie. -To, że zginiesz- mężczyzna wyją sztylety. -Alkadjasie-dono! Nie!- opatka krzyknęła wbiegając do pokoju w szlafroku- Jeśli coś mu się stanie to… -Zamilcz!- Makaji krzykną wściekle. -A, rozumiem- mistrz uśmiechną się sprytnie- Twój wuj jest shogunem, więc możesz robić wszystko co chcesz, a jak coś Ci się stanie klasztor zostanie zniszczony. Tak? -Bingo- Makaji się zgodził- A nasza opatka to super dziwka- twarz opatki pokrył mrok smutku. -Basta!- Łysy wrzasną wściekle i rzucił sztyletem. Broń trafiła prosto w cel, krtań. Makaji złapał za zalewającą się czerwienią szyję. Kilka razy chrząkną i padł na podłogę. Po chwili zaczął leżeć w kałuży własnej krwi. -Teraz klasztor zginie- opatka zaczęła łkać. -Nie dopuszczę do tego, Świętobliwa- mistrz oznajmił ocierając jej łzę. -Jak wyżej- młodzieniec dodał od siebie. -Ale jak tego dokonasz, Alkadjasie-dono?- spytała z nadzieją. -Zaciągnę tego wieprza do shoguna i dopilnuję aby dołączył do bratanka- mistrz oznajmił z szerokim uśmiechem- Oczywiście, jako zabójca pragnę zapłaty. -Jakiej?- kobieta spytała ze zrozumieniem. -Chce niewolnej Ino Matagawy- Alkadjas oznajmił pewnie. -Wiesz, dała bym Ci jej kontrakt, ale nie wiem co na to powie- opatka oznajmiła niepewnie. -To my załatwimy shoguna, a ty, Świętobliwa zapytaj jej- twarz mistrza przybrała serdeczny wyraz, a łysy zaczął przeszukiwać ekwipunek denata- Tylko powiedz, że to ja chce jej kontraktu. -Oczywiście. Podróż z klasztoru do zamku shoguna okazała się przyjemna. Alkadjas i Łysy dostali od opatki wóz z koniem. Zapakowali zwłoki na pakę i ruszyli. O świcie dotarli, ałdjencja okazała się jeszcze przyjemniejsza. Gdy straż zdała sobie sprawę, że na wozie leży Makaji z rozpłataną szyją od razu zaaresztowali ich i zabrali na sąd przed oblicze shoguna. Gadzi człowiek siedząc na tronie, pod jedwabnym baldachimem darł się jak najęty, ale ani mistrz, ani Łysy go nie słuchali. Po prostu śmiali się z niego. -Jak śmiecie śmiać się na sądzie?- shogun spytał wściekle. -Bo jesteś śmiesznym człowiekiem- Łysy oznajmił rozbawiony. To jawna obraza urzędu!- shogun wrzasną, a jego twarz stała się czerwona- Nie dość, że wy, ludzie zabiliście mojego, kochanego bratanka, to jeszcze jawnie nie szanujecie wielkiego sądu shoguna! -Ten skurwysyn gwałcił opatkę!- łysy krzykną wściekle- Gdyby go zabiła to zniszczył byś klasztor, a na ten czyn pozwolić nie mogę!- gdy młodzieniec wrzeszczał mistrz wyją swoje ostrza przeczuwając walkę. -Zamilcz człowieku!- shogun zasyczał. -Zmuś nas!- dorzucił mistrz. Wnet shogun rozkazał swojej gwardii zabić dwójkę, oczywiście bez wyroku. Łysy wyją ostrza i staną w pozycji bojowej. Kolesie spojrzeli na siebie, kiedy straż ich otaczała. -Było dla mnie zaszczytem szkolić Ciebie, łysy- mistrz oznajmił z uśmiechem- Żegnam się, bo chyba teraz polegniemy. -Może i polegniemy, ale nie będziemy żałować niczego- Łysy zaśmiał się- Dziękuje za wszystko. Gdy se tak gadali o pierdołach do Sali wbiegła grupa zabójców w pelerynach koloru toksycznej zieleni. Szybko poradzili sobie z gwardią shoguna, a jego samego poćwiartowali. Kiedy Alkadjas i łysy dochodzili do tego co się stało do Sali wkroczyły trzy kobiety. Gdy mistrz ujrzał pierwszą z nich padł na kolano, a że Łysy stał jak debil, załapał go za ramię i sprowadził do parteru.
* * *
…Historia jego trwać będzie wiecznie i nikt nigdy nie zapomni jego miana. Wybrany stanie pośród nas i ocali przed tym czego być nie powinno, a Sam stworzy to co być jest dobre…
* * *
Łysy siedzi samotnie w ogrodzie pałacu Shentivi. Oglądanie kwitnących kwiatów wiśni urozmaicał sobie obserwacją Ino i mistrza. Wiadomość o chęci posiadania przez Alkadjasa jej kontraktu sprawiła dziewczynie ogromną radość. Młodzieńcowi daję się, że są zakochanie, ale nie jemu sądzić o takich rzeczach. Z rozmyślań wyrwała go królowa. Chciał, jak nakazuje tradycje paść na kolano, ale Shentivia nie pozwoliła mu i przysiadła się. -Czemu uczeń wielkiego Alkadjasa-dono chce klękać kiedy mnie zobaczy?- królowa spytała swoim melodyjnym głosem. -Z szacunku, ma Pani- Łysy oznajmił z eleganckim uśmiechem. -Trzeba was tego oduczyć- na to zdanie młodzieniec zrobił dziwną minę, a młoda królowa roześmiała się serdecznie- Łysy-san, proszę, zrobić mi tą przyjemność i nie padać na kolano. Chce czasem spojrzeć komuś w twarz. -Jak sobie życzysz, ma Pani- Łysy znowu elegancko się uśmiechną. -I nie mów do mnie „ma Pani” do cholery- ta wypowiedz sprawiła, że Łysego zatkało- Wiesz jak mnie denerwują te zwroty szacunku. Mów mi, po prostu Shentivia. Chyba tak mam na imię, nie? -Nie ma sprawy Shet- młodzieniec uśmiechną się radośnie- Co, nudno na dworze? -A żebyś wiedział- dziewczyna, jak i chłopak rozluźnili się, bo czują się w swoim towarzystwie niezwykle dobrze- Cały ten protokół dyplomatyczny i traktowanie mnie z wyższością. Ja jestem tylko zwykłą dziewczyną. Muszę od tego odpocząć!- W końcu wybuchła. -Spokojnie, spokojnie. Da się zrobić- Łysy uśmiechną się sprytnie. -Co masz na myśli?- Shentivia się zainteresowała. -Spędziłem tu ledwie noc, ale i tak zdołałem zrobić drobny rekonesans- zabójca oznajmił dumnie- W nocy da się wyjść na spacer, w murze jest tajne przejście. -Czyli zabierzesz mnie stąd?- królowa spytała z nadzieją. -Jasne, tylko będziesz musiała założyć zwykłe ciuchy. Jak wyjdziesz w miasto w tych sztak od razu ktoś Cię rozpozna- łysy oznajmił konspiracyjnie. -Dziękuje!- i Shentivia mocno przytuliła młodego zabijce. Łysy mimo warstw materiału w które jest owinięta królowa poczuł, że jej serce zabiło mocniej. Bardzo się cieszyła, że w końcu zasmakuje chociaż namiastki życia zwykłego człowieka. W tej pozycji zastał ich mędrzec. Spojrzeli na niego z zaskoczeniem, a starzec uśmiechną się i poszedł dalej. Wieczór nastał niezwykle szybko. Łysy czekał na królową w ogrodzie. Gdy dziewczyna zjawiła się chciał paść na kolano, ale powstrzymał się, w końcu obiecał jej to. Fakt ten ucieszył dziewczynę. Ruszyli do biblioteki, tam młodzieniec odsuną jeden z regałów. Za nim ukazał się tunel. Wkroczyli do niego, a Łysy z powrotem przysuną regał. Szli korytarzem wolno, ponieważ pochodnie na ścianach płonęły. Młody zabójca jak był ty ostatnim razem było ciemno, więc ktoś tu musi być. Za jednym z zakrętów para zobaczyła dwie obściskujące się postacie. Ino i Alkadjasa. Łysy z miną mendy społecznej podlazł do nich. -A co tu się dzieje?- spytał znienacka, co spowodowało, że oboje odskoczyli od siebie. -Łysy! Co tu robisz?- mistrz spytał podenerwowany. -A idę z przyjaciółką na spacer- oznajmił wesoło. -Poderwałeś kogoś?- mężczyzna spytał z błyskiem w oku. -Alkadjasie-dono, nie poderwał, tylko zabiera na spacer- dźwięk głosu królowej sprawił, że Ino i mistrz zdziwili się i padli na kolano. -Zdecydowanie, trzeba ich tego oduczyć- Łysy uśmiechną się do Shentivi. Para zostawiła zakochanych i ruszyła dalej. Gdy wyszli z tunelu i stanęli na ulicy królowa zrobiła głęboki wdech, uśmiechnęła się do kompana, złapała go za rękę i pobiegli w miasto. W trakcie tej magicznej nocy Shentivia i Łysy robili wiele rzeczy, tak zwykłych dla niego, ale zupełnie nowych dla niej. Jako przewodnik młodzieniec pokazuje dziewczynie wszystko, co ludzie robią na wolności. Shentivia nie jest wolna. Sama wyjść nie może, a jak już wychodzi to z obstawą i nigdy nie może robić tego czego chce. Lecz tej nocy poczuła prawdziwą radość. Mogła zrobić wszystko, co zawszę chciała i nikt jej nie zabraniał. Gdy słońce wschodziło nad miastem i pałacem, Shentivia i Łysy usiedli na wzgórzu i obserwowali jak świecący dysk wyłania się zza horyzontu. -Łysy-san, mogę coś Ci powiedzieć?- głos królowej przerwał ciszę. -Jasne, tylko mów do mnie po prostu łysy, bez san- zabójca oznajmił z uśmiechem. -Dobrze- Shentivia oznajmiła również z uśmiechem- Wiesz, dzisiaj zobaczyłam tyle rzeczy. Nigdy tak się nie czułam. -Wolna?- pytanie Łysego nie zaskoczyło królowej. -Tak- Shentivia oparła swoją głowę o jego ramię- Dziękuję. -Nie ma problemu- łysy objął ramieniem dziewczynę- Polecam się na przyszłość. Zamarli w tej pozycji na dłuższą chwilę. Nie chcieli jej przerywać, lecz nic nie trwa wiecznie i kiedy słońce całkowicie wyłoniło się zza horyzontu zaczęli wracać. Szybko dotarli do tajnego przejścia, przeszli przez nie i trafili do biblioteki. W jej progu wpadli na mędrca z ogrodu. Starzec znowu serdecznie się uśmiechną i wkroczył do budynku. Królowa i zabójca zbagatelizowali starca i ruszyli dalej. Łysy odprowadził Shet do jej komnaty. Na pożegnanie dostał buziaka w policzek, co go zdziwiło. Sam powoli wrócił do swojej komnaty i usiadła na łóżku. Trzymając się za policzek rozmyślał o tym co działo się w nocy.
* * *
…Obroni wszystkich przed złem niewypowiedzianym. Jednak nie będzie walczyć bronią, ani ciałem swym. Jego bronią będzie mądrość, którą oślepi każdego, a czystością duszy swej oczaruję osobę, która będzie nim władać…
* * *
-Witam was, młodzi zabójcy!- mistrz ceremonii zaczął przemawiać do zgromadzonych przed nim uczestników próby. Wszyscy znajdują się na dziedzińcu pałacu Shentivi- Dziś zaczyna się wielka próba Shi-Shi, a Wy macie niewątpliwy zaszczyt się jej poddać. Zaszczyt jest tym większy, zaszczycił nas wielki Alkadjas-dono- na te słowa zabójcy pozdrowili mistrza, a tłum dookoła skandował jego imię, tylko łysy się powstrzymał- Zmaganiom waszym przyglądać się będzie nasza Pani, wspaniała Shentivia I- wszyscy padli nakopano, kiedy Shet wstała z tronu, oczywiście Łysy wstrzymał się i stał jak idiota, królowa nie zwracająca to uwagi posłała mu pocałunek, co okazało wszystkim faworyta- Eeeee… Więc tak…- mistrz ceremonii starał się kontynuować, kiedy wszyscy powstali- Czekają was trzy zadania! W których pokażecie swe umiejętności, spryt i wiedzę! Oczywiście nikt nie zwycięży, choć Wybrany mże stać pośród was! Jednak ukazanie samego siebie jako najlepszego również jest zwycięstwem!- następnie koleś zaczął strasznie nudzić, przez co łysy przestał słuchać. Nagle młody zabójca poczuł klepnięcie w ramię. Smukły, gadzi zabójca podsuną Łysemu skóżaną torbę z fajkami bez…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil KurakDeMaster
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…