Pierwsza Przygoda Felseranta - fragment 2
Kolejna część opowiadania, w której poznajemy tytułowego bohatera.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Każdego poranka wstawał wcześniej od starego wuja, by przygotować im obu śniadanie. Tak też zrobił i tym razem. Zjadł posiłek samemu, po czym poszedł obudzić wuja, ubrał się i wyszedł przygotować sklep na przybycie klientów. Po tych czynnościach zajrzał do obszernej księgi, która służyła do zapisywania wszystkich informacji dotyczących funkcjonowania sklepu oraz wszelkich dokonanych transakcji. Spostrzegł, że zeszłe pięć dni były wyjątkowo obfite w liczbę sprzedanych towarów. Udało im się sprzedać ponad dwadzieścia ksiąg, dwie mapy oraz tuzin kałamarzy i tyle samo gęsich piór. Liczył więc, że kolejne dni przyniosą równie dobre rezultaty dla interesu. Uporządkowywał książki na wystawie, kiedy podszedł do niego Carin, brat jego ojca, właściciel księgarni „Magia Słów”. Spojrzał na brązowe, spokojne oczy oraz na pomarszczoną już twarz, siwe włosy i brodę swojego wuja. Uśmiechnęli się do siebie.
- Ładny dzień nam się dziś zapowiada. – oznajmił Carin otwierając drzwi wejściowe wpuszczając do środka sklepu poranne promienie słońca.
Przytaknął i zajął swoje miejsce za ladą w oczekiwaniu na przybyszy. W ciągu dnia pojawiło się pięcioro klientów, którzy kupili książkę lub inny przedmiot z asortymentu „Magii Słów”, troje, którzy tylko przeglądali ich ofertę oraz dostawca nowych książek, który pojawiał się średnio co pięć dni. Odkupili od niego dwa nowe tytuły. Pierwszym był „Wielki Atlas Zwierząt Kontynentu” pióra słynnego biologa Fiderlorra, natomiast drugi egzemplarz nosił nazwę „Tajemnica Powstania Świata” nieznanego autora. Przejrzeli obydwie książki po czym odłożyli je na specjalnie wyznaczone dla nowych ofert miejsca znajdujące się na wystawie. Przez cały ten niczym nie wyróżniający się dzień myślał wyłącznie o jednym. O momencie, w którym wuja oznajmi mu, że może udać się na zaplanowane spotkanie. W chwili, kiedy jego cierpliwość była już na granicy wyczerpania Carin zwrócił się do niego mówiąc:
- Dzisiaj już raczej nikt nie przyjdzie. Możesz iść. Dam radę sam posprzątać i zamknąć sklep.
- Dziękuje wuju. – odparł.
Opuścił sklep niemalże wybiegając przez drzwi na ulicę. Podążył nią w kierunku centrum Brin mijając przechodniów i rozmaite wystawy sklepowe. Była to ulica handlowa, na której można było kupić oraz sprzedać niemalże wszystko. Rozpoczynając od świeżych artykułów spożywczych a kończąc na różnorakiego rodzaju przedmiotach i wyposażeniu. Im bliżej centrum, tym sklepy były coraz większe i bogatsze, mające w swoim asortymencie coraz to bardziej wymyślne i egzotyczne towary, których ceny przerastały wyobrażenia biedniejszych mieszkańców. On skręcił w jedną z bocznych uliczek, ponieważ interesował go konkretny sklep. Mianowicie była to zwykła, przeciętna kwiaciarnia prowadzona przez starszą kobietę. W książce noszącej tytuł: „Najlepsze kwiaty w podarunku dla niewiast” znalazł kwiat, który go zainteresował. Ku jemu pozytywnemu zaskoczeniu kwiaciarka miała w ofercie ten właśnie kwiat. Nazywał się niezwiędek, w innym, nieznanym mu języku nosił nazwę nachanein. Przylgnęła do niego opinia wiecznie żywego dzięki jego niezwykłym właściwością. Po zerwaniu potrafił bardzo długo zachować świeżość i piękno pod warunkiem, że miał dostęp do słodkiej wody i światła słonecznego. Łodygę posiadał krótką lecz jej zwieńczeniem były okazałe, jasno – błękitne płatki, które w świetle księżyca wyglądały zniewalająco. Miał ochotę zapytać miłą staruszkę skąd pozyskuję ten rzadki i wyjątkowy kwiat, ale nie miał na to czasu. Poprosił tylko o największy z pięciu sztuk, które zanurzone były w wiadrze z wodą, zapłacił i wyszedł. Cena tego pięknego podarku wynosiła równowartość dobrej jakości skórzanej kurtki lub butów. Przeznaczył, więc na niego niemałą część swoich oszczędności, ale wiedział, że było warto. Gdy dochodził do celu, czyli jednej z zamożniejszych dzielnic miasteczka słońce już zachodziło tworząc na niebie pomarańczowo – żółtą poświatę. Jego serce zapłonęło identycznie jak niebo, w momencie kiedy ją ujrzał
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Jonaszf
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…