Wróć do katalogu

Post Epilog

opowiadanie o pogoni za wspomnieniami o próbie rozliczenia sie z przeszłościa

stokrotahanawald20, opublikowano , 1 godz. 32 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kiedy człowiek wraca do miejsca pełnego wspomnień nie może już nawet udawać obojętności. Spada nagle na niego lawina lat. I ma się świadomość straconego czasu, niewykorzystanych szans i przegranych marzeń. A wszystko jest większe i boli bardziejmimo upływu lat. Właściwie to nie ważne, czy to było wczoraj , czy przed rokiem, ważne by się obudzić daleko stąd. A najgorsze jest poczucie tego, że tu właśnie musi się skończyć świat, bo tu nawet oddychać nie można, z każdym oddechem wraca do środka nieskończona liczba wspomnień i pozostaje już tylko jedno: umrzeć? Na coś w końcu trzeba więc czemuby nie od wspomnień ?Rozpoczyna się prywatny rachunek sumienia. Właśnie w takim miejscu wszystko jest świeższe, może znów cieszyć, ale może też boleć ze zdwojoną siłą. A może by tak uciec? Od tego nie można uciec, trzeba się z tym rozprawić raz na zawsze, do ostatniego wspomnienia, od pierwszego uśmiechu, do ostatniej łzy. Tylko wtedy można odejść zostawiając bagaż co ostatnimi czasy ciążył na anorektycznej już duszy. Można znów przytyć od nowych wrażeń, wzruszeń. Trzeba tylko stoczyć walkę z niebem. Najpierw jest tylko cisza. I to właściwie nie jest najgorsze. Człowiek tak bardzo się kurczy, jak gdyby chciał się stać niewidocznympunktem. I zamiast serca ma się studnię, głęboką i niemożliwą do uzupełnienia. Ciało już prawie przezroczyste, ale syte od wspomnień. I kiedy niebo zaczyna spadać nam na głowę jedyna obrona jest udawanie, że niczego się nie czuje. Taka papierowa tarcza ochronna. Któregoś dnia pościel przestaje już pachnieć a pamięć wypuszcza z rąk sny. To jest właśnie rozstanie. Ogień trawi papierową tarczę i zaczyna się walka o śmierć i życie. Boga nie ma. Bóg jest bajką opowiadaną na dobranoc a teraz już spać nie można. Teraz jest tylko ból. W każdej komórce ciała i w zapadniętych oczodołach. I to jest najgorsze. Ta bezgraniczna (bez)nadzieja, że miłość umiera ostatnia. A to tylko trzy lata a wszystko straciło pół wagi . Ale ona wiedziała, że cokolwiek teraz zrobi- przegra. Wszystko dlatego, że kiedyś nie miała siły by się obrócić, a teraz, gdy spojrzy wstecz "tego"już nie ma, jest ta cholerna cisza, która ją przeraża. Trzy lata uciekała jak najdalej, kryła się w nocnych klubach i rozmowach o niczym, aż wreszcie ją dopadło, dogoniło i dusi. Wspomnienie, które schowała na dnie nagle ją dusi. Już wie, że przegrała wszystko- przegrała siebie. Poszła tam tylko po to, żeby sprawdzić czy już się wystarczająco wyleczyła, czy życie z Nowym jest wystarczająco ekscytujące, by zatkać usta szczęśliwie zakochanej M. Prawie już zapomniała, że tak dobrze wygląda w różowej sukience. Znów było lato i Nowy pozwolił jej być wyzywająco-wyuzdana nastolatką. Może tylko udawał, że na kawie ona nie pozna nikogo bardziej interesującego od niego. Nowy oczywiście zawdzięczał jej skok na głęboką wodę. Skok w dorosłość, bo choć metryką znacznie przewyższał krąg jej znajomych, to emocjonalnie pozostawał wciąż w liceum. Przyzwyczajony do matczynej opieki wykonał krok niezwykle istotny w jego życiu, by móc razem z nią dojrzewać. Nawet jak przystało na 28 letniego faceta nauczył się obsługiwać pralkę i zmieniać wodę w żelazku. Ale to chyba było za mało by stać się mężczyzną jej życia. Chciał być panem Bogiem, którego ona złapała za nogi. Tymczasem to on trzymał ją kurczowo przy sobie, by nie odeszła zanim on kompletnie wyłysieje i da upust swoim alkoholicznym genom. Czytał więc wszystkie książki o miłości, które ona traktowała jak Biblie. Kupował jej kwiaty, całował na dzień dobry i na dobranoc. Zabierał ją do kina i pił tylko wtedy, kiedy ona była pijana, lub gdy jej nie było. Miał ten swój idealny związek przedmałżeński. Żeby tylko zapomniała o tamtym facecie, żeby tylko znów nie zapragnęła studiować w Łodzi, albo broń panie Boże pracować w wakacje. Oderwał ją od rodziny i znajomych, wykorzystał punkt kulminacyjny jej depresji by ją usidlić. Oczywiście wszystko miało wyglądać na jej świadomą decyzję. A M, która wciąż nie mogła uwierzyć, że ona o Nim tak szybko zapomniała, że znalazła szczęście u boku Nowego została delikatnie usunięta z ich biografii, pod pretekstem ślepej zazdrości i niezrozumienia dla ich uczuć. Oczywiście to także brzmiało wiarygodnie, bo M była całkowicie uzależniona od tej swojej miłości ostatecznej i ta jej zazdrość przejawiająca się „dobrymi” radami była w 100% wiarygodna. Ale czego się nie robi dla nowego życia, prawda? Kobieta zrobi wszystko, żeby tylko nie poniżyć się przed miłością, okłamie samą siebie, że jest szczęśliwa, tylko po to by nie musieć stawać do walki z przeszłością. To wszystko jednak do czasu….

Wyszła. Nie widziała M trzy lata. To przecież tylko kilka wiosen, parę zbędnych kilogramów i ten jej nowy etap z Nowym. Nie wiedzieć czemu poczuła nagle, że to nie M się zmieniła, ale ona. M nadal była kobietą żądną sensacji. Odkąd wyczytała w kobiecym czasopiśmie, że sperma wybiela zęby, preferuje sex oralny i niczym innym nie raczy swojego partnera (oczywiście w imię śnieżnobiałego uśmiechu). Cała ta prawda o M była dla niej zbyt brutalna. Nie mogła uwierzyć, że jej przyjaciółka z prostej dziewczyny stała się prostaczką. Ice women. Rozczarowała się M. Przestała mieć do niej zaufanie, bo jak mogła powierzyć swój los osobie dla której obsesyjnie ważna jest satysfakcja z sexu. Kiedyś mogły mówić sobie o wszystkim. Choć do największych tajemnic ich przyjaźń musiała dojrzewać latami. I to było w tej przyjaźni najpiękniejsze. Obustronna spolegliwość M i jej. I tak kiedy opowieść M, która dokładnie usiłowała streścić trzy lata dobiegała końca, ona zdała sobie sprawę z tego, że M musi coś z zżerać od środka. I nie myliła się. Nie dziwiło ją jej zachowanie, wręcz przeciwnie rozumiała płytkość jej związków. Bo każdy mężczyzna M zostawał dyskwalifikowany wtedy, gdy zaczynał traktować ją poważnie. Gdy zamiast do hotelu zabierał ją na łyżwy. Gdy zamiast bielizny kupował jej kwiaty. Ona się zwyczajnie bała, że życie da jej drugą szansę na prawdziwą miłość. Wolała być zimną suką, niż przyznać się sama przed sobą, że potrzebuje bliskości, ale nie fizycznej. Ja myślę, że zamiast kolejnej wizyty w SPA powinna zafundować sobie pranie mózgu. Żaden piling kawitacyjny nie oczyści jej ze strachu przed miłością. Gdzieś tam w przeszłości został jej pryzmacik. Ten jej facet od cudownych orgazmów i romantycznych filmów. ( Tak na marginesie to facetom nie daje się w prezencie slipek, bo się puszczą- sprawdzone na M) Ten jej cudowny facet tak po prostu ją zostawił. Kobietę, która według niego zasługiwała na miłość jak nikt inny. O nie, on wcale nie był altruistą i wcale nie bał się, że nie podoła tej miłości. On znalazł sobie młodszą laleczkę, która tańczyła w rytm jego wyimaginowanych żądań. A M sobie wtedy przysięgła traktować wszystkich facetów przedmiotowo. Była najbardziej wyuzdaną feministką jaką poznał męski świat Wrocławia. Ona o tym wszystkim wiedział i miała satysfakcję z tego, że im wszystkim pokazała, gdzie ich miejsce… I właśnie dziś, właśnie teraz M nagle wypowiedział Jego imię. Pierwsza strzała przebiła jej serce. Potem to niewinne pytanie czy już zapomniała. Druga strzała zabiła jej serce. Poczuła jak nagle spada jej na głowę lawina lat. Jak z jej oczu płynie żrąca substancja. M jak gdyby głucha i ślepa ostentacyjnie opowiadała o życiu erotycznym wielkiego miasta. Ona już nie słyszała. Wszyscy przecież jej obiecali A, K i F a nawet M obiecali nigdy o tym nie wspominać, tego rozdziału nie miało prawa być w życiorysie nikogo z nich a najbardziej w jej życiu. Trzy lata uczyła się oddychać i nagle wróciło. To jej kłamstwo splamiło różową sukienkę. I wiesz co wtedy oznacza czas? Śmiertelna chorobę, której nie można oszukać. Przegrała wiedziała o tym. Bo widzisz ona z niego nie mogła się wyleczyć nigdy. Ani wtedy, kiedy czuła, że to już ostatni raz, ani zaraz potem, kiedy udawała, że jest zdolna by samodzielnie żyć, ani teraz, kiedy Nowy był romantyczny tuż przed i zaraz po. Znów stała tam z żalem i poczuciem, że straciła Go na zawsze. Nieprawda. Ona Go straciła tylko na te trzy lata. Teraz On tu był. W czerwieni jej ust i wyblakłej zieleni jej oczu. Była znów chora na niego. Kurczyła się jak gdyby miała stała menstruację, jakby każde wspomnienie było szkiełkiem wbijającym się podbrzusze, piersi i oczy. Mężczyźni tego nie mają, oni mogą szczytować w każdym miejscu, oni są uzależnieni od prostytucji, bo emocjonalnie podchodzą tylko do pucharu UEFA. Kobieta tylko raz w życiu i z jednym mężczyzną jest ponad przeciętnością. Potem jest już najlepszą aktorką i najlepiej udaje, że jest szczęśliwa. Taka gorzka prawda, którą powinniśmy poznawać przy okazji pierwszej komunii. Ona wiedziała, że tak właśnie jest z Nowym. Udawała, grała jak najlepiej. Z czasem oswojona ze swoja rolą. Kurtyna opadła wraz z pierwszym zdaniem M. Ty kiedyś wiedziałeś, że kłamstwo jest najgorsza linia samoobrony. Ty który potrafiłeś pytać ja o wszystko, jak stwórca jej myśli, padłeś ofiarą tego jej kłamstwa z miłości. I już trzy lata udajesz sam przed sobą, że wcale nie czekasz, aż wróci. Ty, który taj jak On byłeś mężczyzną zwyczajnie nie lubiącym piłki nożnej. I to Ty nagle poczułeś się tak cholernie nikim, kiedy ona zniknęła z Twojej biografii. Ta jej śmiertelna choroba nie była kłamstwem, to była prawda, która miała wielkie oczy. Nie mogłeś uwierzyć, że jej nie ma. Ty po prostu nie mogłeś przestać jej kochać, tak jak ona nie mogła przestać kochać Jego. Już nie mogłeś udawać, że to nic nie znaczy a ona nie mogła zostać. Bo Ty byłeś częścią tego rozdziału jej życia, którego nigdy nie miało prawa być. Wasz domek z kart runął od ciężaru jej łez. Nie miałeś siły by jej pomóc. I ona czuła twoją bezmoc. Tym razem odeszła na zawsze. Znów była dla ciebie tylko wirtualna. Wymyślałeś ją co dzień na nowo. Wyobrażałeś ja sobie jak pachnie i jaki ton ma jej głos. Wirtualność okazała się niezdrowa. Jej już nie było w twoim życiu. A Ty to masz do dziś, prawda? To rytmiczne kłucie z lewej strony za każdym razem, kiedy odbierasz anonimowy maile? A potem masz to samo rozczarowanie jak ona w święta, kiedy On nie zadzwonił a ona nie chciała ci uwierzyć, że to już koniec. Że on teraz ma już Nową. On był za idealny, on nie mógł kłamać. Nie uwierzyła Ci wtedy i teraz też, kiedy minęły trzy lata nie może uwierzyć, że z Nowym nie jest na takim samym poziomie jak z Nim po miesiącu. Świat znów się skończył i to od tego samego szczęścia od którego się zaczął. M była toksyczna od zawsze. Manipulowała ludźmi, ale nie nią. Ona była odporna na gry psychologiczne. Słaba była jedynie w miłości. To znaczy do czasu. Bo ona Nowemu nie wierzyła i nie umiała go kochać. Ale Nowy to było poczucie bezpieczeństwa i dowód na to, że jest zdrowa. A ona bardzo potrzebowała takiego dowodu zwyczajnie dla samej siebie. Bo przecież ona tylko sobie musiała udowodnić, że Jego już nie ma. Tylko sobie, bo inni już zapomnieli. Oni już nie pamiętają dlaczego właściwie nie ma już ich Taka idealna miłość. Zwyczajny paradoks. W życiu nie ma ideałów i teraz Ty także przyznasz mi rację. Wszystko ma dwie strony. Ona tez była podwójna. Dla Nowego wesoła, pewna siebie a dla samej siebie prawdziwa, niepewna, bezbronna. No dobrze, to już ustaliliśmy- czas zdjąć maskę. Musiała to wszystko jakoś uporządkować. Nagle zrozumiała, że trzy lata to bardzo długo nawet jak dla jej miłości. Jego życie też mogło się zmienić, ale tego nie wolno było brać jej po uwagę. W Jego życiu wciąż musiało być miejsce dla niej. Takie miejsce parkingowe na wypadek niezapowiedzianej wizyty. Tylko czy miała do tego powrotu prawo? W najgorszym wypadku Nowy odejdzie i ona sama będzie decydować o ilości kanałów w kablówce. Przecież świat się od tego nie zawali. No właśnie, po raz pierwszy pomyślała o Nowym jak o rzecze bez której nic się nie zmieni. Czuła się winna a przecież nie mogła siebie obwiniać za jego bezpłciowość emocjonalna i to, że nuda dyktowała rytm ich wspólnej egzystencji. Ale gdyby nie Jego nagły powrót ona nie musiałaby sobie tego uświadamiać i mogłaby kłamać dalej a tak nie ma już usprawiedliwienia. M nieświadomie zupełnie przypadkiem postawiła przed nią sprawę jasno. On albo Nowy. Takie decyzje najlepiej podejmuje się przy czerwonym winie. Dobrze o tym wiedziała, zresztą na trzeźwo nie mogłaby Nowemu spojrzeć w oczy, w te niebieskie guziki. Dla niej to był zwykły niebieski, bo tylko On miał w oczach niebo. Tylko On.

On przez ostatnie trzy lata starał się zmienić. Swoją przedsiębiorczość zamienił na cynizm i egoizm. I obciął włosy, by w niczym nie przypominać grzecznego modela. Zmienił auto. Zmienił dziewczynę(tzn. Nowa była na stałe a one były tak na marginesie). Zmienił numer telefonu…Chciał zapomnieć o tym, co go zabolało kiedyś. Nowe życie i on musiał być nowy. Jasne, że nie raz budziło go przez sen pytanie-dlaczego?-Jak ona mogła zniknąć z jego życia dając mu te cholerną wolność nie potrzebną do niczego? Pocierpiał. Przecierpiał. Ale nigdy nie był w stanie wyzbyć się myślenia o niej. Miał do niej słabość , wszystko co się z nią wiązało miało dla niego wartość sentymentalną. No właśnie SENTYMENTALNĄ a mężczyźni to twardziele. I tego trzymał się na co dzień. Nie wiem kogo chciał oszukać. Przecież 17-go listopada zawsze czekał na ten jeden telefon, na te jedne życzenia, które dawały cień nadziei, że ona pamięta. Potem były Święta i znów jej pierwszy ruch. Za nic w świecie nie pozwolił sobie tylko na to, by jej powiedzieć prawdę. Nie umiał przyznać się do tej słabości. A z czasem to chyba nawet nie chciał. Zostawił przeszłość z dala. Zapomniał o jej urodzinach, o jej uczuciach. Chciał by go kochała, jednocześnie nie będąc kochaną przez niego, bo wtedy miał ją tylko dla siebie. Komplikował życie jej i sobie. A miłość wcale nie rosła, wypalała się z każdym jego skokiem w bok. I minęły trzy lata…Cisza…

Siedząc naprzeciw Nowego zastanawiała się, czy on już wie, czy przez dokładne skanowanie niedoskonałości jej ciała przypadkiem prześwietlił jej duszę? Nie, on przez cały ten czas nie mógł zapamiętać, kiedy ma okres i jaki ma rozmiar stanika a analiza ludzkiego umysłu…. Cóż Freudem on nie był. A o Nim wiedział tylko tyle, że był. Nie umiał z nią o Nim rozmawiać. Przecież wszyscy, którzy byli przed nim są bardziej realnym zagrożeniem od tych, których spotykała na co dzień. Nie chciał zamykać jej w klatce, ale dał jej do zrozumienia, że przynależność do niego to konieczność bycia niewidzialną dla innych samców. Jej to nie przeszkadzało, bo od momentu, kiedy Go straciła mogła być niewidocznym punktem. Strata miłości to najgorsze upodlenie człowieka. Tylko, że ona znowu miała szanse odzyskać skrzydła. Powstrzymywała ją wciąż świadomość krzywdy jaka sprawi Nowemu swoim odejściem. Nowy nadal nic nie mówił tylko patrzył na nią z takim ogromnym znakiem zapytania w oczach. Mógł ją chociaż przytulić. Ale nie, on czekał, aż ona wybuchnie histerycznym płaczem i on triumfujący mężczyzna sięgając po pilota rzuci jej od niechcenia: „to nic.” W najgorszym wypadku „a nie mówiłem?”. Czy Bóg mógł stworzyć bardziej ograniczona postać? Ale ona nie płakała, tylko powiedziała, że jej nie będzie, ze wyjeżdża. Nowy oczywiście po raz kolejny podkreślił swoją przynależność do niższego gatunku potakując jej głową. Właściwie to poczuła ulgę, że nie musi mu niczego tłumaczyć. Przepaść między nimi znów się pogłębiała, ale tym razem nie z jej winy.

Oczywiście na początku tej ich „miłości” Nowy potrafił być czuły i potrafił sprawić by czuła się wyjątkowa. Z czasem jednak wiedział, że ich związek nie wymaga już od niego takiego poświęcenia i nie musi jej na każdym kroku pokazywać ile dla niego znaczy. Po jakiś dwóch latach doszedł do wniosku, że skoro jest z nią to chyba powinno to być oczywiste i przestał mówić, że ją kocha. Wyjątki robił tylko na pięć minut przed i pięć minut po. Taki miał seksualny rytuał.

Ty nie pozwoliłbyś jej jechać. Nie pozwoliłbyś jej milczeć przy sobie ani przez chwilę, by nie pozbawiać siebie tonu jej głosu. Pomógłbyś jej zapomnieć o Nim. Ale może ona nigdy nie chciała o Nim zapomnieć? Może człowiek nie chce pozwolić sobie zapomnieć niczego co wiąże się z miłością. Nawet jeżeli ostatecznie takie wspomnienia to tylko ból. Prawdą jest przecież, że kochamy to od czego cierpimy. Ona to sprawdziła i Ty też to czujesz. Cierpisz z powodu jej odejścia, cierpisz z jej powodu a jednak kochasz ją bezustannie tą samą miłością. Nie wiem czy to ma dla Ciebie znaczenie, ale podejrzewam, że ma ogromne: Ona przez te trzy lata nie zapomniała o Tobie. Zawsze w myślach składał Ci życzenia urodzinowe i kładła pod choinka prezent dla Ciebie. I choć czuła, że jesteś jej potrzebny, nie mogła do Ciebie wrócić, bo wrócić do Ciebie to wrócić do Niego a na to nie była gotowa. Ona chciała żyć bez was. Prawie jej się udało. Prawda kiedyś wypływa na wierzch. I gdyby to był tylko ból fizyczny to można by z tym żyć dalej, ale wtedy cierpi się całym sobą i od tego zaczyna się prywatna walka z niebem. Cokolwiek powiedziałaby Ci odchodząc i tak czułbyś się winny. To nie prawda. Ona sama była sobie winna i kiedyś to zrozumie. Tylko wtedy może być już za późno. Bo samotność nie jest jej sprzymierzeńcem. A kiedy dotrze do niej ta prawda może już być za późno…. Po raz ostatni tej nocy musiał udawać. Całe piec minut myślała o tym, czy On jej wybaczy, że inny mężczyzna dotykał jej ciała. Mężczyźni choć sami uważają, że rozmiar ich „spodni” zwiększa się od liczby zaliczonych kobiet, chcą by ta jedyna była z natury monogamiczna jak łabędź. Przecież oni zdradzają z potrzeby (co w ich mniemaniu jest odgórnie rozgrzeszane) a kobiety zdradzają z powodu (i to jest niewybaczalne). Skoro to takie proste to dlaczego na świecie tyle jest zdrad? A no chyba dlatego mój drogi, że życie nie jest tak proste jak popęd seksualny mężczyzn i nie można mierzyć go ilością odbytych stosunków, które są jedynie dodatkiem do rzeczywistości. Tak wiem znów mam rację, ale to nie jest feministyczna regułka. Mój drogi ja nikogo nie przekreślam i nie potępiam, ja po prostu szukam przyczyn pewnych zachowań. I musze Ci się przyznać, że efekt wcale mnie nie satysfakcjonuje.

Kiedy Nowy zamknął za sobą drzwi była prawie wolna. Nowy o nic nie pytał, nie pożegnał się i było jej nagle niewypowiedzianie żal. Skoro Nowy tak łatwo od wielkiej miłości przeszedł do rutyny, to jaką miała pewność, że On nie zrobi tego za trzy lata? Nie miała żadnej pewności, ale trzy lata z Nim to jak wieczne wakacje od życia. Miłość musi być głupia skoro pozwala ludziom na takie błędy. Skoro składa z czasem dłoń w pięść. To także wiedział. Tylko, że ich uczucie miało leżeć poza nawiasem tych wszystkich niedoskonałości z niewiadomych przyczyn. Miłość jest ślepa skoro kobiety wychodzą za alkoholików łudząc się, że czas kształtuje człowieka. Owszem kształtuje człowieka, ale nie uzależniony umysł. Ona także była ślepa bezgranicznie wierząc, że On nigdy nie będzie mężczyzną stuprocentowym. Ale ja ją rozumiem. Bo kiedy się kogoś kocha tak bardzo, by móc oddać dla niego tlen potrzebny do oddychania, kiedy pamięta się jego pierwsze spojrzenie pomimo upływu czasu, kiedy się czuje, że tylko do tej osoby można się uśmiechać i kiedy się wie, że żyje się nie dla niej, ale dzięki niej, to można zapomnieć, że to jest zwykły człowiek. A ona kochała Go właśnie taką bezinteresowna miłością. Bała się tylko zaryzykować. Ciebie nie mogła spytać o zdanie. Ty byłeś subiektywny. I chociaż doradzałbyś jej, żeby zrobiła tak, jak dyktuje jej serce, to ona wiedziała, że tak naprawdę nie chciałeś by Go szukała, by Go kochała, bo przecież Ty ja kochałeś. Nauczyłeś ją odpowiedzialności za ludzkie uczucia. I właśnie teraz, kiedy mogła tak po prostu zamknąć drzwi i być wolna poczuła się odpowiedzialna za Nowego. Wiedziała, ze będzie musiała tu wrócić, ze Nowy pozna prawdę. Tylko jaką? Zostawiła więc szczoteczkę do zębów i kapcie. Zostawiła mu te część siebie, która gwarantował mu jej przynależność do niego. Mogła jechać. Miała wszystko, czego potrzebowała. Wiarę w to, że odnajdzie swoje miejsce i mapę wspomnień lekko zapomnianych, ale wyczuwalnych w sercu……

Nowy nigdy nie opowiadał jej o przeszłości. On chciał mieć przeszłość, przyszłość i teraźniejszość teraźniejszość z nią. Opanowany, rozważy i czasem tak cholernie pragmatyczny. Ale to on nieświadomie z dnia na dzień wypróżniał jej bagaż doświadczeń, by mogła dziś ruszyć w podróż życia. Był prosty i przewidywalny. Piwo mecz i pięć minut panowania. Ale nie zawsze, bo czasem chciał by pisał mu wiersze. Tylko, ze ona przez trzy lata obiecywała sobie już niczego nie napisać. Zresztą jakie to miało znaczenie. Nowy i tak poezję tylko czytał, nie przeżywał. Więc jak to się stało, że został mężczyzną jej życia, aż na trzy lata? Oprócz tego, ze był tak cholernie przewidywalny potrafił ja zaskoczyć siłą swoich uczuć. Jak wtedy, gdy pierwszy raz powiedział, że ją kocha. Zbierał z nią muszelki nad morzem i uczył się jej na pamięć. Chyba to tak jest zawsze, że na początku ludzie chcą być dla siebie idealni. Kobiety nie maja PMSu a mężczyźni znacznie subtelniej szukają jak najkrótszej drogi do sypialni. A Nowy potrafił być subtelny. Potrafił na nią patrzeć jak na dzieło sztuki i potrafił ją tak traktować. No i on w niczym nie przypominał Jego co było gwarancją, że już nikogo nigdy tak nie pokocha i nie straci. No i wiedziała od początku, że go zostawi. Nie była egoistką. Jeżeli kiedykolwiek w życiu straci się uczucie, które miało trwać wiecznie, to trudno jest potem uwierzyć, że ktoś może zostać na zawsze. Poza tym Nowy posiadał cechy, które wprost uwielbiała. Potrafił się tak anielsko uśmiechać , że w środku zimy znów było lato. Potrafił być wobec niej uległy, co gwarantowało, że kształtowanie jego osobowości nigdy się jej nie znudzi. I chociaż lubił mieć pewność, że posiada na nią monopol nie tolerował zazdrości. Uważał, że brak zaufania, to brak miłości. I w tym obydwoje się zgadzali. Poza tym przyzwyczaiła się do niego i czasami naprawdę zapominała, że straciła w życiu coś najważniejszego. Kiedy wstawała pierwsza lubiła patrzeć jak oddycha. Miała nawet wrażenie, że on czuje jej spojrzenie, bo uśmiecha się przez sen. No i było coś jeszcze. On prawie nigdy nie wypowiadał jej imienia. Dla niej to było bardzo ważne. Bo widzisz łatwo jest mówić do kogoś po imieniu, trudniej jest nadać mu takie imię, które będzie dla obojga oznaczać cos wyjątkowego. Nowemu się udało. Ty też miałeś dla niej specjalne określenie, prawda? Uwierz mi to dla kobiety bardzo ważne, to poczucie wyjątkowości. Dla niej to imię od Nowego było ważne także z innego powodu. Skoro chciała mieć nowe życie ona także musiała być nowa. A najważniejszym powodem dzięki któremu to imię sprawiało jej tyle radości był fakt, że tylko jedna osoba wypowiadała jej imię tak by każda litera oznaczał coś innego, ciepłego. Tylko, że tej osoby nie było. Był Nowy i ich życie maiło jakiś określony rytm. Monotonny, przewidywalny, ale ich własny.

Najszybciej wyleczyła się z szukania jego zapachu wśród ubrań. To znaczy nie wyleczyła się, ale któregoś dnia, gdy bezskutecznie próbowała go sobie przypomnieć, uświadomiła sobie, że straciła w życiu znacznie więcej. Ludziom się wydaje, że jak stracą miłość to, to jest koniec świata, ale jest wtedy ktoś, kto im pomaga. Jest przyjaciel. A ona uświadomiła sobie, że nie ma już Ciebie. I teraz mogła już tylko cierpieć podwójnie. Straciła Jego i odeszła od Ciebie. Pamiętasz? To jeden z tych błędów, których popełnienia nigdy sobie nie wybaczamy. Napisał wtedy do Ciebie list. Nie wysłała go, wolała Cię okłamać.

Powinnam była napisać ten list dwa lata temu, kiedy jeszcze mnie nie kochałeś. Kiedy jeszcze był czas, żeby to wszystko uratować. A nie teraz po siedemset dwudziestu ośmiu dniach, po siedemnastu tysiącach czterystu dwudziestu czterech godzinach od twojego- kocham- po którym cos bezpowrotnie znikneło z naszych biografii. Tak naprawdę to nie jest Twoja wina. To ja zapomniałam Ci wtedy powiedzieć, że Go kocham, że gdyby zabronili mi oddychać, by On mógł żyć, to położyłabym się i posłusznie czekałabym na śmierć. Bo on miał w oczach niebo, którego nigdy potem już nie widziała, nawet latem nad morzem, kiedy słońce jest bardziej gorące od miłości unoszącej się w powietrzu, dzikiej, namiętnej, duszącej, odbierającej zmysły. On tylko On, nie Ty , nie oni… Ale Ty nigdy nie pytałeś dlaczego upijam się własną samotnością, dlaczego już nie piszę, dlaczego już nie kocham. Ale to nie prawda, ja wciąż Go kochałam, kochałam i nie zdawałam sobie sprawy z tego, że dałam Ci przyzwolenie do tego byś mnie kochał. To był błąd, bo od dwóch lat ta miłość nie uszczęśliwia ani Ciebie, ani mnie. Ja chciałam mieć w Tobie przyjaciela. Chciałam, żeby zawsze istniał ktoś, kto nie znałby mnie do końca, kto nie czytałby ze mnie jak z otwartej księgi. Chciałam żebyś był dla mnie mężczyzną nieosiągalnym, leżącym poza nawiasem namiętności, sex. Mężczyzną przy którym nie czułabym się naga, przy którym nie czułabym pożądania. Miałeś być bezpieczny, taka życiowa antykoncepcja. To egoistyczne wiem, ale ja nie potrzebowałam miłości od nikogo innego, nie chciałam być kochana. Bo miłość odchodzi szybko a Ty miałeś być na zawsze. Miałeś być gdzieś tam, pytać mnie o wszystko, ale tylko z jednej perspektywy. Teraz udaje już najlepiej, że w moim życiu nikt nie istnieje, że nic się nie zmieniło. Ale nas już nie ma mój drogi przyjacielu…..I to mnie boli najbardziej… Nie mogę Cię zostawić, bo wiem, że zwyczajnie nie radzisz sobie z moją nieobecnością. Ale chcę Cię teraz o coś prosić: Zapomnij, że mam zielone oczy, że boje się burzy, zapomnij, że przywiązałam Cię do siebie. Żyj własnym życiem. Bądź szczęśliwy Aniołeczku. I proszę wybacz mi ta miłość nie jest naszym sprzymierzeńcem…

HISTORIA PEWNEJ ZNAJOMOŚCI Nareszcie wakacje. W powietrzu pachnie wolnością, świeżo skoszona trawą, bławatkami bławatkami wszystkim tym, co nazywa się latem. To była jej pierwsza praca a perspektywa wiecznych podróży i nowych znajomości cieszyła ją podwójnie. Wyrwała się z domu, z podwórkowego teatrzyku jej znajomych. Była wolna. Poza tym od czegoś musiała zacząć swoja samodzielność. Nie myślała, że tak szybko przyzwyczai się do tego miejsca, ale stało się. Mogła być taka, jaką zawsze chciał być. Mogła się stale uśmiechać, mogła długo rozmyślać, mogła poznawać życie ludzi, dzielić je z nimi i wieczorami liczyć gwiazdy. Miała gotowy scenariusz na całe dwa miesiące. Wszystko dokładnie przemyślane, plan nie mógł się nie powieść. Praca a potem wakacje nad Bałtykiem. Nie było w tym planie miejsca dla nikogo. Raz w życiu chciała być egoistką. Lato było dla niej zawsze szczególną porą. Im bardziej była opalona, tym bardziej wzrastał poziom jej atrakcyjności. Ona to uwielbiała. Uwielbiała być pożądana przez mężczyzn i jednocześnie być dla nich nieosiągalna. Nie przypuszczała, że kiedyś padnie ofiarą własnej broni…. Miała poderwać tego jelenia i zniknąć. Sprawa prosta zwłaszcza dla myśliwej w różowej sukience. Tylko, że ten jeleń miał oczy bardziej błękitne od nieba…I pachniał latem… Przegrała. Zadzwonił. Robił to codziennie prosząc by przestała być dla niego anonimowa. A ona czekała i kiedy nie dzwonił czuła, że jest pusta. Kobiety mają pamięć do dat, do szczegółów i pewnie słusznie nazywane są kolekcjonerkami wspomnień. I sama już nie wie jak to się stało, że szła obok niego w parku. To miejsce w ogóle nie było magiczne, ale ona chciała w to wierzyć. Bo przecież czarne i białe łabędzie nie pojawiają się z nikąd, a usta są malinowe tylko latem…Potem była przystań i rzeczywistość pijana od miłości. „Już zawsze na zawsze” Wiesz, że On zawsze dawał jej kwiaty? Róże, i zawsze ich liczba zwiększała się o liczbę spędzonych razem dni. Zdjęła maskę i znów była bezbronna. Przez miesiąc stał jej się bliższy od przyjaciółki. Nie, Tobie nigdy by nie dorównał. Za późno się pojawił w jej biografii i za szybko odszedł. On po prostu z dnia na dzień oddalał się od niej, aż stał się nieosiągalnym punktem. Ale nie od razu. Wakacje kiedyś się kończą, co oczywiście dla wszystkich zakochanych jest katastrofą. Dla wszystkich, ale nie dla niej. Ona nie dawała szans tej miłości. Uzależniła się od Niego, ale przecież można było się z tego wyleczyć. Tylko, ze ona cierpiał każdego dnia bez niego. Musiała się przygotować na chwile ostateczną. Znów miała plan niezawodny. Powie Mu, że to nie ma sensu i odejdzie. Nie odeszła. Gdy tylko zobaczyła te niebieskie oczy, nie mogła ich kłamać. Tej nocy powiedzieli sobie więcej niż wy w ciągu tygodnia. To miał być koniec, ale od tej chwili zaczęła się jej miłość ostateczna. Mogła Go zatrzymać, przecież mu wierzyła, że zostanie na zawsze. Tylko, że ona nie chciała Go zmuszać by przy niej trwał. On mógł kogoś kochać, kogoś kto pokocha go bardziej niż ona. Chciała w to uwierzyć, kiedy On odjeżdżał a ona przygryzała wargi, by nie krzyczeć. Tej nocy płakali oboje. On czuł, że ją traci a ona nie mogła sobie wybaczyć, że pozwoliła mu odejść. Dlaczego to zrobiła? Ona już kiedyś przerabiała wakacyjną miłość, która nie przetrwała nawet jesieni… Oboje mogli mieć życie z dala od siebie, ale tak żyć nie potrafili. I choć telefon był atrybutem bardziej określającym ich miłość od serduszek na kopertach, to ona chciała Mu nadal wierzyć. A Ty już wtedy Go nienawidziłeś. Po raz pierwszy musiałeś się nią z kimś dzielić. Z kimś kto pojawił się z nikąd i był dla niej wszystkim. Jesień nie była najgorsza, jesienią On ja jeszcze kochał, jeszcze pamiętał jak pachnie. Potem był już cholernie zapracowanym studentem ekonomii. To nic, to nic, pamiętasz? Dla niej to było nic, dla Ciebie to było oczywiste. A potem były Święta i ta wielka pustka, której nie mogłeś wypełnić nawet Ty. Po raz kolejny w życiu miała rację a z całego serca pragnęła się pomylić. On miał Nowa a ona miała być w wakacje. To co czuje wtedy kobieta można porównać do jesiennego drzewa. Jeden liść to milion łez. A ona wypłukiwała zieleń swych oczu jeszcze przez długie miesiące. Ona wciąż była chora i prawie nieprzytomna z bólu. A serce? Ona serca nie miała, nie miała uczuć, nadziei. Ona nie potrafiła Go nawet nienawidzić. Ona mogła Go tylko kochać z każdym dniem coraz bardziej nieprzytomnie, coraz mocniej. Mogła o tym po prostu zapomnieć. Jasne, że mogła, ale nigdy nie chciała choćby na chwile zapomnieć koloru jego oczu. A wtedy w Święta jej ubrania już Nim niw pachniały. Wszystko dookoła nagle wypierało Jego obecność. Tylko ona sprzeciwiała się tej kolei czasu. Nikt nigdy nie dał jej tak wiele i ona nigdy nikomu nie dała tak wiele z siebie. Nigdy nie dowiedziała się właściwie dlaczego tak się stało. Czuła się winna. Ale najgorsze miało dopiero przyjść. Nie przypuszczała, ze jej świat ideałów może się jeszcze bardziej zawalić. Że kiedyś jeszcze bardziej przestanie wierzyć w cokolwiek i , że miłość, ale ta prawdziwa nie zadaje pytań i trwa w tym letargu uczuć, wielkich, małych i nigdy nie wątpi. A ona kiedyś w Niego zwątpiła i nie wiedziała, że miała rację. Ona do tych wszystkich prawd dopiero dorastała, kosztem siebie i uczuć, których sobie zabraniał. Pierwsza przegrana to była zaledwie bitwa. Ją czekała jeszcze prywatna walka z niebem. I właśnie dziś po trzech latach poczuła, że ma siłę walczyć o prawdę. Głupia, bezbronna mała kobieta.

Nie zdawała sobie jeszcze sprawy z tego, że Nowy uratował jej życie. Bo kiedy się kogoś kocha taką miłością ostateczną, to powinno się o nim, z dnia na dzień, coraz więcej zapominać.Inaczej można od tej miłości umrzeć. I choć ona nigdy nie zapomniała o Nim do końca, to jednak wciąż żyła a była to bez wątpienia zasługa Nowego.

Poraz pierwszy uświadomiła sobie, że Go kocha w pewną ciepłą, wyjątkowo gwieździstą noc na przystani. Jest wiele piękniejszych miejsc niż brzeg Wisły (chociażby "ich łabędzie"), ale wiesz dla niej wtedy, to był szczyt świata... Objał ją wtedy delikatnie a pośród ciszy słychać było bicie jego serca. Czuła Jego oddech na sobie. Zawsze drżała kiedy jej dotykał, ale wtedy każda komórka jej ciała chciała wyrwać się z jej ciała i z naleźć sie jeszcze bliżej Niego. Musiał czuć to samo, bo tulił ją jak dawno niewidzianego przyjaciela. I choć już tydzień wcześniej powiedział, że ja kocha, to dopiero teraz czuła to, od opuszek palców u stóp po koniuszki włosów. Ta miłośc pulsowała w niej nie mogąć się wydostać.... On jej wtedy powiedział, że liczenie gwiazd przynosi pecha marynarzom. O tym będzie pamietać już zawsze patrząc w niebo. Powiedział jej jeszcze milion słów a każde z nich było tak samo miłe i ciepłe. Dotykał ja i całował w ten sam wyjątkowy sposób. I uwierzyła, że miłośc istnieje i, że jeśli gdzieś jest niebo to tu. Z domu wyniosła poczucie, że miłośc to tylko stan uniesienia przegrywający ze starością metryki. Kobietę, którą się kocha trzeba w końcu znienawidzić i, że te same ciała, które nie mogły się sobą nacieszyć z czasem zaczynają mieć na siebie alergię, że porząda sie tylko to, czego się nie zna. A i, że miłość umiera pierwsza. Potem jest już tylko pakt o nieagresji. A On jej udowodnił, że to nie prawda, że to są tylko szczególne przypadki a ich miłość bedzie trwała wiecznie.... Cały ten ich związek miał mieć charakter czysto sportowy. Obowiązywała ich zasada wierności, ale nie miało prawa być żadnych deklaracji. Zapomnieli o jednym. Miłości nie można zaplanować, ułożyć jej według określonych zasad. I złamanie tych schematów, chwila zapomnienia o tym wszystkim, czego między nimi nie miało prawa być, tego co nadawało sportowy charakter ich znajomości, to było najpiękniejsze i największe zapomnienie w ich życiu....

Nowy tymczasem wiedział, że ona wróci, bo przecież od niego nie odzeszła. Wiedział, że prędzej, czy później zadzwoni. Dla niego ona znów miała dni ciszy, co oznaczało, że odpoczywa od świata, ale nie mogło stać się jej nic złego. Ty dni ciszy znałeś za dobrze. Wiedziałeś, że wtedy ona jest zdolna do najwiekszych błędów. Bo wtedy bardziej niż kiedykolwiek wszystko przeżywała i myślała zbyt wiele. Chroniłbyś ją także przed tym błędem. Ale nie mogłeś nie wiedziałeś...

Ona czuła się jakby powracała do domu z dalekiej podróży. To miejsce przez pewien czas było jej domem. Pragnęła z całego serca, by to kiedyś był jej dom na zawsze. Tylko, że ta walka z góry jest przegrana. Oddaje wszystko a w zamian może nic nie dostać. Takie ryzyko podejmuje sie tylko z miłości do miłości.I choć nie ma szans, by historia się powtórzyła, to spróbować zawsze można. Bo mechanizm działania jest ten sam: najpierw jest spojrzenie wiążące zmysły, potem jest słowo a potem dotyk i zjednoczenie. Może też być nic nie znaczące spojrzenie, nie mniej obojetne słowo, ale wymowny dotyk. Nie ma zjednoczenia. Jest tylko gra w której, albo przegrywaja oboje szanse na miłość, albo jedno z nich przegrywa swoje marzenia, bo przeciwnik grał nie feir. Wszystko dzieje się z prostego powodu. Miłość uzależnia w takim samym stopniu jaj heroina. Wydziela sie wtedy hormon szczęścia a wszyscy wiemy co oznacza jego brak. ona właśnie zafundowała sobie trzyletni detoks z Nowym. i wiesz ja myśle, że ona uzależniła się od Nowego w takim samym stopniu jak od Niego. Nowy nie był jej nigdy obojętny tak do końca. Odczuwała przecież jego nieobecność i nieświadomie nauczyła się na pamięć jego grafiku pracy i odkrywała go codzień na nowo. Nie można też powiedzieć, by jej związek nie dawał jej wogóle szczęscia. Przecież oni się nudzili zawsze razem, nigdy osobno a taka umiejętność jest jak sztuka. A poza tym chwile w których nie odczuwała Jego baraku dawały jej szczęście u boku Nowego. Stanowczo zbyt rzadko zdawała sobie z tego sprawę.

No dobrze, zapytasz a co z Tobą?Co dawała jej Twoja obecność? Nie powinieneś pyta o to, co wiesz, o czym wiedziałeś od dawna. No bo niby dlaczego tylko o Tobie mówiła jak o kimś nadzwyczajnym? Dlaczego traktowała Cię jak powiernika i jedynego właściciela jej myśli? Przecież tylko Tobie mogła zaufać,tylko na Twoją wyrozumiałość mogłą liczyć, gdy zrobiłą coś najgorszego. Tylko Ty skupiałeś się bardziej na jej uczuciach niż ciele. Ty rozumiałeś o czym pisze, tolerowałeś jej niekontrolowan wybuchy agresji i histerii. Przy Tobie zawsze była prawdziwa. Z jednym tylko nie umiała sobie poradzić, z tym, że kochała Cię właśnie jak kogoś nadzwyczajnego a nie jak mężczyznę, który mógłby mieć z jej powodu erekcję. Nie wyobrażała sobie by mogła istnieć miedzy wami strefa intytmności. Bo choć przy Tobie czuła się naga (z uwagi na to, że wiedziałeś o niej wszystko) to nie potrafiłą sobie wyobrazić, że mogą was łączyć tak po prostu stosunki łóżkowe. Nigdy żaden męzczyzna nie znał jej tak dobrze, chyba żaden z nich nie chciał jej tak dobrze znać. Dlatego ona mogła stać przed nimi naga. Oni nie wiedzieli, że ją potrafi czasem tak cholernir boleć życie. Ty to wiedziałeś. Poza tym nie mogłą isć do łóżka z kimś, kto przewyższa ją emocjonalnie a tak czuła Ciebie. Wiedziaął, że sex otwiera oczy i tak naprawdę niczego nie ułatwia a przynajmniej z Tobą chciała mieć życie bezproblemowe. On też emocjonalnie pozostawał lekko z tyłu. Nie mógł jej dogonić, bo nigdy nie powiedziałaby Mu prawdy.Dla Niego była jakaś i taka chciała pozostać. On też był jakiś i tego nie chciałą zmieniać. A wy się wzajemnie szlifowaliście. Poza tym ich intymność zaczynaął się od obcości a przez akty seksualne zblizali się do siebie. A czym miałby być wasz akt? Hmm to pytanie nawet ją by zaskoczyło.... Nie wiem jak Ci to tłumaczyć. Ciebie nie można było kochać jak kogoś zwykłego (wiem, że On był dla niej niezwykły i Go kochała ale..). Ona się bała, że nie sprosta waszej miłości. Bo seks nawet najlepszy to takie ludzkie uniesienie a z Tobą musiałoby być nadzwyczajnie. Myślisz, że ona nigdy o tym nie myślała? Że nie zadawała sobie pytania dlaczego jakiś zwykły facet ma być nagle Tobą? Odpowiedź zawsze była taka sama: nikt nigdy nie był Tobą, Tobie nie dorównywał. A dlaczego ich miłość miała być taka idealna? Bo widzisz tylko sex daje ludziom pewność, że to jest "to" i pozwala im sie poznawać lepiej. Sex otwiera oczy i pogłębia serca. A widzisz oni mieli ten swój ideał bez aktu seksualnego. Oni spedzali ze sobą całe noce, nigdy nie pozwalając sobie na to zapomnienie ostateczne. I właśnie dlatego to co ich łączyło było dla niej tak ważne. Uszanował jej zdanie i pielegnował ja. Ty też potrafiłbyś to uszanować, tak wiem... Dleczego Tobie nie dała takiej szansy? Nie umiem Ci tego jeszcze wytłumaczyć. Ona odpowiedź na to pytanie dopiero pozna. A póki co musi oswoić sie z myślą, że Ty to ideał wszystkiego a ideały giną, coś jej niszczy. Odeszła i kiedyś usłyszysz całą prawde dlaczego....

W życiu najczęściej sprawdzają sie niestety te złe prawdy, te które dla nas nie oznaczają nic dobrego. Myślisz, że mężczyźni wiedzą dlaczego tak naprawdę nienawidza swoich poprzedników? Oprócz tego, że są do nich wciąż porównywani. Prawda jest taka, że tylko oni są dla nich realnym zagrożeniem. Bo po co kobieta miałaby tracić czas na poznawanie kogoś innego, szukanie ideału, skoro kiedyś miała ideał w zasięgu ręki. Łatwiej jest do kogos powrócić. To znaczy kobietom jest łatwiej, bo przecież wspomnienia są dla nich ważniejsze od marzeń. Z zazdroscią kobiet jest zupełnie odwrotnie. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, że odpowiednia dawka wrażeń jest w stanie "przytrzymać" mężczyzne. A co zapewnia moc wrażeń? Nowe znajomości. Dlatego kobiety muszą być codzień inne, muszą wykluczać swoje rywalki zanim one nbedą wystarczająco blisko by je zastapić. I z tą prawdą przyszło się zmieżyć także i jej. Jemu chciała udowodnić, że nie miała innego ideału, że nie było nikogo przed. Że wszyscy byli po, więc są nieistotni. A sobie chciała udowodnić, że dla Niego ona zawsze będzie tą po. Że jej miejsce wciąż należy do niej, tak jak Jego miejsce wciąż należało do Niego.Mówią, że do miłości trzeba dorosnąć. A ona wciąż czuła się dzieckiem, chciała udowodnić, że jest wystarczająco dorosła by kochać. Że rozumie co to miłość, ze juz wtedy na przystani była wystarczająco dorosła by Go kochać.

Miała przed sobą długą drogę. Sporo czasu by zaplanować każde słowo, najdrobniejszy szczegół tej rozmowy. I zaczęła sobie przypominać tych mężczyzn, którzy byli dla niej wyjątkowi. Już to kiedyś miała, wtedy, kiedy diagnoza była dla niej usprawiedliwieniem. Umierała...chciała wtedy umrzeć. Musiała Cię okłamać w taki sposób, by zostawić jak najmniejszą rysę na Twoim sercu. Ale to chyba było niemożliwe......

Przypomniała sobie Tomka i to wspomnienie było teraz dla niej obce. Dlatego, że ona stała się jemu obca, dlatego, że oni nie mieli swojej drugiej szansy. No i widzisz ona teraz zrozumiała, że wogóle go nie kochała. Owszem miała do niego słabość (zwłaszcza po alkoholu), ale ta słąbość nie wymagała od niej zaangażowania. I gdyby ich znajomość nagle się odświeżyła, to on byłby chłopakiem weekendowym. Emocjonalnie zupełnie obcym. Tylko, że nawet teraz nie miała pewności, czy umiałaby zdradzić z nim Nowego. Bo do tej pory to Nowy był jedynym mężczyzną z którym kogoś zdradzała. Choć ja bym tego zdradą nie nazwała. To była raczej cześć terapi, bez której leczenie byłoby bezsensowne. Zaraz po Tomku przyszedł czas na Krzyśka. Taka bezpieczna kolejność wspomnień. Bezpieczna tak jak jej znajomość z nimi, jak jej przyjaźń z Krzyśkiem. Przecież nigdy ani Tomek, ani Krzysiek nie zrobili jej nic złego. Tylko ona mogła czuć się wobec nich winna. Ona była dla nich tak dobra, że oni nie mogli jej nie kochać. I wcale z jej strony nie była to gra a jedynie czysta szczerość serca. Była między nimi granica, której nie wolno im było przekroczyć. Granica prawdy, którą przekroczyłeś tylko Ty. Gdyby umiałą być tak samo dobra dla siebie samej, to nie musiałaby teraz ryzykować tą podróżą.Może byłaby teraz szczęśliwa z Nim. Ona tymczasem odmawiała sobie praw do szczęścia. Ale to wszystko miało sie wkrótce zmienić. Szczęście znów było blisko.... I właśnie teraz, kiedy spojrzała w niebo poczuła ulgę. Bo przecież wszystko bedzie dobrze. Zabrakło jej tu pewnej postaci niezwykle uśmiechniętej i gotowej na śmierć: "To nic malenka...To nic...." i jak tu nie płakać, kiedy nagle wkraczają do jej umysłu i serca te bolesne wspomnienia. Teraz właśnie sobie pomyślała, że gdyby on żył, to ona by go kochała, byliby szczęśliwi. Nie spotkałaby Jego, ale przecież nie byłby jej do niczego potrzebny. blisko byłby ktoś, kto tak samo jak Ty zarażał ja optymizmem i ogromna wiarą w ludzi. Tymczasem dotarła do niej samotność. Wiedziała, że śmierć może wszystko zepsuć. Ich przyjaźń też zepsuła.

Siedzę w szpitalu. Patrzę na te zielone ściany, których kolor wcale mnie nie uspokaja. Na szczęście mam ten kawałek papieru. Siedzę tu już ponad trzy godziny, ale dopiero teraz zaczełam pisać, bo ręce przestały mi drżeć. On leży tu tak cicho, nieprzytomnie i już mi nic nie powie. Boże jakie to cholerne uczucie patrzeć jak ktoś umiera zwłaszcza któś tak bliski. A ja nawet nie zdążyłąm mu powiedzieć kim dla mnie jest. Mówię teraz i wcale nie czuję się lepiej. Dłonie ma jeszcze ciepłe, zresztą nie czuję, bo zanoszę się od łez i kurczę się z bólu. Lekarze tu nie przychodzą i nikt mi nic nie mówi. Może to lepiej, nie chcę słyszeć, że on umiera. Zdążyłam przyzwyczaić się do myśli, że jesteśmy przyjaciółmi.... Pamiętam jak przyszłam tu poraz pierwszy. Udawałm, że go znam i on skłamał dla mnie, żebym mogła tu przychodzić co dzień. Chyba chciał wiedzieć, dlaczego tak mi zależało na tym, ale sama nie wiem skąd to pragnienie. Nie lubił, gdy patrzyłam na jego ciało pokryte śladami od igieł... Pierwszy spacer pamiętam jakby to było wczoraj. Pozwolili nam wyjść na góra godzinę. U niego łatwo było o infekcję. Padał śnieg a my otwieraliśmy usta, by złapać jak najwięcej płatków. Potem udawalośmy, że jesteśmy na bezludnej wyspie. Wtedy też powiedział, że dobrze się ze mną czuje. Opowiedział mi historię swojego życia, które właściwie spędził w szpitalu. Ach ten Przemo! Potem zachorował. Miałam wyrzuty sumienia a on nadal trzymał mnie za rękę i powtarzał: "To nic maleńka, to nic"..... Patrzę na niego i usiłuję sobie przypomnieć, jak wygląda, kiedy się uśmiecha, albo jak udaje,że jest na mnie zły. Musisz wiedzieć, że on nie umiał być na mnie zły tak naprawdę. Skąd mogłam wiedzieć, że to już blisko.... Wczoraj, gdzy szłam do domu pluł krwią. Bałam się cholernie. Czuł, musiał to czuć, bo powtarzał mi wciąż :" To nic maleńka, to nic.." Przemo mój Przemo! Duży dzieciak. Prosił bym przyszła rano. W nocy była burza wiedziałm, że stanie się coś złego. Myślałm jak to dalej będzie z nami.... Kiedy przyszłam nie miał kroplówki. Spojrzał na mnie z takim samym blaskiem w oczach jak wtedy podczas pierwszego spaceru i zrozumiałm... Ostatni raz... " To nic maleńka, to nic. Wiesz kochana jesteś?" Nie czekał na odpowiedź. Cisza ta cholerna cisz trwa już tyle godzin... Nigdy nie rozmawialiśmy o śmierci. Dziwne prawda? Dla nas to było nieistotne. Niebo zawsze miało kolor jego oczu. Tych ciepłych kochanych guziczków. Myślisz, że on czuje jak całuję jego dłonie? Czy on czuje moje łzy? Przemo! Przemuś! Może tak chiał umrzeć, może chciał trzymać mnie za rękę. Ale ja wciąż nie rozumiem nic z jego odejścia. Czekam i beznadziejnie wciąż wierzę, że otworzy oczy, że to żart. Tak, to napewno żart tylko, że nie jeg a Boga. Trochę w złym guście i jakoś mnie nie śmieszy muszę przyznać. Przemuś spójrz pada śnieg. Chodź zabiorę cię na spacer... Tak to Przemek był tym chłopakiem z którym się spotykałm codzień. Nie mówiłam o jego chorobie, bo dla na s jej nie było. Boję się burzy, wczorajsza byłą straszna. Teraz są u niego lekarze. Trzech, czterech kazali mi czekać. Nic poza ty. Może jednak.... Denerwuję się nikt nie chce ze mną rozmawiać! Angel pielęgniarka tu idzie! Nadziei już nie ma Aniołeczku ratuj! Przyniosła mi list. Przemuś napisał dla mnie list. Właściwie to ona pisał a on jej dyktował. On wiedział, że to już koniec. Napisał tye ciepłych słow. Że wtedy pierwszego dnia wyglądałm jak Anioł z takim wielkim lizakiwem i dlatego skłamał, Że najchętniej wymazałby z pamięci 18 lat swojego życia, by pamiętać tylko te 13-ście szczęśliwych miesięcy ze mną. Teraz ona zna nasz sekret. i to jego to nic maleńka. Ach ten Przemo... Tyle ciepłych słow dla…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych