Wróć do katalogu

Pierwszy znak, rozdział 1

Zaledwie początek książki, którą pewnie zobaczą dopiero wasze dzieci, biorąc pod uwagę, co ile czasu dopisuje rozdziały... PROSZę O KOMENTARZE, BEZ TEGO NIE BęDZIE KONTYNUACJI!

Merkavoth, opublikowano , 9 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1. czyli co dręczy Alexa Phareza

-=-^-=-

Alex przeciągnął się w fotelu. Cholerne zachodnie meble za trzydzieści dolców. Siadasz w takim fotelu i po minucie ogarnia cię otępienie. Dwie minuty i jesteś w objęciach Morfeusza. On tymczasem musiał skończyć pisać do rana i miał tej nocy przysłowiowy nóż na gardle. Sen był luksusem, na który nie mógł sobie pozwolić. Zdążył się już przyzwyczaić, głównie dlatego, że nóż na gardle miewał często. Złośliwi twierdzili, że przysłowiowe gardło miał przygotowane do tego typu manewrów, a to za sprawą podlewania go dużą ilością brandy. Ograniczone typy. Tak jakby miał jakiś problem alkoholowy, czy coś. Przyłapał się na skraju snu. Ocknął się, wracając do rzeczywistości. Psia krew z takim fotelem! Amerykanie wiedzą jak zadowolić statystycznego obywatela, tego w białej, ubrudzonej musztardą koszulce bez rękawów, z nadmiarem cholesterolu i za dużą ilością wolnego czasu. Powinni dorzucać do kompletu trzydziestocalowe telewizory, nadające "Świat według Bundych" 24 godziny na dobę... Spojrzał na ekran komputera przed sobą. Widniał na nim standardowy edytor tekstu, częściowo pokryty jego nowym artykułem na temat procesów czarownic w 1677 roku. Mało. Trzeba dopisać coś jeszcze. Zerknął na leżące na biurku "materiały pomocnicze". Do diabła, ciężko wycisnąć 800 słów czystej, ciekawej treści z encyklopedii popularnej. Jego wzrok przemieścił się w kierunku niedużego lustra wiszącego na ścianie, dokładnie naprzeciw niego. O czym on myślał, wieszając je tam? Że będzie fajnie móc na siebie spojrzeć podczas pracy? Jedno spojrzenie wystarczało, żeby odechciało się pracować... Nie był nieprzystojny. Przeciwnie, był całkiem "wart zachodu", jakby to określiła jego koleżanka po fachu, Jenny. Gdzieś pod warstwą czterodniowego zarostu, kurzu i życiowych rozczarowań, Alex Pharez był wart zachodu. Nie był dokładnie pewien, gdzie. Przetarł zaczerwienione oczy i wygrzebał spod sterty notatek swój budzik w kształcie piłki do tenisa. Los Angeles, druga dwanaście. Powiódł mętnym wzrokiem po swoim stanowisku pracy i stuknął lekko kłykciami w blat biurka. Z szuflady zawołała go szklanym, perlistym śmiechem dobra znajoma. Nie, dziś się nie napije. No bo po co? „Jestem panem swojego życia”. Robota czeka. Nie ma takiej potrzeby.

-=-^-=-

- Kochanie, masz rozmowę za trójce. - Dzięki, Meg. Przełączysz? - Jenny oderwała się niechętnie od ekranu telewizora, znajdującego się w hallu redakcji i wróciła do swojego gabinetu. - Jenny Parker, redakcja Simpson Press, słucham? - rzuciła do słuchawki mechanicznie. - To ja - głos po drugiej stronie linii był akustycznym odpowiednikiem widoku zmiętej szmaty. Zmiętej i wilgotnej szmaty.- Trochę zaspałem. Szef już jest? - Tak, ale ogląda poranne wydanie wiadomości - odpowiedziała ponuro, siląc się na oficjalny ton - Masz jakieś dwie minuty, zanim skończy i postanowi zagryźć poranną kawę twoim sercem zamiast krakersów. Coś mi mówi, że będziesz dziś szczególnie eksploatowany. - Nie rzucaj mi takim wyszukanym słownictwem o 8.45 rano, dobrze? - Jak tam sobie chcesz. Wiadomości od rana bębnią w twoim języku. Tym razem to coś dużego. - Będę za minutę. Może zdążę dokończyć ten przeklęty artykuł. - Alex? - No? - ...piłeś - bardziej stwierdzenie niż pytanie. - Zgadnij.

-=-^-=-

- A oto i nasz człowiek w świecie duchów! - Morgan Simpson, szef redakcji, miłośnik rybek akwariowych i metaforycznego kopania w jaja powitał Alexa szerokim uśmiechem. Ocho, pomyślał, przepadłem. Wylał mnie albo przynajmniej ukręcił pensję, inaczej czym tłumaczyć jego doskonały humor? - Szefie, ja... - Chodź, chodź, to twój szczęśliwy dzień - przerwał Wielki Szef, obejmując Alexa ramieniem. Ruch ten, na pozór niewinny, był w istocie jednym z ulubionych zagrań szefa, wypracowanym zapewnie latami treningów. Przypominało to bardziej oplatanie ofiary przez anakondę niż cokolwiek innego. Człowiek prawie oczekiwał, aż coś zacznie połykać go w całości. Z takim talentem trzeba się urodzić, pomyślał Alex. - Szefie, jeśli chodzi o ten artykuł o czarownicach, to on... - A daj mi spokój z czarownicami - zaśmiał się Simpson, wprowadzając go do…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych