Wróć do katalogu

Otwórz oczy (początek)

Początek opowiadania, którego źródłem są moje sny...

Hitomi, opublikowano , 15 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

POCZĄTEK

Można powiedzieć, że wszystko zaczęło się w dniu, gdy postanowiłam całkowicie zmienić swoje życie.

***

- Ale przecież nie zrobiłem nic złego… Dlaczego się na mnie wyżywasz? - Nic złego?! Mam dość twoich kłamstw! - Przecież nie mogłem jej tak zostawić… To moja przyjaciółka! - Przyjaciółka, z którą sypiałeś! - Jej ojciec umiera! Potrzebowała mnie! - Jasne, tak samo jak wiele osób, które według twoich słów miały umrzeć. Oszczędź mi w końcu tych kłamstw! Jak ci nie wstyd?! - A tobie wolno gzić się z innymi?! - Ty… Nie wytrzymałam już! Wzięłam szeroki zamach, żeby uderzyć go w twarz, ale zablokował mój cios. Tchórz! Za długo brałam zamach… - Wynoś się – wycedziłam tylko. - Ale… Ja cię kocham… Nigdy bym cię nie zostawił… - Wynoś się z mojego życia! Wynoś się! Otworzyłam drzwi i siłą go za nie wypchnęłam. Jak zwykle w takich sytuacjach miał łzy w oczach, ale i tak nic tym nie zdziałał. Zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Szybko przekręciłam klucz w zamku i odrzuciłam go od siebie jak najdalej, byle tylko litość nie podszepnęła mi, by znowu dać mu szansę. Dość tego! Rzuciłam się na łóżko i ukrywając twarz w poduszce zaczęłam krzyczeć. Nie wiem ile czasu mi to zajęło, ale gdy w końcu się podniosłam, czułam się zmęczona, jakby był środek nocy… Powlokłam się do łazienki i przemyłam twarz lodowatą wodą. Nawet nie spojrzałam w lustro, nie chcąc widzieć swoich zapuchniętych oczu. Serce w końcu przestało mi wygrywać zwariowane rytmy i powoli wracało do normy. O dziwo czułam w nim zaskakującą lekkość. Jakby głaz, który je tak długo przygniatał w końcu zniknął. Ach… Pomimo zmęczenia poczułam się świetnie. W końcu wolna! Udało się! Zrobiłam to! Niesamowite ile człowiek musi przejść zanim zrozumie jak bardzo był głupi. Poszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę. Dwie butelki wódki, które stały na drzwiach w końcu zakończyły swój żywot w ściekach. Już nie będę ich potrzebować. Już nie ma tego ciężaru. Zniknął! Z wrażenia aż usiadłam na podłodze. Czułam przez spodnie zimne kafelki, ale co tam. Nie ma go! Ha! Nie ma go… Uśmiechnęłam się sama do siebie, a wstając z podłogi już wiedziałam, że od tej chwili będę szczęśliwa.

***

Następnego dnia wróciłam do rodziców. Wcześniej zadzwoniłam tylko do pracy powiedzieć, że już więcej się w niej nie zjawię. Nigdy jej nie lubiłam. Cały dzień sztuczny uśmiech przyklejony do twarzy i fałszywie miłe słowa, choć często złość zaciskała mi gardło. O nie… Od tej chwili mam zamiar robić tylko to, co przynosi mi, choćby w najmniejszym stopniu przyjemność. W drodze do rodzinnego domu nie przejmowałam się niczym. Wiedziałam, że zawsze jest tam dla mnie miejsce. Rodzice nigdy mnie nie zawiedli. Cudowni ludzie. Nigdy nie chciałam ich zmienić. Tak więc z lekkim sercem i ciężką stopą jechałam, mijając co wolniejsze samochody, a świat wydawał mi się piękny jak nigdy.

ROZDZIAŁ 1

Postanowiliśmy z rodzicami wyjechać na majówkę. Wynajęliśmy mały domek na odludziu w pobliżu lasu i jeziora. Składał się z parteru – pokój dzienny, łazienka i aneks kuchenny oraz piętra – dwie sypialnie. Pierwszy dzień minął nam niemal niezauważenie, głównie na wędrówkach po lesie i wylegiwaniu się w cieniu drzew. Bliskość natury wprowadzała nas w błogi stan, a śpiew ptaków koił zmysły. Drugiego dnia wybrałam się na samotny spacer do lasu. Wędrowałam niezbadaną jeszcze ścieżką, niemal niewidoczną w gęstwinie runa. Zapach mchu i ściółki leśnej wypełniał mi płuca, a szum wiatru dodawał wszystkiemu mistycyzmu. Promienie słońca przeświecały nieśmiało przez koronę drzew, jakby sam Bóg podglądał mnie przed dziurkę od klucza. Wędrowałam w zamyśleniu, gdy nagle zdałam sobie sprawę, że drzewa zaczynają rzednąć, a blask słońca przybiera na sile. Nie przerywając marszu, po chwili znalazłam się na niewielkiej polanie, którą porastały spore krzewy. Wokół panowała nieprzenikniona cisza… Ucichły wszystkie ptaki. Serce na chwilę mi zamarło, a instynkt nakazał najwyższą czujność. Wnętrza dłoni momentalnie mi zwilgotniały, a w ustach zaschło. Nie wiedziałam co się dzieje. Stałam bez ruchu i obserwowałam… Hmm… I w końcu zobaczyłam… To co wcześniej wzięłam za niezwykle wyrośnięte krzewy, okazało się kamieniami obrośniętymi bluszczem. Niezwykła biel przebijała przez zieleń liści i lekko iskrzyła w słońcu. Powoli, ostrożnie, wyczulona na każdy podejrzany dźwięk, zbliżyłam się do stojącej najbliżej mnie kolumny. Drżącą ręką nieśmiało odgarnęłam liście… Wydawało mi się, że wykonując tę czynność narobiłam okropnego hałasu… Kilka kolejnych ruchów odsłoniło spory kawałek białego kamienia. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to na co patrzę jest misternie wyrzeźbioną twarzą jakiejś kobiety. Znajdowała się mniej więcej na poziomie moich oczu, więc od razu zauważyłam dokładność jej wykonania. Gładkie policzki i niewielkie zmarszczki wokół ust, układających się w delikatny uśmiech, świadczyły o dokładności i geniuszu artysty. Zachęcona tym odkryciem, wyzbywszy się lęku, z większym zapałem zabrałam się za zrywanie reszty pnączy. Nie zajęło mi wiele czasu odkrycie, że kobieta ma na sobie długą suknię, poukładaną w eleganckie fałdy, a na głowie delikatny, skromny diadem. Patrząc na nią odniosłam wrażenie, że oto stoi przede mną królowa… albo co najmniej księżniczka. Teraz już całkowicie zapomniałam o wcześniejszym strachu i zachwycona swoim znaleziskiem, rzuciłam się ku kolejnemu posągowi i oczyściłam go z porostów. Okazało się, że to rycerz w pełnej zbroi, wspierający się na mieczu. Chcąc podzielić się radością ze swojego odkrycia, pewna, że bez problemu znowu odnajdę to miejsce, wróciłam do domku po rodziców. Nie powiedziałam im o co chodzi, lecz jedynie zachęciłam słowami, że „nie pożałujecie”. Dotarcie do celu zajęło nam około dwudziestu minut, a biorąc pod uwagę mój pośpiech, dziwię się, że aż tyle. Już na skraju polany powiedziałam: - Spójrzcie na… - „te piękne posągi”, ale urwałam, bo to co zobaczyłam napełniło mnie trwogą, jakiej nigdy wcześniej nie czułam. Oto przed nami rozciągało się pole w czarne i białe kwadraty – szachownica, a na nim w szeregach, równo, wyniośle stały figury szachowe. Rozpoznałam królową, która wzbudziła we mnie taki zachwyt, rozpoznałam rycerza, który okazał się zwykłym pionkiem. A naprzeciw nich stała armia czarnych figur. Mimo iż z daleka wyglądały jak wierna kopia swoich przeciwników, to dostrzegłam kilka subtelnych różnic w ich pozach. Sprawiały wrażenie przyczajonych drapieżników. Zarejestrowanie tego wszystkiego zajęło mi ledwie ułamek sekundy, po czym pojawiła się ogromna fala przerażenia, która zalewając mnie odebrała mi możliwość ruchu. Serce tłukło mi się w piersi jak oszalałe, żołądek zacisnął w bolesny supeł, krew zamarzła w żyłach, a po plecach biegały hordy mrówek. Ale najgorsze było to, że rodzice zdawali się niczego nie dostrzegać. Na skraju polany zatrzymali się na chwilę, a później wkroczyli na nią bez chwili wahania. Uśmiechali się, głęboko zaciągali świeżym powietrzem i zachwycali: - Ale tu pięknie… - A jaka cisza… Tak cisza… Grobowa. Nie widzieli niczego. Przechodzili przez posągi jakby, były jedynie cieniem, czegoś co może kiedyś tam istniało, jakby były mgłą… Nagle ciszę rozdarł złośliwy, nieprzyjemny chichot. Jakby sam wiatr śmiał się z mojego odrętwienia. Kiedyś nie wierzyłam, że można umrzeć ze strachu… A teraz… Chwilę potem miałam wrażenie, że coś ociera mi się o rękę. Boże… Spojrzałam, ale niczego nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych