Wróć do katalogu

Początki legendy.

Wstęp do powieści dotyczącej miasta bogów, krwawych wojen i starożytnych tajemnic.

Easley, opublikowano , 21 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Śmierć. Dlaczego ludzie tak panicznie boją się czegoś, co wyzwala ich z cierpienia i wszechobecnego kłamstwa ? Ludzki gatunek od zawsze szukał idei, co pozwoli im przeciwstawić się jej. Czemu ? Jaki był ich powód ? Zwykły strach przed nieznanym, czy może chęć zawładnięcia nad siłami natury ? Pewien filozof kiedyś powiedział, że nie należy interpretować śmierci jako czegoś "co istnieje". Śmierć nie jest zjawiskiem które możemy w jakikolwiek sposób zmierzyć czy dotknąć. Tak samo jest ze światłem i ciemnością - światło możemy zaobserwować, wytworzyć a nawet zmierzyć. Czy potrafimy to zrobić to samo z ciemnością ? Czy analogicznie do światła możemy wytworzyć słabą ciemność ? A może super ciemność ? Jeśli tak, to z jakąś prędkością poruszałaby się ta energia ? Tak samo jest ze śmiercią, która jest po prostu brakiem życia. I nawet teraz, w momencie gdy kostucha każdego dnia zabierała ze sobą setki ludzi, oni wciąż żyli z nadzieją przechytrzenia jej choćby o ten jeden dzień. Lecz nie jego. Jace nie kierował się żadną nadzieją czy ambicjami. Wyznaczał sobie do osiągnięcia cel, który zmieniał jego monotonne życie w coś wartego uwagi. Nie bał się śmierci. Był z nią oswojony już od momentu, gdy w wieku 13 lat zabił swoją siostrę. Była opętana przez demona niższej kasty, zwanej kastą Dra'woil. Wiedział o tym już od dłuższego czasu, ale nie mógł w żaden sposób jej pomóc. Jedynym rozwiązaniem była śmierć nosicielki, nad czym nawet nie chciał się zastanawiać. Doskonale sobie z tego zdawał sprawę, lecz wciąż nie wiedział co z tym zrobić. Jej śmierć była raczej wypadkiem, lecz i tak wstrząsnęła nim dogłębnie i zapadła mu w pamięci... Była zbyt słaba aby utrzymywać w swoim ciele istotę, która z dnia na dzień stawała się silniejsza. Jej ciało po prostu nie mogło wytrzymać wciąż powielającej się energii, która dosłownie rozdzierała ją na strzępy, przez co wyglądała jak nadgniłe zwłoki. I do tego ta roznosząca się po całym domu woń... To było dokładnie tydzień przez jej urodzinami. Oh, piękna mała May... Jak jeszcze była zdrowa, to Jace zawsze zabierał ją nad Księżycowy Staw. Teraz głównym powodem ich wyprawy były łupy. Tamtejsze okolice przebierały w niesamowite pokłady dawnych legend i skarbów. Lecz najpierw musieli się dostać do miejsca, które rozdrapywało najwięcej ran i przysparzało niewyobrażalne cierpienie, gdyż to właśnie tutaj Vayne i Saren popełnili samobójstwo, zostawiając niczego nieświadome rodzeństwo na pastwę losu. Było to najpiękniejsze miejsce w całej Lodowej Dolinie. Szczególnie zimą, gdy trawy przyścielone są śniegiem, a z drzew groteskowo zwisają sople, można było się poczuć jak w innym świecie. I do tego ta nieustająca i intrygująca cisza... Nieopodal olbrzymiej brzozy stał mały domek, który ich rodzice wybudowali sobie za młodu, aby choć raz na jakiś czas uciec od zgiełku i przemocy świata. Była tam mała prowizoryczna kuchenka, kominek, łóżko i cała masa obrazów - począwszy od zwykłych rysunków natury, po rzeczy wykraczające poza ludzką zdolność pojmowania: świat astralny, monstra z kilkoma parami głów czy magiczne symbole. Obok olbrzymiej szafy jak zwykle leżała babilońska świeca, która nigdy nie zgaśnie, a jej blask odpędza troski i uspokaja. Był to prezent ślubny od Vincenta, wędrownego kupca, który "na każdym dworze rozkoszy dozna". W kącie stał także magiczny kufer, z którego emanowała dziwna, delikatna energia o zapachu cynamonu. Podobno ten który otworzy ową skrzynię, wyciągnie z niej rzeczy, które będę odzwierciedleniem jego najskrytszych pragnień. Dla czarodzieja byłaby to potężna magiczna laska, dla elfa łuk ze smoczych kości, a dla naukowca nieograniczone pokłady wiedzy. Lecz niestety ostatnimi osobami które otworzyły ten kufer byli pradziadkowie Jace. Już od ponad stu lat ta rzecz nie była używana, przez co przeminęła nawet jej sława. Co dziwniejsze, nigdzie nie było miejsca na klucz. Wszędzie było wyryte dalijskie pismo, krasnoludzkie runy i symbole Wargów, ale ani śladu mechanizmu otwierającego. Lecz Jace traktował tą rzecz jako kolejny bezwartościowy przedmiot, który jego rodzice otoczyli osłoną minionych legend. Zupełnie jak ich opowiadania o polowaniu na smoki, trolle czy orki, które uważał za wyssane z palca. Był cynikiem, życie nauczyło go aby do wszystkiego podchodzić z dystansem. Szczególnie do ludzi przesadnie dobrych, gdyż prędzej czy później będą chcieli jakąś holendarną przysługę za swoją pomoc. Zastanawiał się właśnie ile udałoby mu się zarobić florenów sprzedając całą masę książek Meryl Trachery, która to była znaną czarodziejką pierwszego kręgu, gdy usłyszał wołanie May. Z tonu jej głosu wydawało mu się że musi być czymś naprawdę podekscytowana, dlatego czym prędzej opuścił dom i wyszedł w stronę jeziora. Mimo iż był środek jesieni, to May stała do połowy zanurzona w wodzie. -May, co ty wyprawiasz ? Chcesz zachorować ? Natychmiast wyjdź na brzeg. - krzyczał ile sił w płucach, lecz ona stała nieruchomo, zupełnie jakby stała się jednością z wodą, która nie miała najmniejszego zamiaru oddać swojej nowej towarzyszki. -May, wyjdź z wody. Nie chcesz się chyba przeziębić, prawda ? - powiedział to łagodnym i spokojnym głosem. May uśmiechnęła się szeroko i wskazując palcem na drugi koniec jeziora powiedziała -Jace, popatrz. -May, naprawdę powinniśmy wyjść z... - zamarł. Tuż przed jego oczyma fauna i flora tańczyła delikatnie okrążając tęczę i zataczając łuki nad nią. Odcienie kolorów mieszały się ze sobą tworząc coś na wzór idealnej harmonii, szczęścia. Nie wiedział czemu akurat to przyszło mu pierwsze do głowy. Przeczucie podpowiadało mu że właśnie tam, na horyzoncie rozgrywa się coś niesamowitego. Euforia całego przedstawienia przenikała przez powietrze i wypełniała jego płuca. Otrząsnął się gdy coś śliskiego otarło mu się o nogę. Pomyślał że ryby także chcą obejrzeć choć kawałek spektaklu, co byłoby właśnie idealnym przykładem działania nieokiełznanych sił natury. -May, chodźmy już. Robi się zimno. - dotknął jej ramienia, zawsze tak robił aby dodać jej otuchy. - Piękne, prawda ?- rzekła dziewczynka - To życie wydaje się być takie prawdziwe. Takie cudowne... -stała jak posąg z kamienia. Nie drgnęły nawet jej usta. -Wygadujesz bzdury. Chodźmy do domu, zapaliłem już w kominku. Na kolację będą... -Jace, powinniśmy się rozstać. - Patrzył na nią w osłupieniu. Po chwili spuścił wzrok. "A więc stało się" pomyślał. Od dłuższego już czasu wiedział, że jedno z nich wypowie te słowa, lecz wciąż go przerażała wizja przyszłego rozstania. Uciekał od tych myśli jak tylko mógł. Cały czas łudził się, że jest to po prostu jakaś zwykła choroba, którą może wyleczyć jedynie czas, i która przeminie jak wszystko inne. Już otwierał usta aby coś powiedzieć, gdy coś zaczęło się dziać z jego siostrą. Jej włosy unosiły się lekko na wietrze, zupełnie jakby jakaś tajemnicza siła ciągnęła je w górę. Jej ubranie się zmieniło : nie stała już w zwykłych ludowych szatach, lecz w pięknej seledynowej sukience. Znikły także rany i bąble z ropą, które tak strasznie okaleczały jej wcześniejszą urodę. Stała teraz przed nim cała i zdrowa, zupełnie jakby śnił na jawie. Mała księżniczka z rodu Steinów, najpiękniejsze dziecko na całym dworze o niebieskich, przyciągających oczach. Chciał coś powiedzieć, ale nie mógł nic z siebie wykrztusić. Podszedł do niej, i przytulając ją do siebie zaczął płakać. -Jace, nie zrozum mnie źle. - szeptała mu do ucha - To naprawdę jest pożegnanie. - Jace wplótł ręce w jej włosy. Były delikatne, o kolorze pełni dojrzałych kasztanów. Pachniały zupełnie jak kłosy jęczmienia. Uwielbiał ten zapach, przypominał mu beztroskie dzieciństwo spędzone na rodzinnym dworze. - Wiesz, chciałam ci tylko powiedzieć jak bardzo cię kocham, i mimo tego że już chyba nigdy się nie spotkamy, to zawsze będę z tobą. -Wiem o tym kochana, wiem. - łzy już płynęły mu strumieniem, ale nie przejmował się tym. Zawsze musiał być twardy, aby jego siostra się nie poddawała z walce z siłami, z którymi dzień w dzień musiała się zmagać. Teraz to już nie miało znaczenia, wiedział że to koniec, nic się już nie liczyło. -Nie Jace, nie rozumiesz. - mimo iż kilka chwil temu była zdołowana, to teraz jej głos był całkiem radosny. - Pamiętasz ten kufer w tym domu ? - mówiąc to wskazywała na przykryty śniegiem niewielki domek, stojący w cieniu ogromnych sosen. - Nie uwierzysz, ale kluczem do niego jest zwykłą woda ! Odkryłam to podczas mycia. Bo sam wiesz że nie był używany od bóg wie ilu lat, więc chciałam go przywrócić do ładu. I właśnie podczas czyszczenia labiryntu za dużo wylałam wody. Próbowałam to szybko wytrzeć, żeby nic nie wsiąkło do drewna, ale wszystko zaczęło spływać do środka. W sumie to zrobiłam to zupełnie przez przypadek, ale nie bacząc na to - wieko się uchyliło. - była wyraźnie dumna ze swojego odkrycia, zupełnie jak dziecko które samo nauczyło psa komendy "łapa". - I wtedy w mojej głowie zaczęły rozbrzmiewać jakieś głosy. To było dziwne... - na myśl o tym lekko się wzdrygnęła - Nie wiem do kogo należały, ale ostatecznie dowiedziałam się że mogę poprosić o wszystko z wyjątkiem zdrowia. Te głosy mówiły, że byłyby komplikacje z moją demoniczną posoką czy coś takiego. Szczerze mówiąc niewiele z tego zrozumiałam. - uśmiechnęła się przepraszająco - Na początku chciałam poprosić o coś dla ciebie, ale od razu zaczęli krzyczeć coś o jakichś zasadach czy regułach. Ech, jestem beznadziejna, znowu nie mogłam zrozumieć o czym oni mówią. No ale mniejsza z tym. Te istoty zaproponowały mi inne rozwiązanie, które byłoby najlepsze dla nas dwoje. Wraz ze śmiercią mojego ciała dostaniesz miecz, w którym będzie zaklęta moja dusza. Co prawda nie pomoże ci to w żaden sposób, gdyż nie będę mogła się nawet z tobą skontaktować, ale zrobię co w mojej mocy aby cię wspierać. - rzuciła mu się na szyje i szeptem dopowiedziała - Albo chociaż obserwować. - Jace poczuł jej łzy na swojej szyi.

Lodowate krople deszczu natarczywie biły go po oczach. Nie wiedział jak długo już siedział w tej pozycji, z rękami podpartymi na kolanach i z głową spuszczoną w dół. Godzinę? Dwie? Był przesiąknięty do suchej nitki. Nie wiedział nawet skąd się tu wziął, podświadomie jednak czuł iż nie chce się tego dowiedzieć. Ostatnią zapamiętaną rzeczą była mozolna ucieczka przez ciemny las i przeprawę przez ostrokrzewy. Dotknął swoich policzków, były całe poorane zadrapaniami, na których zdążyła już zaschnąć krew. Syknął, gdy jego palce przejechały po głębokiej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych