Wróć do katalogu

Pierwszy znak, rozdział 3

nieco krótszy, ale cóż poradzę, tak się napisał. PROSZę O KOMENTARZE, BEZ NICH NIE BęDZIE CIąGU DALSZEGO!

Merkavoth, opublikowano , 8 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

3. czyli chwile błogiej nieświadomości -=-^-=-

- Uderzenie nastąpiło o 5.25 naszego czasu, około 30 mil od granic aglomeracji Los Angeles, w miasteczku Lancaster – poinformował doktor Coleman pociągając łyk swojej czarnej espresso, gdy już usadowili się wygodnie w niewielkiej kafejce, zaprojektowanej tak, by przebywający zapominali o znajdowaniu się wewnątrz laboratorium. W futrynie prowadzącej do kuchni wisiały sznury bursztynowych i drewnianych paciorków, a całe pomieszczenie pachniało zwietrzałą herbatą, lawendą i kapustą. Gdyby istniała potrzeba zdefiniowania zapachu babcinego salonu, byłby to ten zapach. - Z punktu widzenia dotychczasowych przypadków tego typu, zadziwiająca jest znikoma skala zniszczeń spowodowanych uderzeniem tego klocka – podjął z entuzjazmem Rick - normalny meteor, gdyby dotarł do ziemi, przy tej masie wywaliłby około 80 milową połać ziemi, łącznie z górą Wilsona i północnym Los Angeles, gdzieś do żółtków. A krater tego, co mamy tam, na magazynie, nie dotarł do podnóża góry. Cholera, nie dotarł nawet do najbliższego McDrive’a! - A gdzie dotarł? – spytał Alex, wpadając niemal automatycznie w tryb reporterski. Ręce świerzbiły go do sięgnięcia po notes. - Ledwo do granicy hrabstwa. W okolicy nie ma dużo terenów zamieszkałych, głównie lasy i góra Wilsona właśnie. Wybuch zjadł większą część Lancaster i połowę Palmdale. Straty w ludziach są dość znaczne, prawdopodobnie teraz, gdy tu siedzimy, wielki George wygłasza jakieś oświadczenie w tej sprawie. Jakby go to interesowało… podejrzewam, że nie wiedział dotąd nawet gdzie leży Lancaster. Teraz pewno też nie wie. Może za to mocno namieszać, jeśli potraktuje to jako jakiś zamach terrorystyczny. A ma ku temu jakieś tam powody, bo tak się składa, że niedaleko na północ… - … jest baza powietrzna Edwards, wiem – ożywił się Alex. Gdy w sprawę zaangażowane jest wojsko, artykuł zawsze jest długi a ludzie go naprawdę czytają – czy ją także objął krater? - No więc właśnie nie – uśmiechnął się doktor Coleman – mięli stamtąd piękny widok na całe zajście, hmm, tym bardziej, że monitorują tam niebo okrągłą dobę, aparaturą niewiele gorszą od naszej. Można powiedzieć, mięli miejsca dla VIPów… jak mniemam, mają tam sporo informacji na temat pojawienia się obiektu, możliwe, hmm, że więcej niż my. Niestety, jakoś nie chcą się nimi podzielić. - Podzielą się, prędzej czy później – mruknął Rick, uśmiechając się do własnych myśli i rozsiadając wygodniej, jak człowiek, który wie lub może coś, czego inni nie wiedzą, bądź nie mogą – jak nie z własnej woli, to z mojej…

-=-^-=-

…dum*dumdum*dumdum*dumdum*dum…

Dyke Robinson opowiedział właśnie swój ulubiony dowcip dwóm kolegom, ten o chomiku i taśmie klejącej. Parsknęli śmiechem. Był zadowolony. Lubił „brylować”, jak to opisywała jego żona. Ach, Helen… zawsze była po jego stronie, nawet, gdy wiedzieli oboje, że plecie głupoty. Spotkali się 4 lata temu, na imprezie u kolegi Dyke’a. Siedziała tam z koleżankami, pijąc cherry, a potem śmiała się z absolutnie wszystkich jego dowcipów. A potem poszli na górę. Musi mnie kochać, pomyślał. I pomyślał jeszcze, że zabierze ją dziś na kolację do włoskiej Ciao Trattoria przy siódmej alei, mają tam lasagne, za które warto umrzeć… Był zadowolony.

…dum*dumdum*dumdum*dumdumdum…

-=-^-=-

- Richardzie, nie myślisz chyba włamać się do rządowego komputera, prawda? – powiedział doktor Coleman unosząc ostrzegawczo palec do góry. Jego oczy jednak nie zdradzały zaniepokojenia, wręcz przeciwnie. - Nie no, ależ skąd, szefie! – odparł Rick, niewinnie przewracając oczami i parskając śmiechem – a gdzie tam, przecież to nielegalne… Obaj

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych