Wróć do katalogu

Ostatni Strzał

Ostatnie opowiadanie mojego autorstwa o żołnierzach wyklętych. Ginie w nim "Lalek" - ostatni żołnierz wyklęty zabity z bronią w ręku

Dzik13, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Starszy sierżant Józef Franczak "Laluś" czołgał się bezszelestnie po ziemi. Jeleń stał na polanie, jakieś dziesięć metrów. Jadł trawę i nawet go nie zauważył. Sierżant nie miał złych zamiarów, strzelby przy sobie nie nosił, chciał tylko zobaczyć z bliska piękne i szlachetne zwierzę. Wielki jeleń, niestety zauważył go, kiedy ten powoli wstał. Przestraszony zaczął uciekać. Sierżant zaklął pod nosem. Zaczął wracać do swoich żołnierzy. Był rok 1963. Sierżant wraz ze swoimi żołnierzami prowadził nieustanną walkę partyzancką z komunistami. Od końca drugiej wojny światowej minęło już osiemnaście lat, a sierżant uważał, że jeszcze się tak naprawdę wojna nie skończyła. Był przedwojennym żandarmem, a w czasie wojny służył w ZWZ i w AK. Jego pseudonim wziął się od charakteru. Sierżant zawsze dbał o fryzurę, golił się. Kiedy do bunkru przyszedł w garniturze, jeden z żołnierzy "Lew" krzyknął: O! Patrzcie, laluś przyszedł. Sierżant nie lubiał swojego pseudonimu, denerwował go on. Po jakimś czasie zmienił go na "Lalek". I tak już zostało. Po wojnie "Lalek" wstąpił do ludowego wojska polskiego, ale kiedy widział zbrodnie na AK-owcach zdezerterował. Dołączył do oddziału kapitana Brońskiego "Uskoka", w którym był do 1953, mimo iż "Uskok" zginął w 1949 roku. Teraz wraz z niewielkim oddziałem działał w pobliżu Kozic Górnych – jego rodzinnej wioski. "Lalek" doszedł do grupy żołnierzy odpoczywających przy starym niemieckim bunkrze. Partyzanci często się tu zatrzymywali na kilka dni, bunkier był jedną z ich baz. Nie należał on do największych, wprost przeciwnie – w niewielkim bunkrze mieściło się najwyżej trzech żołnierzy. Reszta musiała przebywać na dworze. Nie mieli wiele ekwipunku, żywność pozyskiwali od mieszkańców okolicznych wiosek. Byli oni do nich przyjaźnie nastawieni, dawali czasem jajka, czy mięso, pozwalali spać u siebie w stodole."Lalek" miał dobrą reputację. Żołnierzy było ośmiu. Po okolicy kręciło się ich więcej, ale tu "Lalek" wziął tylko tylu. Gdyby wpadli, oznaczałoby to koniec oddziału. A oddział był jednym z ostatnich, jak nie ostatnim. "Lalek" nie zamierzał się poddawać, gdyby się ujawnił zginąłby. Tak więc był zmuszony prowadzić ciągłą walkę ze swoimi żołnierzami. SB już wielokrotnie próbowało zlikwidować oddział, lecz zawsze "Laluś" wychodził cało z opresji. O, idzie nasz dowódca! - krzyknął jeden z żołnierzy. Idzie laluś! - zażartował inny. Sierżant spojrzał na niego groźnie. Kiedyś musiał wyjaśniać żołnierzom, skąd wziął się pseudonim. A teraz gorzko tego żałował. Szydzili sobie z niego przy okazji. Co powiedziałeś? - spytał ostro. Nic takiego! - przestraszył się żartowniś. Mam nadzieję – powiedział "Lalek". - Panowie, koniec żartów! Musimy się wziąć do roboty, na posterunek w Kozicach przybył nowy milicjant i zrobiło się niebezpiecznie. To jakiś bardzo inteligentny spryciarz, tak mówią. - Trzeba się go pozbyć. Idziemy do Kozic, na posterunek, zabijamy go. Niech pan nie mówi takich rzeczy – oburzył się jakiś żołnierz. - Przecież nie możemy tak wparadować do wsi. Jest podobno pod nadzorem SB, są kapusie. Zaraz zadzwonią po służby! Filip dobrze mówi! - przyznał starszy kapral Łysy "Łasiczka", zastępca "Lalusia". - Nie możemy tak sobie wejść do wsi. Zostawmy tego milicjanta w spokoju, nie jest raczej groźny. Wszyscy żołnierze przytaknęli. "O proszę" – pomyślał sierżant. - " Moi żołnierze przeciwko mnie" No dobrze – powiedział. - Niech wam będzie. Nie zaatakujemy Kozic, zostajemy w lesie, tu, na kilka dni. Powiedzmy sześć. Później idziemy dalej, co dwa dni ktoś będzie szedł do wsi po żywność, tak jest? Tak, panie sierżancie! - odpowiedzieli żołnierze chórem. I tak już było Żołnierze zostali w bunkrze. Spali pod drzewami, a w dzień gawędzili, ćwiczyli w lesie i grali w karty. "Lalek" przyłapał ich raz na hazardzie. Co to ma znaczyć?! - zdenerwował się. - Tyle razy wam mówiłem, że hazard doprowadza do zguby, a wy ciągle gracie! Najlepiej zrobię, wrzucając karty do rzeki! Och nie, panie sierżancie! - błagał "Łasiczka". - Gotów jestem nawet obciąć wąsy, jeżeli pan pozwoli nam zatrzymać karty. Dobrze, już dobrze! - zgodził się "Lalek". Możecie grać, jak chcecie. Tylko, żeby później nie było kłótni. Skąd macie tyle pieniędzy? Nie chcieli powiedzieć. Sierżant znów się zdenerwował. Zaczął się robić czerwony. Żołnierze patrzyli przerażeni jak krzyczy: Kradniecie?! Ukradliście pieniądze? Co to ma znaczyć?! Tacy z was uczciwi żołnierze jak z dupy nos! Nie krzyczy się w lesie – zwrócił mu uwagę sierżant Taliski, najstarszy żołnierz w oddziale, niegdyś zastępca "Lalka". Taliski miał już 48 lat, ale miał charakter siedemdziesięciolatka. Sierżant znów się zaczerwienił. Co mnie to obchodzi?! - krzyknął trochę ciszej. - Oni kradną, Marek. Kradną pieniądze! Co z nich za partyzanci? "Łasiczka" wstał. Panie starszy sierżancie – powiedział spokojnie. - Zaszło nieporozumienie. Pieniądze mamy z rodzin. I to nie wiele. W życiu nie ukradłem ani grosza. I mam nadzieję, zę reszta chłopaków również. Pan kapral mówi prawdę – rzekł nagle jeden z żołnierzy Łukasz Barański "Skunks". - Nic nie ukradliśmy, ja dostałem pieniądze od ciotki. "Lalek" spuścił głowę. I co zrobił? Niepotrzebnie darł się na niewinnych żołnierzy, którzy w sumie nic nie zrobili. Poczuł że musi im to jakoś wynagrodzić. Patrzyli się na niego, smutni i trochę wystraszeni. Chłopaki! - powiedział. - Niepotrzebnie wybuchłem. Przepraszam was. Myślałem że kradniecie chłopom....Albo milicjantom. Nie, nie może tak być. Naprawdę was przepraszam. Ciebie też, Marek, za to że tak ci odpowiedziałem. Ściemnia się już, chodźmy spać. Jutro przeprowadzamy ćwiczenia.... Nikt już nic nie powiedział. "Lalek" udał się do bunkru, gdzie położył się na macie wojskowej i zmrużył oczy. Reszta żołnierzy spała dookoła bunkra, na liściach bądź na matach. Bunkier otaczało ogrodzenie z gałęzi, tak zwana zeriba. Próba jego sforsowania spowodowałaby ogromny hałas. Wyznaczono również wartownika, który zmieniał się co półtorej godziny. "Laluś" spał niespokojnie. Śniły mu się straszne rzeczy. Szedł sam przez las, miał karabin. Nagle zza drzew wyszedł jakiś starzec. Był dziwnie ubrany, wyglądał dziwnie, miał dziwną brodę, w ogóle był jakiś dziwny. Stój – zachrypiał. - Zapuszczasz się w moją puszczę bez pozwolenia. Chcesz zapewne polować, aby przeżyć, starszy sierżancie. Tak, wiem o tobie wszystko, jakem Dziad Borowy, Leszy. "Laluś" wycelował w niego karabin. I zaśmiał się. Dziadku, zejdź mi z drogi! - mruknął. Dziadku?! - oburzył się starzec. - Ty śmiesz obrażać Leszego? Już nigdy nie wrócisz z mej puszczy! To mówiąc zniknął. Nagle nad lasem podniosła się mgła. "Laluś" zobaczył jakąś sylwetkę idącą w niej ścieżką. Karabin miał odbezpieczony, wycelował go w nią. Nagle poznał ją. To była jego żona. Nie strzelaj, Franek! - krzyknęła. Po czym przytuliła sierżanta. Ten pocałował ją. I nagle zaczęła zmieniać się. Zmieniła się w milicjanta, który wytrącił "Lalkowi" karabin i uderzył go w twarz. Doigrałeś się! - warknął. A "Laluś" się obudził. Wstał i uderzył się głową w sufit bunkra. Do kaduka! - przeklął. Wyszedł z bunkra i podszedł wartownika, który przysypiał siedząc na pieńku. Stanął za nim i krzyknął: MO atakuje! I SB! Na komuchów! Przerażony wartownik wstał i aż podskoczył i usłyszał śmiech starszego sierżanta: Doigrałeś się! Nie trzeba było przysypiać na warcie! Wartownik był oszołomiony. Partyzanci zaczęli wstawać i wymachiwać karabinami: Gdzie MO? Gdzie SB?! A wartownik zaśmiał się. Doigrał się pan! Nie trzeba było mnie nabierać. Ale "Lalkowi" nie było do śmiechu. Wszyscy spać! - krzyknął. - Jutro musztra i zaprawa! Ależ gdzie MO? - dziwił się jakiś żołnierz. W twoim śpiworze! - warknął "Laluś" i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych