Wróć do katalogu

Pamiętnik Zenka

Opowiadanie w formie pamiętnika, dostałem za nie wyróżnienie na Ogólnopolskim Konkursie Literackim

Krecik666, opublikowano , 26 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1.09.2003r.

To mój pierwszy dzień w nowej szkole, bardzo się denerwuję. Mam też cichą nadzieję, że w tej szkole znajdę miłość. Szkoła okazała się wielkim budynkiem (ruderą, jak to szkoła). W środku ponad 50 gabinetów, w tym 4 sale komputerowe (dzięki Ci, Boże) i 2 sale gimnastyczne (po co to komu?...). Po uroczystym rozpoczęciu roku udajemy się do gabinetów swoich wychowawców. Moim wychowawcą jest mgr Jan Kowalski, matematyk. Wchodzimy do klasy i zajmujemy miejsca. Ja usiadłem obok kolegów z podstawówki. Belfer coś tam nawijał, ja za to bacznie rozglądałem się wokół (głównie po twarzach [i nie tylko] uczennic...). Kilka dziewczyn wygląda naprawdę ciekawie, szczególne wrażenie zrobiła na mnie średniego wzrostu brunetka. Gapiłem się na nią jak idiota, ona nawet na mnie nie spojrzała (też mi nowość...). Po wszystkim dowiedziałem się mniej więcej o czym gadał Kowalski. W domu nie było nic ciekawego, jak zwykle psułem sobie wzrok i doprowadzałem do zaniku mięśni opalając się w promieniowaniu monitora.

20.09.2003r.

Minęło trochę dni od mojego ostatniego wpisu, po prostu nie miałem czasu ani chęci pisać. Poznałem już nazwiska wszystkich osób z klasy, ciemnowłosy anioł nazywa się Emilia Morska. Nie będę się rozpisywał o moich problemach w szkole, gdyż są one standardowe (oraz przybliżają do odbiorcy myśli samobójcze).

23.09.2003r.

Spróbowałem zagadać do Emilki, ale coś poszło nie tak i usłyszałem tradycyjne sp******aj... Nie na moją psychikę takie sprawy... Znowu zaczynam poważnie myśleć o samobójstwie... Sądzę, że to mój ostatni wpis... Jakby ktokolwiek to czytał, to testament jest schowany za telewizorem. Amen.

24.09.2003r.

Przed śmiercią chciałem się pożegnać z przyjaciółmi i Internetem. Przez Gadu-Gadu (najpopularniejszy Polski komunikator internetowy) zagadał do mnie mój przyjaciel, Maciej Budzisz. Zwierzyłem mu się z moich problemów (nudziło mi się). Maciek ostudził mój zapał do samobójstwa, wytłumaczył mi, że nie tylko ja mam takie problemy, jak on sobie z nimi poradził itd. Na jakiś czas zamierzam zaprzestać miłosnych ekscesów, szkodzą zdrowiu.

1.10.2003r.

Kowalski przymusowo nas przesadził na matmie, zaraz przede mną siedzi Emilia. Matematyka stała się moim ulubionym przedmiotem szkolnym (zaraz po przerwie, oczywiście). Nie mogę przestać o niej myśleć, to chyba jakaś obsesja. Będę musiał się wybrać do psychiatry.

5.10.2003r.

Do psychiatry jednak się nie wybrałem (nie mam na to kasy a wstyd powiedzieć powód pożyczając od kogoś). Emi coraz częściej ode mnie ściąga na matmie, chyba mogę uznać to za kolejny krok.

8.10.2003r.

Po małej zmianie wystroju gabinetu od fizyki, także tam siedzę za Emilią. Kolejny ulubiony przedmiot do puli (przerwa wciąż prowadzi).

10.10.2003r.

Kompletna rewelacja, Emilka zleciła mi załatwienie referatu ze sztuki, postanowiłem, że zrobię jej go za darmo (normalnie biorę 50 gr.)

11.10.2003r.

Dałem Emilce ten referat, nie wziąłem za niego pieniędzy. Nic mi nie powiedziała, ale potem podsłuchałem jak mówiła do koleżanek coś o "idiocie bez żyłki do interesów". Kompletny klops... człowiek nie wie, jak się zachować...

18.10.2003r.

Piszę to tylko, żeby zachować jako taką ciągłość wpisów. Nic nowego się nie dzieje, Emilka ciągle ode mnie ściąga na matmie i fizyce.

20.10.2003r.

Znów spróbowałem zagadać do Emilii, znów usłyszałem sp******aj. Tym razem się tym nie przejąłem, to już można nazwać tradycją.

10.11.2003r.

Bardzo długo nie pisałem, nie było o czym. Teraz napisałem to z nudów.

10.12.2003r.

Dzisiaj odbyło się losowanie osób do obdarowania na szkolną Wigilię. Wylosowałem Emi. Co ja mam jej kupić...? Zero pomysłów.... A czas do piętnastego.

13.12.2003r.

Próbowałem wybadać co ona chciałaby dostać, ale usłyszałem "Wymyśl coś, rusz w końcu tą pustą głową". Po prostu świetnie.

14.12.2003r.

Wciąż pustka w głowie... co ja mam zrobić?!

15.12.2003r.

Ostatnia deska ratunku, w drodze do szkoły kupiłem jej perfumy. Wyglądała na szczęśliwą, ale talent aktorski nie jest rzadkością w dzisiejszych czasach.

20.12.2003r.

Zaczęły się ferie świąteczne, a ja ciągle o niej myślę.

21.12.2003r.

Czasem się zastanawiam, po co ja marnuję atrament w piórze (metaforyczny) i kartki (metaforyczne) w tym pamiętniku na takie bezsensowne wpisy... Kolejna nierozwiązywalna zagadka.

24.12.2003r.

No to mamy Wigilię, wysłałem Emilii maila z życzeniami. Nawet powiedziała "Dziękuję".

31.12.2003r.

Dziś Sylwester. Może w przyszłym roku bardziej mi się poszczęści? Pozostaje mieć nadzieję, ale nadzieja matką głupich...

1.01.2004r.

Jutro z powrotem do szkoły, jaka szkoda. A dzisiaj leczę kaca...

2.01.2004r.

Znowu w szkole. Większość osób ciągle leczy kaca. A Emilia znów nie odezwała się do mnie nawet słowem. Może też leczy kaca... kto wie...

30.01.2004r.

Za dwa tygodnie św. Walentego, może to coś da... Pracuję już nad projektem walentynki dla Emilki.

13.02.2004r.

Dzisiaj dzień wrzucania walentynek do specjalnych skrzynek. Liściki będą roznoszone jutro. Zauważyłem, że Emi też wrzucała jakąś kartkę.

14.02.2004r.

Chwila prawdy, dzień szczęścia. Dostałem walentynkę od Emilii, a ona ode mnie. Postanowiliśmy umówić się na wieczór. Szczęście mnie po prostu rozsadza.

15.02.2004r.

Czy ktokolwiek na tym świecie może mieć podlejsze i durniejsze życie? Ona umówiła się ze mną za namową swoich wrednych koleżanek i po prostu zrobiła mnie w konia... Żyć się odechciewa... Myśli Samobójcze: Reaktywacja. Przynajmniej jednak odkochałem się od Emilii... nie warto marnować uczuć na takie coś...

16.02.2004r.

Jestem największym partaczem na świecie. Nawet samobójstwa nie umiem porządnie popełnić... Już miałem podcinać sobie żyły, gdy do pokoju wparowała moja matka, ja się przestraszyłem i nie trafiłem... Jedynymi skutkami mojego „samobójstwa” są: a) skaleczenie na lewej dłoni b) wycofanie wszelkich ostrych narzędzi z mojej okolicy c) jeszcze większa depresja.

15.03.2004r.

Zacząłem zauważać koleżankę Morskiej, Karinę Lilię, niską, drobniutką ciemną blondynkę. W sumie to Karina jest dużo śliczniejsza od Morskiej... nie rozumiem, czemu wcześniej tego nie zauważyłem... Karina... Piękne imię, takie... egzotyczne. Nazwisko też słodkie...

2.04.2004r.

Jestem strasznie kochliwy... Za bardzo kochliwy, w mojej własnej opinii. Zakochałem się w Karinie, ona jest po prostu boska. Tym razem jednak nie będę starał się do niej zagadywać itd., takie porażki za bardzo bolą. Po prostu będę sobie żył kochając ją i gapiąc się na nią całymi dniami... Ciekawe, czy taki tryb życia szkodzi na ciało... Na umysł na pewno szkodzi, ja już nie mogę czytać, oglądać telewizji ani grać na komputerze... Ciągle o niej myślę...

20.06.2004r.

Nie pisałem przez tyle czasu, bo po prostu nie było o czym, a stałem się zbyt leniwy by pisać jakieś głupoty, których i tak nikt nie będzie czytał. Czas spędzałem głównie na spaniu, nauce, doskonaleniu ironii, czytaniu oraz dołowaniu się. Jedna, potężna depresja przez cały ten czas... Dziś było zakończenie roku, wyjątkowo radosne wydarzenie. Ja jednak nie mam się z czego cieszyć, dół na wakacjach niezbyt się różni od dołu w roku szkolnym.

22.06.2004r.

Dziś przez Internet zagadała do mnie pewna dziewczyna z równoległej klasy, bardzo przeciętna z wyglądu. W sumie to i tak nie mam nic do roboty, mogę sobie z nią pogawędzić od czasu do czasu. Ma na imię Agata, ale każe na siebie mówić Agatka. W sumie to dobrze, lubię zdrobnienia.

25.06.2004r.

Jestem na siebie wściekły... Z Agatką rozmawiam dopiero kilka dni, a już jej się zwierzyłem ze wszystkich moich problemów i kompleksów... Pomogło, to muszę przyznać. Ale nie lubię, gdy ludzie za dużo o mnie wiedzą, bo mogą to wykorzystać przeciwko mnie. Dziwi mnie to, że normalnie jestem raczej zamknięty i z nikim nie rozmawiam o sobie, jednak przez GG (gadu-gadu) bardzo szybko nawiązuję znajomości, a czasami nawet przyjaźnie.

29.06.2004r.

Od dziś chyba już mogę nazywać Agatkę moją przyjaciółką, codziennie ze sobą rozmawiamy po 3 godziny. Wysłała mi pewną książkę... „S@motność w Sieci” Janusza L. Wiśniewskiego. Jutro zacznę ją czytać, może będzie to coś ciekawego.

30.06.2004r.

Ta książka jest naprawdę dość ciekawa... dużo w niej faktów... „Tor czwarty peronu jedenastego na stacji Berlin Lichtenberg ulubionym miejscem samobójców” – muszę to sobie zapamiętać. Na przyszłość i na wszelki wypadek.

1.07.2004r.

Ta książka jest po prostu świetna! Przeczytałem ją calutką, zakończenie kompletnie mnie zaskoczyło. Mogę z czystym sercem napisać, że ta książka zmieniła moje życie. Zmieniłem pogląd na miłość, świat, przyjaźń, nieszczęście... Moje życie już nigdy nie będzie takie same.

2.07.2004r.

Kolejny niewielki sukcesik w moim ponurym życiu. Zacząłem pracować dla profesjonalnego serwisu o grach komputerowych Gry.Mocny.Com (GMC). To się wydaje naprawdę interesujące i opłacalne, będę pisał recenzje i zapowiedzi najróżniejszych gier, a w zamian będę dostawał gry. Oryginalne, nowiutkie, prosto do mojego domu, za darmo. Wspaniała sprawa, a naczelny wydaje się zadowolony z moich tekstów.

3.07.2004r.

Dziś namówiłem Agatkę na pisanie do GMC. Takimi fajnymi sprawami po prostu trzeba się podzielić z przyjaciółmi. Dziś także odbyło się pierwsze walne (zwane walniętym) zgromadzenie redaktorów GMC na czacie, którego powstanie jest zresztą moją zasługą. O redaktorach aktualnie pracujących można napisać tylko jedno: to są kompletni wariaci. Pasuję do nich, spotkanie trwało od 20 do 24. Cały czas, zamiast debatować nad sprawami GMC, opowiadaliśmy dowcipy i obgadywaliśmy nieobecnych.

6.07.2004r.

Dni mijają mi dość monotonnie, w czasie wolnym czytam Terry’ego Pratchett’a albo piszę do GMC. W czasie wolnym od tych rozrywek gadam jeszcze z Agatką. W sumie już najwięcej czasu spędzam z Agatką. Bardzo ją lubię, to jest prawdziwa przyjaźń od serca... ale nie miłość. Ona po prostu mi się nie podoba, niespecjalnie wygląda. Po prostu nie może się równać z Kariną... Przy okazji, ostatnio mniej myślę o Karinie, to pewnie dlatego, że jej nie widziałem od końca roku szkolnego. Ona wygląda po prostu tak, że nie można oderwać wzroku i myśli... Jak ja jej mogłem nie zauważać... Byłem ślepy. Teraz zastanawiam się, czy ja kiedyś naprawdę kochałem Morską, czy to było tylko zauroczenie. Aha, dowiedziałem się, że Emilia ma chłopaka, z którym zaczęła chodzić jeszcze w podstawówce. Muszę zapamiętać: dowiedzieć się, czy Karina ma lub kiedykolwiek miała chłopaka. W wypadku odpowiedzi pozytywnej będę zmuszony dokonać kilku egzekucji. Przynajmniej moje zainteresowania Świętą Inkwizycją nie pójdą na marne.

8.07.2004r.

Kolejny mało ciekawy dzień wakacji. Nigdzie w tym roku nie wyjeżdżam, więc cała reszta wakacji przedstawia się równie interesująco... Na obiad była pomidorowa.

9.07.2004r.

Zacząłem się poważnie zastanawiać nad swoim trybem życia. Całe dnie siedzę w pokoju przed komputerem, przy zamkniętym oknie. Mój ulubiony sport to spanie, choć czasem uprawiam też biegi (od telewizora do toalety na reklamach). Odżywiam się... no... średnio głodny ścierwojad zmieniłby lokal. Moja dieta to głównie hamburgery, słodycze i inne mordujące sprawy. Brak mi witamin, herbatę, i to zimną, piję zaledwie raz dziennie... Powinienem coś z tym zrobić. Nie, nie chce mi się nic z tym robić. Jestem na takie ekscesy stanowczo zbyt leniwy. W czasie wolnym od takich durnych przemyśleń myślę o Karinie. Na obiad znów była pomidorowa.

10.07.2004r.

Datę premiery GMC wyznaczono już na osiemnastego sierpnia. Dobrze, odpowiada mi ten dzień, ciągle to będą wakacje. Zwierzyłem się dziś ze swoich zdrowotnych przemyśleń Agatce. Zostałem, delikatnie mówiąc, okrzyczany. Od dziś mam przymus dostarczania do organizmu witamin, picia 3 razy dziennie gorącej herbaty z miodem i cytryną (bleh, nienawidzę miodu), siedzenia przy otwartym oknie, wychodzenia na spacer, co najmniej piętnastominutowy i robienia brzuszków. Nie rozumiem tylko, po co te brzuszki... I bez tego wyglądam i zachowuję się jak anorektyk. Na obiad była... niespodzianka! Pomidorowa!

11.07.2004r.

Dzisiaj przeminęło strasznie szybko, prawie go nie zauważyłem... z całego dnia z pewnością najciekawszy był wieczór, kiedy to Agatka zażyczyła sobie bajkę na dobranoc. O królewnie Śnieżce. Moje próby przeniesienia tej niezbyt ciekawej opowiastki w czasy współczesne lub w przyszłość zakończyły się niepowodzeniem. Koniecznie miałem opowiedzieć bajkę tradycyjną. Dobrze, zacząłem pisać, coś niecoś z dzieciństwa pamiętałem. Szybko jednak stwierdziłem, że nawet zwykłej bajki nie można jej opowiedzieć. W końcu czy zwykłe, tradycyjne dziecko słuchające bajek dopytuje się, jak stare było prastare magiczne zwierciadło lub w jakiego koloru suknię miała królowa? Około pierwszej w nocy zrezygnowaliśmy jednogłośnie z

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych