Wróć do katalogu

Pan Śmierci

Coś o wampirach.

Harikein, opublikowano , 34 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

PAN ŚMIERCI

Słońce, zachodziło mieniąc sie purpurą, powoli rzucając cień, na dachy londyńskich kamienic. Drevyl, wampir pochodzący z Polski, a dokładnie z Krakowa, szybkim krokiem, mijał kolejne domostwa i ulice Londynu. Czarny kaptur, zarzucił na głowę, przykrywając, długie jasne włosy, teraz w czarnym płaszczu, stał się niewidoczny dla przechodniów, głownie wracających z tawern. Przystanął na chwilę, przy jednej z kamienic, pomacał rękojeść ognistego i ruszył w jedną z uliczek, prowadzącą do starej katedry, na obrzeżach miasta. Dwa miesiące temu, gdy wygodnie siedział w swoim pokoju i podziwiał widok, krakowskiego rynku, ze swojego okna- jakże pięknym, było dla niego to miasto.- nagle, przez to samo okno, do środka wpadł nietoperz. Przykucnął przy kufrze, umieszczonym obok drzwi, przeistaczając się w rosłego wampira. Drevyl, wstał od okna, podchodząc powoli do gościa. Wampir, stał nie ruchomo w blasku, świec, trzymając w ręku kopertę, z pieczęcią, Lorda. Drevyl, wbił wzrok, w posłańca. - To pieczęć Lorda Harda.- rzekł.- Wiadomość, dla mnie od ojca nas wszystkich? Ale... - Nie pytaj mnie, ja tylko, mam dostarczyć ci wiadomość od pana.- powiedział wampir, wystrzeżając kły. - Przybyłeś, z Londynu.- Drevyl, spojrzał na gońca.- Może zechcesz się napić wina? - Wina?- rzucił wampir.- Dziękuję ale wolałbym się posilić krwią. - Niestety, ale nie mam przy sobie, ani kropli.- Drevyl uśmiechnął się i podszedł do okna.- Tu na rynku, możesz zostać skrócony o głowę. Ale , pod zamkiem Wawel, krążą, złodziejaszki i żebracy. Może to, nie zabardzo smaczna krew, ale zawsze coś. - Lepiej, napić sie gorszej krwi, niż, już więcej nie ujrzeć pełni księżyca.- odparł goniec.- Bywaj. Wampir, zmienił się w nietoperza, i pofrunął w stronę zamku. Drevyl, usiadł przy biurku, na którym paliły sie dwie świece, otwierając kopertę. Z wielkim zainteresowaniem, czytał zawartość listu. - Zebranie w Katedrze?- zastanawiał się.- Grupa "Klinga", postawiona, przed oblicze, najwyższego. Coś się, dzieje wśród, wampirów? Księżyc świecił mocno, oświetlając nieco polną drogę. W oddali, cześć, panu nocy oddawały wilki, wyjąć przeraźliwie. Na horyzoncie, zamigotały sylwetki murów cmentarza, a nad nimi, wieża Katedry. Drevyl był już blisko. Przeszedł obok, murów starego cmentarza i stanął przy, bramie, w której stało dwóch wampirów. Strażnicy zatrzymali, polaka. - Rozchyl płaszcz.- powiedział pierwszy, czarnowłosy wampir.- Musimy cię sprawdzić. Drevyl bez, sprzeciwu dał sie przeszukać. Po chwili, znalazł się na ,dróżce prowadzącej do Katedry. Katedra, duża budowla, od przeszło trzystu lat stała pusta. Lord Hard, wziął ją, za miejsce spotkań i narad, ze swoimi najwierniejszymi szlachetnie urodzonymi wampirami i wojownikami, którzy dla ojca, dadzą się spalić żywcem. Dziś nadszedł, czas na takie spotkanie. Drevyl, przystanął , przy starej wierzbie, przyglądając się Katedrze. - Katedra, jak zawsze, piękna i taka nie zauważalna.- usłyszał za sobą kobiecy głos. Odwrócił się, by się przyjrzeć, z kim ma przyjemność? Zmrużył oczy. - Karina!- wykrzyknął. - Drevyl, miło cię znów widzieć. - Ile to już lat minęło? - Przeszło, cztery. - Od naszego ostatniego, spotkania i...- zmieszał się, z czoła polał mu się pot. - Romansu?- Karina, wampirzyca pochodząca z Czech, nie zapomniała o starej miłości. - Byłaś taka piękna.- urwał, uśmiechając się.- Nadal jesteś. Rzeczywiście, mało było wampirzyc o takiej urodzie, jak Karina. Blond długie falujące się włosy, opadały jej na ramiona, zakrywając połowę, pięknej twarzy. Swymi niebieskimi, oczyma, przykuwała spojrzenia nie jednego męszczyzn. I nie jeden, przez jej urodę, stracił życie. Znalazł się jeden, który się w niej przeszło sześć lat temu zakochał. Nadal, darzy ją uczuciami. Ten męszczyzna jest, Drevyl, wampir z Polski. - A ty taki pociągający.- uśmiechnęła się pokazując swe białe kły.- Nic się nie zmieniłeś. - Zegar, wskazuje prawie północ.- rzekł, kierując palec na zegar, który, jeszcze wskazywał godziny, z katedralnej wieży. - Czas, na spotkanie z najwyższym. - Więc chodźmy. W katedrze, oprócz pięknych malowideł, gdzie nie gdzie, jeszcze widocznych, wielkiego sklepienia, pod którym umieszczona była sala, która wampirom służyła za miejsce spotkań, o swojej obecności, przypomniał, chłód, który, zapanował nad salą. Przy, kamiennym ołtarzu, stała, czarnowłosa, piękna wampirzyca. Anastazja córka, Lorda, stała dumnie, w białej sukni, tuż obok, potężnie zbudowanego, czarnowłosego, Valka. Valek, długowłosy , w długim czarnym płaszczu wyglądał, bardzo groźnie. Grupa, siedmiu wampirów, należących do Klingi, siadła w dwóch ławach, naprzeciw ołtarza, po lewej stronie. Reszta, wampirów sama arystokracja, zasiadła w wolnych ławach. W Katedrze, rozległ się cichy śpiew, wampirzych dzieci, które z pomieszczenia po lewej, wprowadzały do sali, najwyższego. Wampiry wstały, z miejsc, oddając pełne szacunku pokłony. Drevyl, pochylił głowę, ukradkiem, zerkając na Karinę. - Proszę usiądźcie- odezwał się, Lord Hard, ojciec wampirów.- Zebraliście się licznie. Lord Hard, podstarzały wampir, spojrzał, zmęczonymi oczyma na salę. Długie siwe włosy, wolno opadały, na zmęczone wiekiem ramiona, okryte czerwono czarną peleryną. Usiadł na tronie, za ołtarzem, oddychając ciężko. Po jego obu stronach, stanęli córka i syn. - Dziękuje wam, za przybycie.-rzekł.- Niech spojrzę. Klinga w pełnym składzie? - Jak najbardziej, ojcze.- Valek, wskazał na dwie zajęte ławy.- Przybyli, w pełnym składzie. Na sali, zapanowało, pełne skupienie. - Dziękuję ci synu, za podpowiedź.- odezwał się Lord.- Jednak musisz wiedzieć, że wzrok jeszcze mnie nie opuścił. Valek, zmieszał się, nie okazując tego. Ojciec kontynuował. - Niech spojrzę.- przypatrzył się dokładniej.- Karina z Czech, Elwira z Francji, Kerlan z Anglii, Drevyl z Polski, Ivanowicz z Rosji, Woldar z Niemiec. Znakomicie.- Lord, ucieszył się na widok, każdego z Klingi.-- Pragnę, podziękować za waszą lojalność. Grupa, złożyła pokłon. - Zwołałem was tu, ponieważ, od przeszło kilkunastu miesięcy, dręczy mnie, cień pewnej osoby.- z każdym słowem, głos drżał mu coraz bardziej.- Ten wampir, jest bardzo, potężny i z każdym dniem rośnie w silę. Lord Hard, przetarł ręką, zmęczone czoło. Mówił dalej. - Pojawił, się z nikąd, i sieje na wschodzie zamęt. Morduje, torturuje i przelewa krew.- gestem ręki, przywołał do siebie Valka.- Synu, prosiłbym cię, byś dokończył. Valek, odrzucił, włosy do tyłu, wystąpił o krok do przodu i zaczął mówić. - Od kilkunastu miesięcy, jak wspomniał ojciec, przyglądamy się pewnemu wampirowi, siejącemu śmierć, na wschodzie.- Valek,stanał prosto, patrząc na każdego po kolei.- Wiemy że jest bardzo okrutny, a za swą zwierzynę, upodobał sobie Turków. Wywołał wojnę, nie tylko z ludźmi, zamieszkujących Turcje. Ale i wampiry, tam mieszkające, nie mogą czuć się bezpiecznie.- Valek, spojrzał na Anastazje. Anastazja, zeszła, i rozdała zgromadzonym, parę rysunków. - Jak, widać na rysunkach, nabija ich na pale.- Valek, mówił dalej.- Tak, kosztuje ich krwi, a nocą, karmi swoją armie wampirów. Pod swoimi, rozkazami ma ich, ośmiuset, oraz parę tysięcy ludzi. - O kim, mówicie?- wykrzyknął, jeden z wampirów.- To musi, być, potwór, a nie wampir. Anastazja, uciszyła go gestem ręki, by Valek mógł, kontynuować. - Tak, nam z początku, też się tak wydawało. Myśleliśmy, że to wilkołak, lub jakiś demon, który chce zawładnąć, Turcją. Jednak, okazał się, takim samym wampirem jak my. A przez te, miesiące, urósł w siłę, która może dosięgnąć i nas. Na sali zapanowała, wrzawa. Czyżby, nadszedł, wampir, który może przejąć ich wpływy, w Europie? Zapanować nad, klanem latami, budowanym, przez Lorda Harda, który jest tak silny, że kilku władców z Europy, którzy zwiedzieli się o istnieniu potężnego klanu wampirów, założonego w Londynie, od kilkudziesięciu lat, płacili regularną daninę, a nawet zbrojnie spierali, w walkach z wilkołakami. Teraz, miał to wszytko, przejąć, jakiś inny, niewiadomo skąd, a który już, przejął władzę, nad tureckim klanem? Nie mogli, do tego dopuścić. Lord Hard, uciszył trwającą kilkanaście, minut wrzawę, i nakazał Valkovi, dalej mówić. - Zwie się Vlad Palownik Teples.- Valek, zmarszczył brwi.- Nazywają go również Dracula, syn diabła lub smoka, jak kto woli. Anastazjo. Anastazja, rozłożyła mapę, na ścianie bocznej. Na mapie , umieszczona była Europa. - Dracula, działa, na terenach, wschodnich.- Powiedziała Anastazja, wskazując, wschodnią część Europy.- Na terenach, Mołdawii i Rumunii. Jego miejscem, gdzie wszystkim kieruje, jest Transylwania.- Anastazja, skończyła, mówić, siadając na ławie. Lord Hard, powstał z miejsca i zwrócił się do wojowników, należących do grupy " Klinga". - Klinga, jest najlepszą grupą, wyszkolonych wampirów, jakich posiadam.- przetarł, czoło z potu.- Dlatego, to oni, zostaną wysłani, do odległej Transylwanii, by uciszyć tego osobnika. Dracula, zechce, nas zaatakować i przejąć władzę w Europie. Nie możemy na to pozwolić. - Z Klingą, odbędziemy, osobne spotkanie, w sali, ojca.- dodał Valek. - Księżyc, za niedługo się schowa, a w zamian wzejdzie słońce.- rzekł, Lord.- Dziękuje wam, za wysłuchanie. Idźcie do podziemi, by, ułożyć się, do ostatniego spokojnego snu. Lord Hard, w asyście Valka, Anastazji i paru żołnierzy, wyszedł z sali, udając się, do swego pomieszczenia. Valek, ruchem ręki, nakazał wojownikom, by szli za nimi. W sali, która kiedyś służyła kapłanom, za przebieralnie, a teraz służy Lordowi, panował mrok, w sam raz dla, zebranych tu wampirów. - To, nie byle kto.-rzekł Lord Hard.- Zabicie go, będzie od was wymagało wielkiego poświęcenia. Czy jesteście na to gotowi? - My jesteśmy, równie groźni jak on.- rzucił, dumnie, Kerlan. - Tak, owszem, jesteście znakomici.- rzekł Lord.- Jednak, że on jest bardzo potężny. Świadczy o tym choćby, uczta jaką, wśród setki trupów, wbitych na pale, wydał na cześć swego zwycięstwa. W grupie, zapanowało poruszenie. - Jeśli popełnimy, błąd nas też czekają pale?- spytała, nie dowierzająco Elwira. - Hmn....- stęknęła Anastazja.- Nawet najmniejszy błąd, grozi takimi konsekwencjami. - Musicie być, bardzo ostrożni.- dodał, Lord Hard.- Wyruszycie, za dwa tygodnie. Przez ten czas, wyposażymy was, w potrzebny ekwipunek. A wy zagościcie, w katedrze, przygotowując się do wyprawy. 1 Karina siedziała, na parapecie, w swej komnacie, patrząc przez okno, na pełnie księżyca. Niebo tej, nocy było pełne gwiazd a księżyc, świecił bardzo jasno. - W taką, noc można by udać się na spacer.- z drzwi komnaty doszedł znajomy głos. Odwróciła się. W drzwiach, stała sylwetka, przystojnego wampira. - Drevyl. czy ty... - Zapraszam cię na spacer, wśród, drzew i gwiazd.- wszedł jej w słowo. Odgarnęła kępkę włosów, z czoła, z chodząc z parapetu. - Dobrze, przejdźmy się.- powiedziała, prosto do jego ucha. Noc była ciepła. Pod kopułą nieba, dwójka wampirów, spacerowała wśród drzew. - Wiesz, dalej.. Ach!- Drevyl, zająknął się, gdy jej wzrok napotkał jego. - No wyksztuś, to z siebie.- rzekła, kusząco. Serce zabiło mu bardziej, wiedział, że musi jej to powiedzieć. Tyle czasu, jej nie widział. Ale nadal kochał i nie mógł zapomnieć, o tamtych chwilach, spędzonych z Kariną. - Nie wiem czy? Czy Ty?-- nie mógł wyksztusić z siebie, żadnego słowa. - Powiedz co cię dręczy?- patrzyła mu prosto w oczy.- Nie kryj tego. - Kocham cię!- wykrzyczał. Oczy, zabłysły jej, niczym kotu, w blasku księżyca. Bez, żadnego namysłu, objęła go dłońmi. Na parę chwil, zapomnieli się w słodkich pocałunkach. Odepchnęła go lekko. - Ja też, cie kocham i to bardzo.- powiedziała, patrząc mu prosto w oczy. - Przyrzeknijmy sobie miłość, tu i teraz.- rzekł, Drevyl.- Niech księżyc, będzie naszym świadkiem. Złączyli się dłońmi i pocałunkiem, przyrzekając sobie miłość na wieki.

Po dwóch tygodniach, siedmio osobowa grupa, wampirów, była już w Słowacji. Zatrzymali się w opuszczonym, domu, w lesie, nieopodal gościńca, prowadzącego na wschód. - Dracula, nabił na pal, kolejną grupę, tureckich wampirów.- powiedział Valek, siedzący w kacie, na starym pniu. - Ile jeszcze, drogi nam zostało?- spytał Drevyl, nie spokojnie chodząc po pomieszczeniu. - Przeszliśmy tutaj, dzięki portalowi.- powiedział Valek.- Do Bukaresztu, zostało nam, jeszcze jakieś, miesiąc dwa drogi. - Może zapolujemy, na jakiś włóczęgów?- rzucił Ivanovicz. - Nie.- stanowczo, zignorował pomysł rosjanina, Valek.- Musi nam, wystarczyć zwierzęca krew. Nie możemy sie ujawniać. - Zaraz, wstanie słońce. Ułóżmy się lepiej do snu.- powiedział Kerlan, i ułożył sie w ciemnym miejscu.

****************

Stał na wzgórzu, ubrany w czarny płaszcz, wyglądał nadzwyczaj groźnie. Długie siwe włosy, niemo opadły na kołnierz, a niemy wzrok na kilkadziesiąt trupów, nabitych na pal. - Hrabio?- odezwał się, niski łysy człowiek, stojący obok niego.

Hrabia, gwałtownym gestem, uciszył podwładnego, w srebrnej kolczudze. - Widzisz, Degladzie, jak kończą nie posłuszni.- hrabia obdarzył go złowrogim spojrzeniem.- Jesteś, zaufanym generałem mojej armii. - I nie tylko panie.- rzucił generał. - I nie tylko.- potwierdził hrabia, Dracula.- Odział Drac, jest przygotowany na przybycie gości? - W pełni. - Żaden turek, ani inny, obcy wampir, mnie nie obali. - Armia Tórkow, jest liczna.- Deglad westchnął.- Będą chcieli u nas zagościć. - Drac, liczy osiemset, gotowych na wszystko wampirów. A te Turki są bardzo głupie. - Będzie to ich, ostatnia wyprawa na nasz klan.- Dracula uśmiechnął się na znak triumfu.- A potem, ruszymy na Europe.

Kilkadziesiąt trupów, Turków, nabitych na pal, gniło pod wpływem, gorącego słońca.

*****************

Noc była dosyć mglista, a widoczność prawie, że zerowa. Już od dwóch dni, szli w gęstwinie, lasu na pograniczu Słowacji. - Tak zwierzęca krew.- mruczał Woldar.- Przez to musimy, się włóczyć przez ten cholerny las. - Nie narzekaj.- powiedziała Elwina.- Mogło być gorzej. - Jak już dojdziemy, do Bukaresztu, napełnisz swój żołądek, świeżą krwią.- rzekł Valek. On też, był niezadowolony, z faktu że musiał pic zwierzęcą krew.

Gdyby, mieli pod dostatkiem krwi, ludzkiej, mogli by się, bez kłopotu, przemienić w nietoperze i przebyć drogę, w dwa razy krótszym czasie. - Jeszcze dzień góra półtorej i będziemy na terenach Węgier.- oznajmił Valek. Usiadł na zwalonym drzewie by chwilę odpocząć.

Reszta poszła, za jego przykładem, kładąc się lub siadając pod koronami drzew. Drevyl oraz Karina odeszli od grupy, trochę w głąb lasu.

- Jesteś taka śliczna.- powiedział zatapiając, usta w jej ustach. Stali tak, zatopieni w miłosnym pocałunku, niezważając na pohukującą nad ich głowami sowę. - Chciałabym, by już się to skończyło.- powiedziała, i odepchnęła go żartobliwie. - - A ja chciałbym, cię mieć na wieki.- rzucił, i przyciągnął ją z powrotem. - Ty mój kochasiu.- powiedziała kusząco, całując go namiętnie.

- Nasza parka, cos długo nie wraca.- odezwał się Kerlan, kosztując jagody, które przed chwilą zerwał z krzaka. - Chyba im nie zazdrościsz?- zaśmiała się Elwira, rzucając mu kuszące spojrzenie. - Chyba nie.- odparł Anglik, podchodząc do niej bliżej.

Po krótkiej chwili, zaczęli wspólną rozmowę.

Następne parę dni, minęły na przemierzaniu lasu, w mglistej, zimnej i deszczowej pogodzie. Przeszli już kilkanaście kilometrów, mając nadzieje, że, ujrzą wreszcie jakąś wieś, miasto, lub osadę. Nic z tego, wokół rozciągał się tylko las. Zatrzymali się, przy leśnej ścieżce, by odetchnąć. - Kiedy przekroczymy granice?- mruknął Woldar. - Brak mi krwi. - Spokojnie, jeszcze parę godzin.- wyjaśnił Valek. Drevyl, podrapał się po głowie, włączając się do rozmowy. - W sumie, to mogliśmy, zaczynać się w Bratysławie. - I napić się świeżej krwi.- rzucił Niemiec, krzywiąc się na samom myśl, że niemo że się napić świeżej krwi. - I zwrócić na siebie uwagę.- dodał, oskarżycielsko Valek. Ivanovicz, wstał z kłody, na której siedział, przeciągnął się ciężko, chwycił topór i zarzucił go na barki. - Zamiast się, kłócić, lepiej upolujmy coś na kolację. - Masz zupełną racje blondynku.- powiedziała Elwira, uśmiechając się pod nosem.- Upolujmy, jakąś zwierzynę. - Pójdę z wami.- dodał Drevyl. - Nie jest to zły pomysł.- rzekł Rosjanin.- Jednak, że twój świetny miecz, oświetlił by cały las. Drevyl zaśmiał się jak i cała reszta, z dowcipu Ivanowicza. - Mówię poważnie.- rzucił blondas.- Lepiej weź jakąś inną broń. Drevyl, szybko porwał miecz Woldara i z ciął nim, zwisającą nad jego głową gałąź. - Valek, zrób z niej broń.- powiedział do dowódcy. Valek, zaśmiał się i rzucił zaklęcie. Chwilę, później z gałęzi, zrobiła się piękna włócznia. - Dziękuję.- powiedział polak, chwycił za nową broń, i z dwójką towarzyszy ruszył na łowy.

****************

Suliman II, sułtan turecki,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych