Wróć do katalogu

Pechowa Ofiara

Czy seryjny morderca to najgorsze co może nas spotkać? Uważaj na autostopowiczów.

Richard, opublikowano , 15 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1. JA TO TY, TY TO JA.

Stał na poboczu drogi na Ostrołękę. Zbliżał się zmierzch, a on od tygodnia nie jadł nic ciepłego. Wszystkie pieniądze skończyły mu się wczoraj wieczorem, kiedy kupił sobie skromną kolację, składającą się z dwóch batoników. Był bezdomny, ale o dziwo, wyglądał na zadbanego, może tylko zbyt ekscentrycznego człowieka. W końcu, jeśli tylko się chce, można sobie poradzić w każdych warunkach. Mył się i golił na stacjach benzynowych. No i zawsze w końcu wpadało mu trochę pieniędzy, dzięki którym mógł pozwolić sobie na dość nieregularne, acz całkiem zdrowe odżywianie i - od czasu do czasu - kupno nowych ubrań. Czekając na następny nadjeżdżający samochód, wyjął z kieszeni pomiętą paczkę popularnych. Zazwyczaj palił lepsze papierosy, jak L&M’y czy Marlboro, ale z papierosami jest tak, że odzwierciedlają stan twojego portfela, im dalej od „wypłaty” tym mniej banknotów, a więcej bilonu. Odpalił krótkiego papierosa zapałką. Dostrzegł zbliżający się samochód i zaczął wytężać wzrok. Kiedy auto znajdowało się mniej więcej w odległości dwustu metrów od niego dostrzegł, że oprócz kierowcy w pojeździe znajduje się jeszcze jedna osoba. Nie wyciągnął ręki. Miał zasadę, że jeździ tylko z kierowcą. Nie lubił tłoku. Jeśli w samochodzie znajdował się ktoś jeszcze, czekał na następną okazję. W końcu nigdzie mu się nie spieszyło. Usiadł na swoim niewielkim plecaku i wystawił twarz w stronę sierpniowego słońca. Żołądek dawał o sobie znać od rana, ale nie przejmował się tym zbytnio. Czuł, że dzisiaj dopisze mu szczęście. Po chwili znów zaczął spoglądać w lewą stronę. Po niedługim czasie zauważył zbliżającego się Forda Scorpio. Wstał i spojrzał, kto jest w kabinie. Dostrzegł tylko kierowcę, więc wystawił kciuk. Dobry znak. Samochód minął go, lecz pięć metrów dalej zaczął hamować. Młody mężczyzna złapał za plecak i podbiegł do auta. Kierowca opuścił szybę i od razu zapytał: - Dokąd? - A gdzie pan jedzie? – Kierowca przez chwilę patrzył na niego nic niewyrażającym wzrokiem, lecz po chwili uśmiechną się. - Proszę wsiadać.

*

- Piotr – przedstawił się autostopowicz. – Jestem hydraulikiem z zawodu, ale obecnie po prostu jeżdżę po Polsce. - Stanisław – odpowiedział kierowca i wyciągnął rękę, którą młody mężczyzna mocno uścisnął. – Jadę na seminarium do Ostrołęki. - wykładowca? - Nie, jestem pisarzem. - To ciekawe. Pisze pan beletrystykę, czy literaturę faktu? - Beletrystykę. Konkretnie fantastykę. Piszę właśnie opowieść science-fiction, która toczy się na ziemi w dwutysięcznym setnym roku. Seminarium, na które się wybieram, poświęcone jest przypuszczalnym zmianom w naszym społeczeństwie przez najbliższe dwieście lat. Ujmując to zwięźle, jadę się dokształcić. - To musi być ciekawe. Sam narzuca pan sobie tempo pracy, no i nie musi zazwyczaj wychodzić z domu. - Gdyby to było takie proste... Trzeba pamiętać o krytykach, terminach wyznaczonych przez wydawców, no i przede wszystkim muszę naczytać się mnóstwa nieciekawych rzeczy, zanim zajmę się pracą nad książką. Każdy zawód ma swoje dobre i złe strony. Autostopowicz postanowił, że czas najwyższy zarzucić przynętę. Robił to już wiele razy, ale zawsze dostawał zastrzyku adrenaliny, kiedy dochodziło do tego momentu. - A żona, co na to? Wiem, że niektórzy ludzie nie uważają pisania za prawdziwą pracę. Musi być aniołem. - Nie mam żony. Nigdy nie ciągnęło mnie do stałych związków. Jeśli mam ochotę na co nieco, wolę wyjść do klubu i załapać się na szybkości, jeśli wie pan, o czym mówię – Stanisław uśmiechnął się znacząco. Pasażer odwzajemnił uśmiech. – Jestem typem samotnika. Jestem jedynakiem, co mnie do tego pretenduje, a i życie mnie tego nauczyło. Nawet z rodzicami utrzymuję kontakt tylko od święta. Autostopowicz zachował kamienną twarz, ale w środku aż go skręcało. Takie szczęście nie dopisało mu już od dawna. Do tego tyle informacji na raz, bez ciągnięcia za język. Rzadkie. W myślach celebrował już swój sukces. Teraz trzeba było odwalić ostatni punkt programu i będzie w domu. - Ja też jestem samotnikiem. Już od ponad siedmiu lat jeżdżę po Polsce i nie mogę znaleźć miejsca. Rodziców nie znam, bo wychowałem się w domu dziecka, żony nie mam, bo przeszkadzałaby mi w tym, co robię i dobrze mi z tym. Doskonale pana rozumiem. - No to spotkał swój swego. Mów mi Stasiek. – Kierowca ponownie wyciągnął dłoń, a autostopowicz ponownie ją uścisnął. - Mów mi Piotrek. Można powiedzieć, że ja to ty, a ty to ja – Stanisław zastanawiał się na tym przez chwilę, po czym uśmiechnął się. - Można tak powiedzieć – odparł i pogrążyli się w dalszej dyskusji.

*

- Możesz zatrzymać się gdzieś w lesie? Strasznie mnie ciśnie na pęcherz, a nie lubię sikać na stacjach benzynowych – poprosił młody mężczyzna z dziwnym uśmiechem, którego jednak kierowca nie zauważył. Zapadła już noc, wewnątrz samochodu niewiele było widać. - W porządku. Doskonale cię rozumiem, Piotrek. To tak, jakby właściciele stacji zapominali, że mają coś takiego jak WC i w ogóle tam nie zaglądają. Ja też skorzystam. Po kilku minutach zauważyli znak „Parking 500m” - Tu będzie dobrze. Uwielbiam parkingi przy lesie – powiedział kierowca. - Doskonale – zgodził się pasażer. Po pięciuset metrach zjechali w niewielką zatoczkę z kilkoma stołami piknikowymi z drewna poustawianymi na skraju lasu. Wysiedli z samochodu i ruszyli w stronę drzew, wzywani potrzebą. Ustawili się, każdy przy swoim pniu, i oddali swoim czynnościom. - To jest jedna z tych rzeczy, które mężczyzna robi z przyjemnością. – odezwał się Stanisław. Miał zamknięte oczy i głowę skierowaną ku górze. Wyglądał jakby przeżywał każdą chwilę związaną z oddawaniem moczu. – Przynajmniej do momentu, gdy nie zacznie ci nawalać prostata – dodał. Wzdrygnął się, gdy tuż za swoimi plecami usłyszał głos swojego niedawno poznanego kompana: - To ci się bardziej spodoba, Stasiek. – Zaraz potem poczuł mocny uścisk na szyi i zaczęło brakować mu powietrza. Przez te parę chwil zdążył się zorientować, że autostopowicz zarzucił mu przez głowę coś w rodzaju garoty i teraz ciągnie z całej siły. Stanisław próbował się szarpać, ale w rękach mordercy czuć było pewność i doświadczenie. W ciągu pół minuty ofiara straciła przytomność, po minucie już nie żyła. Autostopowicz pochylił się nad ciałem, włożył rękę do kieszeni kierowcy i znalazł portfel. Zajrzał do środka i uśmiech triumfu wyrósł mu na twarzy. W przegródce na banknoty znajdował się gruby plik stuzłotówek. Co ważniejsze, dowód osobisty pisarza był stary, co znaczyło, że zdjęcie można odkleić.

*

Maria jechała do swojego umierającego męża. Wyjechała z Ostrołęki dwie godziny temu i niedługo miała znaleźć się na miejscu. Wyjeżdżała zza zakrętu, kiedy ujrzała pędzącego w jej stronę z szaleńczą prędkością Forda Scorpio. Samochód minął ją. Kierowca nawet nie starał się wejść w zakręt. Ford z impetem uderzył w słup wysokiego napięcia. Sekundę później Maria usłyszała ogłuszający huk. Patrząc we wsteczne lusterko na płonący wrak, nie zauważyła, jak mija młodego mężczyznę chowającego się za linią drzew. Później, rozmawiając z policją wspomniała, że zanim samochód uderzył w słup, chyba widziała płomień gdzieś w okolicach baku. Ale nie była pewna, może pamięć płata jej figle.

2. KOSA I KAMIEŃ.

Minęły cztery…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych