Powieść
Trochę strasznie... troche wesoło... napewno niepoważnie... bedzią dalsze części, tylko znajdę czas by je wklepać do kompa.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
PROLOG
Białą i chłodną salę oblewała prawie niczym nie zmącona cisza. Jedynym odgłosem, który mącił ten błogi stan,był dźwięk uderzających o podłogę kropel.Spadały, jedna po drugiej, nieprzerwanie. Ciężkie, pełne, soczyste o kolorze i konsystencji ketchupu, dopiero, co wyjętego z lodówki. Rozbryzgując się na posadzce rozsiewały głuche: - Pac... Pac... - Co wynikało z długości trasy jaką miały do przebycia. Droga ich podróży była szczerze mówiąc nie tyle długa, co niebezpieczna, gdyż biedactwa miały za zadanie spadać z wysokiego stołu. Stół, środkowa część ich trasy, był metalowy, co za tym idzie okropnie zimny, szpetny i niegustowny. Jego srebrno-szary blat, uzbrojony w cztery wrogo nastawione rogi ( właśnie takie, o które zawsze człowiek się zaczepia, kiedy mu się śpieszy.) Wsparty był na czterech walcowatych nogach. Źródłem natomiast dla małych kropelek była świeżo, co rozdarta tętnica. Tkwiło w niej jeszcze narzędzie, które przyczyniło się do tak nieapetycznego jej stanu. Narzędzie to, przynajmniej moim zdaniem, znalazło się w nieodpowiednim miejscu i czasie a co do jego zastosowania, w stu procentach było negatywne. Jeśli to, co wydarzyło się w tym pomieszczeniu, przypuszczalnie sądząc po stanie rzeczy przed godziną, było morderstwem, to narzędzie zbrodni jest bynajmniej śmieszne... - Widelec! Zwykły widelec! Wyobrażacie to sobie? Człowiek spodziewa się sztyletu, siekiery, w ostateczności noża kuchennego, a tu? Wstyd! Po prostu wstyd, do czego posuwają się ci dzisiejsi mordercy! A może wcale nie powinniśmy używać tego sformułowania w tym przypadku, skoro to jest zwykły widelec? Może po prostu to był tylko wypadek... Ten jeden z brutalniejszych. Komuś mógł się najzwyczajniej wyślizgnąć z ręki i ugodzić tego pana w szyję, nie takie przecież przypadki chodzą po ludziach. Zwyczajnie wbił się i utknął, a ten pan zaczął panikować i przewrócił się na kominek... Nie, nie na kominek, bo przecież tam wcale nie ma kominka, ale na przykład na... Na cokolwiek i się mu pogorszyło. Wtedy zorientował się, że jest z nim już całkiem źle,więc położył się na ten paskudny stół, aby umrzeć w spokoju. I co tu gadać zaraz o morderstwie!
ROZDZIAŁ 1
Długie, smukłe i ponętne nogi odziane w skąpą spódniczkę wielkości znaczka pocztowego kroczyły w stronę przystanku autobusowego. Dotarłszy do niego wzbudziły westchnienia i potajemne, nieco niecenzuralne jęki. Podobny efekt wywołała ich obecność w autobusie i późniejszym tramwaju, gdzie miały zaszczyt gościć. Wreszcie dotarły do biura śledczego, które miały zwyczaj, wraz z resztą towarzyszącą, codziennie rano odwiedzać. Co do samej osobistości, która poruszała się na tych unikatach to... Niesamowity facet! W momencie przekroczenia progu zakładu pracy uderzyła go fala śmiechu. O dziwo, ten drwiący dźwięk wydobywał się tylko z krtań osobników męskiej płci, reszta natomiast wydawała podobne westchnienia, jak towarzysze jego podroży. Pan Michał natomiast nie zwracał na żadne z tych odgłosów uwagi. Na jego twarzy widniała, namalowana czerwoną kredką, wściekłość a lekkie skrzywienie ujawniało dokuczliwego kaca. Szybko i zdecydowanie nacisnął klamkę, która była przyczepiona do drzwi pokoju głównego szefa. - Nigdy więcej Panie Władziu, słyszy Pan, nigdy więcej! - Ale, o co chodzi? - O co? Ślepy Pan jest? W kiecce babskiej przecież chodzę! - A co, nie zauważył Pan, Panie Michale, w co się Pan rano ubierał? - ...? - No dobra przesadziłem, przepraszam, niechże Pan wyjaśni. - Miałem zlecenie na dziwki? - ...? - Miałem! - Dziwki? To Pana prywatna sprawa gdzie Pan po pracy przebywa. Tyle tylko, że szkoda mi Pana żony, taka sympatyczna kobieta. - O czym Pan bredzi? Jakie dziwki? Ja? - Nie ja! - Pan? - To Pan przecież o dziwkach mi opowiada. Ja mam żonę. - A ja to nie? - Niech Pan wszystko jednak wyjaśni od początku, sam, ja się nie będę wtrącał, bo inaczej się nie dogadamy. - Mianowicie... Dał mi Pan zlecenie abym rozejrzał się po mieście i zbadał, kto zaopatruje okoliczne prostytutki w towary „ wysokich lotów „. Zbadałem, a jakże. Jak Pan myśli jak najłatwiej wniknąć w ich grono? Stąd mój błazeński strój. - Ale dlaczego do pracy? - Gdyż dopiero dziś rano miałem spotkać się z jakimś Mafiozo. Nie zdążyłem się przebrać tym bardziej, iż uparł się odprowadzić mnie na sam przystanek autobusowy, tak się mu spodobałem jako kobieta! - Może warto zainwestować w siebie Panie Michale? - Co Pan ma na myśli? Jakieś przeróbki? Tak?! - Nie, nie... Ja nic nie sugeruję. - No! A teraz idę się przebrać!... Przepraszam, jadę taksówką do domu i to na koszt firmy. Gdy Pan Michał opuścił pokój. Dał się słyszeć za nim głos drwiącego szefa: - Przebrać Panie Michale, czy podmalować?
***
Gdy Pan Michał znowu powrócił na miejsce pracy, oczywiście po trudnych przejściach ze „ wścibską „ połową ślubną ( Czemuż to ubiera się w babskie fatałaszki), nikt, całkowicie nikt, nie interesował się już orientacją współpracownika. Biuro śledcze numer pięć, przy ulicy Bajzel 3, wrzało. Szef wyjeżdżał na urlop ( to akurat wszystkim było na rękę), pojawiła się nowa sprawa zamordowania jakiegoś faceta w szpitalu, a co najgorsze w zaistniałej sytuacji nikomu się nie kwapiło do jakiejkolwiek pracy. Każdy wyjazd szefa był ogólnie i powszechnie zaadoptowanym urlopem dla wszystkich pracowników łącznie z psami tropiącymi. Sprawą naturalną jest także fakt, że Pan Władzio zawsze był święcie przekonany, że prace idą w takim samym tempie i z takim samym skutkiem, bez różnicy czy on jest czy go nie ma i jednym słowem klapa, katastrofa lub kompletny burdel, – jak kto woli. Z momentem opuszczenia biurowca przez głównego szefa do spraw kryminalnych Pana Włodzimierza Pawełka, budynek jak zwykle przeżył szybką metamorfozę... W trybie natychmiastowym dwóch ochroniarzy stojących przy wejściu do hali głównej – znikneło! (Coś w rodzaju płatnego urlopu), Pani Agnieszka- sekretarka i osoba do spraw administracyjnych, wyciągnęła na biurko stosy kobiecych czasopism i zginęła dla świata... Trzy wielkie czarne wilczury, zarówno ochrona jak i spece od niuchania, podążyły w kierunku rynku... i to był ostatni raz jak je widziano... Na polu bitwy pozostał Pan Michał wraz z towarzyszącą mu Panią detektyw... Anną. Pani Anna była szczupłą, średniego wzrostu szatynką o modrych oczach, i nie było na świecie i we wszechświecie takiej rzeczy, której by pan Michał dla niej nie zrobił!!! Była obiektem jego westchnień odkąd ją ujrzał po raz pierwszy i gdyby nie fakt, że posiadał już na składzie kobietę swego życia, zmusiłby ją do zamążpójścia za niego. Niestety jakiś czas temu wybrał damę swego serca i teraz wstyd byłoby mu się wycofać, może nie tyle, co wstyd, co strach... Dama jego serca, mierzyła zaledwie metr czterdzieści, ale rękę miała cięta! Była to toporna, puszysta baba o twardych, dość despotycznych zasadach. W grę nie wchodziły żadne wykręty ani tym bardziej nie dotrzymanie słowa. Jej gniew rozchodził się wtedy po ścianach kamienicy, w której mieszkali do tego stopnia, że biedny Pan Michał przemykał z psem następnego dnia pod murami, aby uniknąć chichotów sąsiadów. Jedynym atutem Pani Barbary była kuchnia. Dla flaczków czy szarlotki swojej małżonki Pan Michał był w stanie znieść wszelakie poniżenia i katusze. To trzeba było mu przyznać jeść kochał nad życie.
ROZDZIAŁ 2
Tłocząc się w tramwaju, następnie pokonawszy kolejny kawałek drogi autobusem, wreszcie dotarł na miejsce, gdzie był umówiony z cud Panią detektyw. Na wpół zmiażdżony, spocony i zły wydobył z siebie jeszcze ten jeden ostatni uśmiech i skierował go prosto w jej oblicze. Niestety Pani Anna rzuciła mu tylko ochłap uśmiechu i nawet nie zatrzymała na nim wzroku. - Spóźnił się Pan!... Znowu! - Bardzo przepraszam, ale te korki... - A co mnie to interesuje? Na drugi raz będzie się Pan sam widywał ze wszystkimi trupami w okolicy, bo ja na pewno nie będę wyczekiwać na pana. - Bardzo przepraszam, jeszcze raz! - Dobra, idziemy. Nie będę teraz słuchała Pańskich tłumaczeń, bo nie mam na to ochoty. Załatwmy to jak najszybciej! Pan Michał zdążył w ostatniej chwili otworzyć tej niesamowicie energicznej kobiecie drzwi do budynku szpitala, do którego właśnie zmierzali w celu zidentyfikowania świeżo, co zmarłych zwłok. Boże, jak ta kobieta na niego działała! Ominęła z gracją drzwi a poła płaszcza musnęła Pana Michała prawie po policzku! Serce waliło mu jak młot pneumatyczny. Cały dzień spędzić miał dziś z tą czarującą kobietą! Co prawda nie w kawiarni czy łóżku jakby wolał, lecz nad cuchnącym pewnie już trupem. No, ale zawsze, nie? Weszli do windy.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil gooralska
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…