Wróć do katalogu

"Pamiętniki umarłych"

jedno z pierwszych opowiadań

Pietras84, opublikowano , 54 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

PIOTR WALCZAK

„ Pamiętniki umarłych”

Nastawał wieczór. Siedziałem przed komputerem, popijałem dobre wino i próbowałem napisać coś co wydarzyło dzisiejszego dnia. Właściwie codziennie coś się w moim życiu dzieje. Jest to o tyle ciekawe a zarazem przerażające, że postanowiłem to spisać w swoich dziennikach. Nigdy bym nie przypuszczał, że będę słyszał coś, czego nikt inny nie słyszy. Głosy umarłych.

Dzisiaj słyszałem głos. Nie wiem czyj to był głos, nawet nie jestem w stanie rozpoznać. Mówił coś w rodzaju przestrogi. Dobiegło do mnie słowo „ strzeż się ich”. Następnym szeptem, jaki usłyszałem było „nie chcą dla ciebie dobrze”.

Zbudziłem się ze snu zlany potem. Serce chciało mi wyskoczyć. Zwiedziłem wzrokiem pokój i spojrzałem na okno. Padał ulewny deszcz. Firanka tańczyła niezgrabnie podrygiwana rytmem wiatru. Nie wiedziałem co przez sen szeptało mi takie słowa. Było to tak realne jakbym słyszał je nad sobą. Podniosłem się z łóżka i w kuchni nalałem sobie zimnego soku. Łykałem łapczywie pomarańczowy napój by zabić suchość w ustach. Było mi zimno pomimo ciepłej nocy. Ponownie położyłem się do łóżka i próbowałem zasnąć. Gdy już utonąłem w otchłani snu, usłyszałem to ponownie. To był głos kobiety. „ Uważaj na nich Krzysiek, uważaj, oni są źli” Poderwałem się energicznie z łóżka. Byłem wkurzony. Te głosy nie dawały mi spać. Zaczęły mnie prześladować. Musiałem w środku nocy wydać z siebie okrzyk, który w moim mniemaniu wygonił by prześladowcze głosy z mojej głowy. Poskutkowało. Nic kompletnie nie próbowało mnie zbudzić, nic nie szeptało. Zasnąłem i obudziłem się rano. Nie jedząc nawet śniadania sięgnąłem po długopis i mój dziennik. Chciałem znowu spisać wydarzenia ostatniej nocy. ***********

Mam 38 lat, jestem filozofem i parapsychologiem. Prowadzę zajęcia w klubie dla fanatyków ufo i zdarzeń paranormalnych. Często tłumaczę swoim uczestnikom, pewne zjawiska w jak najprostszy sposób. Zawsze wołali na mnie Panie Krzysztofie,ale uważam ich za taką małą rodzinkę więc wolę zwrot Krzysiek. Jest prosty, wyraźny i nie buduje bariery między ludźmi. Oprócz zajęć w klubie wykładam filozofię na wyższej uczelni. Staram się tak manipulować dniem, by jak najmniej przebywać w domu. Odkąd odeszła moja ukochana dziewczyna, przebywanie samemu sprawia, że wciąż o niej myślę......... Życie nie zawsze układa się po naszej myśli.

Dziś jest ten dzień. Postanowiłem nie lekceważyć głosów, które szepczą do mnie w nocy. Muszę nauczyć się je interpretować. Przecież parapsychologia to nie jest coś, czym zajmuję się z nudów. To nauka i moja druga pasja. To ja staram się na kursach wytłumaczyć ludziom pewne zjawiska, których logika nie jest w stanie ogarnąć. Jedna myśl dzisiejszego dnia nie dawała mi spokoju. Zastanawiałem się co się dziś wydarzy. Gdy tylko zwlekłem się z ciepłego łóżka, otworzyłem swój dziennik, napisałem aktualną datę i zostawiłem pustą kartkę w celu spisania wydarzeń. Po zjedzeniu solidnego śniadania udałem się samochodem na uczelnię. Spędziłem w niej prawie cały dzień, przechodząc z piętra na piętro, z wykładu do wykładu. Celem moich długich przemówień do studentów, była próba wytłumaczenia, w jaki sposób Platon rozumiał duszę człowieka, oraz co to są idee. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że nikt mnie nie słucha. Postanowiłem zakończyć wykład. Spakowałem swoje papiery do teczki i wyszedłem z sali.

Gdy wsiadałem do samochodu dochodziła godzina 18. Żółte jesienne liście poderwały się z ziemi, gdy odjeżdżałem z parkingu. Skręcałem w główną ulice, gdy nagle odezwała się ona. Kobieta, która mówiła do mnie z tej drugiej strony. Ze strony umarłych. - Krzysiek , uważaj na nią, ona jest zła!!!! Zimny dreszcz, który przebiegł mi po plecach przez kilka sekund pozbawił mnie kontroli nad samochodem. Zahamowałem gwałtownie widząc czerwone światło i przejście dla pieszych. Wtedy zobaczyłem ją. Moją kochaną Izabellę, która kiedyś była razem ze mną. Wracała chyba do domu, miała spuszczoną w dół głowę i bardzo powolne ruchy. Wykorzystałem okazję, otworzyłem drzwi i wychyliłem się z samochodu. -Iza!!!- krzyknąłęm. Odwróciła się. Machnąłem na nią głową. Podeszła do samochodu i spojrzała na mnie z zaciekawieniem. -Wsiadaj, podwiozę Cię- zaproponowałem. Wsiadła do samochodu, i nie odezwała się słowem. Ruszyłem z piskiem. Gdy tak jechaliśmy, co jakiś czas spoglądałem na nią kątem oka. Siedziała sztywno na siedzeniu i patrzyła przed siebie. Trochę mnie to zirytowało, więc postanowiłem zagadać. - Powiesz coś, czy tak będziemy w milczeniu jechali? Odwróciła głowę i powiedziała: Krzysiek oni mnie prześladują, nie wiem co mam zrobić? Co? Kto Cie prześladuje?- zapytałem nie dowierzając Oni!Przychodzą co wieczór i mówią mi pod oknem, że nadejdzie mój czas, jak nie spłacę swojego długu. Boję się. Wiesz kto to jest? Jaki masz dług? Mów jaśniej!!!- kontynuowałem rozmowę Mój aktualny facet pozaciągał długi u jakichś mężczyzn, powiedział mi, że jest z nimi kwita, teraz wyjechał za granicę w interesach. Okazało się, że nie pospłacał wszystkiego. Przyszedł czas by oddać długi, a jego nie ma. Domyślam się, że to właśnie ci mężczyźni przychodzą pod moje okno i mi grożą. Skręciłem w stronę jakiegoś parkingu. Zatrzymałem samochód by spokojnie porozmawiać z Izą. Gdy odwróciłem głowę w jej stronę, po jej polikach spływały łzy. Ten obraz odebrał mi mowę. Przypomniało mi się, jak płakała kiedy powiedziałem jej, że muszę odpocząć od niej jakiś czas. Po dwóch tygodniach znów byliśmy razem. Moje uczucie do niej było tak silne, że postanowiłem wybaczyć jej zdradę i dać szansę.. Było dobrze, do momentu kiedy znowu pojawił się on. Ten dla którego straciła głowę. Ten gnój. - Ten Twój Adrian nigdy nie wyglądał mi na normalnego gościa, nie wiem co w nim widziałaś lepszego ode mnie!!!- przerwałem tę drażniącą ciszę. Wzięła głęboki oddech. Przestałą szlochać. - Skąd mogłam wtedy wiedzieć, że ma taki talent do zaciągania długów? Wydawał się normalny. Nie chcę rozmawiać z Tobą na jego temat. Pomóż mi Krzysiek!!!!- odwróciła głowę w kierunku okna. Nie wiem jak mam ci pomóc? Przecież nie przegonię kilku gości, którzy pewnie wyglądają jak goryle, nie wspominając o ich sile. Może powinnaś pójść na policję? Na policję? Jak pójdę na policję to mogę pogorszyć sytuację, zresztą sama nie wiem. Otworzyła drzwi od samochodu. Spojrzała na mnie i po cichu powiedziała. Dzięki, że starasz się mi pomóc chociaż tak, jakoś dam sobie radę, cześć. Trzasnęła drzwiami i energicznym krokiem szła przed siebie. Powoli odwróciła głowę i spojrzała jeszcze na mnie. Jej wzrok był inny. Zimny. Źrenice zrobiły się kompletnie białe a twarz jakby poszarzała. Popękane usta ułożyły się w uśmiech. Zły i wredny uśmiech. Patrzyłem na nią jakby zahipnotyzowany. Nie potrafiłem oderwać wzroku. Wreszcie zamknąłem na chwilę oczy i otworzyłem ponownie. Izabella szła przed siebie, zgarbiona. Po chwili zniknęła za budynkiem teatru. Co się ze mną dzieje?- zapytałem samego siebie. Odpaliłem silnik i skierowałem się w stronę swojego domu.

2 Głosy zza światów mówią do mnie codziennie. Ostrzegają mnie. A ja z każdym dniem umacniam w sobie przekonanie, że muszę się nimi kierować. Do tej pory nie potrafię wytłumaczyć dlaczego je słyszę, czemu akurat ja je słyszę? Dochodzę do wniosku, że posiadam w sobie jakąś telepatyczną zdolność. Zdolność, którą oni czują i o której wiedzą.

Zamknąłem kartkę swojego dziennika i zawiesiłem wzrok gdzieś na ścianie. Czułem jak totalnie się wyciszam. Nie myślałem już o żadnym wydarzeniu. Totalna pustka w głowie. Spojrzałem na zegarek. Pokazywał 23 30. Tak późna godzina jednak nie wygoniła mnie do łóżka. Zaparzyłem sobie świeżej zielonej herbaty i i włączyłem telewizor. Skacząc tak z kanału na kanał wreszcie natknąłem się na jakiś film. Opowiadało jakimś adwokacie, który poznał diabła i ten strasznie mu namieszał w życiu. Gdy dobiegał końca moje powieki stawały się coraz cięższe. Zamykałem je i otwierałem. Nadchodził sen. Wreszcie poddałem się. Wyłączyłem telewizor i udałem się do łóżka.

„Oni tu jutro przyjdą, Ci źli tu jutro przyjdą, uważaj, przestrzegam Cię”. Zerwałem się z łóżka. Zimny pot zalewał mi czoło. Dyszałem jak po szybkim biegu. Mój oddech był niespokojny. Rozejrzałem się po pokoju, jakby szukając kogoś. Za oknem krople deszczu uderzały o szybę i parapet. Podniosłem się i wlepiłem wzrok w szybę. Zastanawiałem się kto jutro może złożyć mi wizytę. Bałem się. Te przestrogi był tak realne, jakbym słyszał je naprawdę. Czasem miałem wrażenie, że to nie dzieje się we śnie.

Położyłem się ponownie do łóżka. Nie zastanawiając się już, zamknąłem oczy. Szum deszczu działał usypiająco. Pamiętam gdy byłem młodszy, zawsze lubiłem deszcz. Czasem zastanawiałem się czy to nie dziwne, że chłopak w moim wieku lubi deszcz zamiast pięknej słonecznej pogody. Wszyscy moi rówieśnicy siedzieli w domach i wlepiali nos w szybę, a ja zakładałem kurtkę i wychodziłem pochodzić po kałużach. Moje myśli zaczęły uciekać w otchłań snu..............

„ Krzysiek przepraszam Cię za wszystko, przepraszam, już mi nie pomagaj,nie pomagaj mi już Krzysiek”

Otworzyłem oczy o poranku. Nie czułem już w sobie strachu. O dziwo , byłem wyspany, i zrelaksowany. Za oknem deszcz już przestał moczyć drzewa, a słońce walczyło z chmurami gdzieś na niebie. Zalałem kubek kawy gorącą wodą i zacząłem robić śniadanie. Do moich drzwi rozległo się pukanie, które przerwało mi spożywanie pysznej jajecznicy. Gdy otworzyłem, moim oczom ukazał się dobrze zbudowany mężczyzna, ubrany w czarną skórzaną kurtkę i niebieskie dżinsowe spodnie. Włosy lekko zaczesane na bok, a na nosie dobrze dobrane okulary.

- Pan Krzysztof Makowski?- zapytał - Tak, to ja -odpowiedziałem zdziwiony Mężczyzna sięgnął do kurtki i pokazał mi policyjną odznakę. - Aspirant Maciej Gadys, Komenda Stołeczna, mogę wejść? Byłem totalnie zaskoczony jego wizytą. Moja ciekawość musiała zostać zaspokojona więc ustąpiłem Panu Aspirantowi i wpuściłem do domu. - Coś się stało Panie Aspirancie? -zapytałem Policjant usiadł na fotelu i spojrzał mi w oczy - Pani Izabella Katys nie żyje. Była Pana dziewczyną, z tego co wiem, tak? Patrzyłem na oficera jak wryty, wciąż nie dowierzając w to co usłyszałem. Poczułem dziwny ból w klatce piersiowej. Miałem wrażenie, że za chwilę wybuchnę płaczem. Powstrzymałem się jednak. Wziąłem głęboki wdech i odpowiedziałem policjantowi. - Rozstaliśmy się jakiś czas temu, miała nowego faceta. Widziałem się z nią wczoraj. - Czy Pani Izabella miała jakieś kłopoty? - Opowiadała mi, że jej facet pozaciągał jakieś spore długi u pewnych ludzi i wyjechał za granicę. Izabella strasznie bała się, że jeśli jego nie znajdą, to będą prześladować ją i żądać spłaty długu. Pewnego dnia przyszli pod jej okno i krzyczeli że nadejdzie czas by oddać dług.

Policjant stał i patrzył w okno zamyślony. Miałem wrażenie że mnie nie słucha. Odwrócił jednak głowę, spojrzał na mnie i zadał kolejne pytanie - Coś jeszcze Panu mówiła? - W tej sprawie tylko to co Panu powiedziałem, nic więcej nie wiem. Napiję się Pan czegoś, bo nawet nie zapytałem? - Nie, dziękuję, będę już leciał- skierował się do drzwi, obejrzał jeszcze pokój, podał mi rękę i wyszedł. Usiadłem na fotelu i zacząłem płakać. Tak bardzo było mi jej żal. Była taka młoda, miała pełno planów których już nie zrealizuje. To wszystko wina tego jej nowego faceta. Skurwiel spierdolił jej życie.

Zimne piwo, które otworzyłem trochę mnie uspokoiło. Wyjąłem swój pamiętnik i zapisałem kolejnych kilka linijek.

. Dziś głos który usłyszałem to był głos Izabelli. Głos umarłej Izy. Nie zdążyła mnie przeprosić za to, że mnie zostawiła. A tak bardzo chciała. Już nie musiałem jej pomagać. Mówiła do mnie zza światów. Pewnie jeszcze wiele razy ją usłyszę.

Moje skupienie nad pisaniem dziennika przerwał huk. Jakby ktoś rzucił czymś ciężkim w ścianę mojego domu. Położyłem pióro i podszedłem do okna. Było już późno. Wiatr kołysał drzewa i wiał coraz mocniej. Zanosiło się na kolejną burzę. Wpatrywałem się w okno by zobaczyć coś co było powodem tego hałasu. Pod drzewem naprzeciwko mojego okna stała postać. Była nieruchoma. Wpatrywała się we mnie. Stałem jak wryty, również patrząc w jej stronę. Zdobyłem się na odwagę i krzyknąłem - Hej, kim jesteś? Czego chcesz?! Postać wyraźnie poruszyła się, zrobiła krok do przodu i stanęła. Nadal nie widziałem kim była. Jej oczy zrobiły się białe, świecąc wyraźnie na tle czarnej sylwetki. Otworzyłem drzwi i wyszedłem jej naprzeciw. Kiedy próbowałem podejść bliżej nagle osunąłem się na drzwiach mojego domu, łapiąc ledwie oddech. Gdy czarna sylwetka zaczęła się do mnie zbliżać, próbowałem wstać i uciec do domu. Jakaś potężna siła ponownie osunęła mnie w dół. Poczułem zimno i dreszcz na plecach. W tym momencie nie potrafiłem wydusić z siebie żadnego słowa, wydać najmniejszego dźwięku. Spojrzałem przed siebie. Czarna zjawa stałą nade mną i wpatrywała się swoimi białymi, martwymi oczami. Po chwili nachyliła się i wyszeptała Nigdy więcej tego nie rób, nie wolno Ci. Ostrzegam Cię. Zamknąłem ze strachu oczy. Gdy je ponownie otworzyłem postaci już nie było. Dla pewności rozejrzałem się dookoła. Niedowład kończyn dolnych powoli ustawał. Spróbowałem zgiąć jedną nogę. Powoli podnosiłem się, by stanąć na nogi. Siedząc na fotelu, dochodziłem do siebie. Zaczynałem bać się coraz bardziej i czułem się bezradny. Nawet moja wiedza o tych sprawach zdawała się być kroplą w morzu.

Głos, ostrzegając mnie przed tymi złymi, chciał mi przekazać bym był ostrożny w stosunku do ludzi umarłych,ludzi po tamtej stronie, którzy za życia popełnili wiele złego i nie zdążyli naprawić swych błędów. To właśnie oni mogą mnie prześladować. Pytanie tylko w jakim celu? Odpowiedzi jeszcze nie znam, ale z czasem pewnie nasunie się sama. Jedno jest pocieszające, nie muszę obawiać się żywych.

Ostatnie zdarzenie kompletnie wytrąciło mnie z życiowego rytmu. Prze długi czas nie potrafiłem znaleźć w sobie siły do dalszego życia. To co zobaczyłem, z pewnością niejednego pozbawiło by poczucia rzeczywistości. Dopiero po kilku dniach zacząłem zadawać sobie pytania. W jakim celu odwiedziła mnie postać zza światów? Co musiałem uczynić, że ją ujrzałem? Tak jak wspomniałem w moim pamiętniku, dowiem się prawdy,albo ona sama wyjdzie na jaw. Mogę sobie tylko obiecać, że tak łatwo się nie poddam i będę dalej poznawał świat umarłych, czy oni tego chcą czy nie. Bo po tym czego doświadczyłem, uważam że istnienie takie świata jest możliwe.

3

Gdy wszedłem do sali, by poprowadzić kolejny nudny wykład o filozofii, spostrzegłem skupiony na mojej osobie wzrok studentów. Miałem wrażenie, że bystrość ich umysłu, już zdążyła zauważyć, wydarzenia ostatnich dni. Kiedy podjąłem inicjatywę rozpoczęcia wykładu studenci, już w skupieniu, udawali zaciekawienie moją osobą i tym co mam im do przekazania. Przez chwilę utwierdziło mnie to w przekonaniu, że moje zaangażowanie w wykład chociaż przez chwilę ma rację bytu. Doszedłem do tablicy, kredą zacząłem wypisywać im filozoficzne hasła i daty. Nagle poczułem wewnętrzny niepokój i przyspieszone bicie serca. W pewnym momencie kreda wypadła mi z dłoni, oparłem się o tablicę i poczułem zimne przebiegające mi po plecach dreszcze. Dobiegło do mnie kilka mieszających się ze sobą głosów. Przez kilka sekund sekund słyszałem krzyk przerażonej kobiety, która gdzieś w oddali wołała o pomoc. Jej głos zanikł pod wpływem głośniejszego, silniejszego tonu pochodzącego od mężczyzny, opętanego przez szał. Był przerażający, wręcz psychopatyczny. Głosy zaczęły nachodzić jakby na siebie, przekrzykiwały się nawzajem. - Nie proszę nie rób tego! Proszę nieeeee! Pomóżcie mi !!!- usłyszałem z tyłu, jakby za mną ktoś to wykrzyczał. Poderwałem się energicznie i odwróciłem. Cała sala młodych ludzi patrzyła na mnie, jak na debiutującego aktora, który próbuje wczuć się w rolę by zdobyć najwyższe uznanie. - Wszystkich was pozabijam, ciebie też suko!!!!!!- szaleniec stał gdzieś z boku i krzyczał, wariował w mojej głowie. Złapałem się na głowę, potarłem czoło rękoma. Ponownie skierowałem się twarzą do tablicy. Moje palce zacisnęły się w pięść. Wargi wykrzywiły mi się w nienaturalny sposób, podobnie jak na filmach o demonach i opętanych kobietach, które poddane seansowi egzorcyzmu w nadludzki sposób wykrzywiały swoje ciało. Zamknąłem oczy by lepiej znieść cały ten trud. Oddychałem głęboko. Głosy powoli odchodziły. Pod koniec usłyszałem coś jeszcze. Swoje imię. Kobiecy głos wypowiedział moje imię. To była ona..........Agnieszka. Prosiła mnie o pomoc z tamtej strony. Zupełnie tak samo jak kiedyś, gdy miała jakiś problem. Jej ton głosu wyrażał rozpacz i bezradność. W moich oczach poczułem zbierające się łzy. Wziąłem kolejny głęboki oddech. Już na samym końcu nastała w mojej głowie cisza i uczucie zimna. Głosy odeszły. Zostałem tak jeszcze przez chwilę przy tablicy. Gdy już poczułem się lepiej, odwróciłem się do tablicy, w stronę moich studentów. Ich pytające spojrzenia dały mi do zrozumienia, że ich uwaga jest na tyle czujna, by zauważyć moje dziwne wręcz zachowanie. Uśmiechnąłem się do nich i powiedziałem otwarcie: - Nic mi nie jest! Przepraszam, poczułem się chwilowo źle, kontynuujmy wykład. Dzień zbliżał się ku końcowi. Gorący prysznic dobrze mi zrobił. Poczułem się zrelaksowany i spokojniejszy. Usiadłem na kanapie, wziąłem do ręki pióro, a na stole postawiłem kieliszek z czerwonym winem. Otworzyłem swój dziennik i zacząłem pisać.

Spotkanie z umarłymi nie mają już charakteru czysto słuchowego. Oni zaczynają już nie tylko szeptać, ale mówić do mnie. Teraz moja znajomość z nimi ma wymiar realny. Widzę ich, i czuję w moim domu. Stają się niebezpieczni,zaczynam się ich bać. Jestem bezradny w starciu z ich siłą. Skoro już zaczynają mnie odwiedzać, teraz pozostaje mi tylko czekać na wizytę Agnieszki....

Na samej górze strony napisałem datę. To był już 10 dzień mojego obcowania z umarłymi. Z każdym dniem dzieje się coraz więcej.

***************** Jesień na dobre zagościła w okolicy. Las, który otaczał mój dom i resztę pozostałych, przygasł trochę, tak samo jak odchodzące wczoraj z mojej głowy głosy. Liście opadłe z drzew utworzyły przyjemną złotą poświatę. Ptaki nie były już tak aktywne jak latem. Pokazywały się tylko te, których nie uśpiła jesień. Słońce próbowało się przedrzeć przez c chmury, ale ich liczebność na niebie była zbyt duża. Jedynie pojedyncze promienie dały radę przecisnąć się przez luki w białych obłokach, sprawiając tym samym świat bardziej barwny i żywy. Żółte jesienne liście odbijały światło za pomocą kropli wody, które spadły wraz z pierwszym deszczem.

Wyszedłem z domu, przejść się po okolicy i wykorzystać aktywnie niedzielny czas. Mijałem domy sąsiadów i kłaniałem się każdemu napotkanemu z osobna. Część z nich pytała o powody mojej nieobecności na podwórzu moje posiadłości. Odpowiadałem zawsze w ten sam sposób zasłaniając się obowiązkami akademickimi. Spacer i jesienne powietrze poprawiło mi znacznie nastrój. Zacząłem myśleć pozytywnie a rozglądając się dostrzegałem piękno przyrody. Nie myślałem o niczym, mój umysł był kompletnie pozbawiony jakichkolwiek obrazów i zdarzeń. Postanowiłem przyspieszyć kroku i zacząć lekki bieg. Minąłem leśne wzniesienia, głęboko wciągając powietrze przez nos. Nadmierna dostawa tlenu, spowodowała lekkie zawroty głowy, które fachowo określane są hiperwentylacją. Objawy minęły po chwili i w żadnym stopniu nie przeszkodziły mi w kontynuowaniu biegu. Przyspieszyłem trochę, bieg zaczął sprawiać mi ogromną frajdę. Czułem, że mój puls przyspiesza, serce zaczyna bić mocniej. Niestety po kilku minutach musiałem się zatrzymać. Pochyliłem się i podparłem na kolanach. Nie byłem przygotowany do takiego biegu. Kołowało mi się w głowie.

Krzysiek!!! Krzysiek!!!- dobiegło zza moich pleców. Poderwałem się natychmiast i odwróciłem. Nie ujrzałem nic oprócz liści i drzew. Las szumiał delikatnie poruszany wiatrem. Krzysiek!!! Przestań się w to bawić!!!- usłyszałem ponownie Postanowiłem zareagować i zadać pytanie. W co się bawić, no w co się bawić?- wyprostowałem się i stałem sztywny- powiedz mi kurwa o co chodzi?!!!!W co ja się bawię?-wykrzyknąłem. Mój głos odbił się echem po lesie, płosząc ptaki. Przede mną pojawiła się ta sama postać, która nawiedziła mnie w moim domu. Stała i patrzyła się na mnie tak samo jak tamtym razem. Zebrałem się na odwagę i powiedziałem do niej podniosłym tonem: - No chodź tutaj!! Już się nie boję!! Nie wystraszysz mnie!!! Postać zrobiła krok do przodu ale zawahała się iść dalej. Zdenerwowałem się i zacząłem zmierzać pewnie w jej kierunku. Nie mówiłem nic, tylko szedłem. Zjawa cofnęła się i wyciągnęła rękę jakby próbowała mnie zatrzymać. Chciała pokazać mi, że nie ma złych zamiarów. Nie wzbudziła w mnie jednak żadnego zaufania i nie skłoniło mnie to do zaprzestania swoich zamiarów. Zaczęła się cofać, odchodzić, jakby się mnie wystraszyła. Zatrzymałem się i zacząłem się w nią wpatrywać. Ona również się na mnie patrzyła, a jej białe oczy rozszerzyły się. Znowu poczułem się sparaliżowany od pasa w dół. Jednak tym razem nie upadłem, tylko stałem i próbowałem utrzymać się na nogach. Daj mi święty spokój, do jasnej cholery zostaw mnie rozumiesz!!!!- wykrzyknąłem. Nie bój się nas, ale przestań pogrywać!!!-padła odpowiedz. Jej szepczący głos przyprawił mnie o dreszcz. Był taki tajemniczy i zimny.

Zapisuję właśnie kolejny dzień w swoim dzienniku. Kolejny dzień mojego życia i obcowania z siłami z tamtego świat. Świata umarłych.

15 Października 2012 roku. Kiedyś nie wierzyłem w coś takiego jak życie na tamtym świecie. Dopiero gdy zająłem się parapsychologią, stało się to dla mnie bardziej realne. Zacząłem wierzyć, w życie na tamtym świecie. Człowiek przecież w ciągu całego swojego bytowania, czucia, kochania i cierpienia, nie może odejść z tego świata jako nicość. Dusza człowieka wędruje gdzieś daleko, nie jest materialna,ale rozumna. Wędruje gdzieś w innym świecie, szukając swego miejsca. Dopiero gdy dokona tego czego nie dokonała za życia, zazna spokoju.

Kolejny poranek przywitał mnie za oknem mgłą i jesiennym zimnem. Świat za oknem zalany był białym mlekiem. Moje zmęczone ciało nie chciało zwlec się z łózka. Świadomość wolnego dnia od zajęć akademickich silnie przytrzymywała mnie pod ciepłą kołdrą. Była taka miękka i przyjemna. Czułem się jak zanurzony w delikatnej pianie, która napawała mnie błogim snem i spokojem. Jednak pomysły i myśli wygrały z chwilową melancholią. Zwlekłem się z ciepłego łóżka, zaparzyłem sobie gorącej kawy i włączyłem komputer. Próbowałem znaleźć jakieś fora na których mógłbym poczytać o ludziach mających podobne sytuacje z widzeniem i słyszeniem umarłych. Moim oczom ukazało się setek stron. Weryfikowałem je dokładnie, ponieważ niektóre nie budziły mojego zaufania, a większość z nich była durna i kompletnie odbiegała od tego czego szukałem. Po niespełna godzinie natrafiłem na forum, gdzie jakaś laska opisywała swoje zdarzenie ze zmarłym wujkiem, którego ponoć bardzo lubiła. Koniecznie musiałem je przeczytać, wydawało mi autentyczne. Być może dowiem się czegoś o czym wcześniej nie wiedziałem.

„ Kilka lat temu zmarł mój ukochany wujek. Bardzo go lubiłam. Pomagał mi jak tylko potrafił. Bardzo chciał bym poszła na studia, za które obiecywał płacić. Słowa dotrzymał. Niestety zmarł rok temu zamordowany przez jakiegoś bandytę. Nie zdążył zrealizować w życiu wielu rzeczy, a głównie nie doczekał moje magisterskiej obrony. Pewnie teraz byłby ze mnie bardzo dumny. Miesiąc temu poznałam fajnego faceta, z którym zaczęłam się spotykać. Było nam razem bardzo miło. Do pewnego momentu. Gdy spałam usłyszałam szept, który mówił mi coś takiego: - Weroniko, on jest złym człowiekiem, skrzywdzi cię. Strasznie się tego wystraszyłam, ponieważ było to bardzo realne. Pewnego dnia po tym jak kochaliśmy się na łóżku,odprowadziłam go do drzwi i położyłam się spać. Gdy zamknęłam oczy moje łóżko odsunęło się gwałtownie od ściany i powróciło z ogromną siłą. Pod oknem mojego pokoju ujrzałam postać, która pokiwała mi palcem i wyszeptała” Nie słuchasz moich przestróg Weroniko, nie słuchasz!!!. Postać stała taki wpatrywała się we mnie,by po chwili zniknąć. Byłam przerażona, nie wiedziałam co mam o tym o tym wszystkim myśleć.

Pomóżcie forumowicze!!! Przerażona forumowiczka.

Czytałem jej tekst bardzo uważnie i doszedłem do wniosku, że jej spotkanie ze zmarłym jak podejrzewam wujkiem bardzo przypomina moje doświadczenia. Żałowałem tylko że nie ma jakiś jej danych umieszczonych w sieci. Może wspólnie moglibyśmy dojść do tego co tak naprawdę jest powodem wizyt zmarłych osób. Pocieszające tylko było to, że nie jestem sam w swojej sytuacji. Widocznie osób z którymi kontaktują się zmarli jest więcej.

Zamyślony siedziałem nieruchomo przed komputerem wpatrując się w jeden punkt na ścianie. Powróciłem do rzeczywistości, dzięki pomysłowi który przemknął mi przez głowę. Powinienem zadzwonić do swojego starego kumpla Patryka, który jest maniakiem zjawisk nadprzyrodzonych i kiedyś uczęszczał na moje kółko parapsychologii. To był dobry pomysł. Podszedłem do okna, gdzie na parapecie leżał mój telefon komórkowy i pospiesznie znalazłem numer należący do Patryka. Nie musiałem długo czekać. Do mojego ucha dobiegł wesoły głos mojego kolegi -Siemasz Krzchu!!! Co się stało że się odezwałeś? Rozpadło ci się kółko i potrzebujesz kompetentnej osoby żeby to wszystko drgnęło z powrotem? Heheheheh- zawsze lubił mi dogryzać, a ja zawsze to u niego ceniłem i lubiłem. -Cześć, miło Cie słyszeć, przepraszam, że się nie odzywałem ale miałem masę spraw na głowie. Nadal jesteś podjarany parapsychologią i duchami? - Stary kręci mnie to jeszcze bardziej i nie zamierzam przestać. A co masz dla mnie jakiś temat?- w jego głosie słychać było zaciekawienie. -Chciałbym się z Tobą spotkać i pogadać właśnie na pewien temat, który właściwie dotyczy mnie. Ale nie jest to rozmowa na telefon. Możemy się jutro spotkać w knajpie na Zielonej, na jakimś browarze? - Jasne stary, chętnie pogadam. O której? - 0 20 pasuje Ci? - Luzik do zobaczenia - Do zobaczenia.

Po rozmowie z Patrykiem poczułem się pełen nadziei. Głęboko wierzyłem, że razem uda nam się rozwikłać tajemnicę całej tej mojej sytuacji w której się znalazłem. Jego wiedza o tej tematyce powinna wystarczyć do tego, by raz na zawsze przegonić nękające mnie zjawy.

4

Pojawiłem się w knajpie odrobinę wcześniej i zamówiłem zimne, duże piwo dla Patryka. Było dużo ludzi. Kelnerki w pośpiechu obsługiwały klientów. Sporo studentów właśnie tak spędzało wieczór, a po wypiciu kilku piw wychodzili z lokalu by udać się na nocne, uliczne wojaże. Wpatrywałem się w tych, którzy siedzieli niedaleko mnie i w emocjach opisywali co dzieje się w ich prywatnym życiu. Ciekaw…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych