Wróć do katalogu

Poza zamkiem

kolejna, trzecia część historii życia Roweny

sarane, opublikowano , 14 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W dziesiąte urodziny Rowena opuściła zamek królewski. Nie widziała dla siebie miejsca w wielkiej budowli, gdzie rezydował król. Już dawno przestała nazywać go ojcem. Nie widywała go, nie rozmawiała z nim, nie miała z nim prawie nic wspólnego. Astostoram tłumaczył jej wiele razy, że jako córka królewska i następczyni tronu nie może zostawiać kraju w niepewności, ale ona nie chciała słuchać. Zbijała takie argumenty swoim – w kolejce do tronu stała jeszcze Helena, wychowywana przez ojca. Według małej Roweny jej siostra miała się w przyszłości znacznie bardziej nadawać na królową niż ona sama. Nie chciała być władczynią, pragnęła spokoju i życia bez problemów, jakie niosła korona.

Wujowie uważali ją za dorosłą znacznie ponad jej wiek i zasadniczo mieli rację. Mogli z nią rozmawiać właściwie swobodnie, bez zahamowań, wiedząc, że wszystko zrozumie, a co trzeba zachowa dla siebie. Powiedziała im o swoich uczuciach i musieli przyznać, że rozumieli, o czym mówiła. Sami przechodzili to już kiedyś. Nie mogli przyznać jej racji, że mówi od rzeczy, ale jednocześnie nie mogli też przyznać, że zrobi właściwie. Nie uważali tak…

-Roweno – wuj Cester zatrzymał ją na chwilę przed wyjazdem. – Rozumiem twoje uczucia, ale Nie robisz właściwie.

-Wuju…

-Dobrze wiesz, że Wilhelm królem nie będzie, został wydziedziczony. A Helena mimo wychowania się nie nadaje.

-Nauczy się wszystkiego.

-Nie charakteru… tego zmienić nie można. – do pomieszczenia wszedł Henryk. – Nie wszystkiego można się nauczyć Roweno.

-Jeśli podjęłaś ostateczną decyzję – stwierdził Cester – to postanowiliśmy ją uszanować. Ale błagam, nie rób tego, jeśli nie jesteś do końca pewna. Nie odcinaj się od korzeni i od dziedzictwa.

-Będzie miała pomoc… Jak król.

Cester i Henryk przestraszyli się. Zapatrzona kiedyś w rodziców dziewczynka nagle przestała traktować własnego ojca jak ojca. Był dla niej tylko królem, nikim więcej. Po śmierci matki straciła wszystko, co wiązało ją z dworem ojca, wszystko, co wiązało ją z rodziną. Zauważyli, że mimo tego wszystkiego z Wilhelmem łączyła ją niesamowicie silna więź i musieli przyznać, że mimo wszystko bardzo się z tego cieszyli.

Rowena dostała od przyjaciół ze stajni gniadego wałacha, spokojnego i silnego, żeby miała porządnego towarzysza podróży zamiast niewielkiej i delikatnej Santo. Wuj Cester na dziesiąte urodziny sprezentował jej Pismo święte, które przez ostatnie lata tłumaczył, przepisywane przez mnichów mu podległych. Jeden z rozdziałów napisany był błękitnym tuszem. Rozdział tłumaczony przez małą Rowenę. Henryk dał bratanicy zestaw piór, kartek i atramentu, żeby bratanica pisała często.

Król dał córce wolny wybór. Powiadomiła go o swoim planie a on nie oponował. Wywołało to gniew Astostorana, który przejął się opieką nad małą królewną i który uważał, że jej miejsce jest nie gdzie indziej niż w zamku. Z tego powodu pokłócił się nawet z dawnymi przyjaciółmi – Henrykiem i Cesterem. Naciskał, a oni nie chcieli, żeby stwarzał małej jakiekolwiek problemy.

W końcu musiał ustąpić i został odwołany z roli, kiedy Henryk poskarżył się bratu. Rowena wyjechała z zamku około południa w momencie zmiany wart. Nie chciała być zauważona, nie chciała, żeby ktokolwiek o niej wiedział, ktokolwiek pamiętał. Zamierzała być kimś zupełnie innym.

Trafiła w końcu, po kilku dniach szukania, do trupy cyrkowej, która przemierzała właśnie kraj. Była wycieńczona i zziębnięta, bo noce były już, mimo letnich dni, chłodne, a ona nie wzięła wszystkiego, co powinna była. Miała dziesięć lat i mierne pojęcie o nocowaniu na łonie natury. Zabrali ją z litości, ale po dwóch dniach zorientowali się, że radzi sobie z końmi znacznie lepiej niż ktokolwiek z nich i postanowili zaryzykować.

Podała im nieprawdziwe imię. Chciała, by nazywali ją Robin a im nie zależało na jej prawdziwym imieniu. W ciągu miesiąca wiedzieli już, że dokonali słusznego wyboru – potrafiła sobie poradzić z dosłownie każdym koniem. Na targu kupili wielkiego, skarogniadego ogiera, który miał być wkrótce gwiazdą przedstawień. Tylko Robin była w stanie do niego podejść. Tylko ona miała odwagę żeby przenieść mu jedzenie. I tylko jej w ciągu miesiąca pozwolił się dosiąść.

Zaczęli ją trenować w jeździe konnej i wszelkich sztuczkach. Ogier pozwolił jej właściwie na wszystkie ekstrawagancje od stania na grzbiecie do wiszenia po jednej stronie woltyżerskiego siodła. Postanowiono pozwolić małej jeszcze Robin na samodzielny występ woltyżerki. Pierwszy występ miał być spokojny, złożony tylko z najprostszych elementów, ale Robin po przygotowaniu rumaka przećwiczyła szybko to, czego uczyła się poprzedniego dnia. Szef cyrkowców chciał ją zatrzymać przed wyjazdem na arenę i zakazać niesprawdzonych elementów, ale nie zdążył. Piołun – tak nazwano ogiera – po prostu obok niego przebiegł. Robin, która nie była gwiazdą, tylko pośrednią osóbką, miała posłużyć za uprzyjemnienie gościom oczekiwania w kolejce do wyjścia. Stało się jednak inaczej. Okazało się, że pokazane jej sztuczki bardzo szybko przyswoiła i, co więcej, zachwyciła nimi publiczność.

Od tego występu była największą atrakcją każdego występu. Co chwila uczyła się nowej figury i nie bała się ich pokazywać publiczności. Była rozpoznawana i mocno oklaskiwana wszędzie, gdzie się pojawiała. Cyrk Maciurena stał się jedną z największych atrakcji każdego święta, na którym się pojawiał. Wzbogacił się i zyskał sławę, o jakiej szef i założyciel nigdy nawet nie marzył.

Pierwszą zimę cyrkowcy spędzili w jednym z granicznych zamków, gdzie za pieniądze zarobione w ciągu roku zamówili dwie wielkie szopy i szereg komnat, wyjątkowo taką liczbę, aby każdy miał wiele miejsca dla siebie. Robin nie korzystała jednak z wykupionego dla niej pokoju, tylko z niewielkiej szopy znajdującej się przy prowizorycznie urządzonej stajni. Spędzała ze swoim ogierem sporo czasu. Nauczyciele dalej pomagali jej polepszać swoje umiejętności, dzięki czemu Robin jeździła jeszcze lepiej. Piołun niezwykle się cieszył, kiedy zaczęła z nim jeździć na przejażdżki do lasu. Początkowo wypuszczano ją tylko w asyście któregoś z trupy, ale bardzo szybko zorientowano się, że jej tego nie potrzeba. Jeździła sama. Nikt nie dorównywał jej i Piołunowi w szybkości i zwinności. Nikt za nimi nie nadążał. Dziewczyna miała niesamowicie dużo samodzielności.

Kiedy cyrkowi zaproponowano uświetnienie uroczystości z okazji podpisania traktatu pokojowego między Aksak a Samorią przywódca trupy nawet się nie zastanawiał nad odpowiedzią. Przygotowania rozpoczęli jeszcze tego samego wieczora. Nie było

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych