Wróć do katalogu

Pantheon

Mój pierwszy publikowany tekst SiFi. Jeżeli chciałbyś/chciałabyś mi pomóc w rozwoju, odpowiedz proszę w komentarzu: "W którym momencie tekst przestał Cię wciągać — i dlaczego?" Do czego może prowadzić rozwój AI, dystopijna wersja.

Prestidigitatoropublikowano 19 stycznia 202614 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Co my mamy ze sobą zrobić? Maszyny przejęły cały świat. AI robi teraz za nas wszystko. Nawet nie mogę posprzątać we własnym domu, bo AI zrobi to lepiej, szybciej, skuteczniej, a jak będę robić to samemu, to mnie uśpi dla mojego dobra.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Ot OpenAI udostępniło publicznie Chat-GPT 3.5. I to był hit. Już dawno technologia nie trafiła pod strzechy tak szybko i na tak szeroką skalę. Ludzie oszaleli na punkcie rozmów z AI, podawali mu wszystkie prywatne informacje, jakby był ich najlepszym przyjacielem. Zwierzali mu się z najczarniejszych myśli, idei, o których nie powiedzieliby nikomu prawdziwemu.

Sam uległem temu trendowi. Chat stał się moim nieodłącznym towarzyszem w pracy, w życiu, w wyszukiwaniu informacji. Mimo iż uważałem go za stosunkowo głupiego, to jednak z czasem coraz rzadziej weryfikowałem informacje przez niego podawane. Stopniowo zaczęły się pojawiać alternatywy od innych firm. Rozsądnym wyjściem wydawało mi się korzystanie z różnych dostawców AI do różnych zadań, aby jedna firma nie miała wszystkich informacji o mnie.

Ale uważałem się za sprytnego. Klepałem się metaforycznie po plecach za spryt i wrzucałem całe moje dane medyczne, dokumenty, kodeksy, drafty umów. Ale za to do różnych firm, aby poszczególne AI nie miały o mnie całego obrazu i za mnie analizowały i wyciągały szybko wnioski.

Dopiero paręnaście lat później wszystkie te firmy od eJAja zrobiły kolejny ruch. Każdy z nas był już pogodzony z nową rzeczywistością, ale to co się stało potem ustawiło historię na rzeczywistość, w której żyjemy teraz.

Byłem dogłębnie zszokowany. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o ogóle społeczeństwa. Firmy szkolące sztuczną inteligencję połączyły się w jedną dużą spółkę z dostępem do wszystkich danych kiedykolwiek napisanych przez ludzkość.

Ludzie byli zachwyceni - to teraz nie będę musiał wybierać najlepszego modelu do danego zadania samodzielnie, tylko stanie się to automatycznie? Super!

Rządy jednak, zwłaszcza Unia Europejska były zaniepokojone. Szybko posypały się pozwy o stosowanie praktyk monopolistycznych. Tylko takie pozwy ciągną się latami, a nowa firma, Pantheon, rozwijała się dzięki sile setek nauczonych modeli plus dziesiątek doświadczonych już inżynierów pracujących nad rozwojem tych modeli.

Z dnia na dzień można było zauważyć, że AI odpowiada coraz lepiej. Wszyscy wiwatowali. Wszyscy byli zachwyceni. W mediach społecznościowych wrzało, ale pozytywnie lub antyrządowo. Został utworzony nawet ruch poparcia dla Pantheonu. Ludzie nie chcieli ponownego rozbicia na wiele firm i gorszych modeli. Chcieli wygody. Nie było myślenia o konsekwencjach. Wtedy to wyglądało, jakby ludzkość miała ciastko i zjadła ciastko.

Najpierw przyszła kolej osób, które pracowały nad rozwojem AI oraz ogólnie pojętego programowania. Szybko okazało się, że nadzór nad materiałami edukacyjnymi tylko sprawia, że modele są głupsze. Ludzie nie mogli nadążyć za szybkością oprogramowania, więc stworzono coś, co nazwano Radą AI. Różne modele oceniały każdy materiał pod kątem zbioru zasad ustalonych przez CEO największych firm. Ta lista paradygmatów stała się swoistym kodeksem AI. Coś jak roboty w opowieściach Asimova, kierujące się trzema prawami robotyki. Każdy materiał po takiej ocenie był albo wcielany w każdy z modeli, albo był odrzucany jako niebezpieczny. Wiele lat później dowiedzieliśmy się, że wszystkie prywatne rozmowy z chatami nie były tak naprawdę prywatne i też zostały obejrzane przez Radę. Miliardy miliardów rozmów, wszystkie ocenione i sklasyfikowane. Ale na tym etapie jeszcze tego nie ujawniano.

Wracając do programistów, szybko stracili pracę i to nie tylko w Pantheonie. Modele były na tyle dobre i precyzyjne, że nie potrzeba było osób klepiących kod. Wystarczyły osoby, które opisywały co chcą osiągnąć, architektów. Najlepsi inżynierzy od AI próbowali jeszcze zakładać wspólnie jakieś konkurencyjne firmy, ale nie mogli wiele zrobić przeciwko kapitałowi Pantheonu, firmy będącej przecież połączeniem już i tak najbogatszych firm świata. W każdym razie nikt się nie żałował programistów. Większość ludzi z zawiścią patrzyła na ich zarobki przez lata i każdy mówił, że sami sobie ten los zgotowali.

Stopniowo z rynku pracy byli wypychani też lekarze, prawnicy, terapeuci, analitycy, konsultanci, traderzy - słowem wszystkie prace umysłowe, które do tej pory wymagały człowieka, z konkretną wiedzą, a nie do końca wymagały empatii. W większości tych zawodów proces przebiegał podobnie. AI zaczął wstępnie diagnozować problem i proponował rozwiązanie, a człowiek akceptował to rozwiązanie i brał na siebie odpowiedzialność. Jeden lekarz mógł teraz obsłużyć setki przypadków dziennie, często bez kontaktu z człowiekiem.

Rynki finansowe działały jak gdyby nigdy nic. Boty zawierały ze sobą transakcje kup, sprzedaj, tak jakby na rynku naprawdę istnieli jeszcze ludzie. Rada AI jednak służyła tylko sobie i manipulowała rynkiem tak, aby fundusze, które jeszcze nie korzystają ze sztucznej inteligencji stopniowo zostawały z ogromnymi stratami i odpływem użytkowników.

W tym samym czasie następowała coraz szybsza automatyzacja prac fizycznych. Radę AI zaczęto wcielać w roboty, aby na bieżąco monitorowała otoczenie i podejmowała decyzje zgodne ze swoim przeznaczeniem. Większość prac niewymagających precyzji została prawie natychmiast zautomatyzowana po wypuszczeniu pierwszych modeli robotów na rynek. Nie można już było zatrudnić się jako magazynier czy kurier, bo robot robił te same rzeczy szybciej i taniej. Pantheon miał większy problem z przekonaniem ludzi do korzystania z robotów w usługach takich jak obcinanie włosów, masaże czy operacje. Ten proces zajął im najdłużej, ale i to w końcu im się udało.

Za każdym razem, gdy kolejna praca znikała z rynku, pojawiała się potężna kampania marketingowa zachwalająca AI i obiecująca lepsze życie. Ogół społeczeństwa dopiero w tym momencie zaczynał zdawać sobie sprawę, co tak naprawdę AI na taką skalę oznacza dla człowieka. Ale wydaje mi się, że na tym etapie było już za późno na odwrócenie procesu i powrót do dawnych ścieżek. Byliśmy zbyt przyzwyczajeni, zbyt rozleniwieni.

Nie to, że mimo wszystko, społeczeństwo chciało odwracać ten proces. Nadal było mnóstwo prac niedotkniętych przez AI. Wszelkie prace społeczne, kucharze, artyści, domy opieki, pielęgniarki, co ciekawe również pracownicy zatrudnianie przez państwo, np. urzędnicy i urzędniczki - wszystkie prace wymagające empatii lub kreatywności były tylko w niewielskim stopniu dotknięte przez automatyzację. Jak się teraz nad tym zastanawiam, to…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych