Pamiątka rodzinna
czasem wszystko jest prostsze niz na to wyglada ;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pianino stało i denerwowało. Było stare, czarne i rozstrojone. Istny klamot. Amatorów gry na nim nie było już drugie pokolenie w naszej rodzinie, ale pianino stanowiło pamiątkę rodzinną i nikt nie miał odwagi się go pozbyć. Samorodnym i niedocenionym talentem był dziadek, który nabył owy instrument za czasów swej młodości. Niestety talent nie przeszedł na dalsze pokolenia. Tak więc pianino stało w kącie naszego salonu. Kobylasty przedmiot przeszkadzał i raził w oczy. Wynikiem czego, od niedawna, nie wiedząc czemu szeptem, poruszano w domu temat pozbycia się pianina. Rozważałyśmy sprzedanie, wyrzucenie, albo podarowanie jakiejś instytucji. Ale wprowadzenie słów w czyn nie było takie proste i wciąż byłyśmy posiadaczkami pianina. Mieszkałyśmy w trójkę, odkąd wyprowadził się od nas mój ojciec. Mama, siostra i ja. I szczerze mówiąc bardzo nam było dobrze, mama nie zamierzała zmieniać sytuacji, my też . Może gdyby mieszkał z nami mężczyzna, on by podjął decyzję i pozbył się rupiecia, ale cóż mieszkałyśmy trzy słabe kobiety, zdominowane, przez kłopotliwą pamiątkę rodzinną. Nic nie zapowiadało zmiany sytuacji, do pewnego wieczoru, kiedy pianino zaczęło intrygować. W domu nie było nikogo, mama z moją młodszą siostrą udzielały się towarzysko i rodzinnie, co mnie ominęło z racji zajęć po za szkolnych, czyli lekcji angielskiego. Wiedziałam, że wrócę do domu kilka godzin przed nimi. Nie omieszkałam skorzystać z takiej wolności i po kursie umówiłam się z moim chłopakiem Pawłem. Mieliśmy po siedemnaście lat, oboje uważaliśmy, że należy nam się trochę intymności, po prostu nie mogliśmy przeoczyć takiej szansy. Nie zapalałam światła, w mieszkaniu panował półmrok, nastawiłam nastrojową muzykę. Zaczęło się robić przyjemnie, kiedy dobiegło nas kilka nieznanych dźwięków. -Poczekaj! Co to było? - wysunęłam się z objęć Pawła. -Oj, wydawało Ci się, kocham Cię, wiesz? - Paweł nie miał ochoty sobie przerywać. Ale dźwięki znów się powtórzyły. -Wiem, ale poczekaj! - wstałam z kanapy i poszłam ściszyć muzykę. Nasłuchiwałam, ale cisza. -Sylwia, na co będziesz czekać, aż wróci twoja mama, chodź... - Pawła hormony robiły swoje, ale ja byłam już trochę rozkojarzona. Paweł podszedł i objął mnie. Cały czas byliśmy w saloniku, tylko muzyka zagłuszała dźwięki, które wydawało... pianino. W ciszy usłyszałam je wyraźnie. Po plecach przeszły mi ciarki, klapa pianina była zamknięta, więc w jak sposób mogło grać?! -Zapal światło! - wydawałam Pawłowi polecenie ale chyba mnie nie usłyszał, bo dalej wpatrywał się w instrument wystraszonym wzrokiem. -No... rusz się i zapal światło! - szturchnęłam go. -Czemu to grało? - spytał, wskazując ręką na pianino, pytanie wskazywało na lekkie rozmiękczenie mózgu, zwaliłam to na karb strachu. -A skąd ja mogę wiedzieć! - oburzyłam się - To w końcu ty jesteś facet, podnieś klapę i zobacz! -Ale to twój dom i twoje pianino - Paweł odciął się nie bez racji. Mogliśmy się tak jeszcze spierać, ale sprawę rozwiązał dzwoniący telefon. Podniosłam słuchawkę -Słucham - odezwałam się -Dobrze, że już jesteś - w słuchawce usłyszałam głos mamy - Weź taksówkę i przyjedź tu do Doroty, tylko się pospiesz. -Aha, zaraz będę! - propozycję mamy przyjęłam z ulgą, lubiłam ciotkę Dorotę, a w tej chwili wolałam opuścić dom. Paweł podzielał mój entuzjazm, wyglądało na to, że szybko mnie nie odwiedzi. Od tego incydentu minął tydzień, rodzinie nie powiedziałam, jednak pianino omijałam z nieufnością i wolałam z nim nie zostawać sama. Szczególnie wieczorem. Ten błąd popełniła moja siostra. Byłyśmy w domu tylko obie, ja siedziałam w swoim pokoju, wkuwałam historię, a Justyna w saloniku układała na podłodze puzzle. Cisza trwała prawie trzy godziny. Nie dziwiłam się. Puzzle miało 2000 kawałków. -Sylwia... Sylwia! - nagle dobiegło mnie wołanie Justyny. -No... co chcesz? - oderwałam myśli od książki, chociaż nie tej co powinnam, bo "Królowa potępionych" Anne Rice wygrała konkurencję z podręcznikiem historii. -Chodź na chwilę! Zwlekłam się z tapczanu i poszłam do salonu. -Co?- spytałam w drzwiach. W odpowiedzi Justyna wskazała ręką na pianino i spojrzała na mnie wystraszonym wzrokiem. -To... grało... samo... - wyjąkała. Zimno mi się zrobiło i zaschło w ustach -O mamo! Znowu - wyrwało mi się mimo woli. -Jak to znowu? - do strachu Justyny dołączyło zdziwienie. -A, bo miałam wam nie mówić, kurcze! - zdenerwowałam się, byłam starsza od Justyny całe pięć lat i powinnam zbagatelizować całą aferę. -To, to tak samo z siebie już kiedyś... no wiesz. - Justyna nie odpuściła. -Ojej! Dobra powiem ci - wiedziałam, że Justyna nie odpuści, więc wolałam ją dopuścić do tajemnicy - wiesz, wtedy jak pojechałyście do Doroty z mamą, a ja dojechałam po angielskim. -Wiem, w tamtym tygodniu - Justyna kiwnęła głową. -Byłam umówiona z Pawłem, no i przyszliśmy tutaj... -Czekaj, powiem mamie! - buzię Justyny wykrzywił złośliwy uśmiech -Daj spokój, nic takiego nie robiliśmy, nie było okazji, pianino nie pozwoliło, zaczęło grać, Paweł zwiał do domu, a ja pojechałam do Doroty, nie ma o czym mówić - machnęłam ręką, udawałam lekceważenie dla sprawy, ale na próżno. Pianino znów dało znać o sobie. Przestało nam być wesoło, chwila robiła się upiorna. Na dworze było już ciemno. Siedziałyśmy i czekałyśmy na rozwój wypadków. Ale oprócz pobrzękiwania pianina nic się nie działo, nic nie wybuchło, nie pojawił się żaden duch. Nastrój nawiedzonego domu, przerwał powrót mamy. Milczałyśmy solidarnie o wybrykach pianina, które ustały kiedy tylko mama weszła w drzwi. Niestety wiecznie też nie dało się tego ukrywać i pewnego wieczoru, mama czytając książkę usłyszała to co oferowało pianino. Przez uchylone drzwi swojego pokoju, słyszałam co się dzieje w saloniku. Pianino robiło się bezczelne. Uderzeń klawiszy było więcej i były bardziej urozmaicone. Po cichu weszłam tam, bo mimo grozy sytuacji, nie potrafiłam odmówić sobie przyjemności, zobaczenia miny mamy. Warto było. Na jej twarzy przerażenie mieszało się z zaskoczeniem. Dla mnie ta sytuacja stanowiła, można powiedzieć, chleb powszedni. -Nie przejmuj się - powiedziałam - ono tak często. -Jak to często? Ten rupieć sam gra! A ty o tym mówisz tak spokojnie! To przecież nie jest jakiś nawiedzony dom, żeby stare instrumenty same grały! -Trzeba z tym coś zrobić! - mama zawsze była energiczną kobietą i nie cierpiała kiedy coś wymykało się jej spod kontroli, tak też zareagowała w tej sytuacji. Niestety, nie wykazała się odwagą i wolała do instrumentu nie podchodzić. Tajemnica przestawała powoli być tajemnicą i świadkami posiadania nawiedzonego pianina stawało się coraz więcej osób z dalszej rodziny i znajomych, także moich, ze szkoły. Tych ostatnich obawiałam się najbardziej. Nic przyjemnego kiedy wytykają człowieka palcami i za plecami obgadują szeptem, że mieszka w nawiedzonym domu. Od tego może zależeć moja popularność w szkole, a to jest sprawa krucha. Pech chciał, że któregoś dnia odwiedziła mnie Renata, dziennikarka szkolnej gazetki. Za pretekst posłużył jej CD-ROM z opracowaniami lektur z polskiego, którego byłam posiadaczką. Musiały do niej dotrzeć plotki krążące od pewnego czasu po szkole. Na jej widok w drzwiach zawartość żołądka przewróciła mi się do góry nogami. Renata wkroczyła do pokoju i rozejrzała się. -Masz tą płytkę? - spytała, podchodząc do komputera. Przytaknęłam. -Na długo Ci potrzebna? - spytałam. -Nie, oddam ci jutro w szkole, skopiuję sobie. - mówiła, ale wzrok utkwiła w pianinie, nie umiała swojej ciekawości długo ukryć. -To naprawdę samo grało? - spytała. -Gra, a nie grało, jakby posiedzieć trochę cicho usłyszałabyś - odpowiedziałam szczerze, znałam Renatę i wiedziałam, że będzie mnie odwiedzać aż sama usłyszy nuty wygrywane przez pianino. Nie przepadałyśmy za sobą, wolałam więc uniknąć jej kolejnych wizyt i wyjaśnić sprawę od razu. Szczęście mi sprzyjało, pianino jak na życzenie odegrało przepiękną improwizację. Istny jazz! Sama bym wpadła w zachwyt, nie dziwiłam się Renacie. Nie wiedziałam czy bardziej jest zachwycona czy zdumiona, ale efekt był. Renata panowanie nad sobą straciła tylko na kilka minut, zaraz potem zasypała mnie masą pytań. Niestety nie na wszystkie znałam odpowiedź. -Macie jakieś podejrzenia co do przyczyny tego zjawiska? - zadała pierwsze pytanie, którym od razu mnie zastrzeliła. Rozmawiałyśmy z mamą, co prawda, o tym, że to może być duch dziadka, który zdenerwował się na nas za pomysł pozbycia się jego ukochanego instrumentu, ale jakoś głupio mi było powiedzieć to Renacie. Nic innego jednak nie wymyśliłam, a ominąć jakieś fakty przy Renacie też…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Cashmir
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…