Wróć do katalogu

Parentel tir Achara cz. 2

część druga

Ola R., opublikowano , 13 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Bracie Trimonie, bracie Trimonie.

W krainie białych mgieł postać Iriny pochylała się nade mną. Odcięty od prawdziwego świata mogłem z nią rozmawiać. Pokłoniłem się jej do stóp.

- Trimano, twój brat nie żyje. Miecz pierwszeństwa czeka na ciebie.

Uklęknęła przy mnie i objęła mnie.

- Nie mów tak bracie, uwolnię cię.

Chwyciłem ją za ręce i spojrzałem prosto w oczy.

- Nie wolno ci. Ja jestem trupem dla naszego ludu. Ty musisz żyć, dla ciebie ta niewola i to poddanie. Nie wolno ci tego zmarnować, Trimano nie wolno. Wrócisz do ojca – tyle obiecał mi Var Knosen a potem jak wszyscy dzierżący miecz pierwszeństwa będziesz chronić nasz lud i zrodzisz kolejne pokolenia naszego rodu. Twój brat nie żyje Irino. Jesteś teraz Trimaną ludu.

Nerwowo przełknęła ślinę, ale nie płakała już. Była silna bo nie miała wyjścia. Nagle wszystko zniknęło, rozpłynęło się. Świat ciała dobijał się do moich zmysłów. Obudziłem się dusząc się, gdy gruby powróz bezlitośnie zaciskał mi się na szyi. Chciałem go zerwać, ale związanymi za plecami rękoma nie mogłem nic zrobić, a czyjaś stopa wciskała mnie w ziemię uniemożliwiając ruch.

- Dość! - zarządził bezduszny głos – Postawcie go na nogi i przywiążcie do siodła.

Jakieś ręce podniosły mnie z ziemi i postawiły na nogi, gdy ja wciąż walczyłem krztusząc się i plując, o każdy oddech. Nic nie widziałem, czułem tylko jak powróz zmienia kierunek nacisku. Czułem smród zwierzęcia, a gdy uderzyło mnie ogonem po twarzy odganiając się od much wiedziałem gdzie stoję. Powoli odzyskiwałem wzrok. Powróz zawiązany wokół mojej szyi przywiązano krótko do siodła, na którym siedziała Irina. Patrzyła przed siebie choć musiała czuć jak boleśnie blisko jestem wydany na poniżenie i ból. Czemuż na bogów ojciec pozwolił jej wyruszyć? Czemu dała się złapać? Serce mi płakało nad złym losem siostry. Gdyby nie ona mógłbym spokojnie tam zginąć, a nie wydawać się na powolną niewolnicza agonię. Od chwili poddanie się jestem martwy dla ludu, lecz póki oni tego nie wiedzą, póki biorą ją jedynie za młodszą siostrę, domową maskotkę jak pojmują pozycję kobiet, póty mogę grać o jej powrót. Syknąłem z bólu, gdy stanąłem na lewej nodze. Ktoś rozciął nogawkę i oczyścił ranę, ale jej nie uzdrowił. Ból przypominający rozrywanie mięśni towarzyszył każdemu ruchowi. Z rękoma związanymi za plecami ciężko było mi utrzymać równowagę. Po chwili Var wskoczył na siodło za moją siostrą i pochód ruszył. Sznur napiął się a pętla zaczęła zaciskać się niebezpiecznie zmuszając mnie do utrzymywania tempa, a idący za mną strażnik co rusz szturchał mnie bym nie zwalniał. Var musiał nas przenieść, gdy byłem nieprzytomny bo żadnym ze zmysłów nie potrafiłem sięgnąć Lodowej Rzeki. Wkrótce zrobiło się na tyle ciemno, że Var zarządził postój. Któryś z żołnierzy przywiązał powróz do drzewa i mogłem usiąść, odpocząć na ziemi. Inni rozbijali namiot i znosili drewno na opał. Ja zapadłem w medytację wczuwając się we własne ciało, zagłębiając w mięśnie i włókna by odpędzić skurcze i zmęczenie długa drogą. Koński ogon zostawił mi delikatne strupy na całej twarzy, ale nie miałem sił się nimi zająć. Gdy wróciłem żołnierze gotowali posiłek nad ogniem. Czułem, że Irina znajduje się w namiocie i nie czuje się zagrożona. Jeden z żołnierzy postawił przede mną parującą miskę zupy.

- Rozwiąż mi ręce – powiedziałem, ale spojrzał na mnie przelękniony i odszedł

Żołądek burczał dopominając się swoich praw, ale nie zamierzałem chłeptać niczym zwierz. Rozpocząłem mantrę. Siedem jest istot w człowieku jak siedmiu bogów w niebiosach. Pierwsza jest istota kamienia – trwanie. Rzucony gna nie swoją siłą, ale patrzy przez tysiąclecia. Druga istota rośliny – bierne działanie. Choć tkwi w ziemi wybiera kierunek wzrostu i porę wydania nasion. Trzecia istota zwierzęcia – aktywne działanie. Ruch i poszukiwanie, a również okrutna sprawiedliwość złość za złość, rana za ranę. Czwarta istota człowieka – precyzyjne działanie. Kierujesz i tworzysz zdarzenia, wybierasz emocje i pojmujesz dobro zrodzone ze zła. Piąta jest istota ludu – moc. Siła przeszłości, zmysły duchowe, pojęcie roli kamyka w lawinie. Szósta jest istota mędrca, który przerósł moc ludu. Siódma to istota boska, a tylko siedmiu do niej sięga. Gdy otworzyłem oczy Var stał nade mną.

- Czemu nie jesz? - spytał kopiąc miskę ze stygnącą zupą

Bez słowa wskazałem na więzy. Zmarszczył brwi.

- Kto mu podał jedzenie? - spytał ostro, a wszystkie rozmowy umilkły.

Strachliwy żołnierz wystąpił przed wszystkich.

- Czemu nie uwolniłeś mu rąk? - spytał Var

- Ja... nie było rozkazu panie.... - jąkał się żołnierz

Var przyskoczył do niego, chwycił za gardło i podniósł bez wysiłku. Przerażony żołnierz bezsilnie wymachiwał nogami w powietrzu.

- Cesarski jeniec nie będzie chłeptał niczym pies! - ryknął dowódca – To Trimon parentel tir Achara, winniście mu szacunek i cześć psubraty!

Przerażone spojrzenia skupiły się na mnie by po chwili podążyć za ciśniętym jak szmaciana lalka w krzaki żołnierzem. Trimon Parentel tir Achara – Var nie wiedział, że ten człowiek już jest martwy, że jego ojciec odprawił już pewnie żałobne uroczystości nad stosem pierworodnego. Teraz Irina była Trimaną, choć to nie tytuł wzbudzał w żołnierzach lęk a moje imię. Parentel tir Achara. Nazywali mnie Cieniem Ciemności i Drzewnym Duchem, poznali mnie w czasie wojny, gdy szybkimi atakami z zaskoczenia rozbijałem wielkie formacje siejąc zamęt i zniszczenie. Raz zdobyłem nawet cesarską chorągiew, gdy Szaleniec nieopatrznie przesunął swój sztab. Przez długi czas atakowaliśmy ukryci wśród drzew, lecz gdy to odkryli Szaleniec kazał palić drzewa na drodze przemarszu swojej armii. Ale do tego czasu dostaliśmy konie – atakowaliśmy znienacka, najczęściej nocą. Niestety wszystko to było za mało by powstrzymać siły Szaleńca. Przegraliśmy tę kampanię i uciekliśmy za Lodową Rzekę licząc, że nie ruszą za nami. A przynajmniej, że zyskamy czas by zebrać siły. Któryś z żołnierzy rozciął mi więzy, inny podał nawet drewnianą łyżkę. Ująłem ją sprawnie w dłoń i zacząłem powoli spożywać wciąż letnią tłustą ciecz, choć powróz na szyi wciąż

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych