Wróć do katalogu

Pęknięcie - Rozdział 5

Nisa i Ellie znają się od zawsze. Przynajmniej tak się im wydaje. Razem są w stanie stawić czoła wszystkiemu. Gdy któregoś dnia rzeczywistość zaczyna się zmieniać, a do ich życia wkracza ktoś obcy, ich przyjaźń zostaje poddana kolejnej próbie.

Hitomi44opublikowano 29 stycznia 202612 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 5

Ellie wróciła do mieszkania późnym wieczorem, ale mimo tego Nisa siedziała jeszcze w salonie, zawinięta w koc i zapatrzona w ekran laptopa. Osunęła się na fotel, podciągając kolana pod brodę. — Pan Tate z tego wyjdzie — westchnęła zmęczona i przymknęła oczy. — To dobrze — mruknęła Nisa, nie podnosząc wzroku. Palce stukały o klawiaturę, a na ekranie wyskakiwały kolejne, interesujące ją informacje. — Napisałam do Nira. Chcę się z nim spotkać jutro rano. Ellie gwałtownie podniosła głowę i usiadła prosto. Zmęczenie nagle odeszło na dalszy plan. — Co zrobiłaś? — zapytała z niedowierzaniem. Ciszę przerywało tylko uderzanie w klawisze i tykanie zegara w kuchni. — Możesz chociaż na mnie spojrzeć? Nisa po chwili wahania odstawiła na bok laptopa i wyplątała się z koca, podchodząc do przyjaciółki. — Ell, coś zaczyna być bardzo nie tak — ukucnęła przed przyjaciółką, kładąc jej dłonie na kolanach. — Czuję to i potrzebuję porozmawiać z kimś, kto też to widzi. Nie próbuję cię odsuwać, ale są rzeczy, w których nie jesteś w stanie mi pomóc. Chciałabym, żebyś mimo wszystko poszła jutro ze mną. Spotykamy się w tym małym parku obok naszego sklepu… Ich oczy prowadziły niemą rozmowę i przekazywały więcej niż słowa. Po dłuższej chwili Ellie wbrew sobie skinęła powoli głową i ścisnęła dłoń Nisy swoimi zimnymi palcami.

Dzień rozbił codzienność i zwyczajność jednym lekkim ruchem, a noc nie przyniosła zasłużonego wytchnienia. Minęła szybko, szarpiąc sen i dokładając pytań, na które nie było odpowiedzi. Rankiem park był opustoszały. Gałęzie pomalowane szronem, mieniącym się w delikatnym świetle dnia, pozostawały niedocenionym dziełem natury. Gdyby to była zwyczajna niedziela, mogłyby zostać zauważone przez dwie przechodzące ścieżką kobiety. Ale nie była. Nie po tym, co przyniosła sobota. Nir już na nie czekał. Ciemna postać na tle pustego parku wyglądała jak coś ostatecznego. Serce Nisy biło w szalonym tempie. Strach i ekscytacja walczyły między sobą o dominację w jej umyśle. Ellie pozostawała milcząca. Ciemne kręgi pod jej oczami były widoczne spod warstwy makijażu, którego nawet dziś nie mogła sobie odmówić. Mężczyzna obserwował, jak się zbliżały. Jego połyskujące srebrem oczy przeskakiwały między ich sylwetkami, zatrzymując się odrobinę dłużej na Nisie. Ręce trzymał w kieszeniach, a jedna z nich zaciskała się nerwowo na starym, mosiężnym kluczu. Zimny metal wbijał się nieprzyjemnie w dłoń, odbierając jej resztki ciepła. — Hej — przywitał się ostrożnie, gdy do niego podeszły. Patrzyły na niego nieufnie, trzymając się blisko siebie. Spodziewał się ponownego spotkania, choć nie sądził, że nastąpi tak szybko. Z drugiej strony, zmiany były coraz bardziej odczuwalne i na pewno nie pozostawały bez wpływu na Nisę. On sam łapał się coraz częściej na przeszukiwaniu wiadomości i wyłapywaniu każdej anomalii. — Hej — odpowiedziała Nisa, wpatrując się w niego intensywnie. Chciała odpowiedzi. Bardziej niż czegokolwiek innego. — Musisz powiedzieć mi coś więcej. — Ale najpierw powiedz czy krzywdzisz ludzi? — wtrąciła się Ellie. To pytanie nie dawało jej spokoju od wczoraj. Nie była już w stanie dłużej zaciskać ust i udawać, że go nie ma. Nir popatrzył na nią zaskoczony, ale szybko opanował emocje. — Nie — odpowiedział po prostu. — Umiałbym to zrobić, ale tego nie robię. — I mamy ci niby uwierzyć na słowo? — Ellie pokręciła z niedowierzaniem głową i zerknęła na przyjaciółkę, ta jednak pozostała niewzruszona i poważna. — Nie musicie. Ja też was nie znam — zamilkł na chwilę. Odszukał spojrzeniem oczy Nisy. — Jestem tu i rozmawiam z wami, mimo że nie wiem, ile osób poświęciłaś i czy naprawdę nie było innego wyjścia. Kobiety zamarły na te słowa. Nisa poczuła, jakby ktoś uderzył ją lodowatą pięścią w żołądek. Przez chwilę myślała, że zwymiotuje. Ellie jak zwykle bezbłędnie odczytała przyjaciółkę i przysunęła się do niej bezwiednie. Powietrze wokół nich zrobiło się jeszcze bardziej zimne. Ile wiedział ten mężczyzna? — Nie da się inaczej — wykrztusiła Nisa, czując, jak pod powiekami zbierają się łzy. Były gorące i szczypały, chcąc jak najszybciej uciec na policzki. Podniosła twarz ku niebu, zaciskając zęby i mrugając szybko. W tym czasie Ellie objęła jej rękę i uspokajająco gładziła kciukiem wierzch dłoni. — A jeśli znam kogoś, kto może dać ci odpowiedzi? — Nir patrzył na nią uważnie. — Co jeśli można inaczej? Nisa spojrzała na niego szybko, starając się ukryć jak wielką nadzieję poczuła na te słowa, ale zanim się odezwała, zrobiła to Ellie: — Czego chcesz w zamian? Albo zapytam inaczej. Czego chcesz od Nisy? Przecież nie zadałeś sobie całego tego trudu tak bezinteresownie — patrzyła na niego surowo, mocniej ściskając palce Nisy. — Tak. Jest cena… A właściwie to… prośba. Chcę zabrać cię do swojego domu… — Co? — zapytały jednocześnie. — Zwariowałeś? — dodała Ellie. Uniósł ręce w obronnym geście: — Możesz zabrać przyjaciółkę, jeśli dzięki temu poczujesz się bezpieczniej.

— Ni, kompletnie nam odbiło. Dlaczego tam idziemy? Dziewczyny szły w pewnej odległości od Nira, chcąc pozostać poza zasięgiem jego uszu. Obie czuły się jak porwane przez prąd, który nie pytał o pozwolenie i nie obiecywał, że doprowadzi je gdziekolwiek bezpiecznie. Być może rozbiją się o skały, być może zostaną wyrzucone na otwarte morze. Ale nie mogły się już wyrwać. Obietnica odpowiedzi mamiła dużo bardziej niż pewność niczego. Umysł Nisy wczepił się w nadzieję o „innym sposobie”, jak umierający ostatniego promyka słońca. Bo co, jeśli można inaczej? Co jeśli? — Dobrze, że mam gaz pieprzowy w kieszeni. Jak tylko coś pójdzie nie tak, uciekamy — Ellie mówiła dalej. — Ell? — Nisa przystanęła. — Dziękuję. Ellie zacisnęła usta, patrząc wprost w orzechowe oczy. Nawet jeśli czuła, że robią właśnie totalną głupotę, to nie mogła jej zostawić. Nie po… wszystkim. Gdy była młodsza lubiła myśleć o Nisie jak o swojej siostrze. Tej, której nigdy nie miała. Teraz jednak to uczucie stało się zupełnie inne. Tak bardzo, że gdyby

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych