Wróć do katalogu

Polityka dwuwymiarowa

Krótki efekt dwóch bezsennych nocy i telefonu

Artorias, opublikowano , 13 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Spotkanie miało się już zacząć. Przez spóźnienie ministra Armenii, Mosisa Ghazariana, całą delegacja oczekiwała w zniecierpliwieniu hallu. Na zewnątrz panował niesamowity upał, toteż wszyscy współczuli żandarmerii, która stała wzdłuż dywanu, którym miał przemaszerować gość wprost z limuzyny do budynku. To dziś miało odbyć się pierwsze spotkanie. - Pamiętaj o stawce - powiedział jeden z oczekujących do drugiego, a raczej szepnął, bowiem nikt inny tego nie usłyszał. Odbiorca owej wiadomości spojrzeniem dał mu do zrozumienia, że doskonale pamięta. Wreszcie z daleka usłyszeli syreny policji i po pewnym czasie limuzyna z ministrem spraw zagranicznych Armenii dotarła do miejsca docelowego. Dwaj panowie, którzy przed chwilą rozmawiali stali jednak w miejscu. Szef protokołu uznał bowiem, że z powodu raczej chłodnych stosunków lepiej stopniowo wprowadzać gościa. - Jak nie wyskoczy z czymś, o czym nie wiemy to nie będzie żadnych problemów - powiedział niższy, który był ministrem spraw zagranicznych kraju-gospodarza owego spotkania. - Wywiad dał ci wszystko co mamy, ale jeśli...- dodał wyższy, minister obrony. - Tyle mi wystarczy – przerwał mu. Zamilkli bowiem gość był już blisko i przeszli się z nim przywitać. Podali sobie ręce i z uśmiechem na ustach ustawili się do zdjęć. Po tej ceremonii ministrowie spraw zagranicznych obu krajów mieli udać się ma rozmowę. Gość, z lekko drwiącym uśmiechem na twarzy, powiedział coś w swoim języku do stojącego obok niego asystenta i dał się poprowadzić do pokoju. Gospodarz zmrużył oczy. Minister obrony zrobił znaczącą minę po czym udał się w swoją stronę, a MSZ ruszył za swoim ormiańskim odpowiednikiem. Weszli do pomieszczenia i zamknęli drzwi. Od razu ogarnęła ich cisza - pokój był wygłuszony: żaden dźwięk nie mógł go opuścić i niewiele mogło do niego się przedostać. MON odetchnął głęboko. - Sir, put this into your ear - położył na stole małe urządzenie przypominające słuchawkę. Gość spojrzał na niego i wziął ja do ręki. - what’s that? - zapytał. - Real-time automatic translator - odpowiedział mu gospodarz, wkładając podobne urządzenie do ucha. - It might be problematic to talk in language foreign for both of Us. - Yeah, and you are gonna record it all… Gospodarz uśmiechnął się. - Mister minister, trust me, none of us would like to have today's conversation recorded. Gość zmarszczył brwi. Wyglądał na lekko wnerwionego. Był to polityk starszej daty, pewnie walczący jeszcze w wojnie pod koniec zeszłego wieku. Siwe włosy znaczyły jego głowę stanowiąc efektowną koronę dla typowych ormiańskich oczu - głębokich i czarnych. Być może denerwował go fakt, że na przeciwko niego stał stosunkowo młody polityk, zdolny, ale w zasadzie bez sukcesów. Może uznał ze to brak szacunku. W końcu włożył słuchawkę do ucha. - No, teraz na pewno będzie mam wygodniej, panie ministrze. A teraz przejdźmy do rzeczy. Usiadł na fotelu i gestem zaprosił rozmówcę do tego samego. Ten jednak nie zareagował. - Odpowiedź brzmi nie, i w ogóle nie wiem jaki był cel tego zaproszenia. Nie będzie żadnego sojuszu, żadnej protekcji i żadnych baz. Powiedział to bardzo spokojnie, ale MSZ wyczuł ze jeszcze mocniej się zdenerwował. Tym lepiej. - Tak szybko pan rezygnuje? To dla was spora szansa... dla całego narodu. - Mój naród dość już wycierpiał... najpierw Turcy, potem komuniści, Azerowie... dobrowolnie mamy się oddać wam? Nie. Nastąpiła chwila ciszy. - Czy możemy to chociaż przedyskutować? - zapytał uprzejmie gościa ściszonym głosem. - Tu nie ma miejsca na dyskusję - odrzekł mu oschle. Minister uśmiechnął się. - Ma pan rację, nie ma miejsca na dyskusję... - wstał i położył na stole aktówkę, którą trzymał pod krzesłem. - Zatem ją pomińmy. Otworzył ją i pchnął w stronę gościa, gdyż ten usiadł w pewnym oddaleniu. - Proszę się z tym zapoznać, może się panu wydać ciekawe. Dyplomata zajrzał do walizki i wyciągnął dokumenty. Przeglądał je i w miarę postępów jego twarz przybierała dziwny wyraz, coś między zaskoczeniem a zrozumieniem. Spojrzał na gospodarza. - Co to jest? - To co pan trzyma to akurat zdjęcie ormiańskiego żołnierza w azerskim więzieniu, chyba sprzed dwóch miesięcy. - Nie rozumiem... - Mówiłem, czas dyskusji się skończył. Gość odłożył papiery. Miał nieokreśloną twarz. - W walizce są materiały na temat trzynastu waszych żołnierzy wziętych w niewolę i straconych. Są też dowody, że pański rząd miał informacje o miejscu ich pobytu i propozycje pomocy w ich odbiciu. Ale nie skorzystaliście. - Nic mi o tym nie wiadomo. Gospodarz zaśmiał się w duchu. „Nie umiesz ukrywać gniewu, a nawet kłamać. Jak ten człowiek w ogóle dostał tę posadę…” - Stan pańskiej wiedzy nie ma tu znaczenia. Ważne jest w co uwierzą ludzie. Dowody są co najmniej przekonujące, a ci żołnierze... no cóż, prawie dzieci... taka strata; widziałem w telewizji ich pogrzeb, te płaczące matki… i wdowy. Byłoby niezmiernie nie na rękę waszej partii gdyby te materiały wyciekły. Jaki widzicie spadek poparcia? Wg mnie nie tylko sondaże poleciałyby w dół. Dla podkreślenia sytuacji zrobił pauzę. Chyba wywarł efekt - gość słuchał go uważnie. Usiadł z powrotem w fotelu i splótł dłonie. - Na szczęście taka sytuacja jest nie na rękę i wam i nam. Dlatego pozwoli pan, że powiem, co teraz nastąpi… - oparł się wygodnie. - Na szczęście wasza kadencja zaczęła się niedawno, wiec mamy czas. Dam panu informacje o miejscu przetrzymywania kolejnej dziesiątki waszych żołnierzy, a wy ich odbijecie. Potem zrobicie wokół tego taki szum żeby każdy pastuch od Azerbejdżanu do Turcji o tym słyszał; podkreślicie przy tym nasz wielki wkład i dodając, że bez niego ci ludzie zgniliby w azerbejdżańskich jaskiniach; w ramach podziękowania zaprosicie prezydenta do siebie oraz ustanowicie miesiąc przyjaźni między naszymi państwami. Podpiszecie tam układ o współpracy gospodarczej, w którym wzajemnie damy sobie przywileje przy tworzeniu i prowadzeniu biznesu. Zastrzeżecie również, iż to dopiero początek współpracy naszych narodów. Tuż po zakończeniu wizytacji w Karabachu dojdzie do incydentu. Nic wielkiego, krótka wymiana ognia. Przejdzie bez echa. Po trzech miesiącach stanie się to znowu, ale na większą skalę. Wtedy zagrożeni będą nasi obywatele, którzy przyjadą do was robić biznes i prezydent zareaguje…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych