Powrót
Krótka historia z pewnej knajpy
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Był zimny wieczór. Ta sama ulica w okolicy tego samego baru, który tego wieczora szczelnie wypełniony był ludźmi i dymem. Z radia grała muzyka, ludzie rozmawiali, krzyczeli i śmiali się. Co chwilę ktoś wychodził, a ktoś inny wchodził. Dziewczyny miały starannie poplecione włosy w olbrzymie koki. Na jeszcze letnie sukienki założyły ciepłe sweterki. Mężczyźni mieli na sobie kuse marynarki, a ich krawaty były już lekko poprzekrzywiane. Siedzieli w grupach. W niektórych z nich były same dziewczyny, w niektórych z kolei tylko sami mężczyźni uważnie obserwujący swoje koleżanki. Przed dziewczynami na stolikach stały szklaneczki wypełnione lekkim alkoholem a ich policzki były zaczerwienione. Kiedy śmiały się, zatykały dłońmi usta a ich oczy wtedy na chwilę kręciły się niczym dwie rozpędzone karuzele. Dwie pary przytulone do siebie tańczyły w kącie sali. Ktoś z przeciwległego narożnika coraz bardziej bełkotliwie coś opowiadał, i co i rusz przy tym wstawał z miejsca jakby już miał zamiar wychodzić, jednakże wciąż zostawał przy swoim stoliku.
Tym kimś był Jan. Przy jego stoliku siedziało kilku chłopaków w jego wieku. Wszyscy dużo pili i wszyscy byli jacyś markotni. Jeden z nich oparł głowę na podpartej o stolik ręce i walczył z coraz mocniej przymykającymi się oczami. Jan wyjął z paczki kolejnego papierosa, wsadził go sobie do ust, ale zapomniał sobie go przypalić. Znów wstał, ale się zachwiał. Ktoś położył mu rękę na ramieniu i nakazał aby Jan siadał. Siadł więc ciężko i ponurym wzrokiem przebiegł po sali.
Niewiele już widział spomiędzy chmur dymu zasnuwającego przestrzeń lokalu. Gdzieniegdzie tylko, z tegoż dymu wystawały czyjeś plecy podobnie jak masywy gór wyrywają się z mleka chmur i mgły. Wypity alkohol sprawiał, że Janowi wszystko to na co patrzył zlewało się w jedną wielką kolorową plamę, a każdy ruch głową powodował, że jego oczom ukazywało się to co zwykle widać kiedy spojrzy się w dziecięcy kalejdoskop. Tysiące kolorowych kropek odrywało się nagle ze skupiska, w które były dotąd sprawnie poorganizowane i wybuchały ferią barwnych przemieszczeń. Kiedy przymykał oczy, to wszystko tylko jeszcze bardziej się potęgowało. W ustach czuł płynną stal, i czuł że jego wnętrzności nasączone są alkoholem niczym gąbka, która wpadła do wiadra z samogonem. Jego skronie ogniście pulsowały.
Wtem drzwi otworzyły się. Do środka weszło kilku chłopaków, a tuż za nimi weszła ona. Ewa. Jego Ewa, jak Jan lubił sobie w myślach ją nazywać, choć oczywiście niewiele miało to póki co wspólnego z prawdą. Jego twarz przybrała ciepły czy wręcz ckliwy wyraz, choć była to ckliwość pijacka. Jednakże po chwili znów stężał. Tuż za Ewą bowiem wszedł Klaas. Jan nachylił się nad stolikiem niczym kocur obserwujący przesuwający się przedmiot, za którym lada chwila ruszy w pościg. Klaas był w jego oczach największą przeszkodą w drodze do Ewy. Ciągle był przy niej, kręcił się wokół niej niczym jakiś satelita. Nie mógł się zbliżyć do niej bardziej, na to nie pozwalała mu jego, nakazana przez moce wyższe trajektoria orbity, po której – i tylko po niej – mógł się Klaas poruszać. Jednakże wciąż i wciąż był jej blisko, tam gdzie przesuwała się Ewa, tam wraz z nią przesuwał się też Klaas.
Jan postanowił postawić się do pionu. Niemalże sam własną ręką pociągnął się w górę za marynarkę. Świat zafalował mu przed oczami niczym powietrze nad letnim rozgrzanym asfaltem. Koledzy od stolika tylko na niego zerknęli, nie wierząc w to najzupełniej, że ich przewodnik stada będzie mógł w takiej pozycji długo ustać. Udawało mu się to jednak całkiem dobrze. Odsunął stolik strącając przy tym łokieć kolegi, na którym ten utrzymywał swoją głowę, co z kolei spowodowało to, że kolega ów wyrżnął głową o kant stolika i teraz patrzył na wszystko oszołomionym wzrokiem. Jan ruszył mozolnie w kierunku, w którym zdawało mu się że powinien się udawać. Po tym jak wstał, cały alkohol w jego głowie wzburzył się niczym atrament rozlany w wodzie i na moment Jan utracił zdolność spostrzeżenia czegokolwiek. Przed oczami przelewały mu się kaskady barw i konturów ludzkich, spośród których wyraźnie widział jedynie twarz Ewy. Parł do przodu przytrzymując się dłońmi jakichś nieznanych sobie przedmiotów, ludzkich pleców i ścian. Czasami zdawało mu się, że się cofa i te czarne wezbrane fale kształtów, których się tak desperacko chwytał ściągają go z powrotem w kierunku jego stolika niczym morski przypływ. Czasami też coś popychało go mocno do przodu i w ten sposób nadrabiał stracony już, wydawać się mogło, dystans dzielący go od docelowego portu. Miał wrażenie, że pomaga mu w tym muzyka, skoczny, skrzekliwy, radiowy utwór który czasem znikał mu z uszu jakby zanurzył głowę w beczce.
Nagle ku swojemu zaskoczeniu, zobaczył wszystko bardzo wyraźnie. Stał tuż przed Ewą, która patrzyła na niego zaskoczonym wzrokiem i którą co chwilę zasłaniał Janowi jakiś przechodzący człowiek. Wyciągnął przed siebie ręce jakby chciał ją chwycić, bo czuł że jakaś siła ciągnie go nieodwołalnie w tył, w kierunku podłogi. Przytrzymał się znów czegoś, zabrzęczał dźwięk tłuczonych szklanek. Usłyszał perlisty śmiech Ewy. Znów mocno wyciągnął ramiona i poczuł iż ściska w dłoni damski, delikatny szal, który instynktownie pociągnął w swoją stronę. Czuł, że wraz z nim ciągnie lekki ciężar ludzkiego ciała – może dziecka, a może kobiety. Nie miał szans tego odgadnąć bo w tej samej chwili przez moment widział przerażone oczy Ewy, które znajdowały się zaskakująco blisko jego własnej twarzy. Tuż potem, przed oczami przeleciały mu czyjeś dłonie, a za
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MarcinKacprzak
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…