Wróć do katalogu

Ostatnia zemsta

opowiadanie-thriller kryminalno-religijny,z wątkiem miłosnym...

Rycerz512, opublikowano , 42 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 1

Przez próg niezwykle kunsztownej restauracji warszawskiej „Arizona” przeszedł elegancko ubrany mężczyzna,średniego wieku. Kelner,zauważywszy nowo przybyłego gościa,podszedł do niego. -Dzień dobry. Pańskie nazwisko? - spytał uprzejmie. -Krzysztof Malinowski. Zamawiałem stolik numer dwa,dla trzech osób – odpowiedział. Pracownik restauracji wskazał mu miejsce. Malinowski rozsiadł się wygodnie i zamówił sobie specjalność tejże kuchni – bitki w sosie chrzanowym,do tego kieliszek białego,wytrawnego wina. Spojrzał na zegarek. Było już piętnaście po drugiej. Ludzie, których zaprosił, spóźniali się już kwadrans. Malinowski był już lekko podenerwowany. „Gdzie oni są?”- pomyślał. Zanim zostało zrealizowane zamówienie, do jego stolika dosiadło się dwóch mężczyzn. Jeden z nich był zbliżony wiekiem do Krzysztofa, łysy i dość tęgi. Drugi to młodzieniec ubrany w policyjny mundur. -Witaj, Krzysiu – mężczyzna podał rękę Malinowskiemu, gdy ten wstał. - pozwól, że ci przedstawię:to jest aspirant Piotr Dołchowski,który zgodził się współpracować przy akcji,którą zaplanowałeś. Policjant zasalutował niczym szeregowy przełożonemu. -Zaczynałem się już denerwować - powiedział Malinowski – wiesz, że nie lubię, jak ktoś mi się spóźnia. -Wybacz, ale przedłużyło mi się spotkanie z młodymi. Na szczęście, wszystko jest już dopięte na ostatni guzik. Zgodzili się. Malinowski wypił duży łyk wina. -Świetnie. Mam nadzieję, że nie strzelą jakiejś głupoty i wszystko pójdzie sprawnie. Nie chcę mieć przez nich kłopotów. Jan Morawa uśmiechnął się uprzejmie. -Możesz spać spokojnie. Młody człowiek za tysiąc złotych zrobi dosłownie wszystko. A szczególnie oni... Aspirant Dołchowski początkowo tylko przysłuchiwał się rozmowie, konsumując dorsza w sosie pomidorowym. Malinowski,zakończywszy konwersacje z Morawą, zwrócił się również do niego: -Dziękuję, aspirancie za chęć pomocy. Tu ściszył głos: -Wie pan...potrzebna jest nam policja, gdyż zabójstwo ciężko będzie zachować w całkowitej tajemnicy...

Rozdział 2

Lipiec rozpoczął się dla Marcina Rogalskiego znakomicie: otrzymał wiadomość, że właśnie został przyjęty do Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie. Długo czekał w niepewności na decyzję. Jego marzeniem była nauka w tej właśnie szkole. Bał się jednak,że wyniki gimnazjalne nie będą wystarczająco dobre. Na szczęście stało się inaczej. A więc marzenia się spełniają! Marcin był to chłopak wysoki i szczupły,o przystojnej twarzy. Swoje krótkie, szatynowe włosy bardzo często układał żelem. Ubierał się zgodnie z panującą wśród młodzieży modą. Odznaczał wśród przyjaciół niezwykłą inteligencją. Stąd wzięły się bardzo dobre wyniki w nauce, mimo, iż nie był typem „kujona”. Lubił sport, uprawiał siatkówkę. Jego najgłówniejszą cechą była łatwa nerwowość, szczególnie wtedy, gdy coś mu nie wychodzi lub nie jest tak, jak by chciał. Mimo to potrafił uparcie dążyć do wytyczonego celu. Był głęboko religijny. Niegdyś koledzy namawiali go do wzięcia udziału, wraz z nimi, w rytuale wywoływania duchów. Marcin kategorycznie odmówił. Powiedział, że chrześcijanin nie może brać udziału w takich „zabawach”. Spotkało się to z drwiną wśród przyjaciół, którymi zresztą się nie przejmował. Otrzymawszy potwierdzenie przyjęcia do szkoły, Marcin zdawał sobie sprawę, że musi pojechać jak najszybciej do Warszawy, by zawieść potrzebne dokumenty. Wyjazd zaplanował na dzień jutrzejszy. Szukając książeczki zdrowia, natrafił na stare zdjęcie swoich rodziców. Żal i smutek przepełnił jego serce: państwo Rogalscy zginęli trzy lata temu w wypadku samochodowym. Marcin pamiętał, jak trzy miesiące przed tragedią kupili nowe auto, fiata Pandę. Wszyscy cieszyli się z nowego zakupu. W swoją ostatnią podróż pojechali na zakupy do Lublina. Przyczyny wypadku nie są znane,wiadomo tylko, że zderzyli się czołowo z tirem. Marcin, podobnie jak i jego dwudziestoczteroletnia siostra Agnieszka,bardzo boleśnie przeżył śmierć rodziców. Przez dwa lata nie mógł dojść do siebie,był pod stałą opieką psychologa. Dopiero ostatni rok można uznać za normę. Ciągle jednak, przypominając sobie to wszystko, płakał rzewnymi łzami. Przestał chodzić do kościoła i modlić się. Uważał,iż to Bóg chciał zabrać mu ojca i matkę. Nie potrafił się z tym pogodzić. Dopiero babcia uświadomiła mu,żeby,mimo bólu i cierpienia,nie przestał wierzyć w Boże Miłosierdzie.

Nazajutrz,według planu, Marcin pojechał do Warszawy. Bez większego trudu trafił na miejsce. Wchodząc do budynku szkoły, nurtowały go pytania: jak tu będzie? Czy sobie poradzi? Podążając do sekretariatu,chłopiec jednocześnie rozglądał się po szkole. Placówka była po świeżym remoncie. Wszystkie ściany były elegancko odnowione, na nich wisiało mnóstwo plansz na gazetki. Zauważył idąca w jego kierunku bardzo ładna dziewczynę, czarnowłosą, niewysokiej, o pociągających, kobiecych kształtach. Patrzył się na nią. Ona również wlepiła w niego wzrok, co stało się bezpośrednią przyczyna upuszczenia z rak stosu papierów, które porozrzucały się dookoła niej. -Pomogę – Marcin ochoczo zaczął zbierać z podłogi papiery. -Och,dziękuję – odpowiedziała dziewczyna – jakoś tak...zamyśliłam się. -Proszę bardzo – chłopak wręczył jej zgubę. „Trzeba szybko zawiązać rozmowę”- pomyślał. -Będziesz chodzić tu do szkoły? - spytał nieśmiało. -Tak. Właśnie wracam z sekretariatu. A ty pewnie tez...Jak masz na imię?- spytała z uśmiechem. -Marcin – chłopiec podał jej rękę. -A ja Justyna – dziewczyna odwzajemniła jego uścisk. - A do której klasy? -Do pierwszej C-odparł Marcin. -O,ja tez! - Justyna uśmiechnęła się- fajnie. -A może...- Marcin bal się to powiedzieć – może spotkalibyśmy się dziś wieczorem gdzieś na pizzy? Pogadalibyśmy...będę do jutra w Warszawie...jak nie chcesz to... -Tak,to świetny pomysł! - odpowiedział żywo Justyna. - to o szóstej na Woronicza,w pizzerii „Mamma mia”. Zgoda? -Okej – odparł rozradowany w duchu Marcin. Przez cala drogę do mieszkania siostry,która studiowała filologie rosyjska,a u której miał zamieszkać od września,a teraz nocować, myślał o Justynie. By;la bardzo ładna,podobała mu się. Piec minut przed szósta Marcin czekał na dziewczynę przed pizzeria. Był lekko zdenerwowany, chciał wypaść jak najlepiej. Przyszła punktualnie. Widać było, ze solidnie przygotowała się do spotkania: eleganckie,ciuchy,staranny makijaż. -wejdźmy. Przy pizzy i coca-coli rozmawiali,żartując. śmiejąc się. Nagle,ni stad,ni z owad Justyna zapytała Rogalskiego,czy wierzy w Boga. -Naturalnie. Wierze i praktykuje te wiarę.- odparł spokojnie. - A ty? -Ja? Wierze,wierze... - w glosie dziewczyny dało się spostrzec nutę zamyślenia. Spojrzała na zegarek w komórce. -Przepraszam,ale muszę już iść. Dzięki za super wieczór. Było fantastycznie. -Mógłbym cię odprowadzić? - spytał Marcin,lekko speszony. -Wiesz... śpieszę się...już jestem spóźniona...zagadaliśmy się...pa pa! To powiedziawszy,pocałowała Marcina w usta. Ten odwzajemnił pocałunek. Wiele by dal,żeby trwał jak najdłużej. ,był dosyć długi. Kiedy w końcu odkleili się od siebie,Marcin powiedział: -Nie zobaczymy się prędko...pewnie dopiero we wrześniu...będę tęsknił... -Ja tez – odpowiedziała czule Justyna – musimy wytrzymać. Pomachała mu na pożegnanie i wyszła. Chłopak zaś zapłacił rachunek i także opuścił pizzerie,doszedłszy do wniosku,ze się zakochał...

Rozdział 3

Nadszedł jeden z najczarniejszych dni w kalendarzu każdego ucznia:pierwszy września. Skończyło się błogie, ukochane lenistwo. Znowu trzeba będzie założyć plecak i codziennie rano wstawać po wiedzę i umiejętności, jakże potrzebne w życiu dorosłym. W gronie nielicznych, którzy cieszyli się z powrotu do szkolnych ławek był Marcin. Nie dlatego, że uwielbiał się uczyć. Wreszcie zobaczy się z Justyną. Po skończonych uroczystościach rozpoczęcia roku szkolnego, po nużących jak symulator czekania na autobus pogadankach i informacjach, Marcin czekał na przyjaciółkę przed wyjściem. Nareszcie ją zobaczy. Mimo, iż wypisali przez całe wakacje mnóstwo esemesów, potrzebowali bliskości. Mieli dość kontaktu na odległość. Kilka minut później przyszła. Uściskawszy się, postanowili pójść na spacer do parku. Marcin zdecydował się, że zapyta Justynę, czy zostaną parą. Spacerowali długo, szczerze ze sobą rozmawiając. Chłopak nie miał odwagi zapytać się. Kiedy już zamierzał się przemóc, przerwała mu to Justyna: -Domyślam się, że masz wobec mnie poważne plany, prawda? -No...- Marcin speszył się-no tak... -Bo...ja ci nie powiedziałam czegoś ważnego...chyba najważniejszego... -Słucham cię...skarbie – chłopiec przytulił dziewczynę. -No bo...jak ci to powiedzieć...- Justyna zawiesiła głos... -Śmiało – zachęcał Rogalski. -Ja...jestem szatanistką.

Rozdział 4

-Co?! - Marcinowi wydawało się, że się przesłyszał – szatanistką? Ty? To jest chyba żart... -Nie...to prawda...- Justyna spuściła wzrok...- należę do grupy wyznającej Szatana. Od pięciu miesięcy. Ave satan! -Nie mów tego przy mnie! - chłopak wzdrygnął się – Myślałem, że jesteś inna...niż wszystkie...Mądra, inteligentna...piękna...przeliczyłem się... Nie wstydzę się tego. Ale wiedziałam, że muszę ci to powiedzieć...masz prawo znać prawdę... Chłopak usiadł z wrażenia. Ciągle nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Zdawał sobie sprawę, że Justyna mówi prawdę. -No trudno... - odezwał się po dłuższej chwili ciszy – Ale to chyba nie będzie nam przeszkadzać w dalszym spotykaniu się? Wiara w końcu nie ma tu nic do rzeczy. -Właśnie w tym problem...Miałam zwyczaj spotykania się tylko z szatanistami...nie zamierzam tego zmienić... -Czy to znaczy... - Marcin przerwał jej – że każesz mi wybierać? Justyna spojrzała mu prosto w oczy. -Tak...muszę...moja wiara nie pozwala mi zadawać się z wierzącymi w Boga...przykro mi... „Koniec znajomości” - pomyślał Marcin. „Nie zamierzam zostać jakimś szatanistycznym kretynem”. Powiedział jej, co myśli. -Tak wiec albo ja albo twój Bóg. Wybieraj. Jeśli wybierzesz to drugie, jest to nasze ostatnie spotkanie.

Rozdział 5

Wracając do domu, Marcin wciąż miał w uszach słowa Justyny. Nie, nie wyrzeknie się Boga. Nie ma mowy. Sęk w tym, że nie chciał też wyrzec się znajomości z nią. Wiedział, co z tego jest najważniejsze – Bóg. Mimo to coś nie mogło odepchnąć go od tej pięknej, zarazem niezwykle tajemniczej dziewczyny. Tego popołudnia nie mógł się skupić na niczym innym. Spakował plecak na jutro, po czym położył się i myślał o tym wszystkim, czego dziś się dowiedział. Nie zauważył nawet, jak jego siostra, z którą mieszkał, wróciła do domu. -Siema! Co się nie odzywasz? - zagadnęła, jak zawsze energiczna i uśmiechnięta, Agnieszka – nie w humorku? O jej. Przyniosłam ptysie, twoje ulubione. Zjesz? -Wiesz...nie, dzięki – odparł Marcin – zjedz sama. Smacznego. -Nie to nie. Więcej dla mnie! - uśmiechnięta dziewczyna zniknęła za drzwiami kuchni. Nagle Marcin wpadł na,jego zdaniem, genialny pomysł. Napisał wiadomość do Justyny, ze chciałby zobaczyć, jak ta „sekta” wyglada. Dziewczyna zaakceptowała pomysl. Powiedziala , zeby przyszedl do parku na siodma. Przedstawi mu czlonkow. Z ciezkim sercem udal sie na miejsce. „To chyba nic zlego, ze tam ide. Tylko z ciekawosci.” mial lekkie wyrzuty sumienia. Pomodlil sie przed wyjsciem. O to, aby nie dal sie skusic zlemu. Punktualnie o siodmej zjawila sie Justyna. Sama. -Dlaczego jestes sama? - spytal. -Spoko, nie denerwuj sie – odpowiedziala – Chodz, zaprowadze cie na wlasciwe miejsce. Tu nie moga oni przyjsc. Ze wzgledow bezpieczenstwa. Zaprowadzila go poza obreb Warszawy, na jej peryferie. Weszli do jakiegos brudnego, obskurnego bloku. -Ciekawe warunki do spotkan – stwierdzil Marcin z niesmakiem na twarzy. -Bez komentarzy – odparla spokojnie Justyna. Dalej weszli na dol, do piwnicy. Skrecili do jednych z drzwi. Justyna od razu wiedziala, ze sa zamkniete. Zapukala i podala cos w rodzaju hasla: „Omen 666”. Drzwi otworzyly sie. Weszli. Oczom Marcina ukazalo sie bardzo ponure pomieszczenie, nie oswietlone pradem elektrycznym, lecz swiatlem ze swiec, powkladanych w dosyc wysokie, czarne lichtarze. Mimo ciemnosci Marcin dostrzegl wiszacego na scianie orla, obok pentagram. Na srodku stal stol ze specjalnym podwyzszeniem. Na nim rozne znaki szatanistyczne. Dookola stolu, na zwyklych krzeselkach siedzialo szesciu mlodych ludzi. Marcin zauwazyl w ich ubiorze cos podobnego do punkow, ktorych widzial w telewizji:wielkie, w dodatku kolorowe czupryny,czarne koszulki i dresy. Jeden z siedzacych wstal i podszedl do Marcina. Zaraz potem podeszla tez Justyna, ktora wczesniej witala sie ze wszystkimi. -Marcin, to jest Boss- dziewczyna przedstawila koledze wysokiego, dobrze zbudowanego i lysego mlodzienca. -Witaj w naszym gronie! - szatanista uscisnal mu reke. Justyna poinformowała Rogalskiego, ze jest to ich szef, który wydaje rozkazy i ustala terminy kolejnych spotkan. Oprocz Bossa, Marcin poznał również pozostałą piątkę: Małego, Blooda, Magika, Ksene i Piekna. -I to jest cala nasza grupa. Stwierdzilismy, ze lepiej jest wspolpracowac w kameralnej paczce – powiedziala Justyna. Marcin w duchu stwierdzil, ze rozmowa z nimi moze byc interesujaca. -Usiadz – zachecil go Boss- czy jestes zainteresowany dolaczeniem do naszej grupy? Chlopak nie wiedzial, co odpowiedziec. Na szczescie wyreczyla go Justyna: -Jeszcze nie wie. Chcial zobaczyc, jak to u nas jest. -Aha. Tak wiec musisz przyjsc do nas na nabozenstwo, w sobote o dziewiatej wieczorem. Nie musisz brac w nim udzialu. Wystarczy, ze sie popatrzysz. -Okej – odpowiedzial Marcin - „Co mi szkodzi.” - pomyslal. Boss spojrzal na zegarek. - O cholera! Wybacz, kolego, ale musimy juz, w imie demonow, rozejsc sie. Porozmawiamy jeszcze w sobote. Ave satan! Do zobaczenia!

Rozdzial 5

Marcin wrocil do domu. Byl juz o wiele spokojniejszy. „Nie bylo tak zle. To mili ludzie”. Wieczor spedzil z siostra w dobrym humorze. Trzeba bylo czekac do soboty. Zanim to jednak nastapilo, czekalo go cztery pierwsze dni nauki w Liceum. Obawy z wakacji minely. Pierwsze lekcje wydaly sie Marcinowu nie az takie straszne. Wiedzial od razu, ze czeka go wiele ciezkiej harowki. Nadeszla sobota. O wpol do dziewiatej Marcin czekal na Justyne w parku. Przyszla jak zwykle punktualnie, po czym zaprowadzila go w to samo miejsce, co ostatnio. Kiedy byli juz wszyscy w pomieszczeniu, stwierdzono, ze można zaczynac. Po krotkiej chwili na srodek wyszedl Boss, ubrany w czarna peleryne, na ktorej widnial pentagram. Podszedl do stolu. Zaraz potem na arene wkroczyla Ksena, również ubrana w peleryne. Bylo w niej jednak cos zaskakujacego. Marcin zauwazyl, ze pod owa peleryna nie ma nic. Zadnego ubrania. Ksena weszla na podwyzszenie znajdujace sie na stole i rozebrala sie do naga. Meska część widowni wlepila w nia wzrok. Marcin również. Rozebrana dziewczyna polozyla sie na podwyzszeniu. Boss podszedl do niej. Wszyscy wstali. Boss otworzyl; jakas ksiazke i zaczal czytac jakies modly do Szatana, ktorych Marcin nie byl w stanie sluchac.Skonczywszy, Boss odlozyl ksiazke i pomogl Ksenie wstac. Nastepnie zaprowadzil ja na kanape obok, i tak, jakby nikogo oprocz nich nie bylo , zaczal sie z nia kochac. Zaraz potem to samo robili wszyscy. Marcin patrzyl na te orgie ze wstretem i zloscia. Byl zly, ze tu przyszedl. Mogl przeciez spedzic sobotni wieczor w normalniejszej atmosferze i spokojniejszym miejscu. Chcial jak najszybciej opuscic to ohydne miejsce, jednak drzwi zagrodzila mu Justyna. Naga. -Dokad to? Jeszcze nie zaczelismy... - patrzyla na niego uwodzicielskim wzrokiem. Ide stad. To nie dla mnie – chcial ja ominac, dziewczyna jednak nie dala za wygrana. -Moge byc dzis tylko twoja. Na cala noc... Sprzeciw zostal przerwany namietnym pocalunkiem. W szybkim tempie Justyna zaprowadzila Rogalskiego do lozka. Nadal nie chcesz?- pytala. Chce...bardzo chce... - pocalowal ja. I tak Marcin zostal wciagniety w wir orgii seksualnych, alkoholu i narkotykow, od ktorych nie sposob sie oderwac...

Rozdzial 6

Dotkliwy bol glowy obudzil Marcina w niedzielne poludnie. Ciezkim, leniwym ruchem reki siegnal po zegarek. Dochodzila dwunasta. Nie chcialo mu sie wstawac, jednak musial to zrobic. Dopadlo go niewyobrazalne pragnienie. Probowal odtworzyc sobie w pamieci wczorajszy wieczor, a w zasadzie noc. Uswiadomil sobie jednak, ze ma luki w pamieci, spowodowane alkoholem, który pili. Pamietal, ze kochal sie ze wszystkimi dziewczynami i pil litry napojow procentowych...Dalej film sie urywa. Trzy szklanki zimnego mleka daly ulge. Mocna kawa powinna postawic go na nogi. Kiedy ja przyrzadzal, uslyszal dźwięk swojej komorki. Byla to wiadomosc od Justyny. Podziekowala Marcinowi, za wspanialy wieczor i zapytala, czy zaluje tego, ze poszedl z nia wczoraj. Chlopak odpowiedzial ,ze bylo super. Uswiadomil sobie, ze dzis jest niedziela. Dzien, który nie mogl sie zakonczyc bez mszy swietej. Teraz jednak bylo cos, co go od tego odpychalo, jakas niewidzialna sila mowila mu: „nie idz do kosciola. Nie trac czasu .Korzystaj z zycia!” Zgodzi sie z tym specyficznym glosem. Nie, nie pojdzie do kosciola. Zrobi cos „ciekawszego”, choc jeszcze nie wiedzial, co. Na pomoc, jak na zawolanie, przyszla mu Justyna, tym razem osobiscie. -Elo! Zyjesz? - zapytala na wejsciu. -Jakos zyje...glowe mam strasznie ciezka... - odparl Marcin, lapiac sie za glowe. -Nieprzyzwyczajony, he he – powiedziala wesolo Justyna. - Mam nadzieje, ze to nie ostatni raz. Boss jest z ciebie zadowolony. Powiedzial nawet, ze nadajesz sie na czlonka naszej grupy. Jesli pragniesz, jest gotow oficjalnie slubowac cie do organizacji. Zgadzasz sie? Marcin usiadl. Czy sie zgadza? Nie ma pojecia. Zdawal sobie sprawe, co to oznacza: zmiana religii, przekonan, zycia. Co powiedza dziadkowie, siostra? Mimo to odpowiedzial po dlugiej chwili namyslu: -Tak, zgadzam sie. Chce byc jednym z was.

Rozdzial 7

Okazalo sie, ze „ceremonia” przyjecia do grupy byla juz gotowa na kolejna sobote wieczorem. Czekano juz tylko na zgode kandydata. Otrzymawszy ja blyskawicznym tempem za posrednictwem Justyny, przygotowano ogromna uczte: obfite jedzenie i roznego rodzaju trunki. Zapowiadala sie wielka impreza. Przybywajac pol godziny przed rozpoczeciem, Rogalski zdziwil sie, za na jego część urzadzaja takie wielkie przyjecie. Justyna wyjasnila mu, ze dolaczenie nowego czlonka jest dla nich wspanialym swietem, powodem do radosci Kiedy wszyscy byli juz w komplecie, Boss nakazal wejsc Marcinowi na specjalnie przygotowane podwyzszenie, sam stojac przed nim. -Powtarzaj za mna slowa przysiegi – uroczyscie powiedzial Boss. Marcin zlozyl slub, ze dobrowolnie przystepuje do religii Szatana i bedzie staral sie ze wszystkich sil sluzyc jemu i jego zwolennikom, nawet w obliczu smierci. Po zakonczeniu, szef pogratulowal Marcinowi, po czym powiedział do stojacego w poblizu niego Blooda: -A teraz wyposazenie. Ten przyniosl pistolet, prawdziwy. Razem z nim zapas amunicji. -Umiesz strzelać? - zapytał Boss. Marcin zaprzeczył. Nigdy nie mial do czynienia z prawdziwym pistoletem. Kilka lat temu probowal swoich sil w strelaniu z wiatrowki. Skutek byl marny: tylko raz, sposrod dziesieciu pociagniec za spust, udalo mu sie trafic w tarcze. -To nic. Nie martw sie. Nauczymy cie. Wreczyl chlopakowi prezent. -Pamietaj. Uzywaj go tylko wtedy, gdy jakis niewierny bedzie zagrazal tobie lub twoim braciom i siostrom. Nie można ci robic krzywdy nikomu, kto wierzy w Szatana. Marcin wzial do rek ibron. Byla dosc ciezka i zimna. „Narzedzie zbrodni”pomyslal. Mial nadzieje, ze nigdy nie bedzie musial jej uzywac, oprocz celow czysto trenongowych. -Dobrze. A teraz cos jeszcze na koniec – Boss przyniosl zwykly, gliniany kubek z zawartoscia. - to bedzie, jak to mowia niewierzacy...chrzest bojowy – splunal na znak pogardy. - wypij to. Do dna. Chlopak spojrzal niechetnie na plyn, który mial spozyc. Bez wzgledu na to, co to jest, musial to wypic. Przechylil kubek do ust. Napoj byl okropnie niedobry, gorzki jak gorczyca. Chwile pozniej poczul, ze jest mu duszno. -Wybaczcie, musze wyjsc na chwile na swieze powietrze. Zaraz wracam. Z minuty na minute czul sie coraz gorzej:poczul bol w zoladku, zaczelo mu sie krecic w glowie. Nie dawal rady utzrymac sie na nogach. Polozyl sie na trawie. Nagle pociemnialo mu w oczach...Stracil przytomnosc...

Rozdzial 8

O szostej po poludniu, w sobote nikt juz nie pracowal w biurze Krzysztofa Malinowskiego. Pozostal tylko on sam. Popijajac drinka, czekal na bardzo wazny telefon. Zaczal sie niecierpliwic. Ciagle nikt nie dzwonil. Poszedl do lazienki. Spojrzal na swoje oblicze w lustrze. Mimo czterdziestki na karku bardzo dobrze wygladal. Znajomi powtarzali mu, iz gdyby mowil, ze ma trzydziesci lat, ci, ktorzy go nie znaja, uwierzyliby. Rzeczywiscie, byl to zawsze elegancki i zadbany meczyzna. Mimo pracy za biurkiem nie pozwalal sobie przytyc. Uprawial sport. Chodzil na silownie. Dzis zauwazyl tylko jedna usterke: rano zapomnial sie ogolic. Wrocil do swojego gabinetu. Nadal nic. Musial tu siedziec, gdyz mieli zadzwonic na stacjonarny telefon sluzbowy. Tymczasem zadzwonila jego prywatna komorka.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych