Wróć do katalogu

Pociąg

Rozdział I

kazimierz, opublikowano , 5 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Był lipiec, upalne lato. Słońce wpadało przez szyby i drażniło mnie swoimi promieniami. Leżałem w łóżku, była szósta nad ranem. Moja skóra lepiła się od potu, powietrze było ciężkie i trudno mi było oddychać. Podniosłem się i zasłoniłem okno. Czułem zapach kawy unoszący się z kuchni. To dzień mojego wyjazdu, mojego powrotu. Znów znajdę się w swoim domu. We własnej samotni, gdzie nikt mi nie przeszkadza. Nikt nic nie mówi. Nikt nie zwraca uwagi na brudne talerze i kubki stojące na stole od miesięcy. Nikt mnie nie prosi, bym się ogolił, posprzątał, poszedł po zakupy, czy zjadł śniadanie. Nikt nie krzyczy na mnie z powodu zbyt dużej ilości wypijanego alkoholu i smrodu tytoniu. Założyłem gumowe klapki, narzuciłem na siebie biały szlafrok i zszedłem do kuchni. Tam czekały już na mnie kanapki z dżemem i kawa z mlekiem. Słodki dżem lepił mi się w ustach, był mdły i nie mógł mi przejść przez gardło. Zdecydowanie bardziej lubiłem własnoręcznie przyrządzane śniadanie, czyli papieros na czczo zagryzany lekiem antydepresyjnym. Rodzice jak zwykle martwili się o mnie i ostrzegali przed wszystkim, co się tylko dało. Mama zrobiła mi duży pakunek z jedzeniem na drogę, herbatę w termosie i sok jabłkowy. Po śniadaniu powiedziałem tylko, że idę się spakować i udałem się z powrotem na górę do swojego pokoju. Właściwie nie było czego pakować, bo prawie nic nie wyjmowałem z walizki. Zdjąłem ze sznurka upraną mi przez mamę bieliznę i kilka koszulek, zmięte włożyłem do walizki. Z szafki nocnej wziąłem dezodorant i szczoteczkę do zębów. Telefon włożyłem do kieszeni. Zasunąłem suwak. Wreszcie. Rodzice upierali się, aby odprowadzić mnie na stację i długo musiałem im tłumaczyć, iż nie jest to potrzebne. Kiedy w końcu odpuścili, wycałowali mnie i wyściskali życząc przyjemnej podróży, a ja z ulgą wyszedłem na zewnątrz. Po drodze wstąpiłem jeszcze do sklepu po paczkę papierosów i udałem się na stacje. Czekałem na pociąg w upale. Miałem na sobie długie spodnie i czarny t-shirt, a pot ściekał mi po rękach, twarzy i szyi.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych