Wróć do katalogu

PARK

DZIEWCZYNA ZAKOCHANA W KRYMINALIŚCIE

annalidiabs, opublikowano , 34 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ciemne chmury na niebie zwiastowały rychłą ulewę. Kinga nie zwracała jednak uwagi na pogarszająca się pogodę.Ubrana była w lekką sukienkę dostosowaną do aktualnej pory roku. Szła zamyślona i bardzo smutna, obojętnie mijając przechodzących ludzi. Czy mogło być coś ważniejszego od tego co dzisiaj przeżyła.? Wszystkie ludzkie dramaty wydawały jej się nieistotne w tej chwili. Jeszcze tak niedawno, przed dosłownie godziną, szczęśliwa jak nikt, ubierała się przed lustrem, przymierzając multum sukienek,dopasowując makijaż i fryzurę. A teraz...teraz wszystko runęło. Nic nie zapowiadało klęski. Wczoraj wieczorem zadzwonił Robert i zapytał czy Kinga przyjdzie do ,,ich''parku.Zgodziła się bez wahania.Tak bardzo tęskniła. Od ostatniego spotkania minęły dwa tygodnie.Nie było chwili by o nim nie myślała. ,,Ich park''.Spotykali się tam od trzech miesięcy.Każda chwila była piękna.Spacery,pierwsze przytulanie i pierwszy pocałunek.Słowa o miłości,oddaniu i wiecznym szczęściu. Poznali się w maju.Wszystko kwitło.Ptaki szalały.Było jak w raju. Niby banalne a romantyczne było ich pierwsze spotkanie. Szła z zakupami.Mama była chora, tato w pracy.Trzeba było pójść do sklepu. Skróciła sobie drogę przez park.Nagle zza drzewa wpadł na nią kilkuletni łobuziak, goniący za piłką. Wszystko co miała w siatkach rozsypało się .Z pomocą pospieszył jej młody mężczyzna, idący akurat aleją. Łobuziak oczywiście umknął z pola widzenia. Tak właśnie poznała Roberta.Ona -zwykła siedemnastolatka, niczym się nie wyróżniajaca(tak myślała o sobie)i przystojny mężczyzna liczący sobie 26 lat. Różnica wieku jej nie przeszkadzała.Robert właśnie tym jej imponował.Był starszy, zrównoważony a nie w stylu jej rówieśników, którzy, jak jej się wydawało myśleli tylko o jednym. Zakochała się pierwszą prawdziwa miłością.Snuła plany na przyszłość, w których główną rolę grał Robert. Koleżanki jej zazdrościły.Patrzcie, patrzcie Kinga się zakochała -mówiły.I to w takim facecie. Kinga była szczęśliwa.Znosiła humory mamy i wiecznie zapracowanego ojca. Miała swój własny świat.Własną bajkę.I królewicza, który na każdym kroku pokazywał jak ważna jest dla niego. I wszystko to runęło tego sierpniowego dnia...

Zobaczyła go już z daleka.Jak zawsze był starannie ubrany i uczesany.Ale jakoś dziwnie mimo wszystko wyglądał.Jakby inaczej. Kinga podbiegła i przytuliła się do niego. Tym razem Robert nie przygarnął jej do siebie, tylko jakoś dziwnie spojrzał. - Kingo-powiedział-musimy porozmawiać bardzo poważnie. Przytuliła się mocno do niego. -Słucham-wyszeptała z uśmiechem -jesteś bardzo poważny dzisiaj i taki..taki inny -Kingo-wysłuchaj mnie proszę i nie przerywaj, dobrze? -Dobrze,słucham -Widzisz moje droga-powiedział Robert- jesteś bardzo młodziutka.Jestem starszy od ciebie o całe 9 lat. Nie znasz mnie dobrze.Zanim ciebie poznałem, miałem dziewczynę.Chodziliśmy z sobą długo. Potem rozstaliśmy się.Długo byłem sam, gdyż pracowałem bardzo intensywnie.A potem zobaczyłem ciebie i sama dobrze wiesz, byłaś dla mnie ważna. -Byłaś-zapytała Kinga-a nie jesteś -Właśnie chcę ci powiedzieć, nie przerywaj , proszę-powiedział Robert Widzisz, spotkałem Anitę miesiąc temu. Poszliśmy do kawiarni, wypiliśmy za dużo i... - I co?-Kinga była bliska płaczu -I wylądowaliśmy u mnie-szepnął Robert Kinga nie kryła łe,.lecz Robert nie przytulił jej i nie pocieszył, tak jak to bywało dawniej. - Kinga!!!-nie chciałem tego, naprawdę-tłumaczył- nie becz, choinka! Nie poznawała go.Zawsze taki ułożony , elegancki i subtelny. -Robert-dlaczego?-zapytała - Sam nie wiem dlaczego-odpowiedział -Słuchaj, ja ci wybaczę, jeśli to się nie powtórzy-łkała Kinga -Otóż to!-wykrzyknął Robert-jesteś skłonna mi wybaczyć, no proszę.Dziewczyno,za późno. Anita jest w ciąży, ze mną. Kinga nie czekała na dalsze słowa.Popatrzyła smutno i odeszła. Bynajmniej jej nie gonił, nie przepraszał, chociaż miała taką nadzieję. Cóż, serce nie sługa.Nie potrafiła go przestać kochać, chociaż każde słowo raniło. W końcu spadł deszcz.Kinga nadal ignorowała ten fakt.Świat przestał być ważny. Ha, już widziała miny koleżanek.Będą z niej szydziły. Ale nawet to jej nie obchodziło.Myślała jak odzyskać Roberta. -Jestem kretynką-myślała-zakochaną idiotką.Ale on i tak do mnie wróci i to niebawem. Musze go odzyskać .Tylko jak?

Zbliżał się wrzesień.Czas powrotu do szkoły po wakacjach. Niestety, Kinga nie odzyskała Roberta, chociaż widziała go kilkakrotnie. Wyglądał na zadowolonego z siebie.Czyżby się pomyliła sądząc,że zależy mu na niej. Przecież gdyby mu zależało , chyba chodziłby smutny. A może tylko udaje?Kinga karmiła się nadzieją.Wymyślała różne scenariusze. Niestety, Robert nie tylko wyglądał na zadowolonego ale on był zadowolony. -Głupia smarkata-myślał-tylko czas dla niej traciłem-rozum mi odjęło.Ani do łózka ani nic.Głupie to .Dosyć spacerków i buziaczków, jestem za stary na to. Jego była dziewczyna wcale nie była w ciąży .W ogóle nigdy nie miał dziewczyny. Lubił łatwiejsze laski. Na takie jak Kinga szkoda było mu czasu. Ona z kolei chodziła do ,,ich''parku.Płakała. Na szczęście czas leczy rany. Lekcje zaczęły się na dobre.Trzeba było się uczyć.Przecież Kinga chciała zdać maturę i dostać się na studia.Powoli zapominała o Robercie.. Jesień rozgościła się w parku. Kolorowe liście strząsał wiatr.Było uroczo i melancholijnie. Kinga szła powoli, zamyślona.Odkąd rozstała się z Robertem stroniła od koleżanek.Bała się głupich uwag i przykrych słów.Wolała samotność. W miejscu gdzie zawsze spotykała się z ukochanym przystanęła. Wszystko jej przypominało szczęśliwe chwile i romantyczne uniesienia.Oczy zasnuła mgła wzruszenia. Było tak dobrze -pomyślała-tak cudownie.Dlaczego on odszedł.Przecież nie istniej żadna dziewczyna będąca z nim w ciąży.Wszystko sprawdziłam.Dlaczego tak się stało? Usiadła na ławeczce.Nie chciało jej się wracać do domu.Prawdę mówiąc nic jej się nie chciało. -Wszystko jest bez sensu-myślała. Nieopodal na ławce siedziało dwóch chłopków, którzy od pewnego czasu patrzyli na dziewczynę. Jeden z nich nosił pseudo Karaś i był znany z nic nierobienia. Drugi Marco studiował na Akademii Sztuk Pięknych i był uważny za najprzystojniejszego faceta nie tylko na swej uczelni ale w ogóle wśród dziewczyn. -Te Marco,patrz co za cizia, niezła, co?-szepnął Karaś -Taka sobie-opowiedział Marco spojrzawszy na Kingę. Karaś podszedł powoli do dziewczyny....

- Cześć mała--Karaś stanął obok Kingi i patrzył na nią obleśnie Dziewczyna cofnęła się zatrwożona. Marco również podszedł i odsunął kolegę od Kingi. -Przepraszam cię-uśmiechnął się pobłażliwie.Mój kolega jest za bardzo śmiały. Jestem Marek, zwą mnie Marco a to Andrzej pseudo Karaś.Bardzo chcieliśmy cię poznać. Jak ci na imię królewno? Kinga popatrzyła na Marco i leciutko się uśmiechnęła.Podobał jej się .O czym on dobrze wiedział. Nie robiło to na nim wrażenia, udawał jednak,że każda dziewczyna jest dla niego najważniejsza ---Jestem Kinga. ----No proszę jak trafiłem, Kinga-królowa, dla mnie królewna ----Ej, ej-zawołał zapomniany Karaś-jakie dla ciebie-dla mnie ślicznotko możesz być cesarzową. Roześmieli się wszyscy. - Zapraszamy cię do ,,Kwiatowej'"-Marco zgarnął Kingę ramieniem. Nie oponowała .Chciała zapomnieć o smutkach i zmartwieniach. Pójdę,czemu nie-pomyślała Kinga-przecież jest dzień a w KWIATOWEJ na pewno jest pełno ludzi, nic mi się nie stanie. -Chodźmy, chodźmy-przytaknął skwapliwie Karaś-trzeba gardełko piwkiem przepłukać. -No co ty Karaś,taką dziewczynę chcesz piwkiem kusić?-roześmiał się Marco -Królewno, lubisz piwko? -zapytał -Raczej nie-odpowiedziała Kinga-herbaty bym się napiła albo kawy. Marco uśmiechnął się miło i wziął dziewczynę za rękę .Karaś powlókł się za nimi, myśląc,że niestety przy pięknym Marco wysiada. Kinga pomyślała,że jest miło.Smutki się rozpierzchły i miała nadzieję,że nie wrócą.Marco spodobał jej się od razu, a Karaś rozbawił .Co szkodzi iść z nimi, wydawali się być w porządku. Weszli do kawiarni, w której o tej porze był niewielki ruch.Godzina był dosyć wczesna. Myśli o domu przeleciały Kindze po głowie, lecz szybko zapomniała. Marco elegancko odsunął jej krzesło i zapytał czego się napije . Poprosiła o kawę cappuccino.rozejrzała się w około i poczuła się dorosła. Kelnerka przyniosła dwa piwa i kawę. -Królewno, co na co dzień porabiasz,-zapytał Marco. -Chodzę do LO-odparła Kinga -Ach tak-młodziutka jesteś królewno,ale to nie szkodzi, prawda?-zapytał -Mam całe 17 lat-obraziła się -Tak ,tak- rzeczywiście-wtrącił Karaś-co ty Marco wygadujesz, dziewczyna jest dorosła.Prawda Kingo? -Jasne,że jestem -zapewniła hardo -Nikt temu nie przeczy mała-zapewnił Karaś-dlatego wypijemy po malutkim kielonku winka, co? - Jasne-wykrzyknęła z entuzjazmem-chętnie.Poczuła się naprawdę dorosła, jak nigdy. Zamówili wino. Do kawiarni zaczęli napływać ludzie. Obok stolika gdzie siedzieli nagle ktoś przystanął. O rety-zawołał Marco nagle-Roberto to ty? Kinga odwróciła głowę i zaniemówiła.Nieopodal stał Robert, jej niedawna miłość.

Nie wiedziała co się wokół niej dzieje.Gapiła się na Roberta rozszerzonymi ze zdumienia oczami. On z kolei przysunął sobie krzesło i usiadł na wprost niej. - Co za spotkanie, doprawdy-rzekł z uśmiechem- wszystkiego bym się spodziewał, ale tego,że spotkam ciebie w takim miejscu, nigdy. -Wy się znacie-zapytał Marco - Owszem-szepnęła Kinga-trochę się znamy -Tak trochę-zakpił Robert -To strasznie fajnie stary- Karaś poklepał Roberta po plecach-mamy z głowy te pierdoły typu przedstawianie, -zarechotał-tu nie Wersal, ale mamy za to królewnę, prawdziwą, hehehe Kinga milczała.Było jej głupio i źle.Nawet chciała wyjść , ale pomyślała, że nie jest to dobre posunięcie. Marco obserwował jej ruchy, ironicznie się uśmiechając-.Lepiej zamówmy drugie winko-krzyknął-Jest okazja. Kelnerka przyniosła zamówienie. Kindze było trochę niedobrze, ale nawet sama przed sobą udawała,że wszystko jest ok. Chłopcy byli już nieźle wstawieni.Zaczęła się głupia gadka.Przestali zwracać uwagę na dziewczynę i rechotali,wulgarnie się wyrażając. .Kelnerka donosiła kolejne butelki wina.Miało cierpki smak i było dosyć drogie. Było już późno.W kawiarni panował tłok jak na dworcu kolejowym. Marco przypomniał sobie,że ta mała jest niepełnoletnia.Postanowił zachować się dzisiaj przyzwoicie i odprowadzić ją do domu. Wstał i podszedł do dziewczyny-hej mała ,czas do domciu-.Odprowadzę ją-powiedział głośno do kolegów Kinga wstała z ulgą i nie spoglądając na Roberta ruszyła za Marco. -Ale wracaj szybko-zawołał Karaś-winko stygnie, hehehehe Gdzie mieszkasz-zapytał Marco Na Morskiej-odpowiedziała mu. Poszli.Niemal musiała biec za nim.Jego uprzejmość się skończyła .Dziewczyna czuła wręcz,że facet chce się jej jak najszybciej pozbyć.Było jej przykro .Myślała,że jest w porządku. Był taki przystojny, aż za ładny na mężczyznę.Przypomniała sobie Roberta i serce zabiło jej mocniej. Na Morskiej Marco przystanął, rzucił krótkie,, cześć mała''i spłynął. Kinga weszła do klatki.Czy rodzice będą mieć pretensje o jej późny powrót?Była 23 godzina. Weszła cichutko do domu.Cisza.Wszyscy spali.Odetchnęła z ulgą.Rzuciła torbę do swojego pokoju,weszła do łazienki a potem cichutko, nie budząc nikogo, położyła się spać. Nie była pijana, ale czuła niesmak.Poszła sama z dwoma mężczyznami, ledwo poznanymi do największej w mieście speluny. - Oszalałam chyba-pomyślała-ale nie było tak źle, poza tym był Robert, och Robert,,,jak ja cie kocham. Zasnęła. Tymczasem w KWIATOWEJ.... -Zwariowaliście-ryczał Robert-to małolata, cicha i grzeczna panienka!!! -Ale Robuś no co ty, nie wiedzieliśmy,że ją znasz w ogóle-najeżył się Karaś -Zabraniam-krzyczał Robert-zabraniam wam ją zaczepiać bo... Daj spokój stary-Marco spojrzał na kumpla-co ci w ogóle szkodzi. Uspokój się.Trzymam rękę na pulsie. Przyłożył rękę do serca i poprosił kelnerkę o nowe wino.

Marco wstał przed południem.Przeciągnął się i ziewnął szeroko.Obok niego spała jasnowłosa dziewczyna. Poszedł do łazienki i obejrzał z niesmakiem swoje odbicie.Blond loki, tak bardzo podobające się dziewczynom, były potargane,niebieskie oczy -bez zwykłego blasku. Mieszkał z Karasiem w willi na peryferiach miasta.Czynsz ktoś tam płacił.Marca nie nie interesowało kto. Kumpel załatwiał wszystko.Nawet laski na noc.Nie bardzo pamiętał skąd wziął tę obecną. Spojrzał na zegar zawieszony w łazience,dziwactwo właściciela domu. Dochodziła godzina 12.30. Za późno -by pójść na uczelnię.Za wcześnie -by wyjść na miasto-pomyślał. Wszedł do eleganckiej i obszernej kuchni.Włączył ekspres do kawy i sięgnął po papierosa. -Hej, dziewczyno, wstawaj-krzyknął w stronę sypialni-muszę wyjść-skłamał. Blondynka weszła do kuchni i zaczęła przymilać się do chłopaka. -Może pójdziemy do łóżeczka-spytała-jesteś milusi. Marco delikatnie odsunął dziewczynę od siebie.Nie znał nawet jej imienia. - Słuchaj, masz tu-wyjął z portfela 300 zl-i podał je dziewczynie. Idź już, bo jestem zajęty-mruknął Blondyna wzięła kasę i powiedziała-dostałam już, ale wezmę jeszcze, bo nie jesteś miły. Marco brutalnie odebrał jej kasę i kazał spłynąć. Dziewczyna poszła do sypialni ubrała się i nic nie mówiąc wyszła. -Cholerne baby- warknął-nie dadzą człowiekowi spokoju. Przypomniał sobie wczorajszy wieczór i tę małą, jak jej tam, aha, Kinga.. Lubił takie młode cielęcinki.Ha, to jest dopiero wyzwanie.Jak zawsze sama mu wskoczy do łóżka. Wszystkie są takie same. Marco był pewnym siebie facetem, który spokojnie i niespiesznie studiował na ASP. Talentu miał nie za wiele, ale tyle by po dwa razy zaliczać każdy rok. Najlepiej wychodziło mu zaliczanie panienek, wciąż nowych i chętnych. Niektóre same lazły do niego, a na niektóre polowali w parku , razem z Karasiem lub Robertem. Ostatnio zrobili z tego niezły interes.Ciekawe- pomyślał Marco, czy ta mała Kinga da się prędko złapać. Uśmiechnął się lubieżnie.Oczywiście zaliczy ją pierwszy.Niepokoił go Robert.Czuł przed nim respekt. To Robert właśnie był ich szefem w tym małym interesie.Powiedział przecież by dać spokój Kindze.Pytanie dlaczego.A może ją zaliczył i nie przeszła testu.? Marco wolał świeży towar. Ale zaliczoną małolatą nie może przecież pogardzić. Zapalił papierosa i zaciągnął się dymem, czuł dreszczyk emocji. Trzeba było pomyśleć nad strategią działania. Zadzwoniła komórka.Wyświetlił się numer Karasia. -Hej-zawołał kumpel-spała dzisiaj z tobą Milena.Powiedziała żeś gbur, chociaż anielsko piękny.Jest obrażona nieziemsko. -Daj spokój.Nie obchodzi mnie żadna Milena.Niech spada. -Marco, Milena to mistrzyni w pościeli, jak się obrazi to nas oleje. --Niech olewa.Nie znam jej i mam to gdzieś. ---Hahaha-zaśmiał się rubasznie Karaś-wiem co ci po łbie chodzi.Ta mała , co?Stary, daj spokój, ona jest Robertina .Lepiej z nim nie zaczynaj.Do naszych planów chyba nie pasuje. -Dobra, dobra-uspokoił go Marco-po co dzwonisz?tylko w związku z tą obrażoną Mileną? -Nie-odparł Karaś-dzwonię by ci powiedzieć,że o 19 tej masz być w KWIATOWEJ.Masz przyjść z Kingą, ma się rozumieć.Więc stary, daj dobry bajer.Zresztą co ci będę mówić, sam wiesz. Bywaj. Karaś się rozłączył. Marco zatarł ręce. -Hahahha-trzeba działać.Muszę być pierwszy. A mała na pewno nie poskarży.

Ranek jasny i słoneczny powitał Kingę. Obudziła się stwierdziwszy,że boli ją głowa. Czuła się źle, było jej gorąco i mdliło ją okropnie.W kuchni,która sąsiadowała z jej pokojem grało radio. Właśnie spiker miłym głosem oznajmił,że minęła 7.15.Zerwała się z łóżka,i poczuła jak żołądek podchodzi jej do gardła.Pobiegła do łazienki.Obmyła twarz zimną woda.Z lustra patrzyła na nią blada dziewczyna o prostych,długich,ciemnych włosach. Weszła do kuchni.Powitało ją pytające spojrzenie matki.Ojciec wyszedł już do pracy, chodził na 7 mą. - Dziecko, jak ty wyglądasz?gdzie wczoraj byłaś do późna-spytała mama. -Byłam u Gosi.Dziś klasówka z matmy. Uczyłyśmy się.-odpowiedziała, nie patrząc na matkę. - Zjedz śniadanie-rodzicielka posunęła jej talerzyk z kanapkami i herbatę. Kinga poczuła,że jeśli w ogóle spojrzy na jedzenie, wszystko zwróci.Wypite wczoraj wino, dawało się jej w znaki. -Mamo, spieszę się-.Zabrała śniadanie zapakowane do szkoły,wypiła trochę herbaty i umknęła do swego pokoju po torbę, która od wczoraj nie była nawet rozpakowana.Zresztą nie zamierzała pójść do szkoły. Wiedziała,że mama wyjdzie do pracy.Była już zdrowa i pracowała normalnie od 9 tej do 17 tej w miejskiej bibliotece. Kinga poszła do parku.Chciała przemyśleć wszystko co wczoraj się zdarzyło. Ten Marco.Bardzo jej się podobał, lecz nie tak by się w nim zakochać.Karaś..hmm, wesoły kolega-myślała naiwnie.Robert...Robert...jednak wciąż go kochała.Gdy wczoraj go zobaczyła to wszystko wróciło. Nagle zza drzewa wyszedł obiekt jej westchnień.Szedł na przeciw niej.Serce zaczęło wywijać koziołki. -

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych