Po Tamtej Stronie I - Chloe
Co się z tobą stanie po śmierci? Gdy Chloe umiera, nie odchodzi z tego świata. Z głębokim pragnieniem pomocy matce i siostrze nie przekonuje jej nawet sam anioł, który chce zabrać ją do nieba. Musi wydać swojego mordercę i gwałciciela, lecz jak, s
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Chloe rozejrzała się po lesie. Wszędzie dominowała czerń, jakby z każdej rośliny zabrano kolor. Przez chwilę się przestraszyła. Nie słyszała nic, ani nikogo nie widziała, ale oglądała zbyt dużo horrorów przez całe swoje życie, by nie bać się w takiej chwili. Zastanowiło ją, dlaczego nie czuła zimna. Przecież była późna jesień. Powinna czuć… cokolwiek. Przypomniała sobie, że czegoś się przed chwilą bała. Czegoś okropnego, przez co prawie płakała. Nie pamiętała jednak już, dlaczego. Chloe spojrzała na swoje ubranie. Było mokre i brudne. Zmarszczyła brwi. Co się stało? Zamarła. - O Boże – sapnęła, dotykając palcami wielkiej plamy na jej piersiach. Spojrzała na swoje dłonie. Na nadgarstkach zobaczyła otarcia i sińce. W jej myślach pojawił się obraz sznura, którym była przywiązana. Jej oczy były szeroko otwarte, gdy rejestrowała wszystkie rany na sobie. Na jej piersi była wielka plama krwi, siniaki były wszędzie. A ona nie pamiętała, co jej się wydarzyło. Dziewczyna z przerażeniem stwierdziła, że w lesie, niedaleko jej stóp leży jakaś ciemna postać. Przełknęła ciężko, zaalarmowana. Nie wiedziała, czy podejść, czy lepiej uciec. Ucieczka. Tak, to brzmiało dobrze. Wspomnienia zaczęły nawracać. Uciekała. Próbowała skądś uciec. Ale stała teraz tutaj, w środku ciemnego lasu. To nie miało sensu. Z nagłą odwagą Chloe zbliżyła się do postaci leżącej niedaleko na ziemi. Skoro tutaj była, musiała się dowiedzieć, co tu robi, a to może jej pomóc przypomnieć. Dziewczyna chwyciła za płachtę i szarpnęła ją w bok. Odskoczyła z krzykiem. Szklane, zielone oczy wpatrywały się w przestrzeń. Usta były otwarte w krzyku, lecz nic z nich nie dochodziło. Ciemnobrązowe loki były zaplątane w liście i patyki. Na twarzy leżącej dziewczyny była krew, a jej policzek siny. Z kremowej bluzki została szkarłatna tkanina, która niezdarnie opatulała jej piersi. Dziewczyna nie miała na sobie spodni, ani majtek. Po policzkach Chloe płynęły łzy. Ciężko było jej poznać ciało leżące u jej stóp, lecz widziała podobieństwo. Krew, zadrapania, zsiniałe nadgarstki. Miała tylko osiemnaście lat… To jednak nic nie zmieniało. Właśnie stała przed swoim martwym ciałem, a wspomnienia zaczęły napływać do jej umysłu, jakby oglądała je w telewizorze. Ból. Najgorszy był ból. Zniosłaby całe to kopanie i bicie, gdyby jej nie gwałcił. Tyle razy… Szloch wyrwał się z gardła dziewczyny. Zaczęła biec przed siebie. Byle daleko od tego wszystkiego. Próbowała wtedy uciec… I udało jej się. Uciekała. Była już daleko. Kiedy on ją jednak dogonił. Płakała i prosiła go, żeby ją oszczędził. A ten drań zabił ją tuż po kolejnym gwałcie. Wzięła urywany oddech, spróbowała się pozbierać, kiedy wybiegła z lasu. Kolejny raz się rozejrzała. Zaczęła poznawać okoliczne lasy. Była niedaleko miasteczka. Zaraz za zakrętem będzie sklep, w którym zawsze kupowała słodycze dla małej siostrzyczki. Jej stopy szły po ziemi, lecz dziewczyna nie czuła żadnego zimna czy bólu, kiedy deptała po różnych twardych kamieniach. Nie czuła nic. Nie żyła. Dlaczego więc tu była? Czy nie powinna odejść, tak jak zawsze mówiła mama? Każdy, kto umiera przedwcześnie idzie do nieba. Bezwarunkowo. Czy ona zrobiła coś złego, by zostać na ziemi? Chloe obejrzała się do góry. Niebo było szare, chmury ciemne i ciemniejsze krążyły po nim powoli. Zapowiadało się na deszcz. Dziewczyna zmarszczyła się i westchnęła. Gdzie jest ten Bóg, o którym mówiła mama? Czy on w ogóle istnieje, skoro jej nie pomógł? Czy ona wiedziała, kto zabił jej córkę? Domyślała się? On jej powiedział. Mówił jej zawsze przed biciem, że wszyscy w miasteczku jej szukają i on nie pozwoli, by ją znaleźli. Dziewczyna przebiegła ten krótki dystans pomiędzy drogą do lasu a ulicą i zatrzymała się. Samochody jeździły w obie strony, nie było kiedy przejść. Domyślała się, że nikt jej nie widzi, inaczej ktoś w końcu by się zatrzymał… prawda? Ona pragnęła tylko zobaczyć mamę i małą siostrzyczkę, upewnić się, że wszystko jest z nimi w porządku, że nic im nie grozi z jego strony. Przebiegła przez ulicę, ignorując samochody, które z drugiej strony ignorowały ją. Było jej dziwnie, gdy te przejeżdżały przez nią i jechały dalej. Jakby jej tu nie było… Biegła chodnikiem, aż nie natknęła się na furtkę w wysokim płocie. Spróbowała ją otworzyć, lecz jej dłonie przeszły przez żelazną bramę. Skrzywiła się. - Co jest… – mruknęła zła. Przecież płachtę z jej ciała zrzuciła jednym szarpnięciem. Wtedy przewróciła oczami i przeszła przez bramę, jakby nigdy nic. Jestem duchem, powiedziała sobie. Przecież mogę przenikać przez ściany. Weszła do domu bez problemu. W środku panował zaś chaos. Jej matka, piękna ciemna blondynka o szmaragdowych oczach (pomimo trzydziestu ośmiu lat dalej wygląda bardzo młodo), teraz siedziała na fotelu z oczami pusto patrzącymi przed siebie. Przypominały dziewczynie jej własne, pośmiertne, patrzące w nicość. Przełknęła z trudem. Denise, matka Chloe, ubrana w szary wielki sweter, zawinęła się w niego, jakby odgradzał ją od reszty świata. Piękne ciemnoblond loki były teraz nieuczesanymi strąkami, a jej młoda twarz zamieniła się nagle w twarz starej, schorowanej kobiety. Szmaragdowe oczy były czerwone, zapłakane. Obok fotela klęczała mała Rachel. Miała jedynie cztery latka. Jej broda trzęsła się, a duże, piwne oczy były zaszklone od hamowanych przez dziewczynkę łez. Drobna rączka dotykała ramienia matki w cichym pocieszeniu. Nikt nic nie mówił. Pomimo chaosu, była cisza. Chloe usiadła w fotelu naprzeciwko matki i siostry. Denise straciła męża cztery lata temu, kiedy akurat zaszła w ciąże. Nie mogła pogodzić się z kolejną śmiercią. Zwłaszcza córki. Dziewczyna obejrzała dom. Wszystko było takie, jakie zapamiętała, gdy z niego wychodziła ostatni raz. Jakby nikt nic nie ruszał na ten czas. Nawet lalki Rachel były w tym samym miejscu. Osiemnastolatka westchnęła ciężko. Plusem było to, że nic jej nie bolało, lecz nie wiedziała, dlaczego nadal była na ziemi. Rodzina była bezpieczna, go tutaj nie było. Nie wiedziała zatem, co miała robić, a nie chciała oglądać już tej nostalgii, którą przeżywali najbliżsi. Gdy coś mignęło jej z prawej strony, obejrzała się. Na dywan z jakichś dwóch metrów zlatywało piórko. Chloe obserwowała je, dopóki nie wylądowało schludnie na podłodze. Było białe. Nieskazitelnie białe. Zmarszczyła brwi. Spojrzała na Denise i Rachel siedzące naprzeciwko, lecz te się nie ruszały. Nie mrugały, nie oddychały. Stały w miejscu, niczym zatrzymane w czasie. Zamarła. Kiedy zza jej pleców rozbrzmiało eleganckie chrząknięcie, dziewczyna prawie podskoczyła. Spojrzała do tyłu, a jej oczy rozszerzyły się na widok wysokiego anioła. - O mój… - Spokojnie – Męski głos wydobył się z kształtnych ust. Wyglądał jak mężczyzna. Wysoki, umięśniony, o kremowej skórze brunet, którego włosy zawijały się przy uszach. Czarne oczy przypatrywały jej się w skupieniu, dając jednocześnie czas, by sama ochłonęła. Nie po jego wyglądzie… lecz skrzydłach. Były one ogromne, co samo w sobie było już cudowne. Biel uderzała do głowy, a dziewczyna mogła ujrzeć każde piórko, które wyrastało z mięśni. - Jestem…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil drusia96
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…