Wróć do katalogu

Parentel tir Achar cz.10

dalszy ciąg

Ola R.opublikowano 19 lutego 201331 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Czułem jakbym budził się z letargu. Wszystko było wyrazistsze, obce i dziwne. Patrzyłem na siebie z pogardą zza krat własnego umysłu, ale nie godziłem się już z nimi. Irina została Trimaną, mój udział w historii ludu już się skończył. Pierwszy raz odkąd pamiętam byłem wolny, wolny od odpowiedzialności za innych. Ochrona ludu to już ani moje prawo ani mój obowiązek. Nikt nie śmiał pytać o to, co się działo. Nawet Blon nie wywarł na mnie żadnej zemsty. Byłem spięty i poważny. Drapieżnym okiem patrzyłem na ludzi wokół mnie. Wyświadczałem przysługi komu mogłem, tu drobne pomoc, tam informacja lub skradzione resztki jedzenia. Gdy Szaleniec się dowie, co się stało będzie chciał mnie zabić, a wówczas każda pomoc może zdecydować o życiu lub śmierci. Przemykałem jak szczur po korytarzach, ale odzyskałem swoją dumę. Chyba to czuli, częściej niż wcześniej mnie znieważali i bili. Ale nie pochylałem już głowy pokornie jak trzcina w porywach wiatru - teraz patrzyłem im w oczy. W otchłaniach umysłu powtarzałem ich imiona i nazwiska przysięgając im zemstę. Niektórzy peszyli się i cofali uniesione do ciosu ręce, inni wyręczali się własnymi niewolnikami. Kli wychodził z siebie żeby ukryć moje sińce i zadrapania. Kilkakrotnie nawet zabronił mi przekraczać próg sali jadalnej. Żył w strachu, że Cesarz coś zauważy. Ja za to czułem się spokojny, opuścił mnie niepokój. Szaleniec nie mógł dłużej wykorzystywać mnie przeciw ludowi czy rodzinie. Co by się nie stało nie zrani już moich bliskich. Byli bezpieczni, z dala ode mnie. Ich serca i dusze z czasem się zabliźnią i uczynią ich silniejszymi, zwłaszcza Irinę. Przestałem być zagrożeniem, stałem się zagrożony. Gdy prawda wyjdzie na jaw Cesarz może mnie zabić lub wpierw torturować. Nie bałem się już prostej śmierci, gotów byłem przyjąć ją jak przyjaciółkę z otwartymi ramionami. Ale gdyby chciał mnie pognębić zacząłem ćwiczyć. Potajemnie, nie odkrywając myśli przed nikim badałem granice rozkazów. Przygotowywałem się do walki o swoje ciało, jednocześnie gotując ciało do walki o życie. Kli, Torgor i Bran dziwnie patrzyli na mnie, gdy po całym dniu ciężkiej pracy zaczynałem biegać, rozciągać się i powtarzać wyuczone ruchy w walce z nieistniejącymi przeciwnikami. Czasami wychodzili popatrzeć, śmiejąc się przy tym i pogwizdując. Ale byłem wdzięczny Kli, że mi tego nie zabronił. Odnalazłem też czas na odmawianie modlitw do siedmiu dziwiąc się wielce z jakimi trudnościami przychodzi mi ten święty obowiązek. Tak łatwo było go porzucić na rzecz snu i zabaw, a tak ciężko powrócić do dróg, którymi chadzałem nim nauczyłem się mówić. Każdego wieczoru paznokciem żłobiłem rysę w koi licząc ile ich upłynie nim wiadomość dotrze do Szaleńca. Założyłem, że Irina nie będzie zwlekać z tym chcąc ukrócić moje męki. W sytuacji, gdy straciłem wartość prawdopodobne było, że czy to w przemyślany sposób czy w ataku szał Cesarz mnie zabije. Teraz jednak wiedziałem, że tak nie będzie, że on zrobi wszystko abym żył i cierpiał jak najdłużej. Miałem mało czasu by zrozumieć, co się ze mną stało. Muszę umrzeć lub uciec nim spadnie na mnie gniew Cesarza- na samą myśl o tym, co może mi zrobić kuliłem się w sobie ze strachu. Czułem, że w ciemności, która go wypełnia kryje się groza, której nie chciałem poznać. Nie chciałem odczuwać bólu ani cierpieć. Nie chciałem. I była to jedna z najważniejszych prawd mojego nowego życia. Uderzyło we mnie jak wiele rzeczy robimy nie przymuszenie, ile tak naprawdę wykonujemy bez wyraźnego polecenia. Do tej pory Kli tylko kilkakrotnie użył rozkazów, ale zawsze w formie kary za mniejsze lub większe zaniedbania. Baliśmy się bólu i stawaliśmy się sami niewolnikami własnych lęków. Kluczem był umysł. Nawet, gdy kończył się przymus zachowywaliśmy się tak jakby wola tych, którzy są nad nami była naszą wolą. Bacznie obserwowałem co robi i mówi Kli, kiedy tak naprawdę staję się bezwolny, a gdy zdobyłem już trochę wiedzy zacząłem eksperymentować. Przestałem robić to, co powinienem,a zacząłem tylko to, czemu nie mogłem się sprzeciwić.

Kli uważnie obserwował Karigana. Cokolwiek stało się tamtej nocy odmieniło go, obudziło. Mężczyzna zastanawiał się czy chłopak był gotowy. Czuł jak rośnie w nim napięcie i bunt, jakby przechodził odwrotną drogę od wszystkich zaczynając od akceptacji i przechodząc do walki. Tak czy siak koniec był ten sam - złamanie i pogodzenie się z losem. Kli westchnął ciężko. Chłopak był bystry, jeśli ktoś mógłby uciec to właśnie on. Ale nikt nie opuści miasta bez polecenia Cesarza, a kto by odesłał swoje największe trofeum? Kli pamiętał co się działo z tymi którzy próbowali ucieczki i mimo upływu lat te sceny wracały do jego pamięci. Ale mimo wszystko, mimo cesarskich zabezpieczeń, pokazowych śmierci i wypaczonego umysłu Kli wiedział, co jest dobre a co złe. I znalazł innych, którzy podzielali jego zdanie. Byli tylko małymi trybikami w doskonałej machinie Cesarz, ale to wystarczyło by mieć nadzieję, że go osłabią. Ostatnia nadzieja, która im pozostała po schwytaniu Parentela. Bo przecież żaden ojciec nie skaże jedynego syna i dziedzica na śmierć. A jeśli Karigani upadną to upadnie wszelki realny opór. Pozbawione organizacji rozproszone plemiona za przełęczą nie stawią oporu,a wkrótce rzesz cesarskich niewolników zaleją sprzeciwiające się jego władzy ludy a odpowiednio ukierunkowani władcy zajmą się zarządzaniem nimi. Idealny świat bez korupcji, bez zdrady, bez kłamstw. Idealny świat bez wyboru. Kli zwrócił myśli ku chwili obecnej. Parentel sprawiał coraz większe kłopoty, opóźniał prace, zachowywał się bezmyślnie, potrzebował coraz bardziej szczegółowych instrukcji. Kli uśmiechnął się pod nosem. Też kiedyś był bystrym młodzieńcem.

Irina tylko przez chwilę wahała się nim weszła do komnat w której oczekiwał na nią mędrzec. Jeteś Trimaną, pamiętasz? Nacisnęła klamkę. Mężczyzna wyglądał przez okno stojąc tyłem do wejścia. Odwrócił się do dziewczyny z uśmiechem. Trimaną po raz kolejny zaskoczył jego młody wygląd. W ogolonej na łyso czaszce błyskały pełne życia oczy o niezwykłej barwie. Lśniły zielenią, błękitem i nieskazitelną bielą. Całej jego postaci nie dawano więcej jak trzydzieści wiosen. - Witaj panienko.... Trimano - poprawił się natychmiast lekko skłaniając głowę - Chciałaś mnie widzieć. - Tak - wyszeptała zdziwiona mieszaniną uczuć, które wywołał widok tej okrągłej, radosnej twarzy - Tak. Wciąż mam pytania. Mędrzec podszedł i położył ręca na ramionach przyglądając się przez chwilę jej twarzy poważnym wzrokiem. - Dlaczego kazałeś mi iść? Dlaczego puściłeś Parentela? Mężczyzna westchnął ciężko i znów odwrócił się w stronę okna. - Los twojego brata biegnie inną ścieżką. Jego czas się skończył. Teraz ty dźwigasz miecz i to co z nim związane. - Czemu? - Widziałem, co mogłoby być i ty jesteś najlepszą drogą dla ludu. Pzrentel prowadziłby nas w otchłań wojen i rzezi, a po nim już tylko upadek wyniszczonego ludu. Był silny i mądry, nie przeczę,ale nawet najlepszy kamień w nieodpowiednim miejscu zawali budowlę. Jego droga biegnie inaczej. Ale ty, moja droga - jego głos ożywił się nagle - ty nas poprowadzisz ku spokojnym latom, ty jesteś drogowskazem na rozdrożu. Jesteś silna, piękna i mądra, jeśli tylko starczy ci sił i woli o przekujesz wszystkie te elementy w Praminę jakiej jeszcze nie było. Jestem tylko dzieckiem, niewiele umiem. Powiedz mi lepiej jak mam wygrać z Szaleńcem? Pokonać jego wojska? Jak mam bronić ludu, gdy nie mogłam obronić brata? Posłałeś go na śmierć, a ja wszystko zrujnuję - przemawiał przez nią strach i rozpacz, ale mędrzec tylko uśmiechnął się - Parentel był pomyłką - rzekł surowo - Nigdy nie miał zostać Pramonem. Tak naprawdę przez te wszystkie lata czekałem właśnie na ciebie Trimano Irino tir Acharo. Tylko ty podołasz temu co nadciąga. Musisz tylko wykazać się wolą i obudzić się. Nie jesteś już dzieckiem. Jesteś Trimaną. Ty jedna nie możesz się bać bo gdy ty się poddasz runie wszystko, rozumiesz? Wszystko. - Dlaczego? - głos jej się łamał - Dlaczego ja? - Bo jesteś doskonała. Znasz to powiedzeni, że ciężkie czasy hartują wspaniałych ludzi? Masz wszystko czego ci trzeba. Krew jest w tobie silna, masz wokół mądrych i lojalnych ludzi. Możesz uciec jak głupia gęś i zostawić im władanie albo pokażesz, że jesteś godna nosić ten miecz i staniesz się tym czym zaplanowali bogowie, nim powstały ich imiona. Prychnęła zniesmaczona. - My sami kujemy nasze ścieżki, nie bogowie. My sami wznosimy się na wyżyny lub spadamy, gdy nie starcza nam sił i woli. Kręcimy kołem zmian z własnych chęci - dodała wolniej zrozumiawszy, że tylko ją podpuścił aby to powiedziała - Przypominasz mi swoją matkę. Choć niewieścia przybrałyście postać to w waszych żyłach płynie ogień. - Nie porównuj mnie do matki - ucięła Trimana zdecydowanym głosem - Podziwiasz ją, prawda? - Matkę? Oczywiście. Miała to czego ja nie mam, siłę, mądrość, zdecydowanie, upór. Była wspaniała, a ja jej nie dorównam. Mędrzec podszedł do dziewczyny i podprowadził ją do okna. - Zdradzę ci sekret Trimano. Pramina Agira lśniła niezwykłym blaskiem, ale mimo wszystko była ledwie porą świtania wobec poranka pełnego słońca. Tym właśnie jesteś, nowym, jasnym dniem. Czeka cię wiele pracy i trudów, bólu i łez,ale wzejdziesz i zabłyśniesz jak jeszcze żadna kobieta z twego rodu. Jestem z ciebie dumny i wiem, że w przyszłości też będę. Uwierz w siebie i obróć kołem zmian. Tylko skrzypienie drzwi oznajmiło, że mędrzec odszedł. Irina się nawet nie obejrzała. Czuła, że powiedział już wszystko a teraz zniknie, by powrócić nieoczekiwanie. Mowa mędrca wbrew pozorom pokrzepiła ją, dodała sił by zmierzyć się z nowymi oczekiwaniami. Wyjęła z pochwy miecz pierwszeństwa i przyjrzała się zdobionej w smocze ornamenty rękojeść. Była Trimaną. A to był czas wojny. Wyszła z komnaty i skierowała swoje kroki do gabinetu ojca. Wyczuł, że jest też tam Lewanan. Dobrze, pomyślała, koniec ukrywania się. Czas stać się Trimaną jakiej faktycznie potrzebuje lud. Koło zmian zaczęło się obracać.

Mędrzec opuścił pałac przez nikogo nie zatrzymywany. Zabrał konia ze stajni i tyle go widziano w mieście. A ludzie szeptali by zagłuszyć lęk i niepewność. Od pogrzebu Parentela pałac trwał w bezruchu, a oni bali się tej apatii. Czy rodzina pogrążona w bólu podoła swoim zobowiązaniom? Bardziej zobowiązani, bardziej narażeni. Odjazd mędrca ożywił ten niepokój. Czyżby Pramon stracił jego poparcie? A może młoda Trimana nie jest gotowa? Czy jednak, gdyby naprawdę tak było mędrzec by odjechał? Zostawił lud na pastwę losu? Niech Siedmiu broni! Ludzie zaciskali zęby i czekali. Wojna czy pokój, ryzyko czy pewność, sprawiedliwość czy zapomnienie? Po Parentelu było wiadomo, którą drogą podąży. Miłowano tego młodzieńca o poważnym spojrzeniu, wielbiono jego zwycięstwa. A to dziecko? Słodka, miła księżniczka. Czy znajdzie w sobie ducha i wolę by ich poprowadzić? Strach wisiał nad miastem jak złowieszcza chmura. Wiatry grały sprzeczne melodie na ulicach, wszystkie oczy kierowały się na pałac. Stamtąd padnie wołanie do walki lub do poddania. A żadna z tych dróg nie była pewna. Tylko strażnik przy bramie był spokojny. On, który widział uśmiech mędrca wyjeżdżającego za mury. Wiedział, że lawina ruszyła, choć nie widać jeszcze kurzu ani nie słychać łomotu kamieni. Decyzja zapadła, a lawina nabierała tempa. Strażnik po służbie wrócił do domu. Zjadł podaną przez żonę zupę i rozsiadł się na krześle ćmiąc fajkę. Nocą długo tulił swoją kobietę głaszcząc ją po włosach, gdy wypłakiwała mu w pierś swoje lęki. A rankiem spał głęboko i spokojnie. Nie zbudziły go szepty ani okrzyki ani stukot kopyt pod oknem. Pałac wypluwał gońców i posłów, jednego po drugim. Przez szerokie, zatłoczone ulice przedzierali się samotni jeźdźcy i potężne karawany, a z drugiej strony posłańcy przynosili wezwania dla niektórych obywateli. Pałac ożył ferią barw, głosów i ludzi, jakby chciał nadrobić zaległości ubiegłych dni. I choć żona strażnika krzątała się po domu, ciekawsko wyglądając przez okna to on sam spał głęboko. Wiedział, co się zdarzyło. Lawina ruszyła.

- Tato? - zagadnęła cicho Irina Nie chciała przeszkadzać ojcu w porannych rozmyślaniach w ogrodzie, ale odkąd Lewanan ustawił jej treningi a ona sama zaczęła zajmować się rządzeniem miała niewiele wolnego czasu. Pramon odwrócił się zaskoczony, że używała słów. - Tak? - Co tam robisz? - spytała nie wiedząc jak zacząć rozmowę - Niezapominajka - odparł Kartag otwierając dłonie, w których trzymał niewielki niebieski kwiatek - Twoja matka je lubiła. - Wiem, w domu zawsze rosły pod jej oknami- chciała dotknąć płatków, ale cofnęła rękę w ostatniej chwili - Mówiła, że wyglądają jak namalowane. Ojciec obserwował ją z troską na twarzy. Niewiele było sytuacji, by ktoś przerywał mu poranny spacer. - A jaki jest twój ulubiony kwiat? - Mój? - zdumiała się dziewczyna - Nie wiem. Mama lubiła te. Żadne nie wydają mi się piękniejsze od innych. Każdy ma swój urok. Wybrać jedne to jak zamknąć oczy na piękno innych. Kartag strzepnął kwiatek z dłoni i odwróciwszy się ruszył powoli ścieżką. Irina wahała się przez chilę, ale skoczyła za nim. - Kim jestem? - spytała łamiącym głosem - Kim będę? - Słucham? - Kartag odwrócił się stając twarzą w twarz z goryczą w obliczu dziecka - Jesteś moją córką Irino, Trimaną ludu. Cóż więcej mogę ci powiedzieć? Księżniczka pokręciła przecząco głową odrzucając jego słowa. - Nie. Jest coś jeszcze, coś czego mi nie mówisz- bacznie obserwowała ojca - Mędrzec powiedział, że Parentel był pomyłką, ale umarł żeby mnie bronić. Kim więc jestem, że poświęciłeś pierworodnego syna żeby mnie odzyskać? Tato - dodała widząc ból w jego oczach - ja muszę wiedzieć. - Co jeszcze mówił ci mędrzec - spytał Kartag mocnym głosem - Że Parentel by nas zgubił, a ja nas poprowadzę, że przyćmię matkę, że na mnie czekał, ale co to ma do rzeczy? - Dużo.... Może nawet wszystko - Kartag westchnął ciężko - Jest coś czego ci nie mówię, to prawda. W gruncie rzeczy jest wiele spraw, o których ci nie mówię. Ale uważam, że jesteś za mała. Dopiero co zostałaś Trimaną, będzie jeszcze czas na odpowiedzi. - Powiedz, ja muszę wiedzieć... Odkąd wzięłam miecz ma do tego prawo... A wiem, czuję, że czegoś mi brakuje. Kartag stał niewzruszenie wahając się w duchu. - Nie teraz, może kiedyś - odparł w końcu i odwrócił się od córki Irina zabiegła mu drogę. Gniew malował się na jej twarzy i roziskrzał oczy. Jakże podobna była do matki, pomyślał Kartag. - Powiesz mi albo sama się dowiem ! - zagrzmiała w myślach - Skazaliście go na śmierć, żeby mnie chronić. Ja go wciąż widzę, czuję jego ból, nie mogę spać po nocach bo ściga mnie kara za tę podłość. Muszę wiedzieć czemu go poświęciliście. Mów! Kartag cofnął się o krok zdumiony jej siłą. Podejrzewał, że jej moc wzrośnie, gdy przejmie miecz, ale nie sądził, że aż tak. Ugiął się przed jej gniewem. - Chodź- szepnął uciekając wzrokiem i kontynuował w myślach – Parentelowi nie było pisane zostać Pramonem. Mędrzec powiedział nam to, gdy matka nosiła go jeszcze w sobie. Ale nie potrafiliśmy się z tym pogodzić, zwłaszcza Agira. Myślała, miała nadzieję, oboje ją mieliśmy, że jeśli Parentel będzie doskonałym Trimonem to odmienią się ścieżki jego losu. Była dla niego surowa, czasami myślę że nawet za bardzo, ale to wszystko brało się z nadziei i miłości, zrozum. A gdy rósł te nadzieje rosły z nim. Pierwszym słowem jakie powiedział był 'lud', taki silny, taki mądry. Wielu mówiło, że rozwinięty ponad wiek. Zawsze posłuszny, grzeczny, poważny. Każdy rok był jak wyrwany śmierci. A potem urodziłaś się ty i było wprost wspaniale – rozmarzył się na chwilę wracając do…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych