Wróć do katalogu

Pandemonium

Carlina, kapłanka Pani IX Sił, chcąc dobra, niszczy je i siebie. Pierwsza cześć dłuższej opowieści- "Pandemonium"

muscari, opublikowano , 28 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Obudziła się już dość dawno, ale nie miała ochoty wstawać. Teraz powinna mieć dużo sił, nie wiadomo, kiedy będzie mogła znowu zmrużyć powieki. Nienawidziła spać pod gołym niebem. Przecież nie była żebraczką! Kiedy upewniła się, że nie da rady zasnąć, wstała. Skrzywiła się, wszystko ją bolało, musiała spać na jakimś kamieniu, albo korzeniu. Taaak... to korzeń. Nie było jej zimno, noc była ciepła, ale na trawie zaczęła osiadać się już rosa. Westchnęła i roztarła sobie ramię, zdrętwiało jej od niewygodnej pozycji. Skoro wszyscy jeszcze śpią, może mogłaby się wybrać na jakiś spacer? Byle dalej od nich. Najpierw jednak uklękła na brzegu płytkiego, zimnego ruczaju. Słońce jeszcze nie wstało, ale było już wystarczająco jasno, żeby dojrzeć coś w błyszczącym zwierciadle wody. Odsunęła długie blond włosy z twarzy i jak zwykle z niezadowoleniem stwierdziła, że są proste jak zwykle. Blada cera... No w końcu unika słońca jak tylko może. Regularne rysy, i oczywiście, mały tatuaż na skroni w formie dziewięcioskrzydłej ważki świadczyły o pozycji. Ale jakiej pozycji! Była kapłanką Pani IX Sił, którą czczono w całym królestwie i jeszcze dalej! Ale cóż jej z tego, skoro nie może służyć już w zakonie? I nie dostąpi zaszczytu ofiarowania. Przez kogo... Bandę prostaków, którzy odebrali jej dawne życie, zhańbili do końca życia, a teraz nie może od nich odejść. Nie chce na nich patrzeć, słuchać ich, i- o zgrozo- pracować dla nich! Jednak jej historia zaczęła się o wiele wcześniej. Pochodziła z bogatego rodu, uważanego i szanowanego w całym królestwie. „Elohir i Elanor Oronar” byli symbolem dostojności i zamożności. Zaproszenie na ich przyjęcie było równoznaczne z akceptacja całego środowiska. Elanor chciała mieć dziecko, chłopca, żeby zagwarantować ciągłość swojego rodu. Długo nie mogła zajść w ciążę. Złożyła duży datek u sióstr ważek. Zaszła w ciążę, po roku. Elohir z niesmakiem wysłuchiwał kolejnych planów, jakie miała jego żona co do dziecka. Domyślił się, że Elanor nie chodzi o spokojne, błogie macierzyństwo, tylko szukała kolejnego atutu. Tymczasem dom odwiedziły dwie siostry ważki, które oznajmiły Elanor, że urodzi... dziewczynkę! Całe jej plany runęły. Służki Pani IX Sił podsunęły rozwiązanie korzystne dla obu stron. Dziewczynka, jeśli tylko urodziłaby się z błękitnymi oczami i jasnymi włoskami miała zostać kapłanką IX Sił jako wymodlone dziecko. Tymczasem ród Oronarów miał zyskać większą rangę, posiadając przychylność Bogini. I rzeczywiście, urodziło się blondwłose dziewczę z fiołkowymi oczami. Wytatuowano jej dziewięcioskrzydłą ważkę na skroni i zakwaterowano w klasztorze. Elanor bez wahania zgodziła się na warunek, by córki nie odwiedzać przez 14 lat. Przez cały ten czas Carlina wdrażana miała być w życie ważek, uczona zasad i modlitw. O swoim pochodzeniu wiedziała niewiele, rodziców nie widziała nigdy, nawet o nich nie pytała. Nie znała prawdziwego znaczenia słowa „rodzina”, dla niej oznaczało klasztor. W świątyni dbano, by dziewczęta nie zaprzyjaźniły się, miały oddzielne cele, wspólnie, ale w ciszy jadały posiłki. I tak dorastały małe dziewczynki, z roku na rok stawały się bardziej oschłe i nie miały tego błysku w oku, który charakteryzuje małe dzieci. Nie miały w zwyczaju śmiać się, psocić, a nawet okazywać jakiejkolwiek czułości. Małe dostojniczki, w rządku, równo, ze wzrokiem spuszczonym maszerowały do świątyni na modlitwy. O czym myślały? Musiały przecież mieć w sobie odrobinę człowieczeństwa? Nikt nie odpowie na to pytanie. Carlina miała wielkie ambicje. Złościła się na dziewczęta łamiące statuty, modlące się zbyt krótko, lub wypowiadające niedokładnie formułki wołań. Była idealistką z hermetycznymi poglądami. Gdy miała 10 lat, zaczęła naukę historii oraz studiowała pismo. Nauka o przeszłości opowiadała o ingerencji Pani IX Sił w sprawy ludzkie. Oczywiście z pominięciem wojen, gdyż do tych Bogini się nie mieszała. To były rozgrywki sił zła, sił nieczystych. Carlinie zaczął się zarysowywać obraz świata, na którym człowiek- niedoskonała i próżna istota jest najmniej ważna. Wkrótce zaczęła stawać się inteligentną, piękną kobietą z ciętym językiem. Religii broniła cała sobą, a jeśli nie rozumiała, lub zauważała niedorzeczności niektórych praw, wmawiała sobie ich słuszność, doszukując się nieistniejących dowodów. I tak mijały lata, które mogły być najpiękniejszymi w jej życiu w innym świecie. Nie mieszkała już w ochronce klasztoru, witała gości przybywających do świątyni .Byli to głównie darczyńcy, i wielcy dostojnicy, chcący przemawiać tylko do starszych sióstr. Przychodzili i odchodzili, gdzieś do dalekiego, złego świata. Mimo zamknięcia Carlina była bardzo szczęśliwa, nosiła w sobie małą świątynię. Czternastolatka, dorosła kobieta, kapłanka. Małe dziecko w szklanej kuli. Posągowa laleczka. W wieku lat czternastu dziewczęta przechodziły święcenia. W czasie przygotowań, starsze ważki oznajmiły Carlinie, iż przyszło zaproszenie na bal do jej rodzinnego domu. Rodzice chcieli pożegnać się z córką, dlatego, ze wraz z przyjmowaniem święceń dziewczyna musiała się wyzbyć wszelkich więzi z życiem świeckim. Ważki zmusiły Carlinę do przyjęcia inwitacji, gdyż ona już nie czuła się związana z tamtym światem, i nie miała ochoty przebywać w towarzystwie pospólstwa, które parało się złą wojną. Dziewczyna przypomniała sobie, ze czytała w jakiejś książce ...w której to było?...o takich przyjęciach. To po prostu maskarada, cyrk urządzany dla potrzeb starych matron, które muszą pochwalić się nowym sznurem pereł, albo nowym zakupem pełnokrwistego rumaka. Kto ma więcej! Kogo kto zdradził! Kto ma więcej złota na ścianach... Mimo tego Carlina zgodziła się na podróż do domu jeszcze tego samego dnia. W końcu zawdzięczała tym ludziom pobyt w klasztorze. Wczesnym popołudniem po Carlinę przyjechał powóz. Prosty, taki, jakim Oronarowie wyposażali parobków i kuchty jeżdżące do miasta po produkty. Mimo to gładkie, malowane w motywy roślinne drewno zachwyciło dziewczynę. Podróż trwała niedługo, powóz toczył się szybko po nierównych drogach przez pola i łąki, nic nadzwyczajnego. Jednak Carlina jak oczarowana patrzyła są dalekie niebo, kłosy zbóż i nie mogła uwierzyć, że świat jest taki wielki! Dom był ogromny, większy nawet od klasztoru. Stangret zatrzymał wóz przed tylnym wejściem, tym dla służby, bo jakżeby Elanor miała pozwolić na wchodzenie łachudrze wejściem frontowym. Lniana suknia, luźna jak worek, a na nią narzucona peleryna z wcale nie szlachetniejszego materiału, włosy luźno puszczone nie szczotkowane nawet. Elanor jeszcze przed przyjazdem córki wydała odpowiednie polecenia. Kąpiel, wonne olejki i oczywiście nowa suknia. Kremowy jedwab, który zawstydził dziewczynę. Czuła się w nim odkryta. Mimo wszystko, gdy w końcu zeszła na dół, do sali bankietowej, przywitali ją rodzice. Ukłon, uścisk dłoni, cudowne dworskie obyczaje i ani krzyny uczucia. Zjechali się wspaniali goście, w obłokach duszących zapachów przemieszczali się w głąb rezydencji, wydeptując obcasami dziury w puszystym dywanie. Ogrom osób, z których może parę czuło do siebie sympatię. Wzrok zatrzymywał się na naszyjnikach z drogimi kamieniami, przesuwał się po złoceniach na sukniach i zwracał uwagę na kolejną osobę. A raczej na jej odzienie. Gospodyni wirowała z fałszywym uśmiechem, po równo rozdając dobrze wyważone komplementy i ukłony. Pod jedną ścianą chichoczące dziewczynki zerkały z zażenowaniem na wpatrujących się w nie młodzieńców. Carlina usiadła na miękkiej, za miękkiej sofie ręce ułożyła na kolanach i czekała na koniec tego przedstawienia. Starała się samym wzrokiem zniechęcać młodzian, którzy odważyliby poprosić ją do tańca. Krótkim „nie” zbyła dwóch a może trzech. Poczuła się bardzo zmęczona, wszystkie te dotąd nieznane rzeczy przestały ją interesować. Ogłoszono kolację. Nareszcie. Dziewczyna udała się do stołu, Usadowiono ją między chrząkającym, tłustym gburem, z monoklem krzywo tkwiącym w oku, a kobietą, której suknia i zachowanie oburzyły Carlinę. Czerwona suknia, której dekolt nie ukrywał prawie niczego. Tak samo krwiście czerwone usta, lekko rozchylone. Młodzi mężczyźni nie mogli oderwać od nich oczu. A ta kobieta? Uśmiechała się, toczyła luźne pogawędki, udając, że nie jest świadoma jak w chłopcach burzy się krew. Matrony musiały szturchać swoich mężów, zażenowane, ze złością spoglądały na kobietę, która budziła tyle zdrożnych myśli. Tu, przy Carlinie i Bogini działo się takie zło! Grzech zastygł w powietrzu, zagęścił atmosferę, aż Carlinie było ciężko oddychać. Nienawidziła. Tych grzesznych ludzi i tego grzechu, tej kobiety, tego świata. Carlina zacisnęła dłonie, ścisnęła z całym gniewem kryształowy kieliszek, tak delikatny, ze rozprysł się w jej dłoni i poranił rękę. Wzrok wszystkich, oprócz śpiącego barona, zwrócił się na Carlinę.

-Carlino?- matka wściekle spojrzała na dziewczynę. Taki wstyd! Nie dość, że pożytku z tej dziewczyny nie będzie, to jeszcze opinię psuje!

-Elanor, nie przejmuj się. Mam takie same kieliszki, zawsze jakiś pęka. Rzeczy piękne są, niestety, bardzo delikatne.- w obronie Carliny stanęła kobieta w czerwonej sukni. Na szczęście ogłoszono koniec uczty. Panie miały wybrać się do mniejszego saloniku, gdzie mogły porozmawiać, a raczej poplotkować, żeby nie przeszkadzać panom, którzy w innym saloniku mogli pograć w partyjkę kart i pozakładać się. Carlina była bardzo niezadowolona z towarzystwa tylu rozgadanych kobiet. Podeszła więc do okna i myślała o całym tym przedstawieniu, oraz o dniu ofiarowania. Niestety, przerwano jej kontemplacje. Zaczęła wsłuchiwać się w rozmowy matron.

-Fascynująca jest ta historia- powiedziała gruba baronowa, ubrana w błyszczącą zieloną suknię, dokładnie ukazując jej wątpliwą urodę.- Królową znałam osobiście, a potem ona tak... przepadła!

-Nie przepadła, ale została zabita.-ze znawstwem w glosie odezwała się żona majora, tego z purpurowym nosem.- Zabili ją, jej męża i dziecko.

-To ona miała dziecko?- poruszona wyszeptała baronowa-Toż to takie straszne!

-Ale trzeba przyznać, ze wojna była piękna. –odezwała się młodsza kobieta, w żółtej sukni, z oryginalnie dobranymi, czerwonymi koralami, opasającymi jej krótką szyję jak wąż.- dawno już poeci nie mieli dobrych wierszy, teraz chociaż wzrosła kultura!

-Dużo krwi musiało zostać przelanej... biedacy...-szepnęła znów przejęta baronowa.

- Tak, baronowo Fiedlin.- do rozmowy włączyła się kobieta w czerwieni- Tak biedne są ofiary swoich oprawców, których tak potępiasz, pani. Więc zaprzeczysz plotkom, iż układasz się z mordercami królów na zamku Wzajemności?- Młoda piękność zaczęła się uśmiechać.- na pewno to nie ty, pani, sprzedajesz bydło i owoce nowemu królowi, nie ty zapraszana jesteś na obiady?

- Eterno, ty tak mało rozumiesz...- gorączkowo zaczęła się tłumaczyć Fiedlin- ja tylko chciałam dobrze poznać wroga, żeby... żeby... Wojna to wojna, lecz później się kończy i musimy żyć! Wszyscy kochaliśmy starych panów na zamku, żal nam ich, lecz nie możemy ich opłakiwać do końca naszych dni! Może teraz będzie lepiej? Eterna zaczęła się śmiać. Miała śliczny śmiech. Zwróciła się do Carliny.

-A co ty myślisz o wojnie miedzy królestwami?- zapytała, a oczy wszystkich zwróciły się w jej kierunku. Chciano poznać, co o tej tak ważnej sprawie myśli kapłanka, osoba tutaj najwyższa rangą.

-Wojna w każdej swojej postaci, o każdy cel jest zła.- Zacisnęła wargi i powiedziała nie ukrywając satysfakcji- Bogini gardzi tymi, którzy parają się w wojnie- wycedziła dumna z siebie, że zrani tych ludzi. Dookoła rozległy się pochrząkiwania, lecz Eterna jako jedyna nie speszona nie dała za wygraną.

-Ciekawe, bardzo ciekawe, tym bardziej, że twoja bogini każe walczyć ludziom o swoje świątynie, obiecując im wstęp do świętego miejsca po śmierci. Czyżby kłamała? -Carlinie zabrakło tchu. Co miała powiedzieć, tej grubiańskiej, nieznośnej kobiecie? Jeszcze nigdy nie wiedziała tak zatrutych kłamstwem ludzi. Nie mogła patrzeć na ich twarze. – Wasze kapłanki przychodzą do domów i straszą wiecznym potępieniem za brak udziału w wojnie. Kradną małych chłopców ich rodzicom, żeby szkolić ich na mordercze bestie. Widziałaś kiedyś „milczących”? Strażników waszego klasztoru? Karmią się widokiem krwi swoich ofiar. Nigdy nie biorą jeńców. Wiesz kto ich szkolił? Wasze kapłanki. Carlina nie wierzyła. Znała „milczących”. Kobiety wpatrywały się w Carlinę wyczekując na odpowiedź. A jej zabrakło słów. Co mogła powiedzieć! Ach bogini! Ubrała twarz w pobłażliwy uśmiech i zwróciła się do Eterny.

- Poznałam „milczących”, którzy modlą się w kapliczce i błagają o miłosierdzie dla świata. Całe życie poświęcili Pani. Nie są mordercami. Bogini zsyła śmierć na zdrajców i niesprawiedliwych.

-Nie jesteś głupia. Jak wiec mogłaś uwierzyć w takie bzdury?- Eterna wydawała się zniesmaczona. Spojrzała na Carlinę ze szczerym smutkiem.- Popatrz na siebie. Czcisz dobro, a teraz nienawidzisz. Myślisz, co powiedzieć, żeby bardzo zranić tu każdego z nas. Tego cię nauczyła Pani IX sił? Te kłamstwa cię wykończą. Dlaczego starasz się tłumaczyć jej błędy? Dlaczego tłumisz w sobie szczery ból i zawód? –spojrzała na dłonie Carliny.- Popatrz jak krople krwi spływają po twojej dłoni, na ten piękny dywan. Skąd bierzesz siłę na obronę czegoś, w co nie powinnaś wierzyć?- Carliną wstrząsną dreszcz. Spuściła głowę. Eterna podeszła do niej z zamiarem przytulenia jej. Chciała pomóc tej zagubionej dziewczynie. Carlina podniosła głowę. W jej oczach widać było niebezpieczne, złote błyski. Po jej twarzy nie spłynęła ani jedna łza. Uniosła dłoń i uderzyła Eternę w twarz. Zaśmiała się. Inne kobiety łapały się za serca i wydawały okrzyki przerażenia.

- Piękne słowa.- Carlina okrążyła Eternę.- Piękne jak na kobietę, która nie ma żadnych zasad. Jesteś demonem. Zobacz na siebie! Jesteś nierządnicą... Wszystkie ją szanujecie, mimo ze ona zwodzi waszych mężów. Wy wszyscy zasługujecie na wieczne potępienie!…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych