Wróć do katalogu

Pięć Domen: Opowiadania - Przyjaciel: cz. 20

Tak musiało być...

MKP, opublikowano , 15 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Odgłosy walki ucichły we wszystkich ciemnych katedralnych korytarzach. Oddziały specjalne Hiltzal spacyfikowały resztkowy opór zakonnic, które zaatakowane z zaskoczenia, nie miały większych szans na skuteczną obronę. Do przegrupowanych jednostek Sungradczyków zgromadzonych na dziedzińcu dołączyli oswobodzeni jeńcy, w tym brodaty kapitan Tarres, znany w wojsku jako Rupion Garnefor, dowódca Wulkirów: kawalerii dosiadającej monstrualnych pasiastych niedźwiedzi.

Nie bez powodu skrywał on swoje prawdziwe nazwisko. Chciał walczyć na froncie i być traktowany tak jak, inni równi mu stopniem, a nie jak brat Cesarza, który zyskał szacunek, strasząc wizją stryczka.

Teraz stał na placu, masując odrętwiałe oswobodzone nadgarstki. Światło księżyca zalewało martwą przestrzeń podwórca, uchylając przesłonę z nocnej ciemności. Widok masakry jakiej dopuścili się jego rodacy w pierwszej fazie szturmu, zagotował mu krew w żyłach. Błękitne światło żałobnie głaskało ciała młodziutkich sióstr, które przed atakiem kręciły się po placu. Przy wtargnięciu nie brano jeńców, a zadawane ciosy musiały sprowadzać szybką i cichą śmierć.

Pod jednym z krużganków Rupion dostrzegł zwłoki adeptki, która jeszcze kilka godzin wcześniej zmieniała mu opatrunek na głowie i rumieniła się, gdy obdarzył ją wdzięcznym uśmiechem.

Zacisnął pięści. Ten widok wywołał gniew nawet w człowieku, który widział rozszarpywanych wojskowych, kwiczących w ostatnim rozpaczliwym tchnieniu życia… Nawet on, w obliczu bezsensownej śmierci, czuł się podle. To nie były oddziały wroga, z którymi wygrywasz albo umierasz. Nie… To były dzieci uwikłane w konflikt; bezsensowne ofiary składane na ołtarzu Wojny.

Schwytane wewnątrz katedry siostry i ranne mistrzynie zapędzono pod fontannę i spętano razem, pozostawiając pod obserwacją kilku strażników.

Do Rupiona podszedł mężczyzna, który wyglądał jak personifikacja mroku: ciemna kamizela, zamaskowana węglowym barwnikiem twarz, czarne skórzane rękawice i spodnie oraz specjalne buty na miękkiej podeszwie, żeby poruszać się możliwie bezszelestnie po kamiennym podłożu. Wszystko tworzyło spójną całość bez śladu nawet skrawka ciała.

– Wasza wysokość – pozdrowił go dowodzący natarciem.

– Publicznie zwracaj się do mnie: kapitanie Garnefor – upominał wojskowego w odpowiedzi.

– Oczywiście, kapitanie. Całe szczęście, że jest pan cały… ¬

– Melduj ¬– warknął wulkir.

– Większość celów została schwytana lub obezwładniona, a jedna z czarownic popełniła samobójstwo. Pozostała jeszcze Matka Przełożona i cztery mistrzynie, w tym magiczka; reszta to zwykłe zakonnice.

Kapitan przytaknął i spojrzał ponownie na zwłoki adeptki, które wpatrywały się w niego mętnymi oczyma.

– To nie może się powtórzyć – burknął. – To miasto będzie częścią cesarstwa. Nie możemy tworzyć męczenników i mordować cywili.

– Tak jest, sir. To była konieczność, sir.

– Wierzę. Wystarczy już konieczności, wygraliśmy.

Z cienia rzucanego przez arkady wyłoniła się postać z uniesionymi rękoma prowadzona przez dwóch piechurów. Jej widok wywołał poruszenie wśród sióstr i sungardzkich żołnierzy.

– Ale ja jestem popularna – parsknęła pod nosem Tatiana i grzecznie dała się prowadzić przed oblicze dowódcy natarcia.

– Matko Sainik – pozdrowił ją sierżant Hiltzal.

– Morderco bezbronnych kobiet. – Pokłoniła się karykaturalnie i spojrzała na zwłoki piętnastoletniej Iris. – I dzieci – dodała, zagryzając wargi z wściekłości.

Dowódca natarcia chciał ją uderzyć, ale Garnefor go powstrzymał.

– Jakie są warunki kapitulacji?

– Pytasz jako jakiś tam Garfor, czy Rupion Tarres?

– Tarres – rzucił stanowczo.

Przywódca oddziałów specjalnych stał cicho.

– Składamy broń i oddajemy się w wasze ręce w charakterze jeńców wojennych. Ja i tylko ja, biorę odpowiedzialność za udział zakonu w walkach na froncie; pozostałe dziewczyny trafią do niewoli i włos im z głowy nie spadnie.

– Zgoda.

– Szybko poszło, a myślałam, że będziesz się targował.

Rupion stał z niewzruszoną miną, która upodabniała jego twarz do ociosanego głazu z burym mchem na brodzie.

– Kto nas zdradził? – Tatiana spróbowała szczęścia.

– Nie wiem, ale się dowiem i poznasz jego imię przed wykonaniem wyroku – odpowiedział surowo. – Sierżancie.

– Tak, wasza wysokość… znaczy tak, kapitanie?

– Matka Sainik podda swoje podopieczne. Proszę wziąć oddział i… Sierżancie? – Dowódca oddziałów specjalnych zastygł w miejscu z miną bez wyrazu, zupełnie jak ludzkich rozmiarów kukła.

Tatiana poczuła, że sztylety eskortujących ją Sungardczyków, przestają naciskać na brygantynę. Obejrzała się. Mężczyźni stali zamroczeni, jak pogrążeni w transie czy lunatycy.

– Co jest u licha… – wysyczała zdezorientowana.

Jeden z cesarskich stojących w oddali uniósł sztylet i powoli, bez najmniejszego grymasu bólu, czy nawet wydanego jęku, poderżnął sobie gardło. Towarzyszyło temu jedynie ciche bulgotanie krwawych bąbli ulatujących przez rozpłataną szyję.

Upadł. Nikt z wojskowych nie zareagował.

– Kurwa – przeklęła Matka i odruchowo cofnęła się w stronę Garnefora. Mężczyzna nawet nie drgnął, gdy uderzyła o niego plecami.

Obróciła się gwałtownie.

Mina ta sama co u reszty, oceniła w myślach.

Wyciągnęła miecz sparaliżowanemu dowódcy Hiltzal i przygotowała się do obrony. Cały plac wypełniały ludzkie posągi. Jedynie pojmane siostry wykazywały oznaki życia – i strachu. Jeden z Czarnych rozstawionych przy bronie poruszył się nieśpiesznie, wyciągnął egzotyczny sztylet i wbił sobie sai w trzewia, patrosząc bebechy w kompletnym spokoju. Upadł, dopiero kiedy uszło z niego całe życie.

Z cienia wieży strażniczej, wyłoniła się postać kobiety otulona seledynową poświatą, z której odchodziły ledwie widoczne wstęgi magii. Szła lekko, jakby tylko muskała ziemię stopami z przyzwyczajenia. W jej uśmiechu było coś mrocznego, groźnego i pierwotnego…

– Mileno, co ty robisz, przecież…

– NIE POZWOLĘ IM CIĘ ZABIĆ! – wygrzmiała mistyczka. Jej zniekształcony niski głos przyprawił Matkę o dreszcze. – Nie pozwolę im zabić nikogo więcej! – powtórzyła normalnie, aczkolwiek z tętniącą wściekłością.

Rozłożyła ręce. Dwóch sungardczyków, po obu stronach podwórca, przebiło się mieczami.

– ROBACTWO – sapnęła z pogardą i wskazała palcem na Garnefora. – Nikogo już nie skrzywdzisz, niewdzięczniku!

Rupion bezwolnie wyciągnął sztylet dowódcy Hiltzal.

Matka Sainik oprzytomniała i chwyciła go za rękę dzierżącą rękojeść, nim zdążył rozpłatać sobie podbrzusze.

– Mileno, przestań natychmiast! Co ty wyprawiasz!?

– ZABIJĘ ICH! WSZYTKICH!! – warczała gardłowym głosem Mistyczka. Biła od niej nadzwyczajna aura, poświata nieskończonej witalności. W oczach niczym polujące stado wilków czaiły się: pogarda, gniew, satysfakcja i okrucieństwo.

– Przyjdą następni i nie będą rozmawiać! – Tatiana walczyła o jej uwagę. – Ta wojna jest przegrana; była od samego początku! Tylko pycha nas zaślepiła. Mnie… Mnie zaślepiła! Z taką potęgą nie da się wygrać!

– NIECH PRZYJDĄ!

Mięśnie opętanego Wulkira napięły się. Ostrze dobytego puginału zaczęło wędrować w miejsce przeznaczenia, pomimo oporu Tatiany.

– MY jesteśmy źródłem, MY jesteśmy wolą! ŻYCIEM I JEGO WŁADCĄ! – Głos Mileny stawał się coraz bardziej obcy. Gdyby nie stała tuż

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych