Wróć do katalogu

Ostatnia fotografia Spoormana - CZĘŚĆ II

Młody fotograf wpada na trop niezwykłych, mrocznych fotografii, których autorem jest J. Spoorman.

reaktywacja_pstraga, opublikowano , 22 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

LINK do części pierwszej: http://opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=64885

12 grudnia Spadł śnieg, po raz pierwszy w tym roku. Moje poszukiwania zabrnęły w ślepą uliczkę. Spoormana nie znają profesorowie, listy studentów o nim milczą. Tajemniczy dagerotyp wydaje się jedynym śladem jego istnienia.

Jeśli chodzi o sam uniwersytet – dostaliśmy kolejne zadanie: „Nietrwałość śniegu, jako metafora życia i śmierci”. Myślałem, że się porzygam. Nawet nie wyciągnąłem aparatu – zaliczenie i tak już miałem w kieszeni. Moja wystawa okazała się wielkim sukcesem. Sprzedano kilka zdjęć, a na ostatnich stronach regionalnych gazet natknąłem się na krótkie notki o „małoletnim geniuszu fotografii”. Zauważyłem, że mimo mojego mizernego wzrostu i rachitycznego wyglądu, zacząłem przyciągać spojrzenia kobiet. To zainteresowanie, póki co, było jednak tylko jednostronne. Wszystkie wieczory spędzam wpatrując się w fotografię, w twarz tajemniczego mężczyzny, który chowa się w ciemnym budynku.

13 grudnia Jest noc, obudziłem się zaledwie parę minut temu. Dochodzę do wniosku, że plotki o moim geniuszu są nie tyle przesadzone, co zwyczajnie błędne. Nie wiem, czy rozwiązanie mi się przyśniło, czy podświadomość szepnęła mi ją wprost do ucha. W dalszym ciągu czuję się, jakbym śnił, kontury pokoju wydają się być rozmazane, a kiedy otworzyłem oczy… Cóż, mógłbym przysiąc, że ktoś nade mną stał. Nieważne. Nie wiem, jak mogłem dotąd nie wpaść na tak oczywistą rzecz! Od jutra nie będę już szukał mężczyzny o twarzy poznaczonej bliznami. Znajdę miejsce, do którego wchodził.

24 grudnia. To moja pierwsza wigilia poza domem. Rodzicom było przykro, a mnie… Mnie już chyba nie tak bardzo. Nie wiem, czy wytrzymałbym kupowanie prezentów, głupawe trajkotanie podczas świątecznej kolacji, czy opowiadanie tych samych historii przy tym samym kopcącym kominku (Tata zawsze żartował, że kiedy podrośliśmy i przestaliśmy wierzyć w świętego Mikołaja – starszy pan w czerwonym surducie zaklinował się w kominie i uwędził. Tata ma specyficzne poczucie humoru). Czuję, że zbliżam się do odnalezienia miejsca, gdzie Spoorman sfotografował szczupłą dziewczynę o smutnym uśmiechu i mężczyznę skrytego w mroku drugiego planu. Kupiłem mapę miasta i podzieliłem ją – według zasady złotego trójpodziału, taki osobisty żart – na coraz mniejsze kwadraty. Wszystkie, które już zwiedziłem, gdzie znałem na pamięć każdą uliczkę, zamazałem na czarno. Po tygodniu miasto na planie wyglądało, jakby utonęło ze wszystkimi mieszkańcami pod bezlitosną, grubą warstwą smoły. Zostały cztery wolne segmenty - w którymś z nich musi kryć się rozwiązanie.

26 grudnia Znalazłem. Dzisiaj, punktualnie o trzynastej dwadzieścia trzy – zrobiłem zdjęcie własnego nadgarstka z zegarkiem, by uwiecznić chwilę – odszukałem miejsce, o którym myślałem tak intensywnie, że zaczęło prześladować mnie w snach. Parę chwil po przekroczeniu most nad rzeką, która dzieliła miasto na dwie części, poczułem, jak krew uderza mi do głowy. Patrzyłem na ruiny domu znanego mi z fotografii! Przymrużyłem oczy i zrobiłem cztery małe kroki w prawo. Musiałem stać dokładnie w miejscu, w którym parę, może parędziesiąt lat temu stał Spoorman. Krajobraz nieco się zmienił, wycięto wszystkie drzewa. Ulica wyglądała teraz dużo bardziej surowo i pomyślałem sobie, że może zdjęcie miało z tym coś wspólnego. Bez większych nadziei pogrzebałem chwilę wśród porozrzucanych kamieni i desek,. Nie wiem, co spodziewałem się znaleźć. Trochę dziwnym wydawało mi się, że nie wybudowano tu nic nowego. W mieście było wiele starych budynków, ale każdy z nich utrzymywany był w co najmniej dobrej kondycji. To, co oglądałem, przypominało trochę brzydkie znamię, położone zbyt niebezpiecznie, by można je wyciąć. Jestem rozczarowany i to bardzo. Źle się czuję i tak naprawdę to zamiast pisania powinienem chyba po raz kolejny się upić.

27324 grudnia Pjepsze ten pamnetnik i tego pjepszonego Skwarmana. Ha ha ha.

27 grudnia Jeszcze nigdy tak bardzo nie bolała mnie głowa i wstyd mi za poprzedni wpis. Już nigdy nie tknę alkoholu.

15 stycznia Spoorman, Spoorman, Spoorman. Zaczynam dochodzić do wniosku, że znalezienie jego dzieła to jakiś złośliwy żart samego Boga. Znam na pamięć każdy szczegół, każdy detal. Oczy smutnej dziewczyny dostrzegam w twarzach kobiet, które mijam na ulicy. Czasami wydaje mi się, że zaczynam tracić rozum, że nie mogę już myśleć o niczym innym. Wczoraj w nocy miałem nawet sen. Leżałem na łózku, wpatrując się w fotografię, aż w końcu odłożyłem ją na podłogę, a palce przytknąłem do oczu. Po chwili wsadziłem je głęboko w oczodoły, czując, jak przebijam miękką tkankę. Paznokcie zahaczyły o mózg. Zaczynam go skrobać, wrzeszcząc przy tym z bólu, ale to na nic. Nie da się zapomnieć o czymś, co siedzi w samym środku twojej duszy.

30 stycznia Od pięciu dni nie spojrzałem na zdjęcie. Czuję się nieco lepiej. Chodzę na wszystkie zajęcia, zacząłem nawet grać w piłkę – wszystko byle nie patrzeć na ten przeklęty dagerotyp.

7 lutego Drogi pamiętniku – tak chyba zaczynają pisać dziewczyny, prawda? Poznałem kogoś. Jest wysoka – a przynajmniej wyższa ode mnie – pachnie kwiatami i godzinami potrafi mówić o fotografii. Fantastycznie pozuje. Czuję się prawie tak samo szczęśliwy, jak wtedy, kiedy byłem jeszcze dzieckiem i dopiero co dostałem od dziadka aparat. A potem rozstajemy się. Ona mnie całuje. A ja nie mogę zasnąć, bo nie czuję już jej zapachu – jest tylko mała srebrna płytka, bezpiecznie przylepiona pod szufladą.

13 lutego Uparła się, żeby nocować u mnie. Zgodziłem się, ale teraz nie wydaje mi się to już takim dobrym pomysłem. Wiem, o co jej chodzi, ale ja… Nie wiem, nie mam pojęcia, czy tego chcę. Nie boję się – po prostu sama myśl o seksie w ogóle mnie nie rusza. Może dzisiaj się to zmieni? Może, kiedy pachnąca-kwiatami, jak zwykłem o niej myśleć, sprawi, że nazwisko Spoorman zniknie w końcu gdzieś głęboko w mojej podświadomości.

14 lutego To niesamowite. Nie mogę w to uwierzyć.

15 lutego Wczoraj tak bardzo trzęsły mi się ręce, że nie mogłem nic napisać. Pachnąca-kwiatami przyszła punktualnie o godzinie dziewiątej wieczorem. Pierwszy raz, odkąd zaczęliśmy się spotykać, poczułem, że może jednak czyjaś fizyczna bliskość jest w stanie mnie uspokoić. Na jej twarzy błąkał się nerwowy uśmiech, sam pewnie wyglądałem nie lepiej – cały czas okropnie się pociłem i nawet trzykrotna zmiana podkoszulka nie była w stanie sprawić, żebym poczuł się choć trochę świeżo. Około godziny dziewiątej piętnaście otworzyliśmy wino; około godziny dwudziestej drugiej wypiliśmy je; o godzinnie dwudziestej drugiej pięć zaczęliśmy się kochać. O dwudziestej drugiej osiem było po wszystkim i poszedłem pod prysznic. Za oknami szalała burza i nie zwróciłem uwagi na grzmot, który zabrzmiał bardziej głucho niż wszystkie pozostałe – przypominał uderzenie szuflady o twardą drewnianą podłogę.

Przypominał uderzenie szuflady, pod którą schowałem zdjęcie!

Momentalnie wyskoczyłem spod prysznica i wpadłem do pokoju. Dziewczyna siedziała na podłodze, obok, po jej lewej stronie leżała szuflada, a przed nią – dagerotyp Spoormana. Pachnąca-kwiatami złapała go w palce, które jeszcze parę minut wcześniej błądziły po moim ciele, i podniosła nie odrywając wzroku od mojej twarzy. Zapytała skąd mam to zdjęcie. I wtedy zdecydowałem się opowiedzieć jej wszystko. Wysłuchała uważnie, a kiedy skończyłem, pocałowała mnie w policzek i z uśmiechem odparła, że może mi pomóc. Za tydzień idziemy do jej babci – kobiety ze zdjęcia.

25 lutego Kiedyś, dawno temu, myślałem, że jestem artystą. Wydawało mi się, że jestem niesamowicie uzdolnionym fotografem, którego zdjęcia wyznaczą nowe kanony. Nigdy bym się nie spodziewał, jak szybko i jak brutalnie marzenia mogą zostać rozbite w pył. To chyba pierwsza i najbardziej gorzka lekcja dorosłości. O ile myślę, że mój talent wciąż gdzieś błyska, niczym ostatnia iskra w niemal wygaszonym palenisku – wystarczy tylko dmuchnąć, by zamieniła się w ogień – to nigdy nie miałem talentu pisarskiego. Dlatego z okazji odwiedzin u babci Pachnącej-kwiatami pożyczyłem magnetofon szpulowy – chciałem uchwycić absolutnie każde zdanie, które padnie z jej ust. Wydaje mi się, że dobrze zrobiłem – nie byłbym w stanie opisać tego, co usłyszeliśmy.

Babcię Pachnącej-kwiatami odwiedziliśmy w czymś, co wydawało się połączeniem szpitala i domu starców. I choć byłem przekonany, że będzie to ponury budynek w wiktoriańskim stylu – taki najbardziej pasował do mojego wyobrażenia miejsca, w którym ktoś zdradzi mi tajemnicę – to rzeczywistość okazała się mocno trywialna. Ujrzałem trzypiętrowa willę, o czystych oknach i drzwiach pomalowanych jasnozieloną farbą. Gdy weszliśmy do środka, poczułem jeszcze większe rozczarowanie. Meble zrobione z jasnego drewna były zupełnie zwyczajne i stały przy zupełnie zwyczajnych białych ścianach. W powietrzu unosił się zupełnie zwyczajny – i jak najbardziej spodziewany – osobliwy i nieprzyjemny zapach starych ludzi.

Była modelka ze zdjęcia Spoormana mieszkała na pierwszym piętrze. Weszliśmy tam po zupełnie zwyczajnych schodach, przykrytych wytartym dywanem. Na ostatnim stopniu – osiem schodów po półpiętrze z oknem na całą ścianę, przez którą było widać stare miasto – spotkaliśmy przykurczonego dziadka, który pozdrowił nas bezzębnym uśmiechem. W rękach trzymał worki z własnym moczem i poczułem, jak kwaśny zapach uderza w nozdrza. W oczach pojawiły mi się łzy i choć chciałbym myśleć, że to przez smród amoniaku – prawda była taka, że klimat domu był wręcz przytłaczająco ponury. Pokój, do którego szliśmy, znajdował się na samym końcu korytarza, po lewej stronie. Minęliśmy kiepskie reprodukcje słoneczników Van gogha, staruszkę, której trzęsące się ręce kurczowo trzymały się balkonika i podeszliśmy do drzwi oznaczonych numerem sześć. Pachnąca-kwiatami zapukała, a kiedy przez dłuższy czas nie dobiegł nas żaden odgłos – zrobiła to ponownie. Dopiero wtedy usłyszeliśmy skrzeczące „proszę” – wchodząc do środka z trudem potrafiłem utrzymać nerwy na wodzy.

Pokój był urządzony nie tyle skromnie, co zwyczajnie spartańsko – bardziej kojarzył się z kostnicą niż substytutem domu. Na ścianie przeciwległej do drzwi było duże okno – naprawdę duże, zajmowało niemal pół ściany i pewnie wpadałoby przez nie dużo słońca, gdyby nie rozłożyste drzewo rosnące tuż za nim. Pomyślałem, że to musi być strasznie przygnębiające. Po prawej stronie stała szafka nocna, a zaraz obok niej łóżko, z metalową ramą pokrytą brązową farbą. Ściana naprzeciwko była zupełnie pusta, jedynie na wysokości mojej głowy widniał kwadrat…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych