Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 26
JAK PIERZASTY GROM Z JASNEGO NIEBA
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}„Gniew… Najsilniejsza z emocji; potęga, która niesie ze sobą niebywałą energię, szarpie symetrię, wyrywa z niej rozwścieczoną czerwień… Tylko pomyślcie, co udałoby się stworzyć, gdyby tylko ją ujarzmić…”{/i}
„Rozprawa o domenach cz. IV” - Taledark
Prof. Julian Infert
***
– Spokojnie. Nic ci nie zrobię – szeptała Sylfia.
Nie chciała zaalarmować połowy pałacu i jeszcze bardziej spłoszyć roztrzęsionego Księcia Felixa, który, gdy tylko odzyskał władzę w kończynach i orientację w rzeczywistości, stwierdził, że schowanie się przed przerośniętym człekokształtnym łabędziem, to dobry pomysł.
Samunder siedział teraz za solidną komodą i spoglądał z niedowierzaniem na kolosalną istotę o śnieżnobiałych skrzydłach i złotych oczach ubraną w opiętą tunikę z wycięciem na skrzydła. Starsza była od niego o dwie głowy wyższa, a pokaźne lotki – nawet złożone – jeszcze powiększały ją optycznie.
– Czymkolwiek jesteś, wiedz, że będę się bronił! – zagroził i przylgnął do ściany.
– Już ci mówiłam. Arien… Starsza Sylfioran, pretendentka na Widzącą. – Uśmiechnęła się w miarę sympatycznie.
– Nie było tu Starszych od pokoleń! Precz demonie! – wykrzyczał książę, kurczowo zaciskając dłonie na krawędzi szafki.
Zbyt wiele zaszło w jego życiu w ciągu ostatniej doby, żeby dołożyć do tej puli wizytę mitycznej istoty. Nic dziwnego, że stery przejęła stara dobra opiekunka: pani Panika.
– Książę, czy wszystko w porządku? – rozbrzmiał głos strażnika po drugiej stronie drzwi. Sylfia musiała działać. Doskoczyła do komody.
– Po… – Felix zdążył wypowiedzieć tylko pierwszą sylabę wołania o pomoc, nim starsza ponownie zatkał mu usta.
– Jak chcesz ocalić siebie i ojca, to powiesz, że miałeś koszmar – wysyczała. – Nie jestem twoim wrogiem, a ratunkiem. Rozumiemy się?
Pokiwał głową.
Zabrała dłoń porośniętą krótkim szczeciniastym pierzem.
Książę wbił wzrok w jej roziskrzone, złote oczy. Sam nie wiedział dlaczego, ale pomyślał, że ta istota musi być dobra – a przynajmniej lepsza niż czarny glut kradnący ciało i świadomość.
– Nic mi nie jest! To tylko zły sen! Spadłem z łóżka – odkrzyknął do strażnika.
Drzwi otworzyły się mimo zapewnień. Strażnik miał złe przeczucia, a człowiek z nożem przy szyi powie wszystko, o co uprzejmie poprosi właściciel tegoż ostrza.
Magia błysnęła, zakrzywiając rzeczywistość.
– Książę. – Gwardzista pozdrowił młodego Samundera, który gwałtownie podniósł się z podłogi i wyszedł zza mebla. Sylfia zniknęła; przynajmniej dla oczu. – Przepraszam za najście, ale musiałem się upewnić.
– Tak, oczywiście. – Felix spojrzał w miejsce, gdzie przed chwilą stała Starsza. Na ziemi leżało tylko kilka krótkich piórek. – Dobra robota – pochwalił zbrojnego.
Gwardzista ukłonił się i wyszedł.
– Dobrze. – Sylfia wyłoniła się z pustej przestrzeni – To skoro już mamy ustalone, że nie chcę cię zabić… – Zbliżyła się do Felixa, który odruchowo wycofał się pod ścianę i przylgnął do niej jak ślimak. – Powiedz, jaką ostatnią rzecz pamiętasz?
Przełknął ślinę, rozluźniając nerwową gulę w gardle.
– Ojciec chciał… on chciał mi coś pokazać; coś w rodzaju skrzynki… szkatuły, nie! Urny! Takiej, której używają ludy z południa, żeby trzymać prochy zmarłych.
– A potem?
– Ciemność. Całkowita, przerażająca, wszechmocna ciemność i poczucie… niemocy. O tak, całkowita niemoc, odrętwienie i beznadzieja. – Zbladł, a ręce zaczęły mu dygotać.
– Zostałeś opętany – orzekła bez ogródek Sylfia i zaczęła rozglądać się po podłodze.
– Opętany przez CO?
– Bezkształtnego. – Zajrzała pod łóżko.
– To jakiś nonsens! Stra…
– Cśśś… – Starsza zatkała mu usta. – Nie krzyczymy, pamiętasz? Słuchaj teraz uważnie – wyszeptała. – Nie mam czasu bawić się w opowiadanie historyjek, dlatego musisz uwierzyć, że nie mam złych zamiarów. – Rzuciła okiem na mniejszą szafkę, spod której wychynął cienisty kształt. Uśmiechnęła się złowieszczo i kontynuowała: – Nie byłeś jedynym opętanym, a reszta może już tu zmierza, żeby sprawdzić, co z ich pokracznym braciszkiem, lub siostrzyczką, ciężko w sumie powiedzieć. Nieważne. Teraz zabiorę rękę, a ty pomożesz mi złapać tę cwaną breję i, być może, uda nam się uniknąć tragedii. Zrozumiano!?
Pokiwał głową twierdząco. Pióra połaskotały go w nosie. Kichnął, jakby strzelił z arbaletu.
– Fuj! – Sylfia skrzywiła się, spoglądając z odrazą na resztkę stwora wysmarkaną na jej rękę.
– Przepraszam… – odrzekł zakłopotany książę, a Arienda strzepała czarne smarki na podłogę. – Więc czego szukamy?
– Zobacz. – Wskazała palcem na wydzielinę, którą właśnie zrzuciła. Gęsta maź w ślimaczym tempie popełzła w stronę szafki i zniknęła w cieniu tuż pod nią. – Mam cię! – Starsza dostąpiła do mebla i odrzuciła dębowy regalik wzmocniony mosiężnym okuciem. – Tu jesteś, robaczku! – Wyciągnęła solas i zaczęła wymachiwać nim nad czymś, co wyglądało jak pozostałości po krwawej biegunce. – Poznajesz? – powierzchnia galarety zawibrowała. – Taaak, wiesz, co to jest, prawda? – Rozświetliła aktywny minerał, którym chwilę wcześniej potraktowała młodego Samundera, a stworek zwarł się w kształt przypominający ścięte, sadzone jajko. Uciekł w ten sposób od padającego nań światła minerału. – Jeśli nie chcesz zmienić się w coś… – Chciała powiedzieć paskudnego, ale na to było już stanowczo za późno. – W coś martwego, to będziesz grzeczny, inaczej bardzo powoli ugotujesz się na słoneczku. Dotarło do gluta?
Pewnikiem było, że nie należy spodziewać się odpowiedzi, ale smoła zabulgotała dwukrotnie, co Sylfia uznała za potwierdzenie.
– Odkorkuj wino i wylej zawartość! Potrzebna mi butelka. – Wydała rozkaz osłupiałemu Felixowi, wskazując na niewielki gąsiorek.
Nie zareagował.
– No rusz się, chłopcze! – syknęła. Nie mogła krzyczeć, choć bardzo, bardzo chciała.
– Tak, tak, już… – Sięgnął po napój, na jednym wdechu opróżnił resztę zawartości gąsiorka i podał starszej. – Proszę.
– Właź do środka! – Sylfia podsunęła szyjkę pod czarną plamę, a ta posłusznie, jakby nieco oburzona, wpełzła do środka. – Będę miała cię na oku – obwieściła Starsza przez szkło. – Jeśli tylko jeden z twoich się tu pokaże, to zrobię z ciebie wyjątkowo nieapetyczny grzaniec – pogroziła, spoglądając wrogo na „zalęknioną” zawartość butelki, która to zawartość w desperacji przesunęła się na przeciwną stronę naczynia. – Dobrze. Bój się! – Sylfioran sapnęła groźnie i schowała butelkę do lnianej biodrówki.
– Teraz powiesz, o co tu chodzi? – spytał książę.
– Musimy znaleźć księżniczkę Tarres. Wiesz, gdzie jest?
– Masz na myśli Holi?
– Nie wiem, jak ma na imię. Wiem, że musi stąd uciekać, i to jak najszybciej.
– Powinna być u siebie. – Podrapał się po głowie.
– Do rzeczy! Gdzie to? – fuknęła Sylfia.
Z natury była wyjątkowo rzeczowa, a stres nadawał jej wypowiedziom agresywny ton. Nic dziwnego, że Hevlaska posłała Atmę do Telmonton, by przekazać wieści o zmierzającej nad Baskir armii. Doprowadzenie do spotkania Sylfi i Sebil to jak umyślne zderzanie tornada z aktywnym wulkanem, żeby zobaczyć, co się ostanie wokół.
– Pod nami – wydusił z siebie Felix. Zawsze ciężko myślał pod presją, a teraz dodatkowo zachodził w głowę, kiedy zbudzi się z tego parszywego snu; nawet po kryjomu szczypał się w ramię.
– Jest tam okno? – spytała Sylfia.
– Takie jak tutaj albo i większe: to wyjście na taras.
– Więc lecimy. – Starsza pochwyciła go za dłoń i pociągnęła w stronę balkonu.
– Zaraz! Chwi…
– Tylko nie krzycz. – Zgarnęła Felixa w ramiona i razem zanurkowali w dół pałacowej wieży.
Oczywiście…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MKP
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…