Wróć do katalogu

Poopowiadanie o Szatanie

Wiem że długie, ale puenta piękna ^^ Fagocytujcie XD

Makropheagein, opublikowano , 45 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jakub Makropheagein Krystek (DR81128133818E)

666^^Poopowiadanie o Szatanie^^666

666^^PrzedSłowie^^666 PIEKŁO

W piekle było tego dnia goręcej niż zazwyczaj. Wsie demony leżące dla ochłody w lawie, głośno prychały i perfidnie pociły się. Nawet sam Szati łaził od rańska na czworakach, niczym kejter, głośno stękając i wołając na pomagierów by mu przynosili nowe porcje chłodnej lawy...

666^^PartyjaPierwsza^^666 POTĘPIONY

- Nie! - zawołał w pewnej chwili WładcaPiekieł rozwalony na swej infernalnej kanapie i oglądający w infernalnym telewizorze zapowiedzi równie infernalnych dni - Muszę wyleźć na powierzchnię i pożreć kilku ZimnychNiewiernych! Nie zwlekając machnął łapą i nim byś zdążył/a powiedzieć "kupciekapcienakanapcie" stał przy nim Jużtam - daleki krewny Jużtyla kerego Diabeł brutalnie zniszczył parę lat wcześniej. - Słuchachać cię papanijeeeee! - wybręczał stwór śliniąc się i sapiąc jak dwudziestoletni maluch. - Niech przygotują mój PojazdZDymiącychCzaszek! - zawołał Szatan patrząc na sługę z góry, chociaż leżał na kanapie. Jużtam zakręcił się po śliskiej podłodze i padł na kolana. - Przeprzepraszać cię papanijeeee! Błabłagać cię papanijeeee! Lilitości wołaaaać! Lilitości wołaaaać! WładcaPiekłos o dziwo nie zamienił sługi w parującą breje, ale jedynie przewrócił swymi wyłupiastymi oczyskami. - Nadal jest rozjebany? - zapytał od niechcenia bo dobrze znał ansłera. Jużtam kiwnął częścią ciała którą w środy i czwartki od 8:30 do 14:00 służyła mu w charakterze głowy. - Chłodnica - powiedział, a następnie prędko się oddalił, aby jego pan nie zmienił zdania i go zanihilował. Wtem do pokoju Szatana wkroczył, wiecznie niezadowolony ze swego lokum, Badzin pojękując i mraszcząc jak stary odkurzacz. - Co ci znowu nie pasuje!? - zawołał rogaty - Masz przecie elegancką ciupę z widokiem na kotły, własną obsługę i darmowe maczanko w smole! Czego jeszcze chcesz?! Badź zagulgotał jak dziki indor i zakręcił oczami tłistera. - Nudzi mi się samemu! Chcę mieć kąpana do gry w karciochy i kłeja! - jęknął, a następnie potężnie beknął. - To będzie wszystko, tak? - zapytał Szati z nadzieją. - Tak! - krzyknął zbuk - To mi wystarczy! - W takim razie, pojedziesz ze mną na ziemię i wybierzesz sobie kogoś, git? Potępiony zafalował jak czekoladowe toffi w temperaturze 300 stopni w skali Celsjusza. - CZADZIOR! - ryknął - Lecę się spakować! Prędzej niż struś pędziwiatr zniknął w drzwiach, ale wrócił jeszcze szybciej. - Już?! - zdziwił się WładcaPiekieł. - Taa... - odparł tamten - Przypomniałem sobie, że przecież nie mam nic co mógłbym ze sobą zabrać...

666^^PartyjaDruga^^666 RING

Złapali busa na powierzchnie i siedli na jego końcu. Niestety, jak to już bywa w moich opowieściach, znów do pojazdu wtarabaniła się para zielonych ludków z pokracznymi ajdikami i pepeszami. - Kurwa mać - szepnął Szatan do Potępionego - Udawaj, że jesteś nienormalny! - Że co, panie Szatanie? Joł, joł! - tamten wybałuszył oczyska jakby miał przerost tarczycy. Piekielny machnął tylko ręką. - Bileciki do kontroli, purin! - zawołał kanar machając RKMem w ich dajrekcie. - Nie celuj we mnie! - warknął Szati. - Purin? - parsknął zielony. - Zostaw ich Stefan, purin! - zawołał jego kompanion - Nie widzisz, że są nienormalni, purin? Nazwany Stefanem zarechotał. - Spoko, purin! - odpowiedział tamten i oboje wysiedli z pojazdu. - Panie, kto to był? - zapytał Badzin. Szatan nie był w nastroju do tłumaczeń, więc odparł lakonicznie: - Twoja stara! Tamten oburmuszył się jak nastolatka którą okupkał jej własny chomik. - Moja stara, nie ma takich wąsów! - Zamknij się, bo wrócisz do piekła bez kąpana! Zbuk spuścił poddańczo łyp. Wysiedli koło liceum nr.19, albowiem wsie autobusy z i do piekła tam dojeżdżały, a Szati po raz kolejny stanął przed bramą tejże merocznej szkoły. Zmieniła się ona tylko nieznacznie przez te wszystkie lata. Zamiast transparentów na kilkusetmetrowych masztach wisiały teraz mało apetyczne wisielce, które wiatr i głodne uczniaki strasznie zbezcześcili. Sala gimnastyczna była obrośnięta przez bluszcz o właściwościach drutu kolczastego, a wrota przez pajęczyny po kerych uwijały się pająkusy wielkości samochodów ciężarowych. - Stęskniłem się za tą meliną - wyćpnął z się Potępiony przez łzy. Wkroczyli do środka, WP tradycyjnie pożarł dyżurnego, a następnie wytarzał się w jego truskawkowej krwi. Kiedy jednak doszli na łącznik zastali tam bardzo niecodzienny wiu. Wewnątrz była wuchta wiary stłoczona wokół stojącego na środku ringu. Humanoidy skokały, wrzeszczały i wymachiwały banknotami, czy majtasami. - Co to?! - zawołał Diabeł. - Panie, panie! Lukaj tylko kto się sieka! - krzyknął jego tawarisz. Władca powoli podniósł swe patrzałki na ring i spostrzegł tam Zmierzwionego kery rzucał się w oczy jak jabłko w słoiku z ogórkami, a toże jakiegoś pakera 2x2 uzbrojonego w metalowe krzesła. Oboje zbliżyli się by obserwować fajta. Zmierzw wcale nie wyglądał aby bał się przeciwnika, a nawet z wyzywającym spojrzeniem obrzucał go siarczystymi wiąchami. Rozjuszony przeciwnik ćpnął się na niego niczym nawalona blachara na ćinkoczento, lecz Mat zrobiwszy szybki unik udusił go własnymi zmierzwionymi kympami mogącymi mieć już koło 1ciu metrów! Wiara spontanicznie wiwatowała, laski wilgotniały, a zwycięzca ćpnął zezwłokiem przegranego jak workiem pyrek. Wtem (...) ni stąd, ni zowąd rozbrzmiał dzwonek i uczniaki nie mniej spontanicznie rozbiegły się do klas. Jedynie Zmierzwiony stał wciąż na ringu i z grymasem niewyobrażalnego zgorszenia glapił się na swe zniszczone buty - CzachoGnioty. Następnie skoczył na dwa metry w górę, wylądował na niewygodnych (co wiem z autopsji) ławeczkach i spoczął w swej ulubionej pozycji, tak nietypowej dla tych stron. Kiedy wystawił ręce nad kolana do medytacji, grupka pirszorocznych wyniosła ring. Diablo i Badź podeszli do niego, ale mimo że szpicowali go dobrą minutę, ten nie zwracał na nich uwagi wpatrzony w coś czego pewnie i on sam nie widział. - Witaj Zmierzw - rzekł wreszcie Szatan. Szczun leniwie zawiesił nań wzrok. - Joł - odparł - Czego? - zapytał bardzo niegrzecznym tonem. - Mamy questa! - zauważył Potępiony i zatańczył z radości na dźwięk tego słowa. - Questa powiadasz? - Zmierzwiony tryskał obojętnością jak nadepnięty żuk zieloną mazią - Cóż to za quest? Szatan wyjaśnił mu temata. - Gracie w piekle w karty? - zaśmiał się nieuczesany - Nie macie nic innego do roboty? Spojrzeli na niego jak na wielkiego, falującego kosmitę. - Dobra spoko - machnął ręką czując, iż się nie rozumieją. - Idziesz z nami na questa? - zapytał wreszcie Badzin. Przez twarz Mateusza przetoczył się okropny grymas mogący sugerować wszystko, ale nic pozytywnego. Chłopak zaczął kręcić głową, aż wreszcie ze zrezygnowaniem westchnął i lekko nią kiwnął. - Wyjednujesz sobie u mnie nowe zdroje łask! - zauważył pompatycznie WładcaPiekieł. Szczun zlukał go z dezaprobatą, tak bardzo wpisaną w jego byt. - Nudzi mi się - odparł wstając. - Możemy jeszcze zwerbować Szczepana i CiemnoCzarnoWłosąDziewczyne! - zawołał Potępiony szczerząc się potępieńczo. - Gud ajdija - zaangielszczył Diabeł - Zmierzw, gdzie ich znajdziemy? Szczun splunął i rozmazał butem swoje plwociny najwyraźniej nie kwapiąc się z odpowiedzią. - Wyjechali na Alaskę dwa łiki temu - odparł wzruszając ramiońskami. - Wspaniale! - ryknął Szati - Tam znajdziemy wuchte ZimnychNiewiernych! Zmierzwiony jęknął i podążył za nimi...

666^^PartyjaTrzecia^^666 LOT

To że Szatan ma LatającyPojazdZDymiącychCzaszek nie zdziwiło Zmierzwa, ale to że działał już tak. Maszyna ta w żadnej ze znanych miar nie przypominała samolotu. Była okrągła jak talerz, pełna wystających odnóż, a napędzały ją krzyki potępieńców. Wewnątrz było miejsca tylko dla pilota - Szatiego, więc Zmierzw i Badź siedzieli na podłodze w totalnym ścisku. - Suń się flegmojadzie! - warknął kympiasty na potępionego. - Nie mam kurna gdzie! - odkrzyknął tamten. - Cicho tam! - omraszczył ich lider - Bo was wyćpnę na dach! Natychmiast umilkli. Dla nich, znajdujących się wewnątrz maszyny, wzniosła się ona bezgłośnie ale rzeczywistość była zupełnie inna. Wrzaski potępionych napełniła nejberhód i wiara chowała się w chawirach w najczorniejszych kątach i zatykała uszy czym się dało. - NA ALASKĘ!!! - zawył NajdemonniejszyZDemonów, pchnął drążki i machina pognała do przodu z przerażającą prędkością. Siła odśrodkowa ćpnęła Potępionym i Przeklętym (Zmierzwem) jak dwoma pyrkami w worku na węgiel i wypluwając z siebie przekleństwa tak sążniste, że nie jestem w stanie ich przytoczyć chociaż wymaga tego realność story, łupnęli o ścianę. - Ty małpoludzie zapchlony, weź ten gruby zad!!! - krzyknął nieuczesany. - A ty schowaj sobie w dupę ten nieuczesany łep!!! - odparł Badź. Machina nagle zakręciła ostro strykt na północ i znów cisnęło ich brutalnie na ścianę. - Zaraz ci odbajtnę tę giere ślimakojadzie obejsrany!!! - wyrzucił z siebie Mat. - Zawrzyj jadaczkę grubasie! - odpowiedział Potępiony. LatającyPojazdZDymiącychCzaszek zaczął pikować, później znów się wzniósł k'górze i powtarzając to kilkakrotnie sprawiał, że pasażerowie obrzucając się soczystymi wiąchami latali po nim jak dwie ślepe muchy klołznięte w słoiku. Po paru dłuższych godzinach zrobiło się tak zimno, że przymarzli do sufitu i żadne wstrząsy, ani nagłe zwroty nie były w stanie zmienić ichniego położenia. - NARESZCIE!!! - zaryczał Szati po czym obrał jakiś ośnieżony wzgórek i wylądował na nim. Wstał, rozprostował gnaty, wyćpnął towarzyszy na kopach przez drzwi i zaśmiał się widząc w oddali skulone sylwetki ZimnychNiewiernych.

666^^PartyjaCzwarta^^666 CÓRA

Szati i Badź ruszyli przodem, a Mateusz wpatrzony w swe zniszczone CzachoGnioty kroczył z tyłu. Tamci byli tak podnieceni, że bez najmniejszego problemu wszedł w jakąś uliczkę i zaszył się pomiędzy ośnieżonymi budynkami i zamarzniętymi na kość łosiami stanowiącymi od lat miejscową rozrywkę. Było mu cholerycznie zimno, bo przecież w szkole panowały zwykłe dla tego roku 80cio stopniowe upały i nie miał na sobie nawet cieniutkiej katanki. Gotów był na wsio aby tylko ją zdobyć... Śnieg tłumił jego kroki, więc ostrożnie skradał się i wreszcie zauważył to czego szukał - Lumpeks. Z bananem na ryju szerokim jak amazonka przy ujściu, przekroczył wrota raju i stanął w pomieszczeniu zawalonym kupą śmierdzącej, a toże i w dużej części przegnitej łodzieży. Za ladą stała StaraPokracznaSklepikara i utkwiwszy w nim wielkie zamglone głaza, mechanicznym ruchem myrdała herbatę licząc że się jej cukier rozmelta. - Yeah? How can I help you? - zagadnęła grzecznie tym dziwnym, tutejszym dialektem. Zmierzw zmierzył ją jak wielkiego skisłego ogórka. - Że co? Teraz StaraPokracznaSklepikara odwzajemniła mu się podobnym wyrazem twarząchy. - What?! - Że co?! - What?! - Że co?! - What?! Nieuczesany czując, że ta stora zamienia się w fragment uruborosowego jelita postanowił przerwać etą frachowną farsę. - Umiesz może gadać po ludzku, paskudo? - zagadnął mało grzecznie, lecz i ten jegoż komunikat nie został zrozumiany. - What?! - Pajemujesz po polsku?! - syknął przez zęby Mat. - What?! - MÓWISZ PO POLSKU?!! - zawołał. Wreszcie tamta zaśmiała się, wzięła łyka lodowatego napoju i ukazała swe trzy poczerniałe zymby. - Polish? Oh! Wait a moment, please... Następnie wystawiła bezkształtny łep przez uchylone wrotaz zza których wydostawał się zapach nieumytych stóp i dźwięki pokutniczego biczowania, wykrzyknęła jakiś zlepek słów równie pokracznych co i ona, a następnie znów poczęła szpicować Zmierzwa co rusz popijając lodowatego drina, by po chwili opóścić tenż paskudny cymer. Nie zdążylibyśta zaśpiewać:

Ajksdhgfsadufy jhgsdf sdjkfh! Klasjfkjl lkasdjf asdljkfk kj kj! Zium, zium, zium! Buraaaaaaczki?!

kiedy z drzwi wypłynęła CóraStarejPokracznejSklepikary, lekko skłoniła głowę (dziwnie nawet jak na te strony ^^) i zapytała łamaną polszczyzną: - Suucham, w co moge pomoc? Była ładna i nieuczesany momentalnie się rozchmurzył, a słysząc jak pokracznie posługuje się tym prastarym langłejdżem omalże wulgarnie jej nie zlachał. - Poproszę, katankę z sążniastą podszewą jak w skopiokach - powiedział. Dziewczyna lekko się zmieszała. - Mosze Pan powjedzieć ponownie? - zapytała z lekkim uśmiechem. - Poproszę, katankę z sążniastą podszewą jak w skopiokach - powtórzył. Dziewczyna poczerwieniała nie kąsając zupełnie o co mu kaman. Mat doszedł do wniosku, że takim sposobiszczem niciewo nabydzie więc skupił się maksymalnie i... - Poproszę, kurtkę z grubą, wełnianą podszewką - powiedział powoli. - Kurtka pan chcjeć! - zawołała tamta wesoło, i skoczyła niczym sarna w kierunku wieszaka uginającego się pod wuchtą katańsk. Zaczęła weń przebierać i wreszcie wydobyła czarną, elegancką i ciepłą skórę z napisem:

ELVIS IS NOT DEAD, HE IS JUST ON HOLIDAYS

i po drugiej stronie:

PUNK TOO

Podała ją nieuczesanemu, a ten przymierzył i syknął przez swe żółte zęby: - Zajebiaszcza! Dziewczyna chociaż nie wyglądająca jakby znała ów zwrot zakomunikowała natychmiast: - Tylko dwadzjesienć dolar! Mat skwaśniał, sięgnął do lewej kieszeni lecz znalazł tam tylko ołówek i dwie truskawkowe, karbowane prezerwatywy. Sprawdził w prawej, ale tam znajdował się jeno Wisemat, który był zbyt cenny by oddać go za jakąkolwiek "zajebiaszczą" katane. Włożył więc łapska do tylnich kieszeni i w jednej chwili paskudny smajl wczołgał się na jego ryłko. Wyciągnął dłonie, ale miał tam tylko 27 gorszych. Przypomniał sobie o ZK, o której zdarzało mu się zapominać nader często, i chociaż namiętnie w niej szperał zdołał uzbierać zaledwie 53 gorsze. W czasie wsiech tych trudów CóraStarejPokracznejSklepikary z mdłym smajlusem na bladym obliczu szpicowała go. - Pszykro mi - powiedziała gdy nieuczesany ćpnął drobniaki na ladę. - Dziewucho, tej... to wsio co mam! - zawołał rozpaczliwie. - Nie moge... - Ty kąsasz jak mi jest zimno? Wyleź no ino, a sama zgarniesz masakratycznych szulterhorstów! Wzięła katankę i odwiesiła ją na miejsce. - Ja chcieć pomóc, ale ja nie moge - powiedziała. Zmierzwiony patrzył na nią wzrokiem mogącym wyrażać absolutnie wszystko, ale tamta z trudem odwzajemniając to przenikliwe wejżenie wcią uśmiechała się półgębkiem. Nieuczesany westchnął i położył na ladzie zawartość lewej kieszeni. - Nie... - odpowiedziała i parsknęła na widok przedmiotów. Nie zraziwszy się tym nieuczesany ćpnął na blacisko kawałek sznurka, obgryziony patyczek, dwie wypalone zapałki i Metno z października '03 - czyli zawartość ZawszeKostki. CSPS pokręciła głową z pożałowaniem i litością zmiksowaną na twarzy jak szejk z makdonaldsa. Nawet Wisemat, ostatnia deska ratunku szczuna (albo jak inni mawiają - szczona) nie zrobił na niej najmniejszego wrażenia. - Zimno mi jest - jęknął Mat. Dziewczyna odepchnęła kupkę rzeczy w jego kierunku i nagle przez jej twarz przetoczył się grymas uśmiechu. - Wiem! - zawołała - Ja kocham PolarnąNoc, a...

666^^PartyjaPiąta^^666 WUJEK

Mat wyszedł na dwór i zastał tam Badzina i Diabła wesoło rozmawiających przed jakąś małą chatyną. - Jesteś! - warknął WładcaPiekieł - Szukaliśmy ciebie! Gdzieś był?! Zmierzw skrzywił się. - W sklepie - odparł. - Zamieszkamy tu przez jakiś czas! - zawołał wesoło Potępiony. - Taa... - dodał wielki, czerwony demon - Chcę tu przeczekać ten wstrętny skwar! Mateusz wkroczył z nimi do domku. Były tam dwie niewielkie sypialnie z podwójnymi łóżkami, toaleta i kuchnia. Wewnątrz było zimno, ale od Szatiego bił gorąc który momentalnie podniósł temperature do pokojowej. - Ja będe spał sam, a wy razem! - zakomunikował Diabeł. - ŻE CO?! - zawołali pozostali jednym tchem niczym siostry bliźniaczki zrośnięte śledzionami. - Tak ma być! - odparł tamten apodyktycznie, więc dalej z nim nie dyskutowali. Obżarty Szati ćpnął się na wyro i niemalże natychmiast go chrypło, Badzin natomiast począł szperać we fridżu. - Ja idę w pieryjot - powiedział po chwili Zmierzw. - Po co? - Rozejżeć się. - Aha... Po tychże słowach Mateusz wyszedł z pomieszczenia i ruszył spokojnym krokiem na wschód. Była już jedenasta w nocy i wciąż było jasno, ale niewiele go to obchodziło. CzachoGnioty raźno miażdżyły śnieg i lód nagromadzony przez lata na uliczkach mieściny. Gdzie-niegdzie stały wozidła owinięte w śnieżny puch niczym dziecko które przed momentem wyciągnięto z kąpieli (XD). Nieuczesany zaszedł na drugi koniec głównej przelotówki nie napotykając nikogo, jeśli nie liczyć zamarzniętych na śmierć żuli robiących za bałwany, i zatrzymał się przed wysoką wieżą - zapewne kiedyś służącą w roli wierzy ciśnień. Wszedł do niej bez pukania, a następnie wskrobał się na najwyższe piętro gdzie mieszkał WujekALaska aktualnie głośno duszący garę pełną marzeń erotycznych z nieletnimi. Mat przeszukał jego mieszkaństwo, znalazł paczkę meksykańskich ćmików i zapaliwszy jednego z nich siadł plerami do grzejącego na fula gazowego pieca. MelinaWujkaALaski była okrągła, poobkładana cuchnącymi kocami i porozwieszanymi wokoło garłaczami. Sam WAL spał na stercie cuchnących szmat i poduszek głośno przy tym chrapiąc. Po paru minutach kiedy ćmik był tylko wspomnieniem obudził się i warknął widząc nieproszonego gościa. - Wrrr... Who are you?! - zapytał wprost. Był obrośnięty jak Marks, a skóra z twarzy zwisała mu niżej brody. - Że co?! - Wrrr... What are you doing here?! - Że co?! - What?! Mat zdzielił się w os frontale z głośnym "plask!". - Quest... - powiedział - goł... goł quest... dolar... dolar... goł quest... - pokazywał ryncami ludzika gdzieś sobie zmierzającego. - Oh! Quest! - zaśmiał się paskudnie WujekALaska - I see... Wait... - dodał coś czego Zmierzwiony i tak nie kąsał i zaczął uwijać się po swym lokum. Wreszcie zebrał sporo przedmiotów, podał je szczunowi i wyprowadził go za drzwi wierzy. - No quest, no dolar! - zawołał jeszcze i zamknął wrota. Mat uśmiechnął się paskudnie i zlukał swój ekwipaż. Był tam rewolwer o niewielkim kalibrze, kilka szybkoładowaczy, mapa opisana w tym dziwnym języku i tępy nóż do masła. Szczun skierował się do domu który "wynajmowali", zostawił tam większość gratów i z mapą udał się do CSPS.

666^^PartyjaSzósta^^666 MAPA

- Dzień dobry! - zawołał wesoło, wchodząc do sklepu. - What!? Jęknął, a StaraPokracznaSklepikara nie zważając na to wciąż myrdała cherbatę - tą samą co poprzednio jak szczun stwierdził. - Córka - powiedział - Wołać, połlysz... połlysz... - dodał wskazując na siebie. Tamta pokręciła tylko głową. - She is sleeping - odparła. - Że co?! - Sleeping. - Że co?! SPS oparła głowę o ręce złożone jak do modlitwy, zamknęła oczy i zaczęła udawać, że chrapie. Zmierzw zrozumiał, ale nie chciał dać za wygraną. - To jest ważne! - zawołał. Tamta pokręciła głową wciąż, niczym maszyna, mieszając cherbatę. - Połlysz, połlysz! - zawołał. - SLEEPING! - ryknęła tamta i wyćpnęła go za drzwi. - Stare pudło - syknął Mat. Lekko stąpając po śniegu obszedł budynek dookoła zaglądając do każdego łindoła, aż wreszcie zatrzymał się bo ujżał CSPS chrypiącą w jednym z pomieszczeń na zadzie budowli. Zapukał w szybę, ale była wropnięta grubym pledem i nie słyszała. Zaczął więc walić piąchami, a ona poderwała się i ujżawszy go zmarszczyła brwi. Mat był jednak nachalny żywo do niej machając i gestykulując i dla świętego spokoju otworzyła okno. Zmierzw korzystając z okazji wskoczył do środka, co ją wyraźnie zaskoczyło bo była tylko w cieńkiej PJamie. - Nie! - syknęła - Wyjć, wyjć! Nie! Matka się dowje! - Zaraz wyjdę - odparł powoli, zamykając okno - Musisz mi coś przetłumaczyć. - Co? Pokazał jej skrawek papieru zabazgranego czarnymi liniami, kółkami i napisami w jej ojczystym języku. - Przetłumacz - powiedział. CSPS chwyciła mapę i długopis, siadła przy dębowym biórku i zawisła nad nią jak stary, zgarbiony belfer. - Ice tower - pokazała na napis nad rysunkiem wysokiego budynu - Lódowa wiesza - przetłumaczyła pokracznie. - Lódowa?! - Lódowa - powtórzyła pokazując za okno - Lód... Lódowa... - Lodowa! - zaśmiał się nieuczesany nie mogąc oderwać wzroku od jej łydek wystających z pod PJamy. Kiwnęła głową i znów wróciła do pracy. - Mountain of death - przeczytała i natychmiast przetłumaczyła - Góra simierćji... Przytaknął. Tłumaczyła jeszcze parę chwil zapisując mu wszystko na mapie. Jednak kiedy miał zamiar już się oddalić zatrzymała go. - Ostrożny bądź - powiedziała - Tam są niebezbiecznie... - Bądź o mnie spokojna - odparł dbając o to by go zrozumiała - Jeszcze do ciebie nieraz wrócę - dodał, zaśmiał się i zniknął za oknem. Dmuchaństwo przygnał chmurzyska z których począł szycić gęsty i lepki śnieg. Zmierzw poczuł się styrany i nie miał ochoty leźć dziś na GóręŚmierci do LodowejWierzy by zabić WłochategoWęża-StrażnikaPolarnejNocy. Poczłapał się więc do Chatyny, zległa na wyrku obok głośno chrapiącego Badzina i niemalże natychmiast zasnął śniąc o nagich, bladych jak śnieg łydkach CSPS...

666^^PartyjaSiódma^^666 WĄŻ

Obudził się kilka godzin później, bo nie mógł określić która dokładnie jest, a spojżawszy na swoje przytłustawe, włochate łydy stwierdził że CSPS ma znacznie ładniejsze. Szati i Badź wciąż wesoło chrapali, więc uznał że najlepiej będzie jak wyruszy na questa natychmiast by uniknąć niepotrzebnych tłumaczeń. Nie ubrał się bo spał w ubraniu, więc ćpnął tylko ekwipun do ZK i wyruszył. Kierując się mapą wyszedł z miasta kierując się na wschód cieńką ścieżyną wspinającą się na niskie ośnieżone granie. CG niknęły w wysokich zaspach, a wiatr z nad zatoki przenikał go okropnym chłodzistwem. Pocieszał się myślą, że już niedługo będzie miał KataneNieśmiertelnośći, jak ją nazwał w myślach, która uchroni go przed wsiem zimnem. Maszerował dobrą godzinę gdy wreszcie spostrzegł przed sobą wysoką GóręŚmierci i sterczącą z niej LodowąWierze. - Niech mnie... - wyszeptał unosząc głowę. Wspiął się na GŚ i stając przed lodowymi wrotami LW dobył broni, a załadowawszy ją poczuł się ciut pewniej. Blada jak łydki CSPS ściana lodu wznosiła się wieleset metrów w górę, a jej gładki jak łydki CSPS szczyt niknął wśród chmur puszystych jak łydki CSPS, chociaż tego Zmierzw nie był w stanie stwierdzić bo jeszcze ich nie wymacał... Uniósł lewą gierę i z całej dostępnej siły kopnął wrota, które z łatwością ustąpiły. Wkroczył do pomieszczenia na którego środku znajdowała się LodowaWindaLodowejWierzy o ścianach lśniących jak łydki CSPS. Uśmiechnął się krzywo, wszedł do jej wnętrza, a gdy wcisnął jedyny przycisk na panelu kontrolnym LWLW zaczęła się wznosić z zawrotną, a jednocześnie niemal niezauważalną prędkością. Szybko Mat znalazł się w najwyższej komnacie LW gdzie na górze śniegu lśniącego jak łydki CSPS leżał WłochatyWąż-StrażnikPolarnejNocy włochaty jak... jego własne łydki.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych