Pokolenia.
Rodzinna potyczka w realiach dzisiejszych czasów...oraz tych nieco odleglejszych. Nałóg i rodzicielska miłość.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dłoń z papierosem tkwiącym między środkowym a wskazującym palcem opada na blat stołu. Powoli acz stanowczo, mężczyzna kładzie ją na gładką powierzchnię, po czym rozluźnia dłoń. Bibuła z mieszanką tytoniową ląduje obok brudnej dłoni, po czym z jej wnętrza wysypuje się kilka okruchów sproszkowanych liści. Młody mężczyzna o twarzy starca odwraca się w stronę dobiegającego z oddali głosu. Jego poznaczona bliznami, pożółkła cera kłuję w oczy swą tłustością idealnie jednoczącą się z włosami barwy bliżej nieokreślonej. Oto przed człowiekiem stanął wrak innego człowieka, który miał przed sobą całe życie, a który wybrał drogę pędzącą dynamicznie ku zatraceniu. Postać, która wynurzyła się z oparów dymu tytoniowego była krzywym zwierciadłem mężczyzny. Mimo starczego już wieku, twarz kobiety nadal promieniała młodością, a w jej oczach czaiły się świetliste błyski, które zdawały się rozświetlać jej pozornie ponurą twarz.. „Chodź!” – szepnęła. - Zostaw mnie – rzekł ochrypły głos odpędzając dłonią zbliżającą się ku niemu kobietę – Nie mam siły oddychać, a ty pieprzysz coś o chodzeniu. - Synku... – ciepły, matczyny głos popłynął z ust kobiety, która teraz pochylała się nad człowiekiem, który wyszedł z jej łona, po czym postanowił odejść od uprzedzeń i oczekiwań wobec niego danych i w ślimaczym tempie stoczyć się na dno. - Odkąd skończyłem szesnaście lat nie słyszałem, żebyś się tak do mnie zwracała – warknął zachrypnięty głos zrzucając jednym ruchem ręki nie zapalonego papierosa na podłogę. - Wstań i pójdź ze mną – polecił mu ciepły głos kobiety. Mężczyzna uniósł swe zniszczone przez używki ciało i chwycił kobietę za rękę. Ta uścisnęła jego dłoń po czym odwróciła się i wkroczyła w mrok ciągnąc za sobą dorosłego już syna.
Zziębnięte dłonie chłopca koncentrowały się wokół pieca kaflowego przytwierdzonego do północnej ściany. Zacierając je raz za razem wyczekiwał ciepłą, które wkrótce miało ogrzać mu zmarznięte dłonie. Do prawie opustoszałej klasy weszła wysoka kobieta z dziennikiem pod pachą. - Nie powinieneś być na przerwie? – zapytała stawiając dziennik na biurku stojącym obok pieca. - Przepraszam – odrzekł pokornie chłopiec, po czym zaczesał długą grzywkę w prawą stronę – Już idę – powiedział chwytając zniszczoną torbę koloru khaki. - Zostań – poleciła mu srogo wyglądająca nauczycielka, łapiąc go za szczupłe ramię – Ogrzej się. Chłopiec uniósł nieco głowę by zrównać się z nią wzrokiem, po czym uśmiechnął się. Uśmiech spowodował natychmiastowy efekt: jego twarz się rozjaśniła, a oczy nabrały radosnego blasku. Panna Piwowarczuk doznała nagle olśnienia. Przed jej oczami z nikąd pojawił się chłopiec całkowicie inny od tego, jakiego znała do tej pory. Zwróciła uwagę na jego czyste i zadbane włosy. Na zawsze czyste dłonie wyglądające jak ręce dorosłego człowieka, który już w czasach młodości nie bał się ciężkiej, fizycznej pracy. - Paweł... - Tak, proszę pani? - Dlaczego nie biegasz z kolegami po korytarzu, ani nie broisz wraz z nimi? Paweł uśmiechnął się drwiąco. - Nie zniżam się do ich poziomu – odparł, po czym przybliżył nieco dłonie do kafelków. - Wiesz, różnie można o nich mówić, ale to właśnie was różni od dziewczynek i... - Sugeruje pani że mam nie po kolei w głowie? – zapytał tonem, który zdawał się już być przyzwyczajony do nazywania go w taki sposób. Annę Piwowarczuk nieco zatkało. Nie chciała w żaden sposób urazić tego chłopca, a już tym bardziej nie chciała nazywać go świrem. - Skądże – odparła natychmiast, chcąc odzyskać utracony przed momentem autorytet – Po prostu patrząc na Ciebie, mam wrażenie że masz jakiś problem i oddalasz się świadomie od ludzi. Paweł opuścił dłonie, które wcale tak mocno się jeszcze nie ogrzały. Stał przez moment wyprostowany, tyłem do swojej profesorki myśląc intensywnie. Miał ochotę na nią krzyknąć, albo nawet uderzyć. Nie miał siły znosić dłużej pytań tych obcych mu ludzi. Oni gówno wiedzą o życiu. - Moim problemem jest świadomość, że tak wielu ludzi jest zaślepionych pracą i szkołą – powiedział niezbyt przyjaźnie, nie mówiąc tego wprost do niej, gdyż wciąż był do niej odwrócony plecami. - Obawiam się że nie rozumiem – odparła cicho, marszcząc delikatnie starannie wyskubane brwi. - I właśnie w tym tkwi problem – warknął Paweł odwracając się do kobiety. W jego oczach ziała pustka. Bezduszna czeluść, w której głębi można by się utopić – Pani nie potrafi przejrzeć na oczy, tak jak sto tysięcy innych ludzi! Chodzi pani codziennie do szkoły zupełnie jak nakręcony robot, któremu wyłączono rozmyślanie o własnym życiu. Siedzi pani przez cały dzień na tym obskurnym fotelu, wpychając ludziom do głów pierdoły, które w ogóle nie przydadzą się im w przyszłości. Potem wraca pani do domu, gotuje obiad, wychodzi z psem na spacer, wraca, i spędza wieczór samotnie, bezmyślnie gapiąc się w telewizor. Nie myśli pani o tym co by zmienić w swoim życiu. Bezczelnie pyta pani, dlaczego zachowuje się tak a nie inaczej. To moje życie, i to JA nim rządzę. Kiedy będę chciał, rzucę się pod pociąg, a kiedy indziej będę leżał cały dzień w łóżku i nawet na myśl mi nie przyjdzie, że powinienem teraz być na pani lekcji, słuchając bredni, które wpaja pani od wielu lat tym biednym ludziom – wydusił tonem, który przyprawiał człowieka o gęsią skórkę. Była w jego głosie taka niesamowita pewność siebie, której najstarszy filozof świata nie mógłby złamać. To była taka nie skłamana wiara w siebie i we własne siły przyprawiona totalną alienacją i indywidualizmem. Po tym, gdy wyraził swój pogląd na życie i świat, zgarnął wysłużoną torbę z ziemi, zarzucił ja na ramię i wyszedł z klasy, pozostawiając otumanioną nauczycielkę samą z własnym przekonaniem. Nie liczył że to co powiedział wywarło jakiekolwiek wrażenie bądź wpływ na tą kobietę. Miał wyłącznie nadzieje, ze teraz pomniejszyło się grono osób uwielbiające go pytać o jego sposób bycia. * Na dzień dzisiejszy jego przygoda z nauką zakończyła się definitywnie. Wrócił do domu, gniewnie spoglądając po drodze na mijanych przez siebie ludzi. Denerwowały go te ich uśmieszki czające się w kącikach ust. Jego egoistyczna postawa i zazdrość zeń wydzierająca, spowodowała wrogie nastawienie do ludzi.
Kobieta i mężczyzna zasiedli na podłodze, w nieco jaśniejszym pomieszczeniu od tego, w którym wcześniej przebywał mężczyzna. Jego zapadnięte oczy omiotły pokój, zupełnie jakby znalazł się tu po raz pierwszy w życiu. - Niepokoisz się – szepnęła kobieta posyłając mu uśmiech pełen otuchy. Mężczyzna przyciągnął nogi do tułowia, oparł o nie łokcie i wplótł palce we własne włosy. Przypominał teraz zalęknione dziecko, jakim był wiele lat temu. - Opowiem Ci coś – powiedziała kobieta nie przejmując się kamienną ciszą. Jej syn spojrzał na nią spode łba. Choć jego spojrzenie na to nie wskazywało, był ciekaw co też matula ma mu do opowiedzenia.
Paweł zdjął ciężkie wojskowe buty, po czym w ubraniu rzucił się w pościel. Jej cierpki…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil shine on
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…