Początek Końca
Minęło 2 lata od operacji, mającej na celu wypędzenie Zergów z planety Margot. Ostatnie ludzkie osiedle na planecie przygotowuje się do decydującej bitwy, której celem jest obrona Terrańskiej kolonii.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Światło, które wpadało do pokoju było lekko przyćmione. Na zewnątrz deszcz odgrywał swój taniec na oknach budynków Terran. Burza utrzymywała się już od kilku dni i ziemia obok Centrum Dowodzenia zmieniła się w błoto. Przy oknie znajdowało się biurko i odsunięty od niego fotel. Na blacie leżała połyskująca broń, a po bokach znajdowały się wysokie szafki ze starannie ułożonymi książkami. Pośrodku stała wysoka postać, którą okalało wnikające do środka światło. Wkładała na siebie pancerz koloru zielonego. To był Raynor. Pancerz nie był jeszcze przez nikogo noszony, wypolerowany dostał się w ręce Jim’a jako prototyp nowego ubrania ochronnego. Broń także była prototypem nowego działka 20mm z wybuchającymi pociskami. Terranin jako pierwszy miał wypróbować te akcesoria. Po chwili rozległo się pukanie w drzwi, do pokoju wkroczyła średniego wzrostu postać. Sądząc po tym, co ten mężczyzna miał w ręce można było wywnioskować, że jest uczonym lub naukowcem. Jego twarz była bez wyrazu, lecz nagle pojaśniała, gdy pojawił się na niej uśmiech. Jim wiedział, kto to jest. To od niego otrzymał to, co miał teraz na sobie i co leżało na biurku. Nazywał się Taros i był kierownikiem Akademii oraz Stanowiska Inżynieryjnego. Do niego trafiały informacje o nowych odkryciach nim ktokolwiek z zewnątrz zdołał się tego dowiedzieć. Był też jego przyjacielem. - I jak leży? – Zapytał - Całkiem dobrze. Nie przypuszczałem, że jest taki lekki. Jaka jest odporność kombinezonu? – Zapytał Jim - Ok. 70% bardziej wytrzymalszy niż jego starszy model. - Jakieś dodatkowe funkcje? - Wytrzymuje temperaturę 1200 stopni. Starszy typ przy 500 zaczął mięknąć. Ponadto ma zamontowany system leczący wraz ze sterydami. Światła fotonowe dochodzą na odległość 200 m w mglisty poranek. - Niezłe. – Pochwalił Raynor – kiedy rozpoczniecie produkcję seryjną? - Niedługo powinniśmy zacząć. Mamy jednak małą ilość surowców i to nas powstrzymuje. – Poinformował Taros - Hm niestety nic nie mogę na to poradzić. Idźcie do Crowel’a. - Ekhm nie sądzę, aby dał mi choć wiadro minerałów. – W głosie Terranina słychać było powątpiewanie, gdyż major Crowel był dowodzącym w tym mieście i do niego należało kierować wszystko, co było związane z surowcami i gazem. Jim zaśmiał się. Dobrze znał styl bycia przełożonego Taros’a, jednak nic w związku z tym nie mógł zrobić. Podniósł broń z biurka i rzekł: - Chodźmy wypróbować to cacko. – Skinął na Taros’a, który spoglądał na równo poustawiane książki na regale. - Tak, oczywiście....... widzę, że lubisz Science Fiction. – Stwierdził Terranin - Taa... Lubię poczytać o tym jak rasa ludzka wygrywa z przybyszami atakującymi ich świat. Szkoda tylko, że to nie sprawdza się w rzeczywistości. – Twarz Jim’a spochmurniała. - To znaczy? – Zapytał zaciekawiony Taros - Słyszałeś o operacji „Chwila Chwały”? – Zapytał Raynor, a jego oblicze wydało się jeszcze bardziej przygnębione. - Nie kojarzę. - A powinieneś... powinieneś. - Mógłbyś mi przybliżyć ten temat? – Poprosił Taros - Opowiem ci to w drodze na strzelnicę – zaproponował Jim, po czym chwycił mocniej broń i wyszedł z pokoju.
{b}Rozdział 1{/b}
Generał Duke i przywódca Arcturus Mengsk dowodzili flotą składającą się z 8 krążowników klasy Behemot oraz ponad 60 Myśliwcami. Sprowadzili je ze wszystkich krańców sektora Margotu i Koprulu. Zaplanowali oni atak na Mózgowca znajdującego się w odległości ponad 5000 km stąd. Najpierw zniszczono z orbity strategiczne punkty obrony ziemia-powietrze tzn. większość Kolonii Zarodników wroga. Do obrony Zergowie wysłali hordy Zmór. Nic poważniejszego niż zniszczenie kilku Myśliwców one jednak nie zdziałały, gdyż wystarczyły 2 rakiety Hellfire aby je unieszkodliwić. W połowie walki Zmór i Myśliwców na pomoc swoim wojownikom Nadświadomość wysłała kilkadziesiąt Mutalisków. Cholerne stwory! Z Mutaliskami działo się podobnie jak ze Zmorami. Były one jednak mądrzejsze od tych „ślepych terrorystów” i widząc, że są dziesiątkowane zawróciły, ukrywając się w atmosferze planety. Mengsk nie miał wyboru i rozkazał, aby wszystkie krążowniki i Myśliwce naraz zeszły na wysokość 6 km od powierzchni planety i rozpoczęły szukanie Mózgowca. Dzień był wtedy dość dziwny w tamtej części globu. Krajobraz poza zainfekowaną glebą był dziwnie pożółkły. Ponadto unosiła się gęsta, bladożółta mgła. Tajemnicze zniknięcie Mutalisków wywołało zdenerwowanie generała Duke’a oraz Arcturus’a. Nikt nie wiedział gdzie są i co robią. Krążowniki zeszły na jeszcze mniejszą wysokość, aby zniszczyć resztę formacji Kolonii Zarodników. W swoim pokoju miałem włączone 2 obrazy na moim ekranie: jeden pochodził z Władcy, a drugi z Kanibala. Słyszałem wszystkie rozkazy jakie wydawali właściciele krążowników. Słyszałem jak Duke krzyczy, aby włączyć reflektory pod kadłubem oraz polecenie uruchomienia pola maskującego Myśliwców wydane przez Mengska. W pewnej chwili Duke wrzasnął:„A co to ku*** jest?”. Istotnie działo się coś niedobrego. Kilkanaście Suzerenów powolnym ruchem, wyłaniały się z mgły i zaczęły zbliżać do armii Terran. Wywołało to nerwową atmosferę na pokładzie krążowników, gdyż każdy z dowódców widział, że te stwory nie umiały atakować celów powietrznych jak i naziemnych. Postanowiono je czym prędzej zlikwidować. Myśliwce i krążowniki zbliżyły się na odległość strzału i Mengsk już miał wydać rozkaz ataku, gdy coś się stało. Widziałem nawet jak uniósł rękę aby dać znak. W tym samym momencie jego twarz zadrżała, a oblicze wyrażało wielki strach. Jego oczom ukazały się potwory większe dwukrotnie od Mutalisków o wyglądzie głowy Zerglinga z doczepionymi skrzydłami. Wyłoniły się z mgły razem z pozostałymi przy życiu Mutaliskami. Zaatakowały one krążowniki flagowe Duke’a i Mengska lepką, fioletową cieczą, która zasłoniła całkowicie widoczność dla całej załogi. Generał ocknął się pierwszy i wrzasnął:„Szwadron Alfa, rozjebać sukinsynów. Po tych słowach Myśliwce ruszyły do ataku razem z krążownikami. Nowe formy Mutalisków okazały się jednak zbyt potężne, aby armia Terran mogła je pokonać. Myśliwce były masowo niszczone. Na mostku we Władcy rozległ się krzyk:„Panie admirale... Ciężkie uszkodzenia statku... Musimy natychmiast ewakuować się z pokładu. Po tych słowach postać Mengska znikła z obrazu. Prawdopodobnie został zabrany przez załogę, która wpakowała go do kapsuły ratowniczej i wystrzeliła z krążownika. Po krótkiej chwili na obrazie pojawiła się twarz kapitana statku. Stanowczym głosem rzekł do mikrofonu skierowanego w moją stronę:„Poruczniku Raynor! Zostaliśmy zaatakowani przez nieznajome twory Zergów. Będziemy walczyć do końca ochraniając kapsułę Arcturusa Mengska, która leci teraz w przestrzeń kosmiczną. Proszę natychmiast wysłać Statek Transportowy, aby przejął ładunek oraz admirała...” Wtedy połączenie zostało zerwane. Utraciłem połączenie z Władcą, a po krótkiej chwili również z Kanibalem (Duke przed rozłączeniem krzyknął:„Wy skurwysyny...”). Nie mogłem się ocknąć przez dłuższą chwilę. Jakaś część mózgu usiłowała się przebić przez mur zdziwienia, rozpaczy i nienawiści. W końcu przestałem wpatrywać się w czarne obrazy na ekranie i rozluźniłem się na tyle, aby przypomnieć sobie, co mówił kapitan okrętu flagowego Mengska. Przewracając wszystko na co się nawinąłem biegłem po schodach w Centrum Dowodzenia, potem poprzez ulice miasta, aż znalazłem się w Gwiezdnym Porcie. Szybko wydałem rozkaz startu jedynego Myśliwca jaki pozostał w hangarze oraz Statku Transportowego. Pilot wystartował i skierował swój statek w kosmos. Patrzyłem w niebo jak się oddala. To był ostatni raz, gdy go widziałem. Operacja „Dzień wyzwolenia” okazał się porażką i przez nią zginęli wszyscy najważniejsi dowódcy świata Terran.
{b}Rozdział 2{/b}
Po skończeniu opowieści, twarz Jim’a wyrażała smutek i żal po straconym przyjacielu jak i po śmierci kilkuset ludzi. Razem z Tarosem stali teraz przed drzwiami strzelnicy dla komandosów. - Wiesz, jedno mnie zastanawia. Od tamtej bitwy minęło ponad 2 lata. Jak to jest możliwe, że nie słyszałeś o niej? – Zapytał Raynor - Hm... Nie wiem jak to powiedzieć. 2 Lata temu byłem zwykłym pracownikiem Akademii na Korhal IV. Nie interesowały mnie zbytnio działania wojenne prowadzone na odległych planetach. Być może dlatego... Taros zapukał, po czym otworzył drzwi i skinął na Jim, aby wszedł pierwszy (po porażce w bitwie o los planety i śmierci Mengska oraz Duke’a uznano Jim’a generałem wojsk Terran i naczelnym dowódcą Armii). Gdy to uczynił sam wpakował się do środka. W wielkiej sali znajdowało się kilkoro Komandosów. Niektórzy rozmawiali ze sobą, a inni sprawdzali swoje umiejętności mierząc z karabinów T-82 do tarcz. Było kilka wolnych stanowisk ze wszystkich 10 rozmieszczonych po obu stronach hali. Jim podszedł bliżej jednego ze stanowisk i rzekł: - No to sprawdźmy co potrafi to cacko. – Mówiąc to spojrzał na wypolerowaną broń z napisem na kolbie:„Splinter Rifle”. Uniósł ją na wysokość oczu, wycelował i puścił serię pocisków w znajdującą się 20 metrów dalej tarczę. Wszystkie pociski trafiły w cel robiąc dziury o średnicy 20mm. Na ekranie przy stanowisku Jim’a pojawiła się statystyka: 1x10pkt, 2x9pkt, 1x7pkt, 1x3pkt, Razem-29pkt. - Nieźle! – Pochwalił Taros – naciśnij to i spróbuj ponownie – mówiąc to wskazał na mały, prostokątny przycisk z literą M. Znajdował się on blisko palca wskazującego lewej ręki, która podtrzymywała broń (podobny uchwyt jak przy staroświeckim kałachu pochodzącym z XX w z planety Ziemia. Jim ponownie wycelował i nacisnął spust. Wystrzał odrzucił nieznacznie jego broń do góry. Spojrzał na tarczę, lecz jej nie było. Zamiast niej w tamtym miejscu unosił się szary dym. Wszyscy na sali spojrzeli na Jim’a i jego kolegę. - Co to było? – Zapytał zaskoczony Raynor - To był pocisk odłamkowy. – Poinformował zadowolony Taros – gdy dotknie jakiejś powierzchni wybucha. Prawdopodobnie wystarczy jeden strzał na Hydraliska, a na Zerglingi nie warto go marnować. Samo działko po 2-3 seriach wykańcza stwora. - Hm... Ile mieści się pocisków w jednym magazynku? - Dokładnie 35. W pancerzu, który masz na sobie znajdują się specjalne miejsca na 5 takich magazynków oraz 2 do działka 20mm, mieszczące 250 pocisków. Wysuwa się je z prawej i lewej strony kombinezonu. - Jak wy to wszystko upchnęliście w tym karabinie? – Zapytał Raynor - Ech... Prawda, ze imponujące? – Towarzysz Jim’a uśmiechnął się. - Taa... Czy mogę go zatrzymać? - Jasne, jest twój razem z pancerzem. – Powiedział Taros. - Rozpocznijcie produkcję seryjną jak najszybciej. – Rozkazał Terranin - Tak jest! Raynor wyszedł z hali, na której ponownie zaczęły rozbrzmiewać wystrzeliwane pociski. Udał się do swojego pokoju, w którym zostawił prezenty dane przez Taros’a, po czym udał się do głównej sali w Centrum Dowodzenia. Miał nadzieję, że tym razem Tassadar odpowie na jego wezwanie. Zagadał do łącznika i po chwili usłyszał głos Magistrali (komputera obdarzonego sztuczną inteligencją):„Brak odpowiedzi, zerwanie połączenia.”. Terranin spochmurniał. Minęło półtora roku od opuszczenia przez Protosów tej planety. Stało się to tak nagle. Templariusz przy pożegnaniu rzekł tylko:„Bądź silny, wrócimy!”. Po ich odejściu obserwatorzy zaalarmowali, że większość opuszczonych baz Protosów została przejęta przez Zergów. Od reszty, niezainfekowanej planety oddzielał miasto wąski korytarz pustynnego terenu. W chwili obecnej cała planeta jest już przejęta przez obce organizmy. Jedyna osada Terran pozostaje nadal poza zasięgiem wroga. Miasto zostało umocnione i obwarowane. Zergi nie mogły przedostać się przez obronę w mniejszych niż liczących kilkaset jednostek oddziałach. W ostatnich miesiącach zaobserwowano zanik aktywności Zergów po stronie południowej. Północnej części bronią zaś liczne Wieże Rakietowe. Nie było mowy o ataku z powietrza. Jedyne co niepokoiło Raynora znajdowało się w Gwiezdnym Porcie, a raczej nie znajdowało się. Wszystkie 30 Statków Desantowych zostało wysłanych ponad rok temu do odległej planety Mar Sara, aby wspomóc Terran walczących tam z Zergami. Niestety nie pomyślano wtedy o ewentualnej ewakuacji z planety Margot. Skupiono więc wysiłki na umacnianiu miasta niż na budowie transportowców. Przez ten okres wynaleziono również rakietnicę klasy ziemia-ziemia. Montowana jest ona w specjalnych budynkach podobnych do Wież Rakietowych lecz rakiety skierowane są ku ziemi. Mają wielką moc niszczenia i kilka pocisków wystarczy aby zabić Ultraliska. W mieście zamontowano ponad 20 takich punktów obrony. Do miasta zamienionego w twierdzę była tylko jedna droga naziemna. Bardzo wąska, a po bokach na urwisku ustawione bunkry, Wieże Rakietowe, które utrudniały dostęp wrogowi do środka. Dodatkowo droga była gęsto zaminowana. Jim czuł się zmęczony. Postanowił więc zdrzemnąć się chwilę w swojej kwaterze. Udał się tam niezwłocznie. Gdy wkroczył do pokoju, ogarnęła go wielka słabość. Nie był w stanie utrzymać się na własnych nogach dlatego też upadł na kolana, a potem na podłogę. Poczuł, że serce bije coraz słabiej i wolniej. Miał przeczucie, że to koniec jego życia. Ale dlaczego? Czym sobie na to zasłużył, pomyślał. W końcu mózg odmówił mu posłuszeństwa i Terranin zapadł się w ciemną otchłań snu.
{b}Rozdział 3{/b}
- Zergi wdzierają się do miasta!! – Krzyczał któryś z Komandosów – wszyscy do schronu!! Wielka ilość Hydralisków i Zerglingów przechodziła przez wąskie przejście zabijana przez Terran ukrytych w bunkrach i Wieżach Rakietowych. Ciągły ostrzał z artylerii czołgowej, naloty z powietrza – mimo tych wysiłków wróg podchodził coraz bliżej ostatniej linii obrony. Raynor także walczący wśród Komandosów ze swoim Splinterem, dziesiątkował oddziały Zergów. Cywile uciekali do podziemnego bunkra, zbudowanego specjalnie na taki wypadek. Nagle nawiedziło Jim’a dziwne przeczucie. Było ono mieszanką nienawiści i słabości. Uzmysłowił sobie nagle, że jego wysiłki idą nadaremne, gdyż nikt nie jest w stanie pokonać takiej ilości wrogich jednostek. Wściekł się, że najpierw Konfederacja, a teraz służba w armii zniszczyły jego życie. Nie chciał umrzeć w ten sposób. W jego oczach płonął gniew do Terran, podczas gdy swoją bronią zabijał brutalnych Zergów. Postanowił zakończyć swoją mękę. Złowieszczy uśmiech udekorował jego twarz, gdy zwrócił się w stronę własnego budynku – jednego z kilku ocalałych bunkrów. Podbiegł do niego i gdy był już bardzo blisko, rzucił się na ścianę struktury wybuchając jak zakażony Terranin. Obudził się w swojej kwaterze. Leżał na prawym boku z głową skierowaną do okna. Cały zlany był zimnym potem. Czuł się gorzej niż przed zaśnięciem. Teraz jednak uzmysłowił sobie, że to czego przed chwilą doświadczył była wizja niedalekiej przyszłości. Niedowierzał jednak temu, że należy on do grupy ludzi zakażonych przez Królową Zergów. Powoli wstał tak jakby był pijany. Oparł się o ścianę i spojrzał za okno. Deszcz przestał już padać i świeciło teraz słońce. „Ciekawe jak długo spałem?” – Pomyślał Raynor. Postanowił, że uda się do medyka, aby zbadał czy jego sen się sprawdza i on sam jest zakażony przez Królową. Nie było to wcale łatwe, gdyż każda próba zrobienia kroku kończyła się upadkiem na podłogę. Przytrzymując się klamki od drzwi odchylił je lekko i przez szparę zawołał: „Taros!” (jego gabinet znajdował się po drugiej stronie korytarza, kilka metrów od drzwi kwatery Raynora). Z kilku pokoi wyszli ludzie aby zobaczyć kto hałasuje na piętrze, do którego wstęp mają jedynie osoby upoważnione. Taros wybiegł ze swojego gabinetu i kierując się wołaniem Jim’a dotarł do jego kwatery. Ostrożnie otworzył drzwi i wszedł do środka. - Co się stało? – Zapytał przejęty - Potrzebuję... Twojej pomocy. Pomóż mi dojść do... Centrum szpitalnego. Źle się czuję. – Powiedział ledwo słyszalnym głosem Terranin. - Dobrze – Taros założył prawą rękę generała na swoim ramieniu i tym samym podparł jego ciało. Posuwali się wolno, lecz sukcesywnie. Po kilkunastu minutach dotarli do skrzydła szpitalnego. Położono Raynora na łóżku, po czym zaczęto go badać. Kilku lekarzy czuwało nad jego bezpieczeństwem. Zamknięto przejście do sektora, w którym był Terranin i mała grupka Duchów czuwała, aby tak pozostało. Najpierw zbadano, czy Jim nie jest zainfekowany przez Królową Zergów. Wynik był pozytywny. Żadnego śladu pasożyta. Gdy Taros się o tym dowiedział przyjął to z wielką ulgą. Ostatecznie stwierdzono, że naczelnik musi zostać kilka dni w skrzydle szpitalnym aby wrócić do zdrowia. Był przemęczony i mało jadł (prawdopodobnie dlatego, że nie miał na to czasu). Lekarze dali mu dożylnie jakieś leki, po czym zostawili go z kierownikiem Akademii w pokoiku. - Lepiej ci? – Zapytał Taros - Erghm... łeb mi pęka. Kiedy przestało padać? - Jakieś 3 godziny temu. Ale widzę, że znów zaczyna, pogoda ostatnio dziwnie się „zachowuje”. - To zły znak. Coś się stanie. Coś wielkiego. Szybciej niż sobie to wyobrażamy. – Powiedział Raynor głosem, który przypominał mowę człowieka na granicy śmierci klinicznej. - Wiesz może co? – Zapytał niepewnie Taros - Nie jestem pewien ale sądzę, że Zergowie chcą zniszczyć nasze miasto. Chyba zbierają armię. – Powiedział Jim tym samym, przerażającym głosem. - Skąd ty to wiesz? - Czuję to. Każ wszystkim dowódcom zebrać się u mnie za dwie godziny. - Dobrze. – Rzekł Taros zbliżając się do drzwi - Aha! – Zawołał do niego Raynor – przynieś mi jeszcze piersiówkę z mojego pokoju. Leży na półce. - Hehe – zaśmiał się kierownik – Taa, wypoczywaj. – Rzekł i wyszedł z pokoju.
Taros wyszedł ze skrzydła szpitalnego akurat w chwili, gdy trzasnął piorun i białe światło zalało wszystkie pomieszczenia w Centrum Dowodzenia. Niektórzy z trwogą spojrzeli w okna, o które znów uderzały strugi deszczu. Terranin udał się do operatora megafonu i kazał mu puścić taką wiadomość w głośniki: „Uwaga! Na rozkaz generała Raynora wszyscy dowódcy mają się stawić za dwie godziny w skrzydle szpitalnym w sektorze A. Powtarzam...” Następnie udał się do obserwatora, aby sprawdzić czy przypuszczenia Raynora są prawdziwe. Podoficer przeskanował całą okolicę i ustawił widok przestrzenny. Taros znieruchomiał. Kilka kilometrów od miasta Zergowie formowali niewyobrażalnie wielką armię. Olbrzymie skupisko Hydralisków, Zerglingów i nieco mniej Ultralisków zbierały się w jedno miejsce. W odległości kilkunastu metrów dookoła armii wroga krążyły Suzereny. Jak powiedział później obserwator, zostało kilka dni zanim ostatnie oddziały Zergów dotrą na miejsce. Wtedy zacznie się ostateczna bitwa o Margot. A więc jednak Jim miał rację, pomyślał Taros. Terranin wybiegł z Centrum Dowodzenia i szybkim krokiem udał się do Akademii. Skierował swoje kroki w stronę menadżera produkcji. Siedział on w magazynie i liczył coś na kalkulatorze oraz zapisywał to na papierze. Taros zapytał: - Ile czasu zajmie wyprodukowanie 500 pancerzy TX-1 oraz karabinów klasy Splinter? – Zapytał wprost kierownik - Ależ szefie, to dopiero prototypy. Musimy najpierw je przetestować zanim zaczniemy produkcję masową... - Gówno mnie to obchodzi! – Wszedł mu w słowo Taros – Chrzanić badania! Macie rozpocząć produkcję seryjną natychmiast! Do jutra macie zrobić 100 sztuk, a za 2 dni ma być dla każdego Komandosa w mieście! Zrozumiano? - Nie damy rady! W mieście jest tylko jedna Akademia. Z garstką robotników nie zdążymy wybudować nawet połowy tego czego pan oczekuje. - Jeśli brakuje ci ludzi to bierz przechodniów do pracy. – Rozkazał kierownik - Przykro mi ale nie mogę tego zrobić. - Człowieku! Za kilka dni po tym miejscu nie zostanie kamień na kamieniu. Zergowie szykują 100 tysięczną armię. Nas jest ledwo 500. Myślisz, że jak tu się wedrą to oszczędzą cię?! Nie! Wyprują ci flaki i zagrają w siatkówkę twoją głową. - ... – Menadżer zaniemówił. Był śmiertelnie przerażony słowami Taros’a. – Dobrze zrobię co pan każe. Musi mi pan jednak dać upoważnienie, aby ściągnąć cywili do pracy w Akademii. - Dobrze masz moja zgodę. Do roboty! Każda sekunda jest cenna. Wyprodukujcie najwięcej pancerzy i karabinów ile możecie. - Tak jest. – Rzekł nieco pewniej, po czym ruszył do głównej hali produkcyjnej Akademii.
W pokoju, w którym leżał Jim znajdowało się 6 różnych wzrostem mężczyzn. Stali oni na baczność w kole prze łóżku naczelnika. - Panowie – zaczął Raynor – Nadchodzi dzień, w którym nasza odwaga zostanie wystawiona na próbę. Zergowie szykują wielką armię na pustyni na południu. Gdy zbiorą ostatnie oddziały zaatakują jednym masowym uderzeniem. Proszę was abyście zrobili wszystko co w waszej mocy by nie dopuścić do zniszczenia miasta. - Panie generale, jeśli można spytać, jakie mamy szanse? – Zapytał jeden z mężczyzn. - Raczej niewielkie, – powiedział ponuro Raynor – jednak naszym obowiązkiem jest chronić tych, którzy sami nie mogą tego zrobić. Myślę teraz o kilkunastu tysiącach cywili. - Nie mamy szans przeciwstawić się 100 tysiącom Zergów!! Nas jest nieco ponad 500 osób. To my mamy bronić zwykłych ludzi przed brutalnością wroga... – Rzekł jeden z najwyższych mężczyzn lecz tym samym najgrubszy, któremu generał wszedł w słowo. - Brutalność kontra technika. – Powiedział spokojnie Jim – dysponujemy najnowocześniejszą bronią w całym sektorze Koprulu... - Z całym szacunkiem, ale sektor Koprulu został w całości przejęty przez Zergów. Kilka dni temu padł ostatni bastion na Tarsonis. – Tą smutną informację przekazał szczupły Terranin z ostrymi rysami twarzy. Jim spuścił głowę i spochmurniał. - Jedynie Ziemia oraz to miasto pozostało w naszych rękach. - Panie Wallstone. Proszę wysłać wiadomość na Ziemię z prośbą o przysłanie 20 statków transportowych w rejon naszego miasta. Niech pan się pośpieszy. – Raynor wiedział, że nawet podróżując z prędkością nadświetlną statki dotrą tu najwcześniej za 5 dni. – Musimy powstrzymywać wroga zanim przybędą transportowce i zabiorą nas stąd. Zrozumiano? - Tak jest, sir! – Krzyknęli wszyscy zebrani. - W takim razie proszę czynić niezbędne przygotowania.
{b}Rozdział 3{/b}
Następnego dnia Taros wybrał się do Akademii sprawdzić jak idą przygotowania do bitwy. Gdy otwierał drzwi, oślepił go błysk światła wydobywający się z wnętrza budynku. Musiał osłonić oczy ręką bo blask był nie do wytrzymania. Natychmiast ktoś podbiegł do niego i wręczył mu przyciemniane okulary. Teraz dopiero zobaczył co dzieje się w środku. Kilkaset ludzi tłoczyło się niewielkiej sali, na której zazwyczaj mieściły się taśmy produkcyjne. Światło pochodziło od spawarek, przecinaków fuzyjnych itp. A więc wzięli się do dzieła, pomyślał kierownik. Udał się do menadżera i zapytał wprost: - Jak idą przygotowania? - Wyprodukowaliśmy kilkanaście pancerzy TX-1 i troszkę mniej karabinów klasy Splinter. Jak pan widzi pracujemy pełną parą. Musiałem nawet ściągnąć cywili do pracy. To była dobra wiadomość. Zła jest taka, że nie zdążymy wyprodukować pancerzy oraz broni dla wszystkich. Pracując całymi dniami i nocami powinniśmy jutro mieć około 80 pancerzy i 60 karabinów. To wszystko na co nas stać. Przykro mi. - Hm... – Zamyślił się Taros. Rozejrzał się dookoła i zobaczył zwykłych ludzi, którzy na co dzień nie mają do czynienia z narzędziami produkcyjnymi i którzy starając się jak mogą spawają i tną materiały potrzebne do zrobienia kombinezonu ochronnego dla Komandosów. – Postarajcie się wyprodukować tak wiele pancerzy ile tylko możecie. Dostałem informację, że ostatnie oddziały Zergów dotrą na miejsce jutro około godziny 17.00. Do południa macie skończyć pracę i udać się do schronu przeciw atomowego pod miastem. Zostać ma jedynie dziesięciu ludzi, którzy pomogą w zakładaniu i przenoszeniu pancerzy oraz krótko przeszkolą oddziały Komandosów. - Tak jest. – Po tych słowach Taros oddał okulary temu, kto mu je wręczył i wyszedł z budynku, a menadżer również wrócił do pracy.
Jim siedział w swoim pokoju i pisał coś w małym zeszycie dwunastokartkowym. Tymczasem na zewnątrz Terranie czynili ostatnie przygotowania do bitwy. Kilkoro ludzi oraz dźwig montowali ostatnią Wieżę Rakietową klasy ziemia-ziemia. Jeden z nich naprowadzał obsługującego dźwig na miejsce gdzie ma upuścić moduł. - Trochę w prawo, jeszcze! – Krzyczał do mikrofonu i wykonywał rękami odpowiednie gesty. – STÓJ! Dobrze. Teraz w dół. OK. – po tych słowach moduł do Wieży został pomyślnie osadzony na wcześniej przygotowanym urządzeniu. – Możesz go aktywować Jankee! Do maszyny podszedł drugi człowiek z czarnym pudełkiem w ręku, na którym był wyświetlacz i kilka przycisków. Przy ustach miał mikrofon, tak jak większość robotników i oficerów w tym mieście. Wcisnął wtyczkę od kabla do specjalnego miejsca w Wieży, pochodzącego z pudełka i przycisnął kilka guzików. W tym momencie wieża obróciła się o 180 stopni i zmieniła kąt padania rakiet o 30 stopni w górę. - Masz go John? – Zapytał Jankee. - Tak. Jest nasz. – Powiedział rozbawiony oficer w Centrum Dowodzenia. Po tych słowach odczepiono kabel i ekipa monterów udała się do Koszarów, aby odpocząć gdyż to była ich 4 Wieża Rakietowa, którą dziś zamontowali. Trzech z nich już weszło do budynku, a uwagę czwartego przykuł brązowy kolor na południu. Odwrócił głowę i wytężył wzrok. Nie musiał długo wpatrywać się w duże zbiorowisko Zergiańskiej, armii aby poznać co się dzieje. Wróg przegrupowywał oddziały przygotowując się do ataku na miasto Terran. - Będą atakować wcześniej. – Stwierdził Jim oglądając przez lornetkę zbiorowisko Zergów. – Ewakuujcie wszystkich ludzi do schronu i rozkażcie Komandosom na zajęcie pozycji w bunkrach i na skałach. - Tak jest. – Rzekł major, który znajdował się razem z Raynor’em w pokoju. Po tych słowach wyszedł, a Terranin wyciągnął ze schowka w ścianie prototyp kombinezonu ochronnego TX-1 oraz karabin klasy Splinter. Założył go na siebie, dopinając każdą klamrę i zasuwkę. Po chwili wziął broń do prawej dłoni i pomyślał:„Dlaczego wszystko musi tak wyglądać?”. Po chwili westchnął i wyszedł na taras, z którego mógł oddawać strzały we wroga. Istniało tylko jedno lądowe wejście do miasta. Było wąskie i z dwóch stron otaczały je wysokie skały. Dodatkowo blisko bramy teren wznosił się co umożliwiało dogodne miejsca do odpierania ataku. Jeden z oficerów wpadł na pomysł, aby pod powierzchnią drogi na całą jej szerokość, na wzniesieniu zainstalować płytę, która będzie rozgrzewać podłoże do temperatury 2,5 tys. stopni. Było to zabezpieczenie przed wdzierającymi się Zerglingami przez ostatnie kilka miesięcy. Komandosi zajęli pozycje obronne i czekali na rozkaz otwarcia ognia. Prawie 100 z nich miało nowe typy zbrój i karabiny klasy Splinter. Wieże Rakietowe ustawiły swoje celowniki na miejsce przed wzniesieniem. Niewielka grupa czołgów w stanie oblężniczym zajęła pozycje przy bramie oraz na wzniesieniu tuż nad drogą. Goliaty czekały w gotowości za 2 linią obrony, którą stanowiło kilka bunkrów i Wieże Rakietowe. O godzinie 13.00 obserwatorzy zauważyli, że Zergi rozpoczynają atak. Pierwsze oddziały, a za nimi kolejne ruszyły na gotowe do obrony miasto Terran. Dowódca armii „Wejście” rozkazał przez radio:„Włączyć Płytę Węglową!”. Po kilku chwilach można było zauważyć, że resztki wody zawartej w gruncie natychmiast wyparowały. Niedługo po tym pierwsze Zerglingi dotarły do strefy strzału i zostały natychmiast zabite przez Komandosów. Po nich przyszły następne, lecz nie zdążyły nawet dotknąć rozżarzonej płyty. Dopiero potem nastąpiła masowa fala wściekłych Zerglingów i Hydralisków. Po kolei pierwsze 5 Wież Rakietowych wystrzeliły swoje pociski w miejsce oddalone o kilkanaście metrów od wzniesienia. Wybuch był ogromny i oślepił znajdujące się w pobliżu jednostki wroga. Niektóre z nich zdołały się przedrzeć przez linię strzału Terran i dotykały Płyty Węglowej, po czym z żałosnym wyciem umierały przypalane przez wysoką temperaturę. Kolejna salwa z Wieź Rakietowych przerzedziła oddziały Zerglingów i Hydralisków tworząc mały krater pośrodku drogi. Nad polem bitwy leżało kilkaset zabitych lingów, a straty u Terran były niewielkie. Niektóre stwory próbując przekroczyć gorącą ziemię skakały po skałach obok drogi, lecz zawsze zostawały zabijane przez Komandosów z bunkrów. Jeśli ktoś był ranny odciągano go z pola bitwy i dawano leki przeciwbólowe oraz na stymulację mięśni. Po tych zabiegach Komandos czuł się dużo lepiej i mógł wrócić do walki. Wieże Rakietowe były obsługiwane drogą radiową z Centrum Dowodzenia, aby uniknąć ofiar, gdy mechanizm zostanie zniszczony. Strzelano na zmianę z działka i pocisków odłamkowych, aby wzrosła skuteczność obrony. Raynor również tak czynił. Siedział na tarasie i celując w „większe sztuki” oddawał strzał z pocisku odłamkowego. Następnie namierzając grupę wroga oddawał strzały na ślepo nie mierząc do żadnego konkretnego celu. Na rozżarzonej płycie leżało coraz więcej ciał, które powoli zaczęły się topić. Wykorzystał tę okazję pewien Zergling, który skacząc po zwłokach swoich współplemieńców i omijając ostrzał Terran przekroczył granicę bramy i wdarł się do miasta. Szybko obrał cel, którym okazał się Komandos stojący przy bunkrze i skoczył na niego. Będąc w locie jego ciało wybuchło i obsypało resztkami Terranina. Ten po chwili zauważył Raynora, który uniósł kciuk do góry. Obydwoje wrócili do walki. Coraz większy napór wroga sprawił, że lingi i hydry docierały coraz bliżej bunkrów. Niektóre nawet zdążały oddać strzał w budynek lub Komandosów. W ten sposób linia obrony stała się coraz bardziej uszkodzona. Dowódca armii „Południe” rozkazał sprowadzić SCV aby na bieżąco naprawiały uszkodzenia. Wieże Rakietowe działały teraz na pełnej mocy oddając strzał w każdej sekundzie pomagając w zabijaniu Hydralisków, które były niebezpieczne dla Komandosów nie znajdujących się w bunkrach. W pewnym momencie żołnierze zauważyli, że do bitwy przyłączają się Ultraliski. Biegły one w beserkerskim szale na budynki Terran. Czołgi, które dotąd strzelały w skupiska lingów, oddały salwę celując w te bestie i jedna z nich padła nieżywa. Na nieszczęście Komandosów do walki włączył się również Plugawiec. Podszedł on do budynków na odległość strzału nie trafiony przez żadną rakietę ani pociski. Wypuściły on ciemną chmurę zarodników, które otoczyły 2 z 8 bunkrów przy wejściu do miasta i uczyniły je zdane same na siebie, gdyby jakiś Zerg znalazł się w ich zasięgu. Tak też się stało. Nie bacząc, że są dziesiątkowane, Zerglingi i Hydry odsunęły się w bok aby przepuścić nadbiegające bestie. Miały one kły o długości ponad 5 metrów, które z łatwością przebijały każdą substancję. Gdy dobiegły do zasłoniętych bunkrów rozpoczęły ich dewastację, a będąc chronione przez chmurę zarodników nie ginęły tak szybko jak lingi i hydry. Po kilku chwilach bunkry zaczęły się walić i załoga musiała ewakuować się do innych pomieszczeń tegoż budynku. Gdy tylko chmura opadła Wieże Rakietowe namierzyły Ultraliski i natychmiast je unicestwiły. Wielkie bestie otworzyły jednak drogę dla Zerglingów i Hydralisków oraz w dalszej części nadbiegających Ultrali. SCV dojechały dopiero w tej chwili i bez zwłoki zabrały się za naprawę uszkodzonych budynków. Rozżarzona płyta w całości przykryta była ciałami Zerglingów, Hydr i Ultralisków. Nie spełniała już dobrze swojej roli i wróg wykorzystywał to, aby dostać się w pobliże bunkrów. Niektórym żołnierzom zaczęło brakować amunicji wiec szybko biegli, aby je uzupełnić. Wpół zniszczony bunkier rozleciał się i tylko połowie załogi udało się ujść z życiem i przedostać się w bezpieczny rejon. Walka trwała nadal gdy zaczęło się ściemniać. Wieże Rakietowe musiały uruchomić tryb noktowizyjny, aby dostrzec nabiegającego wroga. Wszyscy Komandosi postąpili tak samo i gdy nagle wybuchło coś w zniszczonym bunkrze oślepił ich błysk światła. Prawdopodobnie Zergowie zniszczyli składzik amunicji znajdujący się wewnątrz. Raynor nie wiedział w co celować, nawał wroga był tak silny, że palec rozbolał go od ciągłego naciskania spustu. W pewnym momencie zauważył kątem oka, jak coś w oddali przebiega po teranie przy Koszarach. Z pewnością nie był to Komandos, ponieważ wszyscy brali udział w walce. Czyżby cywil wydostał się ze schronu? Popatrzył w tamtą stronę i zauważył wielkiego jak na swój gatunek Hydraliska. Prawdopodobnie był to Zabójca – rodzaj Hydr, które odznaczały się wielką brutalnością i siłą. Stwór rozglądał się bacznie, lecz nie mógł dostrzec Terranina znajdującego się na tarasie. Po chwili zaczął walić całym swoim ciałem w drzwi Akademii, chcąc dostać się do środka. Jim wziął go na cel i puścił w jego stronę pocisk odłamkowy. Gdy dotknęło ego ciała, wybuchło z wielkim hukiem, przez co kilku Komandosów odwróciło głowy aby zobaczyć co się dzieje. Pomimo wielkiej mocy, pocisk nie zdołał zabić stwora. Jim czym prędzej ponownie wycelował i próbował dobić drania z działka. Ten jednak uciekał we wszystkie strony próbując uniknąć kul. Biegł tak przez kilka sekund zanim Terranin go wykończył. Komandosi wspierani przez czołgi i Wieże Rakietowe zaciekle bronili swoich pozycji do północy. Coraz bardziej czuli zmęczenie i słabość. Jedynie posiadacze pancerzy TX-1 mieli w zapasie adrenalinę, dzięki, której nie zasypiali. Niedługo po północy padł drugi bunkier, a cała jego załoga zginęła. Zaczął palić się tak jak poprzedni, gdyż Komandosi znajdujący się we wnętrzu użyli przed śmiercią miotacza ognia. „Na chodzie” pozostało jedynie 5 bunkrów. Zergowie podchodzili coraz dalej, zabijając Terran i niszcząc ich struktury. Postanowiono, że w tej chwili do walki wkroczą oddziały Ognistych Nietoperzy (Firebat). Dwudziestoosobowa załoga wyszła z Koszar i przyłączyła się do walki. Potrafili oni zabijać kilka Zerglingów naraz, więc z ich pomocą na 15 minut udało się odeprzeć wroga do połowy Płyty Węglowej. Byli jednak sukcesywnie tępieni przez Hydraliski i po półtorej godzinie nie było już żadnego. Około godziny drugiej starty u Terran sięgnęły połowy ich liczebności. Padły też kolejne 2 bunkry. Jim uznał, że lepiej będzie jeśli udadzą się za 2 linię obrony. - Czołgi! Celujcie w skały ponad główną bramą, aby utworzyć zawalisko. Komandosi zostaną ewakuowani z bunkrów i przeniesieni na 2 linię obrony! – Rzekł Jim do mikrofonu próbując przekrzyczeć odgłosy walki i nie przerywając ostrzału ze Splintera, po czym zauważył jak pociski czołgowe trafiają w urwisko ponad główną bramą. Kamienie i to nie małych rozmiarów trafiają na wdzierających się do miasta Zergów i przygniatają je. Trochę skał spadło na bunkry co było nieuniknione. Żadnemu Terraninowi jednak nic się nie stało. Komandosom zostało kilkadziesiąt sekund na ucieczkę za fortyfikacje zanim Zerglingi przeskoczą zawalisko. Z pośpiechem, z bunkrów uciekali żołnierze kierując się w stronę drugiej bramy wiodącej do centrum miasta. Wieże Rakietowe, które zostały bez ochrony, stawiały opór jeszcze przez kilka minut, lecz w końcu zostały zniszczone. W chwili gdy ostatni Komandos podchodził do bramy usłyszał za sobą okropne wrzaski oraz dźwięk spadających kamieni. Oczami wyobraźni zobaczył, że tymczasowa barykada została przełamana i w jego kierunku zmierza teraz wściekły Zergling. Żołnierz nie odwarzył się na odwrócenie wzroku, gdyż za bardzo się bał. Biegł najszybciej jak tylko potrafił... Udało się. Znalazł się za bramą, którą zamknięto w chwili, gdy jakiś ling uderzył w nią łbem. Wszystkie budynki, które znajdowały się za bramą zostały podniesione (tylko te które posiadały tą możliwość) i skierowane na lot poza miasto na północ. Te które pozostały nie uniknęły brutalnej ręki Hydralisków i Zerglingów. Wieże Rakietowe znajdujące się na murach miasta rozpoczęły intensywny ostrzał w nadbiegającego wroga. Za bramą znajdowały się 4 bunkry, do których weszli Komandosi i przygotowali się na odparcie ataku. Ustawienie budynków pozwalało na dogodną obronę wszystkich struktur. Po 15 minutach wejście do centrum miasta zostało zniszczone (utworzyła się w nim dziura wielkości połowy Ultraliska. Wróg zaczął „wysypywać się” z niego i atakować Terran. Postanowiono do walki wprowadzić Goliaty jako ostatnią linie obrony. 30 Maszyn podeszło do bunkrów i rozpoczęło atak. Żaden Zerg nie zdołał się przedrzeć, gdy one były w pobliżu. W Centrum Dowodzenia jeden z oficerów nagle krzyknął: - Szturm jednostek latających od południa!! - O rzesz kurwa. – Rzekł Jim sam do siebie, w chwili gdy 30 Mutalisków i kilka Strażników wtargnęło do miasta, które od południa praktycznie nie posiadało już obrony przeciwlotniczej, gdyż została zniszczona przez wroga. Te ostatnie atakowały żółtawymi kulami z wybuchającym kwasem. Wyglądały jak rakopdobne stwory z 4 odnóżami i spłaszczonym łbem. Raynor, gdy tylko je zobaczył postanowił nie wystawiać się na linię ognia tych bestii, więc szybko wszedł do swojego pokoju. Zrobił to w momencie, gdy Guardian puścił pocisk wycelowany w jego taras. Jimowi udało się wyjść z tego bez szwanku, lecz to co zostało z balkonu nie było przyjemnym widokiem. Goliaty natychmiast skierowały swoje działa na nadchodzące jednostki powietrzne wroga i wypuściły 2 serie rakiet samo naprowadzanych. Dysponowały one rakietami o znacznie większym zasięgu niż 2 lata temu więc mogły dorównać pociskom Guardiana, który również atakował z dalekiego zasięgu. Kilkanaście Mutalisków padło nieżywych zanim doleciały do Terrańskich Goliatów. Nagle do kwatery Raynora wbiegł ubrany na biało oficer. Zobaczył wyrwę jaką zrobił atak Guardiana i uświadomił sobie, że naczelnik już wie. - Panie co pan tu robisz? – Spytał oszołomiony Jim - Przyszedłem powiedzieć... ale widzę, że pan już wie. Zaatakowały nas Mutaliski - Taa, wiem – mówiąc to Jim otrzepywał się z kurzu, który wzbił się po ataku na jego taras. – Nic mi nie jest. - Jak pan sądzi? Czy Goliaty wytrzymają atak? – Raynor spojrzał w okno. Zobaczył, że jednostki Terran wybuchają jeden po drugim niszczone prze Mutasy i Guardy. - Nie. To koniec. Każ personelowi i żołnierzom, którzy znajdują się w bunkrach na zejście podziemnym korytarzem i udanie się do schronu. Zergi wedrą się do miasta. Przygotujcie ładunki wybuchowe. Zaraz do was dojdę. - Z całym szacunkiem, ale bez pana nie idziemy.- Rzekł stanowczo oficer - To jest rozkaz! Proszę go wykonać! – Rozkazał Jim. Oficer zasalutował i udał się wykonać polecenie. Raynor wziął z półki detonator oraz magazynki z nabojami i spojrzał przez okno. Ostrzał z bunkrów ucichł i Zergowie mieli teraz wolną drogę do wnętrza miasta. Gdy wybuch ostatni Goliat Mutaliski zaczęły niszczyć przypadkowe budynki, jakie napotkały na swojej drodze. Jim udał się do sali, w której były ustawione najnowocześniejsze komputery do analizy i obserwacji walki. Usłyszał przez głośniki głos, dowodzącego połączoną armia „Południe” i „Wejście”: - Zergi wdzierają się do miasta! Wszyscy do schronu!!! Ładunki uzbrojone. Za 10 minut nastąpi odpalenie głowic. Hm. Muszę się pośpieszyć jeśli w 10 minut mam zdążyć do schronu – pomyślał Jim. Od razu zabrał się do szukania tego po co tu przyszedł. Wreszcie, zostawiając za sobą totalny bałagan, wyciągnął pudełko z dyskiem CD o średnicy ok. 5 cm. Wsadził go do kieszeni w pancerzu i pobiegł na niższe piętro. Nie chciał ryzykować zjeżdżania windą, więc skorzystał ze schodów. Na dole uważnie rozglądnął się po korytarzu wiodącego na zewnątrz oraz do następnej klatki schodowej. Korytarz był pusty, więc ostrożnym krokiem udał się do drzwi wiodących na parter. Nacisnął znajdujący się po lewej stronie przycisk i drzwi otworzyły się. W tej chwili usłyszał jakiś odgłos. Adrenalina popłynęła przez jego żyły i rozjaśniła mu nieco umysł. Zareagował najszybciej jak potrafił. Wślizgnął się do środka i pośpiesznie przycisnął guzik. Drzwi zamknęły się. Mimo panujących ciemności, Jim potrafił określić, gdzie jest schodek i tym samym nie przewrócił się. Przeszedł kilka stopni w dół i znów usłyszał ten sam dźwięk co kilkanaście sekund temu. Szybko włączył tryb noktowizyjny i zamarł w przerażeniu. Kilka metrów od niego, przy wejściu na parter stał odwrócony do niego Hydralisk. Prawdopodobne nie zauważył wchodzącego Terranina. Zastanawiające było to, dlaczego stał w miejscu i wpatrywał się w drzwi prowadzące na parter. Jim nie mógł tego pojąć. Ostrożnie podniósł broń i wycelował. Pociągnął spust w chwili gdy Hydra go zauważyła i chciała się na niego rzucić. Niestety nie zdążyła, gdyż jej ciało rozprysło się po całej klatce. Raynor popatrzył w resztki stwora i splunął z obrzydzeniem. Wyszedł na parter, gdy upewnił się, że nie ma niebezpieczeństwa. Szedł bardzo powoli szerokim korytarzem do drzwi prowadzących do schronu. Jego serce zaczęło mocniej bić, gdy po drugiej stornie korytarza zauważył przechodzące 3 Hydry. Widział, ze jeśli zaatakują razem to na nic zda się jego broń i pancerz. Otworzył drzwi do pierwszego lepszego pokoju i wbiegł do środka. Był pewien, że Hydraliski go zauważyły. Gdy zamknął drzwi, spróbował zobaczyć co znajduje się w pokoju, aby znaleźć coś co pozwoli zabarykadować drzwi. Rzekł sam do siebie: - O kurwa, dlaczego ten pokój!? – Jego oczom ukazały się wielkie skrzynie, w których znajdowały się materiały wybuchowe m.in. plastik i wzbogacony dynamit, a w 4 kątach pokoju umieszczone były 4 głowice jądrowe. – Do cholery! Ja to mam szczęście!! Jim przykucnął tuż obok skrzynki z dynamitem i przygotował się na wejście Hydralisków. Wycelował broń i czekał... Przez pełną trwogi chwilę nic się nie działo. Potem jednak drzwi zaczęły być przeżerane zielonym kwasem. Terranin odczekał jeszcze kilka sekund po czym otworzył ogień. Nie patrzył czy ktoś obrywa przez to, po prostu miał już dość tej cholernej wojny i tych piekielnych stworów. Był w furii i nic nie mogło go powstrzymać. Strzelał na zmianę pociskami odłamkowymi oraz z działka. Krzyczał przy tym: „Aaaaaaaaaa żryjcie metal!!!!!!!”. W tych krótkich chwilach jedyna myśl, która przyszła mu do głowy sprawiła, że przez moment zastanowił się, dlaczego jego zbroja nie została jeszcze podziurawiona. Czyżby tak dobrze strzelał? Nagle jakaś siła wytraciła mu Splintera z rąk. Otworzył oczy, które zamknął na kilka ostatnich sekund i zamarł w bezruchu. Nie miał już czym się bronić i przygotował się na najgorsze, gdy Hydry zaczęły wchodzić do pokoju. Ku jego zdziwieniu żadna z nich nie zaatakowała. Ani nawet nie uczyniła, żadnego kroku w jego kierunku. Wszedł jeszcze jeden Zergling i drzwi się same zamknęły. Co jest? – Pomyślał Jim. - Witaj mój miły. – Odezwał się dziwny kobiecy głos zza jego pleców. Był zbyt oszołomiony aby poznać do kogo należy, lecz brzmiał dziwnie znajomo. - Kim jesteś? I czego chcesz? - Czyżbyś mnie nie poznał Jim? – Sposób w jakim wypowiedziane zostało jego imię upewniło go we wszystkim. - Sarah? - Tak. To ja. – Nagle kilkanaście centymetrów od niego pojawiła się terrańska kobieta, zakażona przez królową Zergów. - Co oni ci zrobili? – Zapytał Jim z politowaniem - Otworzyli mi oczy na sprawy wszechświata. Kiedyś byłam zwykłym Duchem, a popatrz kim się stałam – te słowa wypowiedziała przechodząc z jednego końca pokoju na drugi – urodziłam się na nowo, aby rządzić Rojem i prowadzić go do zwycięstwa! - Kochałem Cię. Byłem gotów poświecić wszystko dla Ciebie... - I zostawiłeś mnie pomiędzy krwiożerczymi Zergami, i bezlitosnymi Protosami. Zniszczyłam tych drugich, lecz wojownicy Roju mnie pochwycili i pozwolili, abym im służyła. Nie miałam wyboru... - Zawsze jest wybór! Możesz zostawić ich i wrócić do mnie! – Zachęcił Jim - HaHaHa i przyjąłbyś mnie taką jaką jestem, gdybym wróciła? - ... – Raynor spojrzał jej prosto w twarz i zrozumiał, że to niemożliwe, ale przecież każdy może się zmienić. - Dla mnie nie ma już ratunku. Ty jednak możesz się do mnie przyłączyć. Stań u mego boku jako mój mąż i razem będziemy rządzić Rojem! - Nigdy! Prędzej zginę!- Mówiąc to jednym błyskawicznym ruchem sięgnął po detonator zawieszony na piersi, zdjął go i krzyknął – PRĘDZEJ ZGINĘ, A WY RAZEM ZE MNĄ!!!!!!!! PIEPRZĘ WASZ WSZYSTKICH!!!!!!!! – Po tych słowach Raynor nacisnął guzik detonacji... Nic się nie stało. – Ej, to nie fair! - Sam widzisz, ze twój plan nie był doskonały. – Rzekła Kerrigan i przywołała linga jednym ruchem dłoni, który powoli podszedł do Jim’a i wypluł na jego pancerz oderwane przewody z detonatora. Sarah podeszła do Terranina, który upadł plecami na skrzynki. – Będziesz mój, czy tego chcesz czy nie. – Po tych słowach pocałowała go. Trucizna znajdująca się w jej ślinie przedostała się do organizmu Jim’a i szubko zakaziła jego krew. Osunął się na podłogę i zasnął po raz ostatni jako Terranin. - Zabijcie ich. Wszystkich. – Kerrigan zwróciła się do Hydraliska stojącego obok niej. Ten wykonał dziwny gest podobny do ukłonu i wyszedł z pokoju. Sarah jeszcze raz popatrzyła na twarz Terranina, uśmiechnęła się i powiedziała – Witaj w moim świecie Jim.
{b}Rozdział 4{/b}
Kerrigan przechadzała się po zrujnowanych korytarzach w bazie Terran. Czuła podniecenie z powodu spotkania ze swoim dawnym kochankiem (Jim’em) jak i ze zdobycia tego miejsca. Doszła do końca korytarza i spojrzała przez znajdującą się tam szczelinę pozostałą po oknie. Noc się kończyła i wstawał dzień. Pierwsze promienie słońca oświetliły pole bitwy. Nad główną bramą unosił się dym po zniszczonych bunkrach, a na ziemi leżały setki, jeżeli nie tysiące ciał Zerglingów, Hydr. Krajobraz dopełniały rozerwane na drobne kawałki zwłoki walecznych Terran, którzy powstrzymywali natarcie wroga całą noc. Sarah wciągnęła powietrze do płuc, które i tak nie były jej potrzebne do istnienia, gdy przemieniła się w Królową Roju. Poczuła odór rozkładających się ciał oraz woń dopalających się struktur Terran. Z przeciwległego końca korytarza wyszedł Zabójca i skierował swój „marsz” do Królowej. Ta odwróciła się w jego stronę i zapytała: - Wypełniliście mój rozkaz? - Harkrathrak! – odparł Hydralisk w języku jego gatunku - To dobrze. – Sarah nagle poczuła słabość w zmutowanych nogach, które z wielkim trudem zdołały ją utrzymać. To uczucie minęło równie szybko jak się pojawiło. – Suzereny... przestałam wyczuwać ich obecność... Co się stało? - Hurkha! – powiedział w geście bezsilności Zabójca - Idź to sprawdzić! – rozkazała Królowa. Hydralisk przytaknął i wyszedł przez najbliższe drzwi. Kerrigan zeszła piętro niżej i wkroczyła do pokoju, w którym znajdował się Raynor leżący na posłaniu. Był w stanie zawieszenia między życiem i śmiercią. Jego ciałem zaczęły kierować teraz szkodliwe zarodniki, które uwalniając trujące enzymy zmieniały jego ciało. Nie działo się to jednak szybko. Pełna mutacja zakończy się za kilkanaście godzin. Wtedy Jim Raynor przestanie istnieć, a jego ciało będzie kierowane przez Nadświadomość. Leżąc na łożu składającym się z kilku znalezionych gdzieś koców i poduszek przez Kerrigan, Jim był cały spocony i w krótkich odstępach jego głowa przewracała się z boku na bok jakby chciała uciec przez nieuniknionym. - Widzisz Jim. Terranie są niczym w porównaniu z nami. – te ostatnie słowa powiedziała władczym głosem. – Podbicie tego miasta jest dla Nadświadomości niewystarczające. Ona pragnie więcej! Dużo więcej! Nic nie jest w stanie jej zatrzymać. Teraz, gdy ta planeta jest już w naszych rękach ostatnim punktem inwazji będzie wasza „matka Ziemia”. Ostatnie skupisko Terran ugnie się pod potęgą naszych wojowników. To będzie chwila, w której Protosi zadrżą na nasz widok i polegną tak samo jak wy! - Niestety, ty tego momentu nie doczekasz.- odezwał się dziwny, lodowaty głos gdzieś za plecami Kerrigan. - Co?! Kto to pow... – Sarah nie zdążyła dokończyć, gdyż jej głowa osunęła się z szyi i spadła na ziemię. Ciało stało w miejscu jeszcze przez kilka sekund po czym bezwładnie opadło na podłogę.
Raynor nie wiedział co się z nim dzieje przez okres od pocałunku danego przez Kerrigan do tej chwili. Głowa okropnie mu pulsowała i utrudniała racjonalne myślenie. Nie był w stanie poruszyć żadna kończyną jednak czuł, że wszystkie są na swoim miejscu i żadna nie została „usunięta”. Miał zamknięte oczy, a w ustach czuł, że jest włożony jakiś dziwny przedmiot, przez który mógł oddychać. Nie znajdował się w pozycji leżącej, lecz nie mógł określić w jakiej. Przysiągłby, że siła grawitacji nie działa na niego w tej chwili. Chciał otworzyć oczy, ale nie miał dość siły i odwagi, aby przekonać się co jest „na zewnątrz”. Po 15 minutach doszedł do siebie, choć głowa nie przestała go boleć. Postanowił po raz drugi spróbować otworzyć oczy. Wytężył wszystkie siły i poruszył powieką, która powoli wzniosła się w górę. Widok nie był dla niego zadowalający, gdyż obraz był rozmyty i bardzo jasny. Raynor musiał zamknąć oczy, ponieważ nie wytrzymał tego blasku. Wyglądało na to, że znajduje się w jakimś zbiorniku z cieczą. Wszystko byłoby Ok gdyby nie to, że w ogóle nie wyczuwał jej swoim ciałem. Czyżby Kerrigan uznała go za zbędny balast w swej wojnie i wyrzuciła do oceanu? Co się dzieje? Świadomość opuściła Jim’a i ten pogrążył się w głębokim śnie. Po kilku godzinach światło zostało wyłączone i przez tą zmianę Terranin obudził się. Był wypoczęty i pełen energii. Nie wiedział, dlaczego tak się czuje, ale jest to o wiele lepsze uczucie niż bezgraniczna słabość. Bez większego wysiłku otworzył teraz oczy i odkrył, że widok nie rozmywa się. Wręcz przeciwnie, jest w miarę ostry. Jim zobaczył, że znajduje się w jakimś dziwnym pokoju. Nie było w nim drzwi ani okien, jednak coś oświetlało to pomieszczenie. Izolatka? – pomyślał Raynor. Obrócił głową i rozejrzał się po pokoju. W niczym nie przypominał on Terrańskich pomieszczeń. Znajdowały się w nim jakieś dziwne urządzenia, których zastosowanie nie było znane Terraninowi. Przy jednej ze ścian po lewej stronie siedziała jakaś postać na dość dużym fotelu. Zdawała się nie zwracać uwagi na Raynora. Nie wyglądała na Zerga. Raczej na Zealota bez zbroi. Obracała w dłoniach jakiś dziwny przedmiot przypominający krótką rękojeść miecza... bez ostrza. Jim postanowił dowiedzieć się czegoś o miejscu jego pobytu, więc mimo iż przeszkadzał mu ten przedmiot w ustach rzekł do jedynej osoby poza nim, która znajdowała się w pokoju: - Hej ty! – Jego głos zabrzmiał jakby mówił przez ścianę. Postać, która dotychczas siedziała na fotelu nagle wstała i rozejrzała się nerwowo po pokoju. Po kilku sekundach spojrzała na Terranina. Prawdopodobnie ten dziwny przedmiot, który Jim miał w ustach służył do podawania mu tlenu oraz posiadał mały mikrofon. - Do mnie mówisz? – zapytał dziwnym i metalicznym głosem owy osobnik. Ten dźwięk był dobrze znany Terraninowi. To głos Zeratula. Jednak on jest Ciemnym Templariuszem i nikt poza innymi Ciemnymi Templariuszami nie może go zobaczyć. - Zeratul? – zapytał Jim - Tak to ja przyjacielu. Czyżbyś usłyszał moją obecność? - Nie... ja cię widzę... – Jim przestał mówić, bo Templariusz wydał się wielce zdziwiony jego słowom. Podszedł bliżej i przypatrzył się Raynorowi. - Jak to możliwe? Przecież jesteś Terraninem i nie masz prawa zobaczyć mej osoby. - Sam nie wiem. Powiedz mi gdzie jestem i dlaczego się tu znalazłem? – poprosił Jim. - Jesteś na pokładzie mojego krążownika flagowego – Ikarius’a. Zabraliśmy cię z planety Margot, gdyż została ona w całości przejęta przez Zergów... - Ale na tej planecie trwała bitwa! – zaprotestował Terranin - Tak, masz rację. Jednak, gdy dotarliśmy na miejsce, wszyscy byli już martwi, a ty zmieniałeś się w zakażonego Terranina. – w tym momencie Jim pomyślał: „No właśnie, przecież Kerrigan zrobiła swoje”. Jego myśli przerwał dalszy ciąg opowiadania Zeratula. – Królowa Roju zginęła jak i reszta jej armii, gdyż spopieliliśmy całą planetę. Gdy mieliśmy już odlatywać zauważyliśmy dwóch ludzi. Znajdowali się na najwyższym piętrze budynku. Byli wykończeni i ranni ale przeżyli. Sam nie wiem jak to było możliwe. – Templariusz uśmiechnął się. - Gdzie są teraz i co stało się z nadlatującymi transportowcami z Ziemi? - Transportowce odesłaliśmy spowrotem, a co do ocalałych to znajdują się podobnych miejscach jak ty. Nie martw się, żyją i mają się dobrze. - Tak... a co ze mną? Przecież teraz powinienem być już pod rozkazami Nadświadomości. Co jest? - Nadświadomość nie zdążyła przejąć twojego ciała i duszy. Przybyliśmy w samą porę i umieściliśmy cię w komorze regeneracyjnej. Wszystkie pasożyty zostały usunięte z twego ciała... Jednak na swój sposób spóźniliśmy się i wynikiem tego są pewne skutki uboczne. – wytłumaczył Zeratul uważnie obserwując Raynora. - Masz na myśli to, że cię widzę? – zapytał Jim - Dokładnie. Nie wiemy jakie jeszcze nastąpiły zmiany w twojej psychice lecz ciało masz w nienaruszonym stanie. - Uf. Dziękuję wam... Kiedy mnie stąd wypuścicie? - Już niedługo. Musisz całkowicie odzyskać siły. Najlepiej prześpij się, szybciej wyzdrowiejesz. – po tych słowach Zeratul odszedł na swoje miejsce, a Jim zamknął oczy i spróbował zasnąć co nie było łatwe, gdyż ciągle wracały myśli o miejscu, w którym stoczył bitwę i gdzie spotkał Kerrigan. W końcu po godzinie udało mu się zasnąć.
Terranin otworzył oczy. Nie zobaczył nic poza ciemną plamą. Wyczuł, że znajduje się w pozycji leżącej, więc podniósł się z miejsca. Posłanie, na którym go położono było bardzo wygodne - nie za miękkie i nie za twarde jednocześnie. W tej sekundzie stało się coś dziwnego, gdyż Raynor zaczął widzieć pokój, w którym się znajdował. Czyżby Kerrigan podarowała mu jeszcze jeden prezent? – pomyślał. Pomieszczenie nie było duże, ale też nie przypominało ciasnych apartamentów, w których musieli żyć Terranie, aby zaoszczędzić miejsce. Wstał i obejrzał swoje ciało. Nie wystawał z niego żaden kolec ani żadna dodatkowa kończyna. „Ufff” – westchnął Jim. Na podłodze obok łóżka leżał jego pancerz. Był oblany strugą krwi, prawdopodobnie pochodzącą od Hydralisków, które wdzierały się do tamtego pokoju. „Pokój...rzeź...Komandosi... Ocaleni Komandosi! Muszę stąd wyjść i zobaczyć ich” – pomyślał Terranin. Pomysł był dobry, ale wykonanie nie było łatwe na jakie wyglądało. Nie było żadnych drzwi ani okien, a pokój wydawał się niedostępny dla tych z zewnątrz. Podszedł do najbliższej ściany i chciał „wymacać” jakiś otwór, lub szczelinę do drzwi, nic jednak nie znalazł. Coś zapiszczało za nim i gdy się odwrócił zobaczył urządzenie podobne do staroświeckiego tostera przykrytego metalem od góry. Od przodu wychyliła się klapka i wyjechała z niego miseczka z jakąś cieczą w środku. Jim wziął do ręki naczynie, a klapa w tosterze zamknęła się. Nie wiedział czy powinien to jeść, choć wielki głód i pragnienie zaczęły doskwierać mu już w czasie rozmowy z Zeratulem. „Eeeeeee... raz się żyje” – pomyślał i zaczął pić dziwny niebieski płyn. W kilka sekund opróżnił całą miskę. Smak miało nienajgorszy choć mógłby być lepszy. Głód natychmiast ustąpił, a zastąpiło je błogie nasycenie posiłkiem. W tej chwili na prawo od Terranina dosłownie zrobiła się dziura w ścianie. Nie była jednak zwyczajna, gdyż falowała podobnie jak rozgrzane powietrze na pustyni. Wyszedł z niej Zeratul rzekł: - Witaj Jim. - Zeratul gdzie ja jestem? – zapytał nieco niegrzecznie Raynor. - To twój tymczasowy apartament, mam nadzieję, ze ci się podoba? - Tak, podoba się. Ale irytuje mnie to, że nie ma tu okien i jest bardzo ciemno. - No cóż. Pomieszczenia są przystosowane dla Protosów, a nie Terran. Nie miej o to do nas pretensji, my nie potrzebujemy światła w takim stopniu jak wy. – wytłumaczył Templariusz, skinął na pustą miskę – widzę, ze ci smakowało. - Nawet niezłe. - Jak się czujesz? - Jak nowonarodzony! Dzięki! – rzekł Jim - Skoro tak to chodź ze mną, a pokażę ci mój statek. – zaproponował Zeratul - Ok. Wyjście z pokoju było dziwnym przeżyciem. Przechodzenie przez drzwi można by porównać do przechodzenia przez chłodną wodę. Tyle, że tu nie było grama wilgoci. Pomieszczenie, w którym przebywał Terranin znajdowało się na końcu krótkiego, ale bardzo szerokiego korytarza. Templariusz w połowie drogi na drugi koniec skręcił w „drzwi” na lewo. Jim wszedł za nim. Znalazł się w pokoju, w którym na kilku okrągłych, białych fotelach unoszących się w powietrzu siedzieli nieruchomo z zamkniętymi oczami protosiańscy żołnierze obsługujący myśliwce klasy Interceptor. Zeratul tłumaczył Jimowi, że oni odpowiedzialni są za bezpieczeństwo całego statku więc lepiej im nie przeszkadzać. Wyszli i skierowali się do następnych drzwi po drugiej stronie korytarza. Po raz pierwszy od umieszczenia Raynora na statku Terranin zobaczył okno na otaczającą ich przestrzeń. Znajdowali się na mostku, będącym jednocześnie Centrum Dowodzenia flotą Zeratula. Tu znajdowało się kilkanaście podobnych foteli jak w poprzednim pomieszczeniu, ale tylko kilka było zajętych. Weszli kilka stopni w górę, gdzie znajdowało się miejsce z jednym fotelem i widokiem na całą przestrzeń przed statkiem, gdyż wszystko ukazywały rozległe okna znajdujące się kilka metrów przed Jim’em. - Masz swoje okna. – zażartował Ciemny Templariusz, Terranin nie wyglądał na rozbawionego, gdyż dręczyły go myśli związane z przyszłością jego rasy. Jedynie Ziemia pozostała w ich rękach. Co będzie dalej? Wyszli z pomieszczenia i skierowali się na drugi koniec korytarza. Znów przeszli przez „drzwi” i znaleźli się w bardzo przytulnym i wielkim pokoju jak na ograniczone przestrzenie statku kosmicznego. Otaczały ich teraz ciepłe kolory od pomarańczowego do bordowego. Widok ten sprawiał, że Jim od razu się uśmiechnął. Widocznie to miejsce tak działało, że smutki odchodziły z umysłu, a zostawała tylko radość. Przestrzeń była dobrze urządzona – kilka wygodnych foteli (a jakże, unoszących się w powietrzu) i regałów z nieznanego Terraninowi gatunku drewna. Na nich poukładane były bardzo stare księgi i rękopisy. Prawdopodobnie miały więcej niż 500 lat, ale to nie martwiło Zeratula, który lubił studiować dawne dzieje. - Jak ci się podoba? Sam urządzałem, chciałem żeby każdy kto tu wejdzie, czuł się szczęśliwy i aby choć na chwilę zapomniał o troskach. – pochwalił się Ciemny Templariusz - Tak. To miejsce robi niezłe wrażenie. - Czasem przychodzę tu, aby czytać stare kroniki mojego ludu. Pomaga mi to odkryć przeszłość rasy Protosów. Te rękopisy są jedynymi egzemplarzami, których nie widzieli nawet Sędziowie z Aiur. - Dla kogo przeznaczone jest to pomieszczenie? – zapytał Jim oglądając uważnie to co wisiało na ścianach. - Dla nikogo. To moja osobista kwatera. Rozgość się, zrobię coś do picia. – zaproponował Zeratul po czym oddalił się do jednego z regałów, na którym stało urządzenie podobne do tostera, które leżało w pokoju, gdzie Raynor odpoczywał tyle czasu. Położył na nim rękę i po chwili cofnął ją. Klapka otworzyła się wysuwając 2 naczynia przypominające szklanki, lecz o trochę większej grubości. Miały w sobie czerwony napój, o którego właściwościach Terranin miał niedługo się przekonać. Ciemny Templariusz podszedł do dwóch foteli, przy których stał Jim. Przystanął na chwilę i zamknął oczy, a po chwili je otworzył. Trwało to zaledwie sekundę, a efektem było to, że mały stolik wysunął się z podłogi i ustawił się na wysokości pasa Terranina. Ten wzniósł wysoko brwi na znak niezrozumienia, ale nic nie mówił. Protos położył na stoliku jeden kubek, należący do Jim’a, a sobie wziął drugi. Usiadł na jednym z foteli i wskazał miejsce obok na Raynora. - Teraz pokażę ci coś co na pewno tobą wstrząśnie, lecz musisz to wiedzieć, bo prędzej czy później będziesz o to pytał. – po tych słowach Zeratul ponownie zamknął oczy i skupił swoją energię psi na ścianie naprzeciw nich. Jim oczywiście tego nie mógł zauważyć, pomimo tego, że widział Ciemnych Templariuszy. Naprzeciw nich wysunął się ze ściany duży ekran, który jak było do przewidzenia zaczął unosić się w powietrzu jak większość urządzeń Protosów. Ustawił się w takiej pozycji, aby obie osoby mogły spoglądać na niego nie przekręcając zbytnio głowy. Zeratul podszedł do unoszącego się przedmiotu i włożył do niewidocznej dla Jim’a szpary dysk CD, który Terranin miał w swoim kombinezonie. - Ej! Przecież to... – zaprotestował Raynor - To cyfrowy przenośnik danych, który... - Wiem co to jest. Dlaczego wyjąłeś go z mojego kombinezonu? - Przez przypadek nacisnąłem jakiś przycisk i dysk wypadł z twojego pancerza, gdy musieliśmy cię umieścić w kabinie regeneracyjnej. To jest zapis z systemów komputerowych w waszej bazie. Na ekranie pojawiły się obrazy z kamer, które były zamontowane w bazie na planecie Margot. Pokazywały one momenty walki z Zergami m.in. bitwę o główną bramę, szarżę Ognistych Nietoperzy oraz wkroczenie Guardianów. Zdjęcia były szokujące, gdyż ukazywały śmierć wielu Komandosów i innych ludzi. - To były wasze nagrania. Gdy my się pojawiliśmy wyglądało to tak. – rzekł Zeratul i nacisnął zielony przycisk. Ekran rozświetliły serie obrazów pochodzących z protosiańskiego obserwatora. Następowały powoli, aby Jim mógł się dobrze przypatrzeć. Pierwsze kilka ilustrowały zbliżanie się Lotniskowca do powierzchni planety. Widać było na nich gruzy miasta oraz wdzierających się ze wszystkich stron Zergów. W bliskiej odległości od bitwy latały Suzereny. Kolejne zdjęcie pokazywało eskadrę Zwiadowców zabijających tamte stwory. Po uzyskaniu ochrony dzięki własnym zdolnościom Ciemni Templariusze przedostali się do zrujnowanego miasta i zabili większość oddziałów wroga. Gdy wchodzili do podziemnego bunkra zastali tam tysiące ciał rozerwanych na strzępy po wszystkich pomieszczeniach. Nie był to przyjemny widok. Krew była dosłownie wszędzie. Na ścianach, podłodze i suficie. Było też zdjęcie głowy leżącej na ziemi, prawdopodobnie należała do Kerrigan. W tym momencie Jim pochylił głowę i próbował powstrzymać się od płaczu, jednak w duchu był szczęśliwy, że tak się stało. Ponownie spojrzał na ekran i zobaczył jak zabierają jego bezwładne ciało na pokład Ikarius’a i odlatują w przestrzeń. Ostatnie kilka ujęć ukazywało zmniejszające się miasto, gdyż statki wynoszono na orbitę. W ostatnim zdjęciu nastąpiła eksplozja gdzieś wewnątrz miasta i ogromna fala uderzeniowa zmiotła wszystko z powierzchni ziemi w odległości kilkunastu kilometrów od epicentrum. Ekran zgasł i schował się do ściany. Jim przez chwilę zamyślił się nie odrywając wzroku z od miejsca, w którym wyświetlano obrazy. Zastanawiał się nad sensem tych długoletnich przygotowań, które…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ignis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…