Wróć do katalogu

"Oto się stajesz zapatrzeniem gwiazd..."

Pisane pewnego zimowego, szarego popołudnia nad kubkiem gorącej herbaty.

Claire Verite, opublikowano , 13 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Oto się stajesz zapatrzeniem gwiazd...”

Światłość ze Światłości stała się Ciemnością. Mój Bóg umarł. Zginął razem z tysiącami niewinnych, z tymi, których martwe oczy patrzą na mnie każdej nocy a zimne usta szepczą bez przerwy słowa skargi. A kiedy ja umrę, on umrze razem ze mną. Po raz drugi.

Zamknęłam pamiętnik i wrzuciłam go do szuflady biurka. Rację miał ten, kto powiedział, że papier jest cierpliwy. Pamiętnik leży w biurku zawsze, w każdej chwili mogę go wyciągnąć i otworzyć, napisać to, co mnie boli. Mój najlepszy przyjaciel od prawie dwóch miesięcy. Od czasu, kiedy umarła Sylwia. Pamiętam, był wtedy środek lata, świeciło słońce. Wakacyjna sobota, jakich wiele za mną i przede mną. Siedziałam przed telewizorem i gapiłam się pustym wzrokiem w zegar, którego wskazówki chyba na złość mi poruszały się jakby wolniej niż zwykle. Sylwia miała przyjść około pierwszej po południu, chciałyśmy pochodzić trochę po sklepach, miałam zamiar kupić sobie coś za pieniądze, które dostałam na imieniny. Było już wpół do drugiej, a Sylwia nadal się nie pojawiła. Nie martwiłam się, bo niby o co? Widocznie coś jej wypadło, wiele razy się spóźniała. Mniej więcej o drugiej dwadzieścia zadzwonił telefon. Poszłam odebrać, myślałam, że to Sylwia dzwoni, żeby przeprosić za spóźnienie albo odwołać spotkanie. „Sylwia miała wypadek. Leży w szpitalu w bardzo ciężkim stanie. Nie wiadomo, czy przeżyje.” Jedyne, co pamiętam z tamtego popołudnia i wieczora to zdumienie i przerażenie matki, kiedy znalazła mnie skuloną w salonie przy stoliku, na którym stał telefon. I to, że obok mnie leżała słuchawka, którą chciałam rzucić na widełki telefonicznego aparatu. Nie trafiłam. Zasłaniały mi łzy. ~*~ Niektóre chwile życia pozostają nam w pamięci na zawsze. Kiedy tamtego wieczora weszłam do domu, było dziwnie cicho. Zbyt cicho. Kaśka nie znosiła ciszy, tak samo, jak nie znosiła bezczynności – wokół niej zawsze była muzyka, taniec, śpiew, ruch, działanie. Zajrzałam do jej pokoju, owszem, telewizor był włączony, ale ktoś wyciszył dźwięk. Kaśki nie było, na kanapie leżała rzucona w nieładzie szczotka do włosów i rozłożona książka. Moja córka była w salonie. Zaszczuta, skulona, półprzytomna. Szarpnęłam ją za ramię, spytałam, co się stało, nie odpowiedziała, tylko popatrzyła na mnie takim wzrokiem, że natychmiast podniosłam ją z podłogi i zaprowadziłam do łóżka. Długi czas prześladowały mnie w snach jej puste, głębokie oczy. ~*~ Nie odwiedziłam Sylwii w szpitalu, nie było mnie przy niej, kiedy żegnała się ze światem, kiedy wypływało z niej jej zaledwie siedemnastoletnie życie. Kiedy matka Sylwii zadzwoniła do mnie z wiadomością, że lekarze określają stan mojej przyjaciółki jako krytyczny i że najwyższy czas wybrać się do szpitala, jeśli chcę ją zobaczyć ostatni raz żywą, zamknęłam się w łazience i spędziłam tam dwie godziny, nie uroniwszy ani jednej łzy. A kiedy powiedzieli mi, że to koniec, że za dwa dni odbędzie się pogrzeb, nienawidziłam ich wszystkich – rodziców Sylwii, za to, że płakali, a ja nie potrafiłam, mojej matki, za jej współczujące spojrzenia, lekarzy, bo nie potrafili zaradzić śmierci mojej przyjaciółki. Na pogrzeb nie poszłam. Od czasu tamtego wieczoru, kiedy dowiedziałam się o wypadku, nie rozpłakałam się ani raz. Nie potrafiłam, choć teraz myślę, że to by mi pomogło. Łzy są skarbem człowieka. ~*~ Chciałam jej pomóc, naprawdę chciałam. Wiedziałam, że takie coś musi boleć, Kaśka musiałaby być z kamienia, żeby tej całej sprawy głęboko nie odczuć. Ale co mogłam zrobić? Nie potrafiłam z nią rozmawiać, oddalałyśmy się od siebie coraz bardziej. Ktoś poradził mi wizytę u psychologa, próbowałam, ale Kaśka na dźwięk słowa „psycholog” zamykała się w swoim pokoju i siedziała godzinami wgapiając się w ścianę. Widziałam kiedyś, jak stała przed lustrem. Słyszałam, jak nazywa siebie nic nie wartą idiotką. Patrzyłam, jak ucieka wzrokiem, żeby nie spojrzeć w odbicie swoich oczu. Myślałam o tym, żeby do niej podejść, wyciągnęłam nawet rękę i zrobiłam krok. Odwróciła się do mnie plecami i zatrzasnęła drzwi od swojego pokoju. Odgrodziła nas barierą nie do przekroczenia. Nienawidzę bezsilności. ~*~ Siedziałam na łóżku i udawałam, że czytam. Książką próbowałam się odgrodzić od rzeczywistości i od matki, w której oczach cały czas widziałam niemy wyrzut. Nie dałam się namówić na wizytę u psychologa, nie chciałam pozwolić, by ktoś robił ze mnie wariatkę. Egzystowałam w miarę normalnie, a przynajmniej starałam się, by tak to wyglądało. Chodziłam do szkoły, nie snułam się po kątach, nie ćpałam i nie kradłam, nie wagarowałam, uczyłam się nieźle. Wszystko było tak jak dawniej, z wyjątkiem dwóch rzeczy. Nie miałam Sylwii i Boga. Tej pierwszej brakowało mi zdecydowanie bardziej, przyzwyczaiłam się do jej obecności i tego, że zawsze mogę na nią liczyć. Wiara natomiast była dla mnie od dawna tylko pustym frazesem, porzuciłam chodzenie do kościoła jakieś trzy czy cztery lata temu, nie chciałam się zmuszać do robienia czegoś, co nie ma dla mnie żadnej wartości. Nigdy nie lubiłam pozerstwa i dlatego – tak jak Rachel z „Wesela” Wyspiańskiego nie pisała wierszy, bo nie lubiła partactwa – ja nie chodziłam na msze, bo nie chciałam udawać kogoś, kim nie byłam.

Nagle coś zaświeciło mi prosto w oczy. Rozejrzałam się dookoła, ale w pobliżu żadnego źródła światła nie było, co więcej, wszędzie panował taki sam ład i cisza jak przedtem. Znowu snop światła, ale tym razem dłuższy i jakby intensywniejszy. I głos. Cichy, ale melodyjny, dźwięczny, jakby drgały w nim delikatne szklane kuleczki, które zderzając się ze sobą dają przepiękny, delikatny dźwięk. - Witaj - przy oknie jaśniała blada, niewyraźna sylwetka. Rysów twarzy nie dało się odróżnić, podobnie jak ciężko było określić, czy gość jest kobietą, czy mężczyzną. - Kim jesteś? – nie bałam się, choć wiem, że powinnam. Nie umiałam się bać, ten ktoś budził zaufanie. - Różnie mnie nazywają – przybyły lekko przepłynął w okolice łóżka. Odsunęłam się mimowolnie. - Czy ty jesteś... - Aniołem. Tak też o mnie mówią. - Aniołem? W takim razie gdzie masz skrzydła i złotą aureolkę? – zadrwiłam. - Zostały tam, na górze – odparł spokojnie. – I nie kpij, proszę. Lepiej ubierz się i chodź.

Spojrzałam na niego jak na psychopatę. Był późny wieczór, koniec września, na dworze ciemno choć oko wykol, wiał potworny wiatr i siąpił obrzydliwy kapuśniaczek. Chciałam wykrzyczeć temu komuś w twarz, że anioły nie istnieją, że wszystko wokół jest do…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych