Piżama
Oto co się może zdażyć gdy w prezencie o ekscentrycznej ciotki dostanie się piżamę, która wlaściciela przenosi do cudzych sypialni.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ciotka Bożena przyjechała do nas na początku marca. Jej wizyta była równie niespodziewana jak ta w połowie listopada i pod koniec wakacji. Ale ciotka słynęła w naszej rodzinie z tego, że zawsze wpadała niezapowiedzianie, wtedy kiedy się tego najmniej spodziewaliśmy. Najgorsze było to, że nic nie robiła sobie z naszych próśb o wcześniejsze zapowiadanie przyjazdu. Taki był jej styl bycia. Nie przejmowała się nakazami i wciąż chodziła własnymi ścieżkami. Niczym kot. Zawsze dostawała to czego chciała. Nie wiem czy było to wynikiem spędzenia połowy życia pod jednym dachem z moją babką, która wszystkie swoje dzieci rozpuściła do granic przyzwoitości, czy może tego, że obecnie mieszkała w Stanach Zjednoczonych, gdzie miała bardzo dobrze prosperującą firmę i wprost pływała w zielonych dolarach. Co bez ustanku podkreślała przysyłając nam drogie prezenty i zdjęcia przedstawiające, naturalnie, ją ubraną w futro z norek w towarzystwie kolejnego męża. Ciotka nie przypominała typowej siostry czyjejś matki. Zwyczajne ciotki nie mieściły się w elastyczne rajstopy, miały wytatuowane brwi, a na nosie bezwstydnie rozpychał się im ogromny, owłosiony pieprzyk. Ale moja ciotka wybitnie wykraczała poza tą normę. Mieściła się w każde, nawet najciaśniejsze rajtuzy, do jej makijażu nie dało się mieć żadnych zastrzeżeń...a co do pieprzyka to...cóż...nawet gdyby kiedykolwiek jakiś miała, to bezzwłocznie usunęła by go w jednej z tych ekskluzywnych klinik chirurgii plastycznej w Atlancie czy Chicago. Bezowocnie starałam się odnaleźć w jej wyglądzie jakąś skazę. Robiłam to bez przerwy, od kiedy pojawiła się w progu odurzając wszystkich mocnym zapachem perfum Chanel nr 5, aż do momentu kiedy z kocią zwinnością osunęła się na kanapę w salonie, ukazując wszystkim swoje idealnie szczupłe łydki. Moje poszukiwania spełzły na niczym. Jak podczas każdej z jej wizyt doszłam do tego samego wniosku, który ciotka starała się usilnie udowodnić każdemu swoim wyglądem- że jest kobietą o idealnej prezencji. Razem z rodzicami usiadłam obok ciotki. Wszyscy wciąż byliśmy w szoku. Zawsze tak się działo, kiedy w zwykły, powszedni dzień w naszych drzwiach stawało nieziemskie stworzenie w kusej mini spódniczce i długich blond włosach, z okrzykiem „To ja, kochani!” na ustach. Moim zdaniem rodzice tolerowali siostrę mamy tylko dlatego, że zawsze otrzymywali od niej „skromne” podarki, na które sami nigdy nie mogli sobie pozwolić. -W piątek podpisuję umowę z firmą budowlaną, więc pomyślałam, że mogłabym was odwiedzić!- zaczęła ciotka uśmiechając się szeroko. Nie mam pojęcia jak ona to robi, ale zawsze kiedy mówi pokazuje przy tym wszystkie zęby. Nota bene idealnie równe i śnieżno białe. -Bardzo cieszymy się z twojej wizyty Bożenko...-powiedziała mama, patrząc krzywo na ojca, którego wzrok błądził po długich nogach ciotki. –Ale czy nie powinnaś nas uprzedzać kiedy przyjeżdżasz?- dodała, już bez słodyczy w głosie. -Kochana!- zawołała ciotka, żywo gestykulując.- Widzimy się ledwo dwa razy w roku, a ty zawsze powtarzasz to samo. Zamiast prawić mi kazania powinnaś podać herbatę. Tony Blair zawsze tak robi, kiedy do niego przyjeżdżam... -Jezu...- jęknęłam, przewracając oczami. -Julia!- zagrzmiał ojciec, stając w obronie urażonego majestatu ciotki. -No co?! -Nie bądź niegrzeczna. -Nie jestem. -Ależ oczywiście, że jesteś. Uspokój się dziecko i... -Jestem spokojna!!! -Kochani!- roześmiała się ciotka, kładąc dłoń na ramieniu ojca, z którego natychmiast uleciało całe powietrze. Widząc to matka wyszła do kuchni, mrucząc coś o herbacie.-Nie kłóćcie się! Powrzeszczycie na siebie jak wyjdę. Chyba...- na jej twarz wpełzł dobroduszny uśmiech.-...mam coś co was udobrucha. Wstała z kanapy i poszła do przedpokoju, gdzie zostawiła swoje opasłe torby od Louis’a Vuittona. Po chwili wróciła, dzierżąc w dłoniach trzy ozdobne pakunki. Jeden wręczyła mnie, a drugi ojcu. Trzeci dostała mama, kiedy wróciła z kuchni niosąc tacę z herbatą. Ciotka usiadła z powrotem na swoim miejscu i strzepnęła niewidzialny pyłek ze swojego ramienia. -No otwórzcie, otwórzcie!- ponagliła nas, widząc, że beznamiętnie wpatrujemy się w prezenty. Widać było, że nie może się doczekać naszej reakcji. Zamarła, podpierając brodę dłońmi i wpatrując się w nas w niemym wyczekiwaniu. Na jej twarzy powoli rozkwitał naiwny uśmiech małego dziecka. Mama pierwsza zaczęła otwierać pakunek. Kilkoma sprawnymi ruchami otworzyła papierową torebkę i wyjęła z niej komplet sztućców ze szczerego złota. -Och!- jęknęła cicho, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego słowa. Lekko wbiło mnie w siedzenie. Nie miałam najmniejszej ochoty otwierać swojego prezentu. Te wszystkie zbędne ceremoniały przyprawiały mnie o szewską pasję. Tata wyjął na światło dzienne błyszczący, szwajcarski zegarek. To podniosło mnie nieco na duchu, bo wiedziałam, że od zawsze o takim marzył. Może ja też dostanę coś co mi się spodoba? Zwykle ciotka obdarzała mnie przedmiotami zupełnie zbędnymi. Dotychczas dostałam multimedialny kurs języka aborygenów i mosiężny świecznik. Mimo, że nie lubiłam otrzymywać żadnych prezentów, a tym bardziej takich od ciotki, zawsze musiałam wylewnie okazywać swoją wdzięczności, jakby te podarki co najmniej ratowały mnie od okrutnej śmierci w męczarniach. -Naprawdę Bożenko, nie musiałaś...- westchnęła mama, wpatrując się nabożnie w swoje dwudziestoczterokaratowe łyżeczki do herbaty. -Och, daj spokój!- ciotka machnęła na nią ręką i uśmiechnęła się słodko. Dobrze wiedziałam, że skrycie liczy na więcej takich pochwał. –Odwiedzam rodziny mojej ukochanej siostry raz na ruski rok! Czy to coś złego, że chcę tak sowicie wynagrodzić wam miesiące rozłąki? -Ależ oczywiście, że nie...- wydukał ojciec.- Ale rozumiesz...my nie możemy przyjąć tak drogich rzeczy... W tym miejscu zaczynała się tradycyjna wymiana zdań na temat tego, czy możemy przyjąć podarki ciotki. Moi rodzice usilnie twierdzili, że tak nie wypada, chociaż ja dobrze wiedziałam, że była to tylko czcza gadanina. W rzeczywistości bardzo zależało im na tych darach, a mówili tak tylko dla zasady. Oczywiście ciotka zawsze obstawiała przy swoim i w końcu prezenty i tak przyjmowaliśmy. Z powierzchownym zakłopotaniem i wewnętrzną radością. W czasie ich dyskusji wpatrywałam się w swój upominek, jakbym chciała go prześwietlić na wylot. Zazwyczaj utrzymywałam, że brzydzę się wszelkim bogactwem i nadmiarem pieniędzy, ale malutka, materialistyczna część mojego jestestwa nie mogła się doczekać, aby zobaczyć co jest w środku. W końcu ciotka ponagliła mnie swoim roziskrzonym wzrokiem, a ja, tylko czekając na ten moment, szybko rozpakowałam prezent. Mina mi trochę zrzedła kiedy zobaczyłam co to było. Piżama. I to nawet nie taka ładna, kolorowa piżama jakich pełno w sklepach z bielizną. Może kiedyś była różowa, ale teraz bardziej przypomniała watę cukrową bez barwnika. Na mankietach miała przyszyte dziecinne falbanki. Cała przypominała bardziej tort z lukrem niż przyzwoite ubranie. -Ja...jaaaaka śliiiiiczna.- zapiszczała moja mama, starając się odwrócić uwagę ciotki od mojej skwaszonej miny. Jednocześnie dała mi znak żebym zachwyciła się tą szmatką w ten sam sposób. -No...ciociu...-zaczęłam nieśmiało. –Naprawdę przeszłaś samą siebie. Skąd wiedziałaś, że właśnie o takiej piżamie marzyłam?- dodałam, zachęcona kiwnięciem głowy ojca. -Cudowna, prawda?- ciotka aż klasnęła w ręce. –Kupiłam ją od mojego starego znajomego z Singapuru. Dałam mu 200 dolarów, a on twierdził, że jest warta o wiele więcej. Jak dałam 500 to myślałam, że od kłaniania mi się wybije dziurę w podłodze. Ciągle powtarzał, że to wyjątkowa piżama i, że na pewno nie pożałuję. Na słowa „500 dolarów” zakręciło mi się w głowie. Pięćset dolarów!!! -Julia na pewno ją dzisiaj włoży, kiedy będziesz u nas nocować, prawda kochanie?- uśmiechnęła się mama. -Słucham?!- jęknęłam. -Och, ależ to będzie wspaniałe!- zawołała ciotka z pasją. –Jestem pewna, że będziesz w niej wspaniale wyglądać. Może i jestem za tym, że kobieta zawsze powinna być zadbana i elegancka, ale jestem pewna, że odrobina prostoty i kiczowatości nigdy nie zaszkodzi. Wręcz przeciwnie! Na pewno pomoże! Na myśl, że miałabym włożyć na siebie tą różową powłoczkę poczułam niemiły skurcz w żołądku. -Całkowicie się z tobą zgadzam!- wykrzyknęła matka. Potem zostawiłam ich samych. Doskonale wiedziałam, że będą dokładnie omawiać wszelkie podróże i udane transakcje ciotki. Wcześniej z czystej ciekawości zostawałam z nimi pozwalałam sobie zaśmiecać głowę niepotrzebnymi informacjami o cenach sztucznego jedwabiu na Sri Lance. Szczerze mówiąc nie znosiłam mojej ciotki. Może i była piękna, miała mnóstwo pieniędzy i mogła się pochwalić większą kolekcją nieruchomości niż niejeden z właścicieli bogatych polskich firm, ale jej sposób bycia, poruszania się i słownictwo wzbudzały we mnie obrzydzenie. Nie mogłam znieść kiedy chwaliła się tymi wszystkimi bibelotami, które kupowała. Jakby chciała dobitnie podkreślić, że ja o moja rodzina należymy do innej klasy społecznej. Szczerze nie znosiłam jej obłudy i dwulicowości. Doskonale wiedziałam, że myślała o nas jak o małych robaczkach, które nie umywają się do jej świetności. Jednak z racji tego, że z moją matką wciąż łączyły ją więzy pokrewieństwa, zmuszała się do tego, aby od czasu do czasu przyjechać w nasze skromne progi i oznajmić nam, jak bardzo za nami tęskniła. I za każdym razem, niby to z ukrywanej litości, obdarzała nas kosztownymi podarkami. A kiedy widziałam jak znienacka pojawia się w naszych drzwiach, miałam ochotę splunąć w jej stronę i jak najszybciej zaszyć się w swoim pokoju. Moi rodzice także nie mieli o ciotce Bożenie zbyt dobrego zdania. Wiele razy słyszałam jak w kuchni rozmawiali o niej i o jej stosunku do naszej rodziny. Kiedy ciotka przyjeżdżała do nas starali się stwarzać pozory niezwykłej życzliwości, jednak ja wiedziałam, że w głębi ducha marzyli tylko o tym, aby wytargać ją za te blond szkuty. Rozmawiali przez cały wieczór, a kiedy uznali, że pora jest już późna i czas przygotować posłanie ciotce (zawsze u nas nocowała, chcąc nam przysporzyć jeszcze większych kłopotów), ta nagle sobie przypomniała, że przed snem miałam się jej pokazać w swojej nowej, słodziutkiej piżamce. Ponaglana błagalnymi spojrzeniami matki dałam za wygraną i po chwili stałam przed ciotką odziana w różowiutką szmatkę z falbankami. Nikt nie zwrócił uwag na to, że spodnie od owej piżamy były na mnie wybitnie za małe i sięgały tylko do połowy łydki. -Ślicznie, no po prostu beautiful!- zachwyciła się ciotka, porażając nas swoim amerykańskim akcentem. Okręciłam się parę razy dookoła własnej osi, sprawiając, że różowe falbanki uniosły się do góry. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Nienawidziłam kiedy ludzie tak wokół mnie skakali i zachwycali się wszystkim co miałam na sobie. Po długiej gloryfikacji mojego stroju, mama zaczęła przygotowywać miejsce do spania dla naszego gościa. Kiedy strzepnęła prześcieradło wymknęłam się do swojego pokoju. Było już grupo po dziesiątej. Wizyta ciotki okropnie mnie zmęczyła. Na samą myśl o niej na czoło wstępowały mi krople potu. Zgasiłam światło. Nawet nie miałam siły aby przebrać się w jakąś normalną piżamę. Rzuciłam się na łóżko i zagłębiłam twarz w poduszce. Odetchnęłam z ulgą i przykryłam się kołdrą. Nareszcie mogłam odpocząć. Mój pokój był mały, ale przytulny. Mieszkaliśmy w blokach, więc nie mogliśmy sobie pozwolić na większe mieszkanie. Starałam się jak najbardziej praktycznie rozmieścić sprzęty w moim kąciku. Wyszło mi to dość nieudolnie, więc każda półka i szafka były zapchane do granic możliwości. Z drugiej strony jednak nie potrafiłabym mieszkać gdzie indziej. Jednym z moich wiecznych problemów była krótkotrwała bezsenność. Zanim ostatecznie zmorzył mnie sen, musiałam leżeć bez ruchu przynajmniej godzinę. Nawet jeśli byłam okropnie zmęczona. Był to feler niezależny ode mnie i nie miałam pojęcia jak się tej przypadłości pozbyć. A więc leżałam. Z twarzą w poduszce, zagrzebana w pościeli. I rozmyślałam. Nad tym jaką mam beznadziejną ciotkę i obłudnych rodziców. Wiedziałam, że starali się być mili, ale czasami nie potrafiłam zrozumieć dlaczego nie potrafili po prostu szczerze wygarnąć ciotce to co o niej myślą. Nie słyszałam już szurania rozkładanej pościeli w salonie. Pomyślałam, że może wszyscy już poszli spać. Nie miałam sił otworzyć oczu, ale miałam wrażenie, że światło w kuchni jest zgaszone (drzwi mojego pokoju były ustawione naprzeciwko kuchni). Wydało mi się to dziwne, gdyż wiedziałam, że mama zawsze kładła się spać grupo po mnie. Zdarzało się, że leżałam w łóżku dwie godziny, a ona wciąż krzątała się po kuchni. Nie słyszałam także żadnych rozmów, a byłam pewna, że rodzice zawsze przed snem prowadzili długie rozmowy na różne tematy. Czyżby to obecność ciotki tak na nich wpłynęła, że porzucili swoje typowe zwyczaje na czas jej obecności? Jednak wyraźnie słyszałam jak za ścianą ktoś bierze prysznic. Wydało mi się to niesłychanie dziwne, gdyż za ścianą była sypialnia rodziców, a nie łazienka, która mieściła się na końcu korytarza. Po za tym byłam niemal całkowicie pewna, że rodzice umyli się już wcześniej. Otworzyłam oczy, ale w pokoju było ciemno. Widziałam niewyraźnie kształty niektórych mebli i przedmiotów. Sięgnęłam ręką do stolika nocnego żeby zapalić światło, jednak natrafiłam dłonią na pustkę. Cała ta sytuacja zaczęła mnie wyraźnie niepokoić. Odrzuciłam kołdrę i w tym momencie usłyszałam, jak odgłos z łazienki milknie, a zamiast niego na korytarzu rozlegają się kroki. W międzyczasie moje oczy zdążyły się już przyzwyczaić do ciemności i kiedy rozglądnęłam się dookoła uderzyło we mnie tylko jedno stwierdzenie: „O Boże, to nie jest mój pokój!” Nagle drzwi do pokoju otworzyły się i ktoś zapalił światło. Blask lampy oślepił mnie na kilka chwil, a kiedy w końcu odzyskałam wzrok ujrzałam przed sobą chłopaka niewiele starszego od mnie, z ręcznikiem zawieszonym na biodrach. Przez kilka sekund wpatrywaliśmy się w siebie z nieopisanym szokiem w spojrzeniach. A potem zaczęłam się drzeć. I co to był za wrzask! Chłopak gwałtownie wyskoczył z pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi. A ja tkwiłam w miejscu, przyciskając kołdrę do piersi i wyrzucając z siebie pokłady decybeli. W końcu zabrakło mi tchu. Opadłam na poduszkę i całkowicie przykryłam się kołdrą. Nie miałam pojęcie skąd się wzięłam z tym pokoju. To nie był mój pokój- tego byłam pewna. Ale jak..? Skąd ja się tam wzięłam?! W myślach ciągle powtarzałam: „O Boże, o Boże, o Boże!!!” Prawie umarłam ze strachu kiedy usłyszałam jak drzwi ponownie się otwierają. W ostatnim akcie desperacji wyskoczyłam z łóżka i celując palcem wskazującym w przybysza wrzasnęłam: -Nie zbliżaj się do mnie!!! Jakież wielkie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że osobą, która otworzyła drzwi była moja własna matka. -Julia!- skarciła mnie. –Jak ty się do mnie odzywasz? Po za tym jest już po północy, powinnaś dawno spać! Jutro wstajesz do szkoły moja panno! Wcale nie zauważyła zdziwienia, które odmalowało się na mojej twarzy. Wciąż stałam jak sparaliżowana, z ręką wyciągniętą w jej stronę. -Gdzie...gdzie ten chłopak?- wykrztusiłam po dłuższej chwili ciszy. -Jaki chłopak?!- przelękła się matka. Dokładnie wiedziałam co sobie pomyślała. -A nie ważne...- jakby na komendę „spocznij” odzyskałam władze w kończynach i usiadłam na łóżku. -Chyba mi się coś przyśniło... -To dobrze...bo już się przestraszyłam, że jakiś nieznajomych facetów nocą sprowadzasz do pokoju.- zaśmiała się ze swojego dowcipu. A mnie wcale nie było do śmiechu. –Aha, a ciotką się nie przejmuj. Wiesz jaka ona jest...po prostu do niej trzeba się przyzwyczaić... -Mamo...-jęknęłam, wciąż myśląc o tym co przed chwilą się stało. –Nie mam teraz ochoty na obgadywanie ciotki Agaty...jestem zmęczona i chcę w końcu iść spać...- -Ach...- westchnęła mama. Moje słowa nieco ją uraziły. –Dobrze, już wychodzę. Drobnym kroczkiem wyszła za próg. Kiedy zamykała drzwi obdarzyła mnie smutnym spojrzeniem. Tego nie było mi dane ujrzeć, gdyż wtedy leżałam już z twarzą w poduszce, z wściekle walącym sercem i pustką w głowie.
Przez kilka pierwszych chwil po obudzeniu byłam tą beztroską licealistką co zawsze. Jednak kiedy przypomniałam sobie wczorajsze zajście z mojego gardła wydobył się pełen rozpaczy jęk. Nie martwiłam się tym, że prawdopodobnie bez mojej wiedzy zostałam przeniesiona do domu zupełnie obcych ludzi, ani nawet tym, że przez kilka minut leżałam w łóżku nieznajomego chłopaka. Martwiłam się swoją niewiedzą na ten temat. Nie potrafiłam znaleźć żadnego logicznego wytłumaczenia dla tego co się stało. Jak to możliwe, że w jednym momencie leżałam w swoim łóżku, w swoim…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Imperfspirit
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…