Oszust
Nigdy nie wiesz, co Cię wyzdradzi.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Oszust
Pamiętam jak dziś! Szedłem sobie wtedy ulicą, a słoneczne refleksy figlarnie pląsały w szybach wystaw sklepowych. Jadłem kebab w bułce, chociaż wolę w cieście. Przypominam sobie, że miałem spodnie zaprasowane w kant, a włosy świeżo cięte i błyszczące po odżywce. Maszerowałem raźno jak ten burżujski pan. A co! Wszyscy ludzie, których mijałem, kłaniali mi się uprzejmie, a ja, jak nakazuje grzeczność, odkłaniałem się z uśmiechem i nieśpiesznym krokiem szedłem dalej. Pamiętam jak dziś – kupiłem sobie wtedy „Ulicę szarlatanów” Gałczyńskiego. Otwarłem na pierwszej lepszej stronie: ,,Raz do gazety „Słowo Niebieskie” (skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie) przyszedł maluśki staruszek z pieskiem..." Podniosłem wzrok znad tomiku, znów opuściłem, znów podniosłem, bo – w istocie – w moim kierunku zmierzał człowiek z pieskiem. Może przesadziłbym, uznając go za staruszka, ale pierwszej młodości również nie był. Piesek biały, chyba labrador. Taki wesolutki i śliczny, jakiego miał Gomber. Zwracał się co chwila łebkiem do pana, który prowadził go na smyczy, merdał ogonem i generalnie odstawiał to typowe pieskie wazeliniarstwo. Kochany! Oczy mam słabe, a okularów nie noszę, przeto nie od razu rozpoznałem właściciela. Dopiero, gdy byli całkiem blisko, pan nabrał ostrości. Oto szedł Breugel z pieskiem. Uchylił kapelusza, a ja całkiem niewymuszenie dygnąłem prawie, bo zawsze wielce go ceniłem. Poszliśmy, każdy w swoją stronę. Dopiero później zacząłem kombinować. Im dłużej sobie zestawiałem malarza z pieskiem, tym większy odczuwałem niepokój. To merdanie... Jego sielankowość gryzła się (jak przystało na psa) z pociągnięciami pędzla, wyzwalającymi wynaturzone, a pałające brzydotą wizje. Nie mogłem pogodzić – zwyczajnie rozbrzmiewał mi cały czas w głowie pewien dysonans. To było cokolwiek osobliwe, zważywszy, że ostatecznie, ludzie miewają psy. A psy są sobie słodkie – taki traf im się. Figlarny, uroczy, biały piesek. Figlarny, uroczy, biały piesek... Breugel, Breugel... Zadzwoniłem do Gombra, mówię: -Gomber, masz pieska dalej? Gomber mówi: -Mam. Pytam: -Gomber, jest on kochany? Gomber
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robin Goodfellow
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…