Wróć do katalogu

Ostatni wampir - (nie)zapowiadany cd

Tak jakby dalszy ciąg opowieści o Falcu (choć zupełnie oderwany od poprzedniego). Tym razem biedny wampir się zakochał :). Mówiłam, że się robię za tkliwa :).

Buka123, opublikowano , 10 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nie wszystko będzie tu jasne, ale muszę wyjaśnić, że Falco uratował Synthię z rąk oprawców, choć sam oberwał mocno i musiał się wyleczyć w jej wiosce. Nie żeby ratował ją z czystej dobroci, a przynajmniej nie do końca :). Zapraszam do czytania:

Wracał szybko do sił. Na początku próbował uciec, ale wkrótce zdał sobie sprawę, że znajduje się w idealnej sytuacji. Mieszkańcy nic nie wiedzieli o poszukiwaniach elfów. Nic nie wiedzieli o nim. Bardzo mu to odpowiadało. A pomijając pierwsze spotkanie z ojcem Synthii musiał przyznać, że mieszkańcy wioski są do niego nastawieni przyjaźnie. Bali się go, fakt. W gruncie rzeczy żaden z nich nie powaliłby – zwłaszcza będąc w takim stanie co Falco – uzbrojonego przeciwnika. A on przecież uratował jedną z nich. Narażał dla niej życie. Był bohaterem. Stał się jednym z nich. Ale wiedział, że człowiekiem nigdy nie będzie. Głód był coraz uciążliwszy. W końcu stwierdził, że pora odejść. Długo nad tym myślał. Ale teraz, gdy księżyc powoli chylił się ku zachodowi, wiedział, że jego czas nadszedł. Wyjrzał przez niewielkie okno, jedyne w pokoju. Ciągle było ciemno, choć wiedział, że niedługo zacznie świtać. Wszyscy oprócz niego, nerwowo przewracającego się na posłaniu, byli zatopieni w głębokim śnie. Ciągle targały nim wątpliwości. Wiedział, że powinien odejść. Ale nie chciał. - Jestem wampirem – szepnął w pustkę – Wampiry nie boją się samotności. Jednak słowa, dawniej tchnące mocą, teraz nie podziałały na niego tak silnie, jak kiedyś. Tu jest mój dom, mówiła każda cząstka jego umysłu. Ale ciało pragnęło łowów, krwi. Wiedział, że nie wygra ze swoją wampirzą częścią. Ciało zawsze wygrywa z umysłem. Ruszył w stronę drzwi i zaczął skradać się korytarzem, w stronę wyjścia. Mimowolnie przyśpieszył, czując rosnące podniecenie. Już za chwilę znów będzie wolny. Zdany na siebie. Z nieograniczonymi możliwościami. Zagłębił się w tych rozmyślaniach na tyle głęboko, że nie zauważył wiadra stojącego na jego drodze, pod ścianą, i kopnął je, aż z brzękiem potoczyło się po ziemi. Syknął, wściekły na własną nieuwagę i rzucił się w stronę wiadra, uciszając je jednym ruchem. Rozejrzał się czujnie, ale chyba nikogo nie obudził. Oblizał wargi, czując suchość w gardle i rzucił ostatnie, tęskne spojrzenie na ciemne ściany domu. Potem wstał szybko i dopadł do drzwi. Zamarł w progu, wdychając głęboko świeże, rześkie powietrze. Drzewa przyzywały go z magnetyczną siłą. Nawet gdyby chciał, nie powstrzymałby się im. Ruszył pewnym krokiem, nie oglądając się za siebie. Po co czuć wyrzuty sumienia? Musiał być twardy. Słabi przecież giną od razu. Zagłębił się między drzewa, wdychając w płuca ożywczą woń. Dawno już nie czuł tej wolności, tej radości samej w sobie. To jego świat. Jego przeznaczenie. Szedł już od kilku minut, gdy uświadomił sobie, że słyszy za sobą kroki. Spiął się lekko. Ktoś go śledzi? Zatrzymał się i wsłuchał nerwowy rytm zbliżających kroków. To był z pewnością człowiek. Prawdopodobnie mieszkaniec wioski. Szpieg elfów? Ciekawski? A może mściciel tamtych bandytów? Ktokolwiek to był, Falco wolał nie ryzykować walki. Ciągle był słaby. Ukrył się w najbliższych zaroślach, wpijając wzrok w ścieżkę. Nie czuł zbytniego strachu. Bólu się nie bał, zbyt wiele go zaznał, by się nim przejmować. A śmierć... w końcu pewnie niewiele się różniła od bólu. Postać, odziana w długi, dziwnie znajomy płaszcz wyłoniła się zza zakrętu. Falco wpatrywał się w nią chciwie, nie mogąc powstrzymać myśli, że skądś ją zna. Poczekał, aż postać wyminie jego kryjówkę, a wtedy przypadł do niej i od tyłu złapał za gardło. - Mów, kto cię przysłał! – warknął jej do ucha, przepajając głos wrogością. - Falco, to ja, Synthia! – zduszony okrzyk sprawił, że wampir gwałtownie odskoczył i przełknął ślinę. Zdusił chęć okrzyku „co ty tu robisz?!”. Dziewczyna odrzuciła z twarzy kaptur, patrząc na niego ze strachem. Mimowolnie poczuł przypływ skruchy. Słowa, których nigdy dotąd nie wypowiadał, teraz same z niego wypłynęły. - Synn... Przepraszam, ja... myślałem, że to ktoś inny. Uśmiechnęła się słabo, widząc jego reakcję. Przez chwilę stali w milczeniu, oboje skrępowani swoją obecnością. Synn w końcu przerwała milczenie, rumieniąc się ledwo dostrzegalnie. - Ty... odchodzisz? – szepnęła, zbliżając się ostrożnie do niego. Gdyby się znał na takich sytuacjach, byłby pewien, że dziewczyna z całych sił wysyła sygnały, dające mu przyzwolenie, by do niej podszedł. Ale się nie znał. Cofnął się o krok, mimowolnie napinając mięśnie. - Muszę odejść. Nie mam wyboru. Zrobiła kolejny krok, ale zawahała się, spłoszona. - Dlaczego? Nie musisz odchodzić. Naprawdę..

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych