Paladyn
Swobodna zabawa z motywem świętego wojownika
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Sir Hagen, młody paladyn – nowicjusz Zakonu Strażników Oka Inosa, podążał królewskim traktem z siedziby Zakonu w górach Gorgother do Brytanii. Jako świeżo-wyświęcony zakonnik służył jako goniec mistrza Pyreusa, arcymaga kręgu ognia. Mimo młodego wieku (liczył nie więcej, niż 20 wiosen) był doświadczonym wojownikiem i widział już niejedną bitwę, a wielu niewiernych sczezło pod ciosem jego miecza. Stanowisko gońca nie odpowiadało mu. Właściwie był wściekły na swych przełożonych za przyznanie mu tak mało znaczącej funkcji, ale lojalność wobec zakonu, złożona podczas święceń przysięga wierności, a także świadomość, że przez okazywanie złości może tylko pogorszyć swoją sytuację powodowały, że trzymał język za zębami. Zmierzał do Brytanii, aby przekazać królowi Gomezowi list od arcymaga. Jak mu powiedziano, była to wiadomość „wielkiej wagi dla całego królestwa”, więc dostarczenie jej na czas mogło pomóc mu w awansie. Kiedy tak rozważał możliwość powołania go do gwardii przybocznej mistrza Pyreusa z lasu ciągnącego się wzdłuż traktu dobiegł krzyk przerażonej kobiety. Hagen wyciągnął miecz i skierował rumaka w kierunku, z którego dobiegał krzyk. Po przejechaniu kilkudziesięciu metrów dotarł do małej polanki, gdzie jego oczom ukazał się niezwykły widok. Pośrodku polany stał kupiecki wóz. Uprząż była porwana, więc konie prawdopodobnie zerwały ją podczas ucieczki. Pod wozem leżała kobieta. Hagen, jako paladyn, potrafił wyczuć iskrę życia w każdym stworzeniu. W ciele kobiety jej nie było. Wokół wozu biegało kilka krępych postaci o ciemno-zielonej skórze – byli to orkowie. Część z nich przeszukiwała wóz, reszta atakowała broniącego się widłami mężczyznę, który starał się wyrwać z kręgu napastników. Hagen ruszył w ciszy do ataku. Część Zakonów uważała atak z zaskoczenia za hańbę. Większość z nich już nie istniała. Stając zawsze do otwartego boju, nie stosując żadnych forteli strategicznych, były prędko niszczone, przez znacznie liczniejszych wrogów. Zakon Hagena myślał inaczej – i dlatego trwał, jako licząca się siła w Brytanii. Odgłos galopującego konia zwrócił jednak uwagę Jednego z orków. Młody paladyn rozorał mu gardło sztychem swego miecza. Krwawy bulgot wydobywający się z ust konającego zwrócił uwagę jego pobratymców, którzy odstąpili od swojej ofiary i przygotowali się do odparcia ataku nowego wroga. Hagen dojechał do krańca polany i zsiadł z konia. Wiedział, że walka konna ze zwinnymi orkami, w dodatku w pojedynkę, nie miała szans powodzenia. Ujął przytwierdzoną do juków tarczę i wolno ruszył w stronę wrogów. W myślach odmówił „Modlitwę o Aurę Pancerza”. Była to formuła, którą mag uznałby za zaklęcie magiczne, jednak dla paladyna była to modlitwa do Inosa, dzięki której dobry bóg otaczał wojownika swą boską ochroną. Pancerz i tarcza Hagena zalśniły, jak gdyby odbiły się w nich na moment płomienie, z ołtarza Inosa. Hagen odmówił krótką modlitwę dziękczynną i ruszył do boju z imieniem swego boga na ustach. Orkowie cofnęli się o kilka kroków, jednak w chwilę później pierwszy z nich odważył się na atak. Orkowie bali się Znaku Inosa, który widniał na tarczy paladyna od czasu, gdy Zakon wyrżnął do nogi wojska Kargi Obliźnionego, wodza Pierwszej Hordy. Potwór ujął pewniej włócznię i ruszył na młodzieńca. Kiedy zbliżył się już na odległość ciosu, zamarkował uderzenie w serce, a następnie szybko przykucnął starając się ugodzić przeciwnika w podbrzusze. Hagen odchylił się lekko i zasłonił tarczą. Grot włócznik skrzesał iskry, odbijając się od wypolerowanego metalu. W miejscu uderzenia błysnęło ogniste odbicie, jednak na tarczy nie pozostała jakakolwiek skaza. To Aura Pancerza osłoniła swego nosiciela przed potencjalnymi obrażeniami. Uderzając od dołu ork pozostawił bez osłony głowę i tors. Hagen wykorzystał to odrąbując mu ramię silnym ciosem wyprowadzonym znad głowy. Pokonany z dzikim wrzaskiem osunął się na ziemię. Następny ork ruszył na paladyna, widząc okazję do ataku w odsłoniętym po głębokim ciosie barku paladyna. Hagen dostrzegł go parując cios zakrzywionej szabli wznosząc miecz po wyrwaniu go z orczego truchła. Skrzyżowawszy ostrze ze świętym wojownikiem ork naciskał obiema ramionami ze wszystkich sił, ale nie mógł odchylić miecza paladyna nawet o cal. Hagen zacisnął mocniej dłoń na rękojeści swej broni i wymówił głośno słowa: „Inois Electru!”. Zaskoczony ork spostrzegł jak wzdłuż wrażego ostrza zaczynają wić się niewielkie błyskawice. Jednak zanim zdołał zareagować pioruny oplotły także jego broń, porażając przy tym dzierżącego ją. Swąd zwęglonego ścierwa rozszedł się po polanie. Pozostało trzech przeciwników. Dwóch z nich spojrzało na siebie i ruszyło na paladyna wykrzykując imiona plugawych orczych bogów. Hagen wzniósł miecz nad głowę i wyszeptawszy „Inois Vutrus Ini Electru” opuścił go po ukośnym łuku, dotykając sztychem ziemi. Podczas ruchu wzdłuż głowni pojawiły się te same wyładowania, które usmażyły jego poprzedniego przeciwnika. Tym razem jednak błyskawice uformowały w powietrzu przed wojownikiem półokrąg odpowiadający swym kształtem ruchowi miecza. W chwilę po całkowitym uformowaniu łuk piorunów ruszył z niezwykłą szybkością w kierunku atakujących orków. Kiedy wyładowania zetknęły się ze skórą potworów smród palonego mięsa ponownie rozszedł się w powietrzu. Ostatni przeciwnik widząc masakr, jaką zafundował jego towarzyszom paladyn uciekł do lasu. Hagen skoncentrował się, próbując wyczuć obecność Złych. Nie wyczuwszy ich zwrócił się w stronę rannego mężczyzny.
***
- Dzięki ci, panie rycerzu. – zacharczał mężczyzna. – Nic nie mów, dobry człowieku. – rzekł Hagen. Zdjął rękawicę, zbliżył dłoń do piersi mężczyzny i wyszeptał modlitwę. Wewnętrzna strona jego dłoni rozbłysła delikatną, błękitną poświatą, a rany mężczyzny zaczęły się zasklepiać, krwotoki ustawały, w końcu pozostawiając po sobie tylko niewielki blizny. Mężczyzna patrzył na to wszystko z niedowierzaniem. – Dziękuję wam, wielmożny panie! – wykrzyknął w końcu. – Nie mnie dziękuj, ale mocy wielkiego Inosa. – rzekł z uniesieniem paladyn. – Jak się nazywacie, dobry człowieku? – Kacper, panie. Jestem stolarzem. Podróżowałem właśnie do stolicy, gdzie wuj miał dla mnie posadę w swoim warsztacie, kiedy te potwory porwały konie, zaciągnęły nasz wóz tutaj i... – ostatnie słowa ugrzęzły mu w gardle, jak gdyby dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, co tak naprawdę się stało. – Zabiły żonę i porwały dziecko. – dokończył łkając. Hagen popatrzył na niego ze współczuciem. – Może nie jest jeszcze za późno, aby jej pomóc. – rzekł młody wojownik, a stolarz popatrzył na niego wzrokiem pełnym rozpaczy pomieszanej z nadzieją. – W Brytanii mieści się świątynia Inosa. Może kapłani będą mogli ją wskrzesić, ale musimy się pospieszyć. – wytłumaczył Kacprowi sytuację, po czym dodał w zamyśleniu. – Ile lat ma twoje dziecko? – To jeszcze niemowlę, panie. Ma 4 miesiące. – odpowiedział mężczyzna. – A więc orkowie będę pewnie chcieli złożyć z niego ofiarę któremuś ze swych bluźnierczych bogów. – rzekł Hagen, jednak widząc rozpacz i przerażenie malujące się na twarzy ojca, dodał
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil the_hated_one
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…