Wróć do katalogu

Piotr i Paweł

Czasem nam się wiele wydaje.

Garry, opublikowano , 9 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Piotr i Paweł

Ostre, kwietniowe promienie porannego słońca harcowały po pokoju w najlepsze, gdy on ledwie co przywitał się ze swoją świadomością. Jak co dzień, od kilkunastu przynajmniej miesięcy, Piotr nie witał się z nią zbyt wylewnie. Powodów było wiele. Zbyt wiele, by z tych niechcianych puzli stworzyć sensowną rzeczywistość. Nie było to zresztą w jego stylu. Myśli przeważnie kłębiły mu się w głowie z prędkością totolotkowych piłeczek w komorze losującej po zwolnieniu blokady. Potrafił z grubsza oszacować prawdopodobieństwo trafienia szóstki, wolał więc całą nadzieję przelać na swój (brnąc w terminologię oszalałych żółtych kulek) „szczęśliwy numerek”. Basia, bo o niej mowa, była dla niego zjawą wcieloną (trzeba oddać, że całkiem zgrabnie wcieloną), zjawiskiem, które, jak mniemał, nie miało prawa zaistnieć w jego życiu. Wprawdzie zdarzało mu się intensywnie myśleć, może nawet marzyć o takim uczuciu, tak nagłe jego przyjście odurzyło go zupełnie. Wiedziony jakimś straceńczym instynktem, zagłuszał wszelkie wątpliwości, zagłuszał instynkt właściwy. Tracił resztki tej czujności, która chroni mężczyznę przed przekroczeniem cienkiej granicy śmieszności. Podświadomie bał się jakiejkolwiek analizy, która mogłaby rozproszyć jej wizerunek, który w sobie nosił. Co prawda był on niemalże od początku do końca namalowany jemu znanymi (i ulubionymi) kredkami lecz wierzył w niego bardziej niż w to, że nosił w sobie również tak przyziemne (nawet dosłownie, w czekającej nas wszystkich perspektywie „ostatniej drogi”) obiekty jak wątroba czy trzustka. W to, że zostały mu z wczoraj jakieś fajki, w ogóle nie wierzył. Odruchowo zajrzał jednak do zgrabnego pudełka z wielbłądzim obrazkiem. Minę, jaką zrobił, można by przyrównać jedynie do miny Wikinga, który stracił głowę podczas krwawej bitwy – 20 lat machania mieczem i ani jednej dziewicy, a tu proszę, papierosek do porannej kawy się ostał. Nie tak wyobrażał sobie swoją karierę zawodową. Pięć lat studiów, humanistycznych - Fukuyama kończy historię, Szamszi – Adad I nic nie wszamał, tylko robi z Asyrii mocarstwo, Kościuszko przez czternaście lat uprawia ogródek (notatki z uczelnianego ksera, komentarz zbędny) – a on z gracją emerytowanej baletnicy alkoholiczki i poczuciem kompletnej bezsilności, spotykanej jedynie u polskich piłkarzy w trakcie meczu z Mongolią, rusza do pracy. Pół etatu „na bramce” w Praktikerze. Działało to na jego wyobraźnię z siłą rażenia humoru Tadeusza Drozdy. Gdyby ktoś przypomniał mu obietnice „drugiej Irlandii”, mógłby dzięki brakom w uzębieniu lepiej dogadywać się z dziećmi. W tej beznadziei, tylko myśli o niej pozwalały łudzić się, że trzyma się w ręku choć jedne lejce. Chcąc uchwycić je jeszcze mocniej, co może jest kiepską metaforą jego jednak, bądź co bądź, romantycznego podejścia, planował zaręczyny. A one, jak każde spojrzenie na nią i każdy wobec niej gest – musiały być wyjątkowe. Na szczęście jego kategorie wyjątkowości nie sprowadzały się do kiczowatej „przepycho – popycho – wości”. Nie chciał wynajmować limuzyny, nie chciał jachtu (zresztą nie ma takiego jasnowidza, który ogarnąłby datę spłacenia wziętego na to kredytu), pogardziłby nawet łódką pana Miecia z przystani PZW. Wystarczy odpowiednia data, godzina, miejsce i… jej ulubione gruszki. Charakter jego pracy zdecydowanie ułatwiał rozważania na owe tematy.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Nie wynaleziono jeszcze sposobu, który pozwalałby odróżnić narodziny mendy od narodzin człowieka. Dlatego też, słoneczny dzień, 5 czerwca roku 1981, był niezwykle szczęśliwy dla licznej rodziny Nowickich. Matka, ojciec i sześcioro rodzeństwa fetowało przyjście na świat Pawełka. Rodzina nie należała do najzamożniejszych, co akurat przeważnie zgrabnie koreluje z brakiem wyobrażenia, czym tu wykarmić kolejne potomstwo. Gdyby ktoś chciał naukowo podejść do dzieciństwa najmłodszej z pociech Nowickich, musiałby być człowiekiem renesansu. Matematyk liczyłby nóżki powyrywane przeróżnej maści stworzeniu, biolog analizowałby zastraszającą ilość jadu tryskającego w stronę współtowarzyszy zabaw, a fizyk studiowałby trajektorię lotu kamienia, który spowodował pięćdziesięcioprocentowy ubytek wzroku u Oleńki od Kaźmierczaków. Niby nic nadzwyczajnego, kolejny z milionów urwisów tego świata. Niektórym z wiekiem

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych