Wróć do katalogu

Posępne zwierciadła

Spojrzenie przez zwierciadło nigdy tak nie odzwierciedlało widzilanych acz zamazanych rzeczy.

Klepany, opublikowano , 27 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W tym lokalu panowała abstrakcja. Pozbawione żyrandoli żarówki świeciły bladym światłem, a wszechobecny dym jeszcze bardziej oddalał to miejsce od rzeczywistości. Usychające rośliny w popękanych doniczkach odzwierciedlały duszę stałych bywalców. Ci, niczym zastygłe w wieczności gargulce byli raczej meblami, aniżeli częścią klienteli. Czasami pojawiał się ktoś nowy. Wnosił kilka wątków, jednak wszystkie ulatywały równie szybko jak się pojawiały. Posępni barmani o niezgrabnych ciałach, acz wystylizowanych ubraniach obserwowali klientów z odrazą. Po ich twarzach trudno było zgadnąć czy większą odrazą napawają ich klienci czy oni sami. Szukali zapomnienia w różnych środkach odurzających, podając je sobie lub też nieświadomym klientom. Była to forma rozrywki, jedyna na jaką mogli sobie pozwolić w tej oddalonej od świata dziurze. Czasami przychodziły do nich momenty refleksji i współczucia. Szczęśliwie, czy nieszczęśliwie chwila pojawiła się kolejnego bezimiennego wieczoru, kiedy jeszcze bardziej bezimienny stały klient w szarej koszuli z czarnym krawatem zamawiał kolejną szklankę wódki w kolejny smutny wieczór. Pozostawał bez twarzy, jak reszta bywalców lokalu, jednak jego przepełnione rozpaczą oczy i bijący od niego smutek szczególnie zwróciły uwagę barmanów. Zawsze ubrany w brązową marynarkę i zapiętą pod szyję szarą koszulę, tym razem przyszedł rozpięty a poczerwienione oczy wzbudzały politowanie. Zamówił to samo co zawsze i usiadł tan gdzie zawsze, w miejscu gdzie migocząca żarówka zasłaniała jego osobę całkowicie. Barmani spojrzeli się po sobie. - Ten gość wygląda jeszcze smutniej niż zwykle – powiedział jeden wycierając ladę. - Wygląda na jeszcze bardziej samotnego niż zwykle – odparł drugi sięgając po czyste szklanki. - Może byśmy go jakoś pocieszyli? Darmowa kolejka czy coś? - Darmowa kolejka? Daj spokój, jak go to niby pocieszy? Jeszcze bardziej się upije i będzie jeszcze bardziej zrozpaczony. - To co, masz lepszy pomysł? - Czekaj – Barman odłożył szklanki i schylił się do tajemniczej szafki pod barem, która prawie zawsze była zamknięta. - Czego tam szukasz? - Chwila, zaraz się dowiesz – Barman przekręcił kluczyk i otworzył drzwiczki. W środku było pełno lekarstw, jednak uważne oko nigdy by nie pomyliło tego z apteczką. Wszystkie lekarstwa zawierały substancje psychoaktywne powodujące halucynację lub pobudzenie. Po chwili poszukiwań, barman wyciągnął żółtobiałe opakowanie i podał drugiemu. Tamten, przez chwilę był zdziwiony jednak szybko zrozumiał o co chodzi koledze. - Wiesz, że to ryzykowne? - A co on ma do stracenia? Przecież tak czy siak jest już zniszczony. Nie możemy mu zaszkodzić. - Skoro tak uważasz. - Raz benzydamina, nie zrobi z ciebie skurwysyna. Barmani uśmiechnęli się do siebie i zabrali się za przyrządzanie eliksiru szczęścia dla samotnego mężczyzny. Wymieszali zawartość saszetki z wodą i odcedzili z niej sól za pomocą małego sitka. Przygotowana w ten sposób mikstura, czekała pod ladą aż samotny człowiek przyjdzie po kolejnego drinka. Nie minęło dziesięć minut, a samotnik już szedł w stronę baru. - Jeszcze raz to samo? – uprzedził go barman. Przez jego twarz przebiegł szelmowski uśmiech, jednak bardzo skutecznie udało mu się go zamaskować. Nawet gdyby tego nie zrobił, to samotny człowiek nie byłby w stanie tego wychwycić. Puste spojrzenie które rzucił w stronę drugiego barmana tak bardzo zaaferowało tamtego, że począł zastanawiać się czy to aby naprawdę dobry pomysł z tą miksturą. Drugi barman jednak był pewien swojej decyzji i skutecznie wymieszał przygotowaną zawczasu benzydaminę z wódką. Pokropił wszystko cytryną by zabić cierpki smak mieszanki. Z uśmiechem na twarzy wręczył swoje dzieło klientowi. Niczego nie spodziewający się samotnik wziął ze sobą drinka i usiadł przy stoliku. Mijały minuty. Zegar tykał coraz głośniej i przybywało coraz więcej pustych twarzy. Samotny mężczyzna czuł na sobie spojrzenia barmanów. Nie przejmował się nimi, ale zastanawiał się trochę co mogą oznaczać. Pił swojego drinka i coraz bardziej pogrążał się w sobie. Po kilku chwilach zaczął czuć swędzenie i począł drapać się po rękach i plecach. Swędzenie było uciążliwe i nie przechodziło. Po chwili swędziała go już głowa a nawet nogi. Nie mógł zaprzestać drapania, czuł ból. Oglądającym to z dalszej perspektywy barmanom krew zaczęła napływać do twarzy. Stanęło im przed oczyma, że mogą spowodować coś strasznego. Samotnik, cały już podrapany prawie do krwi zaczął przecierać oczy które niesamowicie go piekły. Nagle swąd ustał, pieczenie odeszło a on zobaczył dwóch mężczyzn siedzących razem z nim przy stoliku i popijających piwo. - No Franek, wszystko dobrze z tobą? – zapytał jeden klepiąc go po plecach. Ubrany był w niebieską marynarkę, cytrynową koszulę i brązowe spodnie. Franek zdziwił się, twarz mężczyzna wydawała mu się zarazem bardzo bliska jak i bardzo nieznana. Kwadratowa szczęka, wraz z szorstkim spojrzeniem i krzaczastymi brwiami nadawały jego twarzy komiczny wyraz, a niepokojący uśmiech przeistaczał całokształt w dziwactwo. - My się znamy? – zapytał Franek drapiąc się po skroni z zakłopotaniem. - No jasne! Poznaliśmy się tutaj kilka miesięcy temu, byłeś nieźle zalany, możesz tego nie pamiętać. To ci wariat! Co nie Leon? - A jak! Co Franas, nie pamiętasz jak opowiadałeś nam o swoich problemach? – spytał Leon patrząc się głęboko w oczy Franka. Był ubrany w czerwoną koszulę i czarną, rozpiętą kamizelkę. Franek nie mógł oprzeć się wrażeniu, że rzeczywiście już z nimi rozmawiał, a nawet zna ich dużo lepiej niż sądzić by można po jednym pijackim wieczorze. Czuł się dziwnie. Wreszcie spełniło się jedno z jego marzeń. Mógł z kimś normalnie porozmawiać. - I co, już lepiej w pracy? – zapytał mężczyzna w niebieskiej marynarce. - Trochę się polepszyło, ale nadal mi się nie chce tam chodzić. - Nie myślałeś żeby po prostu zmienić pracę? – zapytał Leon. - Przez chwilę, może tak… Ale ja nie umiem robić nic innego… Franek zamyślił się. Rozpacz która napływała ponownie w jego oczy była otwarciem bram jego duszy. Bram, które skrywały dawno zapomniane, wypalone marzenia, pragnienia i wiele innych spraw które dla Franka stały się już odległe. Nigdy wcześniej nie umiał się tak otworzyć i mówić o swoich lękach. Teraz jednak czuł, że w końcu znalazł kogoś z kim może się tym podzielić. Zaczął mówić przez łzy. - To takie głupie… Wszystko bierze się z tego, że nie umiem kłamać. Zawsze chce dla ludzi jak najlepiej i zawsze chce mówić prawdę. Ale oni.. – łkał cicho, a łzy ciągle spływały mu po policzkach. Leon położył mu rękę na ramieniu. - Już dobrze Franek… - Nie! – krzyknął i zdjął rękę znajomego z pleców – Nigdy nie będzie dobrze. Nie rozumiecie? Mam trzydzieści lat i płaczę jak dziecko, to wszystko przez tą szczerość. Ona zawsze mi przeszkadza, przez nią nigdy nie będę gotowy do prawdziwego życia. - Stachu, zajmij się tym, ja idę po coś mocniejszego – powiedział Leon i poszedł do baru. Stachu złapał Franka za obydwa ramiona. - Weź się w garść chłopie! Wiesz ile na świecie jest ludzi którzy mają poważne problemy!? Spójrz na siebie. Masz wszystko czego potrzeba do życia! Obudź się, masz przecież tyle perspektyw przed sobą! Staszek skończył mówić. Puścił Franka i począł wpatrywać się w stół. Franek otarł oczy z łez i spojrzał Stachowi w twarz. Wiedział, że ma racje. Wiedział to już od dawna bo przecież to wszystko było w nim, musiał tylko usłyszeć to z zewnątrz. Poczuł ulgę. Na twarzy zagościł mu uśmiech, który spotkał się z taką samą odpowiedzią u kolegi. W tym samym czasie Leon powrócił do stolika. - Macie racje – powiedział Franek – Przecież tak jest, mogę zrobić wszystko, a cały czas wmawiam sobie, że jestem nieudacznikiem i że nic już nie mogę osiągnąć. - Widzisz? To wszystko jest proste. Zdrówko! – powiedział Leon podnosząc kufel piwa do góry. Franek zorientował się, że jako jedyny nie ma nic do picia. - Poczekajcie panowie, zaraz opijemy! – powiedział i ruszył w stronę baru. Obserwujący całe zdarzenie barmani czuli się zakłopotani. Z jednej strony cieszyli się, że udało im się kogoś uszczęśliwić, jednak z drugiej strony było im źle, gdyż zdawali sobie sprawę że jedyna rzecz z której cieszy się Franek to ulotne halucynację. Grochu był mnie wrażliwy na ludzkie nieszczęście, toteż widząc całą sytuację wzruszył tylko ramionami i uśmiechał się. Natomiast Wacek nie mógł pozbyć się wrażenia, że krzywdzą swojego klienta. Zrobiło mu się żal Franka. Gdy ten podchodził do baru, Wacek zaczął: - Powinienem panu… - Nalać wódki? Tak jest! Proszę podwójną – uprzedził go Franek. Grochu uśmiechnął się szelmowsko w stronę Wacka. Ten przymrużył oczy i nalał klientowi czego sobie życzył. Podał mu szklankę i podszedł do swojego kolegi. Ten rozłożył ręce w geście bezradności. - I co teraz? – zapytał Wacek. - No co, nie widzisz że nasz gość w końcu jest szczęśliwy? - Teraz tak, ale to tylko halucynację. Jutro jak tu przyjdzie będzie jeszcze gorzej. - Cos się wymyśli. Franek wraz z dwoma odbiciami sowiej duszy, spersonalizowanymi w halucynacjach siedział w barze aż do zamknięcia. Barmani dalej go obserwowali, jednak teraz już tylko z ostrożności by sobie czegoś nie zrobił. Gdy zamykali bar, Franek podszedł do Wacka i wybełkotał: - Macie najlepszą knajpę pod słońcem! – powiedział po czym oparł się na barze i zasnął - Panie! – krzyknął Wacek, jednak Franek nie reagował – Grochu kurwa, coś się z nim stało! - Daj spokój. Poczekaj chwilkę – Grochu nabrał lodu do szklanki, podszedł do Franka i wrzucił mu za koszulę. Ten obudził się momentalnie i zmęczonym wzrokiem począł wpatrywać się w oczy Wacka. Lekko skonsternowany podniósł się, poprawił kapelusz i ruszył w stronę drzwi. Stojąc już na schodach krzyknął w stronę stolika przy którym siedział: - Do jutra panowie! Obserwujący to Wacek zaniepokoił się. Obrzucił kolegę pytającym spojrzeniem, a ten myjąc szklanki zaczął: - No co? - Słyszałeś co on powiedział? - Słyszałem, i co z tego? Przyjdzie tu jutro i znowu będzie pić. - Umówił się z kimś kogo nie ma. Jutro też chcesz mu dać benzydaminy? - Jakoś to ogarniemy – powiedział Grochu sięgając po miotłę. Wacek zamyślił się i zaczął przeliczać utarg. Po kilku chwilach zorientował się, że całkowicie stracił rachubę i zaczął jeszcze raz, jednak znów skończyło się na tym samym. - Nie wiem czy to był taki dobry pomysł – powiedział do Grocha. - O co ci znowu chodzi? Nagle przyszły do ciebie jakieś bezpodstawne wyrzuty sumienia? Najwyżej damy mu raz jeszcze tą miksturę i tyle. - Ale… - Wacek chciał zaprotestować, jednak uznał, że i tak to niczego nie zmieni. Wrócił do przeliczania pieniędzy i wyrzucił z głowy inne myśli.

* - Przepraszam, czy nie było tu dzisiaj może dwóch moich znajomych z którymi wczoraj rozmawiałem? Jeden w niebieskiej marynarce a drugi w czerwonej koszuli? – zapytał Franek opierając się o bar. Obsługujący go Wacek był trochę zakłopotany, ale z pomocą przyszedł mu Grochu. - Tak, byli tu przed chwilą i kazali panu przekazać, że wrócą za dwadzieścia minut. - Dziękuje – odparł Franek – w takim razie poproszę podwójną whisky na lodzie. - Jasne. Musi pan jednak chwilę poczekać, dopiero co przyszła dostawa i nie zdążyłem jeszcze rozpakować whisky. Przyniosę panu zaraz do stolika. - Dziękuję. Franek zapłacił i ruszył w stronę swojego stałego miejsca. Grochu pochylił się, wyciągnął z szafki benzydaminę i począł robić wywar jak poprzedniego wieczoru. Wacek otrząsnął się z zakłopotania i złapał kolegę za ramię. - Co ty robisz? - Jak to co, uszczęśliwiam klienta – odparł Grochu – Nie gap się tak tylko skocz do magazynka po nową butelkę. Wacek powstrzymał się od komentarza i ruszył w stronę schowka. Nie mógł się za bardzo odnaleźć w całej sytuacji. Ciągle nie był pewien czy dobrze postępują. Odrzucił jednak wątpliwości bardzo szybko i wyszukał butelkę. Wracając za bar rzucił w okiem w stronę Franka. Widać było wyraźnie że nie może doczekać się spotkania ze swoimi znajomymi. Wacek stał chwilę zamyślony, jednak Grochu szybko wyrwał mu butelkę z ręki i powiedział: - Obudź się! Mamy też innych klientów, pamiętasz? Barman ocknął się i poszedł przyjmować zamówienia. Grochu skończył przygotowywać swój eliksir szczęścia i podał go Frankowi do stolika. - Proszę – rzekł i postawił szklankę na blacie. Franek podziękował skinieniem głowy. Barman wrócił za bar i szturchnął kolegę. Tamten nie zareagował, więc Grochu po prostu wzruszył ramionami i zabrał się za dalszą pracę. Franek w zamyśleniu sięgnął po szklankę. Pijąc, zastanawiał się kiedy przyjdą jego nowi koledzy. Upił się wczoraj bardzo i nie pamiętał zbytnio o czym rozmawiali pod koniec wieczoru. Przypominały mu się tylko urywki które zaczęły mu rozszerzać uśmiech na twarzy. Po kilku chwilach zaczął czuć się źle. Dokładnie tak samo jak wczoraj. Znowu swędzenie i piekące oczy. Chciał już wstawać by zwrócić barmanom niedobrą whisky, jednak momentalnie ból ustał. Przetarł oczy. Spojrzał w stronę wejścia i wchodzących do knajpy Stacha i Leona. - Hej Stachu! – krzyknął. Tamci uradowani na jego widok, ruszyli w kierunku jego stolika. - No Franek, nieźle się wczoraj porobiłeś. Głowa cię nie boli? – powiedział Leon witając się z Frankiem. - Ach wiecie, że tak powiem, standardowo – odparł uradowany Franek witając się ze Stachem – Gdzie teraz byliście? - Poszliśmy się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych