Posel Monte Christo
Jeszcze raz o pracodawcach na przykladzie tego samego prezesa. Aaa! NIE MA POLSKICH ZNAKOW BO JESTEM ZA GRANICA I CIEZKO TU O TAKI TOWAR.Ale chyba wiadomo o co biega.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Raz do roku firma przyjmowala stazystow na kilkumiesieczne praktyki. Bylo to dla firmy bardzo dobre co najmniej z kilku powodow. Po pierwsze – robil sie propagandowy huczek w mediach, ze daje sie szanse mlodym, zdolnym I wyksztalconym, otwierane sa przed nimi drzwi kariery, nadzieja na lepsza przyszlosc, co w dobie dzisiejszego bezrobocia… I tak dalej w ten sam pompatyczny desen. Po drugie – firma zyskiwala cale stado nedznie oplacanych najemnikow, ktorzy tyrali za trzech, zeby sie jakos wykazac I dostac referencje. Po trzecie zas – najbardziej cieszyli sie szeregowi pracownicy wszystkich dzialow bo wreszcie mieli kim pomiatac. Jak widac inicjatywa byla ze wszech miar cenna I wszyscy byli zadowoleni. Tegoroczny nabor mial dla prezesa szczegolne znaczenie. Jednym ze stazystow byl bowiem syn znanego parlamentarzysty, o ktorym mowiono ze wiele moze I prawie wszystkich zna. Prezes wezwal wiec pana Sawickiego I razem ustalili gryplan dzialania wzgledem juniora. Junior byl slusznej wagi, zatem oczywistym wydawalo sie, ze trudno mu bedzie wysiedziec razem z kolegami w malutkich komorkach oddzielonych od siebie jedynie przepierzeniami. Zaslugiwal na wlasny gabinet. No a wiadomo, ze w takim gabinecie musi byc co najmniej biurko I cos do postawienia na biurku. O sprzecie audio video najwyzszej klasy nie wspominajac. Plus sekretarka czuwajaca pod drzwiami, zeby mlody zdolny zanadto sie nie przemeczal robieniem herbaty, kawy I drinkow. A jako uzupelnienie calosci pensja na poziomie zarobkow wiceprezesa. Oplacilo sie. Juz nastepnego dnia znany parlamentarzysta zadzwonil do prezesa z informacja, ze junior jest zachwycony warunkami pracy a on sam, jako reprezentant narodu, jest zachwycony prezesem I winszuje sobie, ze jest jego rodakiem. Prezes powinszowal sobie natomiast w duchu wyczucia sytuacji I roztropnosci biznesowej. Nastaly dobre dni: junior przychodzil do pracy, pil kawke, otwieral pierwsze piwko I przegladal zestaw kolorowych magazynow, filmow I gier ktorymi nalezalo sie zajac. Kiedy zajecia biurowe zaczynaly go nuzyc, zamawial taksowke, pobieral diete I udawal sie w teren jako specjalny delegat firmy. Dzialal najwidoczniej bardzo sprawnie, bo firma wygrywala przetargi jeden po drugim nokautujac bezlitosnie konkurencje. Prezes zas wital sie wylewnie I zegnal czule z juniorem potrzasajac kordialnie jego tlusta, spocona prawica. Tak minely cztery miesiace. Ktoregos wieczoru prezes wracal do swojej willi krokiem zmeczonego dlugodystansowca. Skonczyl wlasnie forsowna I suto zakrapiana partie golfa; marzyl o lozku I cieszyl sie perspektywa pustej chaty – pani prezesowa raczyla bowiem wybyc na aukcje jakichs rupieci I zapowiedziala pozny powrot. Prezes wypuscil z kojca cztery dobermany, wtoczyl sie po schodach na ganek I unieszkodliwiwszy skomplikowane zabezpieczenia elektroniczne wszedl do srodka. Nie sciagajac nawet butow rozwalil sie wygodnie przed plazmowym a olbrzymim telewizorem I poczal ogladac wieczorne wydanie wiadomosci. Pierwsze co ujrzal to twarz znanego parlamentarzysty. Na pierwszy rzut oka nie bylo w tym nic nadzwyczajnego – parlamentarzysta czesto bowiem zabieral publicznie glos, pouczajac mentorskim tonem tepe spoleczenstwo co wypada a co nie. Dziwne natomiast bylo to, ze tym razem pan posel zaslanial sobie twarz – a im bardziej ja zaslanial tym bardziej widac bylo przeguby rak skute kajdankami. Prezes wytrzezwial momentalnie wsluchujac sie w glos spikera. To co mowil brzmialo jak wyrok: “…miliardowe naduzycia …niesplacone kredyty…podejrzane I nieczyste transakcje hadlowe…oszustwa podatkowe…pranie brudnych pieniedzy…falszerstwa I defraudacje…prokuratura, NIK, urzedy skarbowe…szczegolowe kontrole I dochodzenia…” -Dubeltowy balwan – mruknal do siebie prezes ocierajac pot z czola – dal sie zlapac! I natychmiast stanelo mu przed oczami widmo grozacego niebezpieczenstwa. Nie namyslajac sie dlugo chwycil telefon I wyrwal ze snu pana Sawickiego.
*
Junior nie byl specjalnie lotna jednostka ale mial przeczucie, ze zmiany musza nastapic. Nie mial pojecia jedynie, ze beda tak blyskawiczne I radykalne. Tego dnia portier nie otworzyl przed nim drzwi ani nawet nie powiedzial nawet “dzien dobry”! Burknal jednynie cos tam niewyraznie spod zloconej czapki. Junior dlugo dreptal spocony po korytarzu bezskutecznie szukajac swojej sekretarki. Przepadla jak kamien. Przy okazji wyszlo na jaw, ze wskutek niepojetej zlosliwosci klucza czy tez zamka, w zaden sposob nie moze sie dostac do swojego gabinetu. Coz bylo robic – wzruszyl ramionami, podrapal sie w imponujacych rozmiarow glowe I ruszyl do prezesa. A prezes byl szalenie zajety. Po dwoch godzinach powiadomil juniora przez umyslnego, ze niestety (strasznie nad tym boleje!) ale nie bedzie w stanie go przyjac. Obiecal jednakze, ze wezwie odpowiednie sily fachowe, ktore poddadza szczegolowym ogledzinom felerny klucz I niesubordynowany zamek. A poki co daje mu wolne na reszte dnia I zyczy wszystkiego dobrego. Junior zyczenia przyjal I sie zmyl. Nastepnego dnia sytuacja sie powtorzyla. Pomny wczesniejszych doswiadczen, trzeciego dnia junior nie pokazal sie w ogole. Niecaly tydzien pozniej znalazl w skrzynce list z firmy; informowano go, ze niestety, ale oblal staz, nie spelnil pokladanych w nim…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Blueskies
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…