Płot
Opowiadanie to, troszkę surrealistyczne, przedstawia klaustrofobiczne życie osiedlowe
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dawno, dawno temu, gdy planetą rządziły jeszcze takie prymitywne stworzenia, jak "homo niemalże sapiens", istniało sobie pewne Osiedle. Mały, beto--nowy placyk z ławką pośrodku, otoczony był ze wszystkich stron wysokimi, zasłaniające doszczętnie horyzont blokami, szarymi jak życie przeciętnego człowieka. Jednym z takich człowieków był Niki, zwany także - Nik. Pewnego słonecznego dnia, gęsta powłoka chmur zasłaniała całe niebo. Gdy Niki wyszedł na dwór, lekki wietrzyk muskał jego twarz i wyrywał drzewa z korzeniami. Postanowił odwiedzić jego kolegę - Cichacza, który mieszkał na przeciwko. Przeszedł przez betonowy placyk, na którym teraz szalało tornado, pogwizdując sobie jedyną melodyjkę którą znał - Marsz pogrzebowy. Wkroczył do obskurnej klatki, wdrapał się po rozsypujących się schodach na drugie piętro i zastukał do drzwi. W ramach oczekiwaniach wsłuchiwał się trzask łamanych drzew, które latały po osiedlu jak zapałki. Wtedy drzwi otworzyły się. Za nimi stał blady chłopiec w czarnym dresie z kapturem. - Cześć Cichacz - rozpromienił się Niki - wyjdziesz? Chłopiec kiwnął głową i zamknął drzwi. Po chwili wyszedł w swoim stroju wyjściowym - czarne dresowe spodnie, czarny dres z kapturem i czarna dresowa czapka. Czarne trampki też dresowe, nie licząc podeszew. - Słuchaj Cichacz - mówił Niki gdy schodzili ze schodów - Musimy zwołać wszystkich chłopaków na zgromadzenie. Tak powiedział Turkus, że musimy się spotkać przy ławce. Turkus był najstarszym chłopcem na tym osiedlu, tak więc został głową całego gangu. Poszli do następnego bloku obok. Niki zastukał w drzwi i ujrzał UFO - Kogóż moje oczy widzą - rzekł UFO. Był to chłopiec średniego wzrostu, z wyłupiastymi oczami i zimową czapką z pomponem na jajowatej głowie. Nazwali go UFO, bo nikt dokładnie nie rozumiał co on mówi, z wyjątkiem Nikiego - Dlaczego przybywacie tu niestrudzeni wędrowcy? Czyż nie gwiazdy na niebie kazały wam wkroczyć w me progi? - Nie, Turkus mi kazał. - Ach, Turkus - powiedział z wyrazem podziwu w oczach - czego ten poczciwiec pragnie? - Nie wiem - Niki wzruszył ramionami - zadzwonił do mnie, żeby wszystkich zwołać. Pośpiesz się, inni już na pewno są. Po chwili UFO ubrał się w cienką, czerwoną kurtkę i wyszli z budynku. Na placu już nie szalało tornado, stali za to na jego środku trzej chłopcy. Najwyższy był Turkus, jak zwykle w Turkusowej dżokejce. Niższy, z czarnymi, rozczochranymi włosami i skórzanej kurtce nazywał się Luzik, od jego ulu-bio-nego słowa. Obok stał Ciapa, w za dużym na niego białym swetrze i w ciasnych spodniach. - Witajcie - rzekł Turkus przybyłym - Zebrałem was tu, aby omówić trapiącą nas wszystkich sprawę. Sprawę najwyższej wagi. Lekki wietrzyk zaczął trzepotać bluzami stojących w napięciu chłopców. - Na pewno każdy z was - ciągnął podniosłym tonem - miewał takie myśli jak ja. Mianowicie, czemu nasze cztery wieżowce, stanowiące mur odgra-dzający ten mały, szary placyk, muszą niweczyć nasze marzenia o odkrywaniu nowych miejsc i zakamarków, o oderwania się od myśli, że na zawsze zostaniemy niewolnikami tego bezdusznego miejsca, czyż nie? Czyż NIE!?! - Spoko stary - rzekł Luzik - Luzik, ale wykrztuś to z siebie, o co ci biega? - Już mówię towarzyszu Luzik - powiedział Turkus władczym tonem - widzicie ten płot? - wskazał na kilka wysokich desek blokujących wąskie przejście między dwoma blokami - To jest bariera która jest granicą naszego światka i której nikt nie zdołał pokonać... prawie nikt. Oczywiście każdy wiedział, że w zamierzchłych czasach odważyła się jedna osoba. Stała się żywą legendą którego imię do dziś darzy się szacunkiem i umiłowaniem. Nazywał się Dynguś i mimo, że dokonał największej rzeczy na jaką odważyłby się mieszkaniec tego osiedla, nie chciał się z nikim podzielić, co ujrzał za tym murem. Wręcz przeciwnie - od tamtego wydarzenia stał się bardzo zamknięty w sobie. - No, to gadaj - odezwał się Luzik otrzepując swoją kurtkę - do czego zmierzasz? Turkus wyprostował się, gdyż chciał przyjąć pełnej powagi pozycję. - Towarzysze, nadszedł najwyższy czas, aby ktoś w końcu przekroczył ten płot i podzielił się z innymi informacją, co za nim jest. Wśród słuchających rozległ się pełen przejęcia szmer. W końcu z szeregu wystąpił Niki. - Ja mogę tam pójść... Luzik popatrzył na niego ze zdziwieniem, UFO rozdziawił gębę, Cichacz pokręcił wątpiąco głową a Ciapa miał twarz bez wyrazu i się ślinił. - Dobrze, że znalazł się ktoś tak pełen odwagi - rzekł Turkus patrząc na Nikiego z niemałym zaskoczeniem - ale będziesz potrzebował pomocy. I o tą pomoc Niki miał zamiar poprosić. Zabrał ze sobą Cichacza i poszedł w stronę klatki schodowej. Korytarz był brudny i obskurny. Wszedł do windy i nacisnął guzik z cyferką "2". Po krótkiej przejażdżce drzwi uchyliły się. Wyszli z niej pełną powagą i podeszli do białych drzwi mieszkalnych. Zanim Niki zdążył zapukać, otworzyły się za sprawą młodej kobiety -Witajcie - rzekła i ustąpiła miejsca aby weszli - Oczekiwał waszej wizyty. Obaj zdeczka zdziwieni, wkroczyli do domu. Ściany w nim były obwie-szone różnymi dywanikami we wzory, a w powietrzu unosiła się woń kadzideł. Kobieta poprowadziła ich do pokoju, z którego wydobywały się dziwne mru-czenia. Niki i Cichacz weszli tam i ujrzeli TĄ osobę. Na podłodze, ze wzrokiem wbitym w ścianę, medytował Dynguś. Miał co najmniej piętnaście lat, dobrze zbudowaną szczękę i długie, siwe włosy niedbale opadające mu na oczy. - Wiem co was tu sprowadza - powiedział ochryple. - Naprawdę? – zdziwił się Niki. - Owszem - rzekł Dynguś nie spuszczając wzroku ze ściany - drzecie się tak, że całe osiedle was słyszy. - A więc wiesz także, iż szukamy u ciebie pomocy? - Tak. Dynguś wstał powoli z podłogi. Dopiero teraz można było zdać sobie sprawę, jak bardzo on jest wysoki. W pełnej…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Specter
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…