Plemię
Jest rok 2100. Minęło już kilkadziesiąt lat, kiedy dorośli wyginęli. Pozostała tylko młodzież rozdzielona na kilka dużych plemiion i sub-plemion, oraz klubów. Zaciekła walka trwa.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Plemię
To o czym mam zamiar teraz opowiedzieć stało się w 2068 roku. Ktoś sprawił, że dorośli znikli ze świata. Wtedy także jakaś moc sprawiła, że cała Ameryka, zarówno północna, jak i południowa utonęły w oceanie. Afryka odpłynęła na południe i tam zderzyła się z Antarktydą, co sprawiło, że oba kontynenty zatonęły. Azja odłączyła się od Europy i już nie było Eurazji. Popłynęła na wschód i już nigdy się nie pojawiła. Nie widać było jej lądu nawet na zachodniej części Pacyfiku. Europa pękła , na wskutek czego pojawiły się nowe morza. Na tym kontynencie pozostała tylko młodzież. Młodzież skazana na siebie, bez pomocnych dłoni dorosłych. To że Europa stała się całym światem, spowodowało chaos. Teraz każdy chciał rządzić, każdy chciał objąć panowanie nad tym nowym światem otoczonym przez szerokie i głębokie wody. Zaczęły toczyć się wojny. Prawdziwe, krwawe wojny. Nawet dawni pacyfiści teraz zapragnęli władzy i nikt nie był już przeciwnikiem wojen. Krew lała się, a coraz to więcej młodzieży ginęło. W końcu, dwadzieścia lat później, ogłoszono koniec wojny i postanowiono stworzyć nowe obszary władzy, którymi miały rządzić plemiona. Powstało kilka głównych plemion: Metale, Punkowie, Skinheadzi, Grungeni, Dresdale, Rastafarianie, Brekdani i Irokezi. Północ Europy, gdzie niegdyś była Szwecja i Norwegia została podzielona na dwa państwa: Grumet i Rastor. Środkowa Europa i zachód to były państwa Aldanor i Gangland. Południe, pomiędzy Nowym Morzem i Morzem Śródziemnym było podzielone na kilka małych państw: Falador, Hundagar, Saraden i Gormot. Założono sojusze pomiędzy plemionami, a większość ludu pozmieniała sobie imiona na takie, jakie chciała. Sub-plemion powstało mnóstwo. Jeśli ktoś był silny, a nie był dopuszczony do władzy, zakładał własne sub-plemię. Metale podzielili się na Slayerów, Hammerów, Imecków, oraz na Endragonów. To ostatnie sub-plemię było najsilniejsze, jednak miało zawarty sojusz z każdymi sub-plemionami Metali. Małe plemiona, mieszane często prowadziło koczowniczy tryb życia. Wkrótce takich małych plemion było kilka tysięcy, więc nazwano je klubami, aby nie myliły się z głównymi ugrupowaniami. Był 2100 rok, kiedy rozpoczęła się fala krwawych potyczek pomiędzy sub-plemionami. Wtedy Slayerzy i Imeckowie uderzyli na Liroyów. Zniszczyli wtedy ich terytoria, jednak kiedy do potyczki dołączyły się dwa sub-plemiona skinheadów, napastnicy zostali wypędzeni z Europy Środkowej. Nienawiść pomiędzy plemionami i sub-plemionami rosła. Dresdale i Brekdani nie lubili Metali, Grungenów i Punków. Wśród tych plemion, stale były jakieś spory i konflikty. Nikt oczywiście tego nie chciał, ale tak widocznie musiało być. Pacyfistów było mało, więc nie za bardzo był ktoś, kto zrobiłby porządek na świecie.
Znajomi
Płynął canoe, przez rzekę Vissel podziwiając puszczę, jedną z puszczy na południu Rastor. Był to człowiek należący do plemienia Metali. Odziany był w skórzaną, czarną kurtkę, pod którą miał czarną bluzę. Na jego szyi widniała pacyfka ze srebra. Włosy miał smoliście czarne i krótkie. Oczy jego były bystre, koloru piwnego. Na rękach, pod bluzą miał pieszczochy z krótkimi ćwiekami. Płynął w dół rzeki, ku miastu Fargamot. Słońce chowało się już za lasem, więc postanowił przybić do jednego z brzegów. Łódź ukrył w wysokiej trawie, a sam poszedł w poszukiwaniu chrustu na ognisko. Kiedy nazbierał odpowiednią ilość drewna, by ogień mógł się palić przez całą noc, wyciągnął z plecaka kawały indyczego mięsa. Przygotował sobie szaszłyki i zawiesił na dwóch patykach nad ogniem. W chwilę miał przygotowane pożywienie. Zaczął się rozkoszować świeżym i pysznym mięsem, kiedy z lasu dobiegły go niepokojące dźwięki. Jakieś kilkanaście metrów za nim poruszyły się krzaki. Chwycił za sztucer znaleziony niegdyś w opustoszałej wiosce i wycelował nim w kierunku jednego z krzaków. Ręce mu drżały. Poczuł nagły przypływ adrenaliny. Klęczał tak czuwając jeszcze przez dziesięć minut, potem zza krzaków wyłoniły się dwie ludzkie postacie. Kobieta i mężczyzna. Pokazali pacyfistyczny gest, więc mógł już schować sztucer. Mężczyzna był wysoki, miał długie włosy trzech kolorów. Widać było, że są to kolory naturalne. Odziany był również w czerń. Miał krótkie spodnie i koszulkę na krótki rękaw. Przez plecy miał przewieszoną lutnię, a na rękach sięgające od nadgarstka, aż po łokieć pieszczochy z ostrymi ćwiekami. Kobieta była niższa od mężczyzny. Miała kasztanowe włosy, czarną koszulkę z logo jakiegoś gotyckiego zespołu i niebieskie, przecierane dżinsowe spodnie. Widać było, że przebyli kawał drogi, bo oboje mieli ubrudzoną odzież. - Cześć. – Zagadnął mężczyzna. – Jestem Hefemer, to jest Dreana. Możemy się dosiąść do ogniska? - Witajcie. Ja jestem Velleden. Byłoby mi miło, gdybyście się przyłączyli. Hefemer oraz Dreana usiedli i poczęli wyciągać ze swych plecaków żywność. Velleden widząc, że jedzą na zimno polecił, aby podgrzali sobie jedzenie przy ognisku. Tak zrobili. Kiełbaski mieli ładnie przypieczone, a chleb był teraz chrupiący. Hefemer spoglądał od czasu do czasu na Velledena, chcąc wyraźnie o coś zapytać. Ten wyczuł to i uśmiechając się rzekł: - Wykrztuś to z siebie przyjacielu. Hefemer odwzajemnił uśmiech i spytał: - Skąd wędrujesz? - Jestem z Dargoru, z północy. Płynę do miasta Fargamot. – Wyjaśnił Velleden. Hefemer i Dreana spojrzeli po sobie, po czym Dreana rzekła cicho, jakby się czegoś bała... - Nie jedź tam. Velleden zmarszczył czoło. - Czemu? – Spytał. - Właśnie stamtąd wracamy. – Odparła. – Skinheadzi opanowali tamtejsze tereny. Nie ma tam teraz miejsca dla Metali. - Jak to? – Velleden nie zrozumiał. – Przecież tam jest stolica Rastor. - Niestety, już nie. Była tam bitwa. Większość Metali uciekła stamtąd. Kierują się z resztą wojsk na zachód do Grumet. – Powiedział sucho Hefemer, jakby te słowa z trudem przechodziły mu przez gardło. - Poddali się? – Velleden uniósł brwi. – Przecież tam była najsilniejsza armia w całym Rastor. - Skinheadzi mają jeszcze silniejszą armię, więc nasi wycofali się do Grumet. Tam chcą zwołać posiłki z Istandaru. Mają przybyć Punkowie, Grungeni i część Rastafarianów. - O cholera. – Velleden spojrzał w płomienie ognia. – Szykuje się wojna. Dokąd zmierzacie? - Jedziemy do Tuazaru. Jest to miasto zamieszkałe przez Opethów na granicy Grumet i Rastoru. – Rzekła Dreana, po czym westchnęła głęboko i spojrzała na Hefemera. - Czy mógłbym się zabrać z wami? – Spytał Velleden. – Szukam bezpiecznego schronu, a skoro Fargamot jest oblężony, to teraz każde inne bezpieczne miasto byłoby dla mnie domem. - Oczywiście. – Dreana uśmiechnęła się. – Miło będzie mieć jeszcze jednego towarzysza.
Wyprawa
Trójka znajomych ruszyła następnego ranka o świcie do Tuazaru przez rzekę Vissel, skręcając potem w jedną z rzeczek dopływowych, kierując się na zachód do granicy. Od miasta Tuazar dzieliło ich około pięćdziesięciu kilometrów. Pieszo są to trzy dni drogi. Musieli więc iść szybko, by ostrzec Opethów o zbliżającym się froncie. Prowiant także im się kończył, więc starali się nie jeść dużo. Kiedy tak szli przez polne drogi, asfaltowe ulice i leśne ścieżki i rozmawiali o tym i o owym, Velleden zaczął odczuwać, że coraz bardziej lubi swych nowych znajomych. Mieli podobne poglądy na świat, byli pacyfistami i pochodzili z tego samego plemienia. Było około południa, kiedy zaczęli opowiadać sobie dowcipy i śmieszne historyjki. - Nie wyobrażam sobie kawy bez marcepana! – Zakpił Velleden z jednej ze swoich byłych znajomych kobiet. – Jestem damusią i z chłopstwem się nie zadaję. Hefemer i Dreana ryknę śmiechem. Dreana miała wyjątkowo głośny śmiech, z czego Velleden się dziwił. Hefemer także opowiadał różne, śmieszne dowcipy, które resztę doprowadzały do łez śmiechu. Towarzystwo bez problemu potrafiło się dogadać. Przez całą drogę śmiali się, komentowali różne rzeczy, nabijali się ze swych antypatii, plotkowali, a wieczorami przy pięknym dźwięku lutni śpiewali swe ulubione pieśni. W końcu po pięciu dniach doszli do Tuazaru z czego byli zadowoleni, gdyż miasto to było wolne od wojen, przyjazne dla innych sub-plemion Metali i żyło własnym życiem, a droga do ów miasta była trudna do przebycia, lasy były gęste i nie było w nich ścieżek. Znajomi weszli do jednej z karczm stojących w centrum miasta. Wszyscy, którzy siedzieli w gospodzie, byli ubrani na czarno, niektórzy mieli długie włosy, a jeszcze inni byli kompletnie łysi. Opethów poznać było po charakterystycznej literze „O” na ich koszulach. W knajpie przesiadywało także dużo pacyfistycznych Irokezów, Punków i Rastafarianów. Hefemer, Dreana i Velleden poczuli się tam jak w domu. Usiedli w trójkę, przy jednym ze stolików, zamówili strawę, którą podał jakiś jedenastoletni Punk o czerwonej, charakterystycznej fryzurze. Jedli rozmawiając i wsłuchując się w plotki tutejszych mieszkańców i słuchając tutejszej muzyki, jaka była puszczana z magnetofonów…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Silent-Dream
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…